Dariusz LASOCKI: Kto pilnuje strażnika wyborów? Groźne dla procesu wyborczego upolitycznienie PKW

Kto pilnuje strażnika wyborów? Groźne dla procesu wyborczego upolitycznienie PKW

Photo of Dariusz LASOCKI

Dariusz LASOCKI

Radca prawny i były warszawski samorządowiec. W latach 2020–2024 członek PKW. Od lipca 2026 r. członek prezydenckiej Rady Nowej Konstytucji.

Do wyborów parlamentarnych w Polsce pozostało niecałe piętnaście miesięcy. Państwowa Komisja Wyborcza nigdy w swojej ponad trzydziestoletniej historii nie była tak rozchwiana i tak bliska utraty wiarygodności jak obecnie. To, co obserwuję jako były członek tego organu, skłania mnie do postawienia pytania, na które polskie prawo nie daje dziś żadnej odpowiedzi: kto w istocie pilnuje strażnika wyborów – pisze Dariusz LASOCKI

.Przez cztery lata, będąc członkiem PKW, obserwowałem od wewnątrz, jak funkcjonuje najwyższy organ wyborczy. Dzisiaj, w odpowiedzialności za słowo, mogę oceniać pracę kolejnego składu Komisji. To fakt, bywało w niej różnie, ale nigdy nie było tak źle, jak jest teraz.

Kiedy w 2017 r. Sejm zdecydował o otwarciu składu Komisji na osoby niebędące sędziami, toczyła się burzliwa debata o ryzykach jej upolitycznienia. Prześledziłem tę debatę w stenogramach komisji sejmowej. Obecnie rządzący (i mający większość w PKW) rzucali gromy na prawicę, że chce zawłaszczyć organ wyborczy oraz że zmiany w Komisji to niemalże stuprocentowe odwzorowanie składu lat 1946–1952, czyli najbardziej mrocznego okresu stalinizmu. Taką ocenę wygłosił poseł Piotr Zgorzelski z PSL.

Przeciwnicy ówczesnych zmian ostrzegali więc przed scenariuszem, w którym polityka wejdzie do PKW bocznymi drzwiami. Zwolennicy zaś stali na stanowisku, że mechanizmy instytucjonalne, takie jak proporcjonalność reprezentacji, zakaz przynależności partyjnej, wymóg kwalifikacji na stanowisko sędziego, skutecznie temu zapobiegną. Paradoksalnie obie strony miały rację. Czy zatem ustawowe mechanizmy i bezpieczniki były źle zaprojektowane, czy może zawiódł najsłabszy element – człowiek?

Polityka w gabinetach PKW

.Kodeks wyborczy w art. 157 § 4e stanowi jednoznacznie: członkowie PKW nie mogą prowadzić działalności publicznej niedającej się pogodzić z pełnioną funkcją. Przepis ten ma budować zaufanie obywateli do organu stojącego na straży demokratycznych wyborów.

Tymczasem jeden z obecnych członków Komisji, były minister spraw wewnętrznych, były szef Kancelarii Prezydenta, wieloletni poseł, prowadzi nieprzerwaną aktywność medialną, komentując bieżące wydarzenia polityczne. Zajmuje przy tym jasne stanowisko w sporach partyjnych i opowiada się publicznie za jedną stroną sporu. Robi to systematycznie, w telewizji, w prasie i w mediach społecznościowych. Sporadycznie jest to działalność ekspercka polegająca na wyjaśnianiu obywatelom procedur wyborczych. Częściej to czysta publicystyka polityczna uprawiana z pozycji członka najwyższego organu wyborczego.

Z kolei inny członek Komisji złożył w grudniu 2024 r. formalny wniosek o odroczenie obrad PKW w sprawie sprawozdania finansowego największej partii opozycyjnej (Prawo i Sprawiedliwość), który de facto zablokował na miesiące wypłatę należnej partii subwencji. Uzasadnieniem wniosku był status prawny izb Sądu Najwyższego. A przecież PKW nie jest sądem konstytucyjnym i nie posiada kompetencji do rozstrzygania o statusie organów państwowych. Tym samym wprost użyto wewnętrznej (a nie ustawowej) regulacji PKW do osiągnięcia bądź co bądź celu politycznego. Działania i zaniechania takie budzić mogą poważne wątpliwości co do bezstronności Państwowej Komisji Wyborczej.

Niestety, Kodeks nie przewiduje skutecznej sankcji za naruszenie zakazu z art. 157 § 4e. Nie istnieje żadna procedura dyscyplinująca członków PKW i chociaż pracami Komisji kieruje jej Przewodniczący (w osobie Sędziego NSA Sylwestra Marciniaka) i do jego uprawnień należy reprezentacja PKW na zewnątrz, to nakazać określonego zachowania jej członkom nie może. Sejm, który powołuje siedmiu z dziewięciu członków Komisji, może (teoretycznie) odwołać członka Komisji, ale w praktyce nie zrobi tego wobec osoby, którą sam niedawno wybrał.

Pieniądze, zależności, uwikłania…

.Jeden z członków PKW piastuje jednocześnie funkcję wiceprezesa zarządu państwowego Banku Gospodarstwa Krajowego. Funkcję tę „otrzymał” zaledwie sześć tygodni po objęciu funkcji w PKW. Powołał go na to stanowisko Prezes Rady Ministrów. Co to oznacza dla niezależnego organu wyborczego? Czy trzeba to szerzej wyjaśniać? Osoba decydująca (w ramach organu) o finansowaniu partii politycznych i oceniająca sprawozdania finansowe pozostaje w stosunku zależności ekonomicznej od szefa rządu. Sam zaś premier jest liderem partii politycznej. Ponownie – czy trzeba to szerzej wyjaśniać?

Nie twierdzę, że sytuacja, w której członek Komisji jest jednocześnie członkiem zarządu państwowego banku automatycznie przekłada się na sposób głosowania w PKW. Ale twierdzę i biorę odpowiedzialność za te słowa, że samo zaistnienie takiej sytuacji podważa zaufanie do bezstronności organu. Kiedy premier jednocześnie powołuje osobę do zarządu banku państwowego i ta sama osoba zasiada w organie rozstrzygającym o subwencjach dla partii politycznych – trudno mówić o spełnieniu tego standardu. Komisja Wenecka Rady Europy w kodeksie dobrej praktyki w sprawach wyborczych wyraźnie zastrzega, że „wyłącznie przejrzystość, bezpartyjność i niezależność od motywowanych politycznie manipulacji może zapewnić właściwe administrowanie procesu wyborczego (…)” (por. pkt 68).

Nauka, patologia i polityka

.Kolejny problem ujawnił się z całą mocą w ostatnich dniach (znany już wcześniej), kiedy na łamach dziennika „Rzeczpospolita” (wydanie z dnia 26 lipca 2026 r.) dr Maciej Pach z Poznańskiego Centrum Praw Człowieka Instytutu Nauk Prawnych PAN opublikował druzgocącą analizę postępowania habilitacyjnego prominentnego posła obozu rządzącego, byłego sekretarza stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych. Okazało się, że recenzentami w tym postępowaniu na Uniwersytecie SWPS byli dwaj członkowie PKW, którzy swoją funkcję w Komisji „zawdzięczają” temu samemu klubowi parlamentarnemu, do którego należy habilitant (por. Uchwała Sejmu RP z dnia 21 grudnia 2023 r. w sprawie wskazania członków Państwowej Komisji Wyborczej oraz wcześniejsze druki sejmowe nr 97 i 102). Obaj profesorowie zasiadają w PKW już drugą kadencję. Co więcej, jeden z nich recenzował również na Uniwersytecie SWPS pracę doktorską innego czynnego polityka tej samej formacji (która zaproponowała go do PKW), wiceministra sprawiedliwości.

Działania akademików z PKW nie są zabronione. Kodeks wyborczy nie zakazuje recenzowania prac naukowych polityków z partii, którym „zawdzięcza się” miejsce w najwyższym organie wyborczym. Ale ponownie – nie buduje to zaufania obywateli do instytucji stojącej na straży demokratycznych wyborów. Rzuca to cień wątpliwości, jeżeli akademik decyduje o przyjęciu lub odrzuceniu sprawozdania finansowego komitetu wyborczego partii, a jednocześnie recenzuje habilitację posła tejże partii. Czy trzeba to szerzej wyjaśniać?

All ‘Bout The Money?

.A zatem polityka, pieniądze i wpływy – to w mojej ocenie trzy elementy, które pogłębiają kryzys w Państwowej Komisji Wyborczej. I może nawet nie chodzi o złą wolę opisanych osób. Chodzi raczej o wadliwą architekturę instytucji wyborczych. Nie ma bowiem w kodeksie wyborczym skutecznego mechanizmu zapobiegającego swoistej kumulacji ról, konfliktom interesów i atrofii bezstronności. Co prawda system powoływania członków PKW przez Sejm (wskazany przez Komisję Wenecką prawie 25 lat temu) zakładał, że profesjonalizm, wiedza i doświadczenie kandydatów oraz proporcjonalność reprezentacji klubów parlamentarnych wystarczą do zachowania równowagi, to nie wytrzymało to próby czasu.

Poprzednia kadencja PKW (2020–2024) nie była krystaliczna. Również tamtemu składowi stawiano zarzuty w zakresie braku bezstronności, ale toutes proportions gardées skala była jednak nieporównywalnie mniejsza. Nikt z nas bowiem nie piastował jednocześnie funkcji w zarządzie państwowego banku operującego setkami miliardów złotych; nikt nie recenzował prac naukowych polityków partii „nominującej” do Komisji i wreszcie nikt nie prowadził systematycznej publicystyki politycznej z pozycji członka najwyższego organu wyborczego. Czy trzeba to szerzej wyjaśniać?

Państwowa Komisja Wyborcza musi zostać zakotwiczona w nowej konstytucji Polaków

.Jedynym trwałym rozwiązaniem jest osadzenie Państwowej Komisji Wyborczej w nowej konstytucji. Dopóki PKW pozostaje bytem wyłącznie ustawowym, dopóty każda większość parlamentarna może dowolnie kształtować jej skład, kompetencje i procedury. Tu trzeba zakotwiczenia i konstytucjonalizacji organu.

Program reformy w zakresie najwyższego organu wyborczego musi przyjąć konkretne kroki. Należy uzawodowić członków PKW z jednoczesnym zakazem prowadzenia jakiejkolwiek innej działalności zawodowej i publicznej. Sankcją za naruszenie tych zasad powinno być pozbawienie funkcji. Wydłużeniu ulec musi kadencja organu do siedmiu lub dziewięciu lat, być może z rotacyjnym systemem wymiany członków. Żaden Sejm nie mógłby jednorazowo wymienić całego składu Komisji. Uniezależnieniu członków PKW od polityki służyć może stan spoczynku (jak w przypadku sędziów TK i SN). Członkowie – czego nie czynią obecnie – powinni składać oświadczenia majątkowe oraz być zobowiązani do wypełniania rejestru korzyści (w tym środków publicznych, prywatnych etc.).

Bezzębna dzisiaj PKW powinna zostać wyposażona w realne uprawnienia śledcze i egzekucyjne. Muszą one pozwalać organowi na bieżącą i dynamiczną weryfikację naruszeń prawa wyborczego w toku kampanii, a nie tylko przy okazji rozliczania sprawozdań finansowych. Wzmocnieniu powinna ulec administracja wyborcza, w tym Krajowe Biuro Wyborcze doposażone w rozbudowany aparat analityczny, zdolny do monitorowania finansowania kampanii w czasie rzeczywistym, ze szczególnym uwzględnieniem reklamy politycznej w internecie. Last but not least PKW powinna doczekać się wreszcie własnej, niezależnej i bezpiecznej siedziby. Od ponad 35 lat gnieździ się kątem w gościnnych pomieszczeniach Kancelarii Prezydenta RP.

.Powtórzmy: do wyborów parlamentarnych pozostało niecałe piętnaście miesięcy. Państwowa Komisja Wyborcza nigdy w swojej ponad trzydziestoletniej historii nie była tak rozchwiana i tak bliska utraty wiarygodności jak obecnie. To, co obserwuję, skłania mnie do postawienia pytania – czy i kto w istocie pilnuje strażnika wyborów?

Dariusz Lasocki

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 29 lipca 2026