Jacek MOSAKOWSKI: Nie pozwól, by dobry kryzys się zmarnował. Komunikacyjne wyzwanie dla polskich miast

Jacek MOSAKOWSKI: Nie pozwól, by dobry kryzys się zmarnował.
Komunikacyjne wyzwanie dla polskich miast

Photo of Jacek MOSAKOWSKI

Jacek MOSAKOWSKI

Nowohucianin. Z wykształcenia fizyk i wiolonczelista, absolwent Uniwersytetu Cambridge, gdzie obronił tytuł doktora mechaniki kwantowej. Obecnie programista oraz wykładowca na uczelni prywatnej. Administrator Platformy Komunikacyjnej Krakowa oraz „Krakowskiego Bloga o Komunikacji – Krabok”. Jego pasje i zainteresowania to transport miejski, podróżowanie, astronomia.

zobacz inne teksty Autora

Niezawodny i atrakcyjny transport zbiorowy jest potrzebny, by aglomeracje mogły sprawnie funkcjonować – im więcej osób przesiądzie się do autobusów, tramwajów czy pociągów, tym mniejsze korki będą na drogach – pisze Jacek MOSAKOWSKI

W Krakowie stawki za przejazdy autobusów wzrosły względem zeszłego roku o 20–25 proc., tramwajów o kilkanaście, a prawdopodobnie od stycznia wszystkie pójdą ponownie w górę. Komunikacja miejska Kraków nie jest oczywiście jedynym przykładem. Z podobnymi wzrostami borykają się obecnie właściwie wszystkie miasta, w których działa komunikacja miejska. Czy z kryzysu można wyjść zwycięsko?

Pierwsze poważne problemy zaczęły się w roku 2020. Pandemia spowodowała zmianę trybu życia i nawyków transportowych mieszkańców – sporo osób przerzuciło się na zdalny etat, a ci, którzy jeździli do pracy, unikali autobusów czy tramwajów z obawy przed zarażeniem się od współpasażerów. Również nauczanie odbywało się online. To wszystko drastycznie zmniejszyło wpływy z biletów, z których finansowane jest funkcjonowanie transportu publicznego. We Wrocławiu czy w Łodzi w czasie wiosennego lockdownu liczba pasażerów oraz dzienne zyski spadły nawet o ponad 80 proc. Odczuwalny skutek przyniosły też wprowadzone obostrzenia, ograniczające dopuszczalne zapełnienie pojazdów – mniejsze autobusy mogły zabrać ledwie kilkunastu czy nawet kilku pasażerów.

Publiczne systemy transportowe nie są dochodowe. Nawet przed pandemią zyski z biletów pokrywały tylko część kosztów, a resztę trzeba było dopłacać z miejskich kas. Odwrócenie się pasażerów od komunikacji zbiorowej te wyniki jeszcze pogorszyło. W 2019 r. w Warszawie wpływy z przejazdów finansowały blisko 40 proc. wydatków, w Krakowie trochę ponad 50. W 2020 r. wartości te spadły do odpowiednio 25 i 40 proc. Przyniosło to olbrzymie dziury budżetowe: w stolicy dodatkowa strata wyniosła ok. 300 milionów zł, w Grodzie Kraka ponad 100. Te dziury trzeba było załatać. Możliwe rozwiązania były trzy: albo zwiększyć dotacje z budżetu (kosztem innych zadań i inwestycji), albo ograniczyć ofertę komunikacyjną, albo podwyższyć opłaty za przejazd. Niektóre miasta zresztą zdecydowały się na połączenie tych sposobów.

Tak było np. we wspomnianym Krakowie, gdzie niektóre linie na stałe zostały ograniczone, do tego zwiększono ceny biletów – głównie jednorazowych, a i tak cały system trzeba było wesprzeć dodatkowymi środkami z miejskiej kasy. Doprowadziło to do zrozumiałych protestów mieszkańców, bo trudno się nie sprzeciwiać, gdy czeka się dłużej na przystanku, w autobusie czy tramwaju jest ścisk, a do tego za przejazd trzeba zapłacić więcej.

Z czasem sytuacja się poprawiała i transport publiczny odzyskiwał pasażerów. Jeszcze na początku 2022 r. szacowano, że do komunikacji miejskiej wróciła większość osób. Nie było to jednak sto procent, bo część na stałe przerzuciła się na inne środki transportu, a w niektórych branżach zyskała na popularności praca zdalna. Było zatem coraz lepiej, choć jeszcze nie idealnie.

Niestety, rok 2022 przyniósł kolejne załamanie. Szalejąca inflacja dotknęła również transport publiczny: rosnące ceny paliw i prądu spowodowały, że przewoźnicy zażądali od miast znacznie większych dopłat za wykonywanie kursów. W Poznaniu roczne funkcjonowanie MPK może w 2023 r. kosztować nawet sto milionów złotych więcej niż dotychczas. W Krakowie stawki za przejazdy autobusów wzrosły względem zeszłego roku o 20–25 proc., tramwajów o kilkanaście, a prawdopodobnie od stycznia wszystkie pójdą ponownie w górę. Z podobnymi wzrostami borykają się obecnie właściwie wszystkie miasta, w których działa komunikacja miejska.

Do tego doszły jeszcze problemy kadrowe – przewoźnikom coraz trudniej znaleźć kierowców autobusów. Poznań, Rzeszów, Kraków, Wrocław, Warszawa – to tylko niektóre miasta, w których kursy wypadły z rozkładu z powodu braku prowadzących pojazdy. Powodów jest kilka, jednak najważniejszy to słabe pensje, które w ogóle nie nadążają za inflacją, zwłaszcza że w prywatnych przedsiębiorstwach transportowych można zarobić więcej. Jak przyznają urzędnicy, problem nasila się też przez rynek kurierski, który ma obecnie na tyle duże potrzeby, że byłby w stanie przyjąć właściwie każdą liczbę pracowników.

W efekcie komunikacja miejska jeszcze nie zdążyła wyjść z kryzysu po pandemii, a już wpada w kolejny. Ponownie redukuje się liczbę kursów, a do tego znów rosną ceny biletów – na taki krok zdecydowały się już m.in. Gdańsk, Gdynia czy śląski Zarząd Transportu Metropolitarnego. W Łodzi w tym roku miały miejsce nawet dwie podwyżki – pierwsza w marcu, druga w październiku, a i tak nie pokryją one w pełni wzrostu kosztów. Takie zmiany raczej nie zachęcą pasażerów do wyboru transportu publicznego, a część mogą nawet zniechęcić.

Według rankingów polskie miasta są jednymi z najbardziej zakorkowanych w Europie. Dlatego w całej tej sytuacji warto spojrzeć na komunikację miejską nie tylko przez pryzmat dochodów i strat, lecz także funkcji, jaką ona pełni. Niezawodny i atrakcyjny transport zbiorowy jest potrzebny, by aglomeracje mogły sprawnie funkcjonować – im więcej osób przesiądzie się do autobusów, tramwajów czy pociągów, tym mniejsze korki będą na drogach. Rosnące ceny paliw mogły być dobrym impulsem, by zachęcić kolejnych mieszkańców do zmiany sposobu przemieszczania się. Do tego potrzeba jednak wysokich częstotliwości odjazdów, szybkiego przejazdu (wydzielone torowiska, buspasy) i relatywnie tanich przejazdów. W Niemczech na okres letni obniżono ceny biletów kolejowych i za 9 euro miesięcznie można było podróżować do woli po całym kraju. Efekt? Tłumy pasażerów; wielu z nich przyznawało, że niskie koszty zachęciły ich do zostawienia auta w garażu. I choć program został zakończony, to trwają prace nad jego nowym wariantem.

.„Nie pozwól, by dobry kryzys się zmarnował” – mawiał Winston Churchill. Chodziło o to, by umieć wykorzystywać trudne sytuacje, wyciągać z nich wnioski i zmieniać podejście do danego zagadnienia, by po przetrwaniu ciężkiej chwili było później nawet lepiej. Inflacja może zachwiać funkcjonowaniem transportu zbiorowego, jednak może też być impulsem, by zachęcić do niego więcej osób. Warto więc dobrze rozegrać tę potyczkę.

Jacek Mosakowski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 23 listopada 2022