Wszyscy przeciw Fillonowi. Kulisy kampanii we Francji

Jean-Paul OURY

Jeden z czołowych francuskich ekspertów komunikacji strategicznej. Współautor najważniejszych kampanii politycznych po 2006 r, w tym kampanii prezydenckich w 2007, 2012 i 2017 r. Wśród jego klientów są także klienci korporacyjni: m.in. MEDEF, Groupe La Poste. Współpracuje przy realizacjach Instytutu Nowych Mediów w Polsce i we Francji.

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Czekamy na wyniki głosowania… Ale nawet wtedy będziemy musieli zachować czujność. Nie wiemy bowiem do czego system jest w stanie się posunąć, by uniemożliwić wybór kandydata, który obiecał, że z tym systemem skończy – pisze z Paryża Jean-Paul OURY

.Na sześć dni przed pierwszą turą wyborów prezydenckich, nim zdecyduje się kto z jedenaściorga kandydatów przejdzie do drugiej tury, warto przyjrzeć się najbardziej chyba znaczącemu zjawisku kończącej się kampanii, nad którym w przyszłości będą musieli się z pewnością pochylić historycy. Chodzi o zaciekłe ataki systemu skierowane przeciwko François Fillonowi.

Pisałem niedawno o tym, że przed prawyborami na prawicy medialno-polityczny establishment w ogóle nie zakładał, że Fillon przejdzie do drugiej tury, bowiem miejsce w niej z góry było zarezerwowane dla jego kontrkandydatów, którymi oczywiście byli Juppé i Sarkozy [LINK]. A po zwycięstwie Fillona media, eksperci i politycy we Francji – również ci prawicowi – nie ustawali w atakach na jego osobę… Gdyby kandydat Republikanów został jednak prezydentem, przypominałoby to sytuację ze Stanów Zjednoczonych: w wyborach prezydenckich Donald Trump dokonał prawdziwego wyczynu, gdyż został wybrany na prezydenta mimo tego, że ponad 200 różnych mediów sprzysięgło się przeciwko niemu.

Pierwsza próba kompletnej destabilizacji Fillona dotyczyła jego programu. Wszyscy próbowali udowadniać, że nie da się go zrealizować, że dla Francuzów oznaczałby wiele wyrzeczeń. Te zarzuty zeszły później na dalszy plan, po tym jak Fillon wpadł w wir niekończących się afer, nagłaśnianych przez takie wpływowe media jak tygodnik „Le Canard Enchaîné” czy portal Mediapart. Zaczęto publikować materiały na jego temat, co mogło zastanawiać, ponieważ Fillon w czasie swojej długiej, ponad trzydziestodwuletniej politycznej kariery, nigdy nie był uwikłany w żadną aferę.

Ktoś niezorientowany we francuskiej polityce, będący po raz pierwszy we Francji, widząc jak każdego tygodnia przed wyborami media są w stanie informować o jakiejś nowej aferze, dotyczącej jednego i tego samego kandydata, mógłby być pod wrażeniem skuteczności dziennikarstwa śledczego i całego systemu, który umożliwia prześwietlanie kandydatów zanim ci zostaną wybrani.

Ale mógłby równie dobrze zdziwić się, jak to jest możliwe, że wszystkie te afery nie znalazły się dotąd na pierwszych stronach gazet. Tym bardziej, że główne zarzuty dotyczą okresu sprzed 2012 roku. Dlaczego ci, którzy mieli w posiadaniu te informacje – warte, jak oni sami twierdzą, publikacji – ujawniają je dopiero dzisiaj? Dlaczego zwlekali z tym tak długo? Innymi słowy: gdyby Fillon nie wygrał prawyborów na prawicy, to czy ktoś kiedykolwiek zainteresowałby się tym, że zatrudniał on swoją żonę Pénélope, do tego w warunkach pełnej legalności, podobnie jak robiło to ponad stu innych parlamentarzystów? To bardzo poważna sprawa, która każe się zastanowić nad tym, czy jakieś wysoko postawione osoby nie zmówiły się, by spróbować uniemożliwić jednemu z kandydatów start w wyborach prezydenckich: po pierwsze, przygotowując materiały na jego temat, po drugie, publikując je w mediach i wywierając tym samym wpływ na wymiar sprawiedliwości.

Zbieg okoliczności: troje dziennikarzy wydało książkę o „czarnym gabinecie” w Pałacu Elizejskim, który prawdopodobnie umożliwiał prezydentowi Hollandowi zakładanie podsłuchów i przekazywanie informacji pozyskanych tą drogą, poprzez przecieki, do mediów i do prokuratury. Najbardziej dziwi w tej historii to, że gdy Fillon chciał posłużyć się wnioskami z tej książki na swoją korzyść i napiętnować istnienie „czarnego gabinetu”, który mógł podejmować kroki przeciwko niemu, spotkał się z krytyką tych samych dziennikarzy, twierdzących, że nie posiadają żadnych konkretnych dowodów. Po co zatem pisali tę książkę?

Dziwić powinno również, że żadne dziennikarskie śledztwo nie dotyczyło Emmanuela Macrona, a przecież istnieje wiele niejasności wokół jego osoby, jak choćby sprawa niedoszacowania przez niego wartości podatkowej jego majątku czy finansowania kampanii wyborczej.

Należy się przyjrzeć również, w jaki sposób media traktowały informacje dotyczące François Fillona. Spotykał się bowiem ze zmasowaną krytyką ze strony systemu. Najbardziej uderzającym przykładem, godnym radzieckiej propagandy, była prognoza pogody zapowiadana w dniu mitingu wyborczego Fillona na placu Trocadéro [chodzi o miting w dniu 5 marca br.]: pojawiło się w niej ostrzeżenie przed gradobiciem. Byłem na tym mitingu. Wiał mocny wiatr, przejaśniało się, padał deszcz, ale tego tak zapowiadanego gradu nie było. Oczywiście można to potraktować jako anegdotę, ale jak tu nie wierzyć, że miało to na celu zniechęcenie zwolenników Fillona do wzięcia udziału w tym wydarzeniu.

Zostawię Państwa na koniec z dwoma pytaniami.

Po pierwsze, jaki jest powód takiego demonizowania jednego z kandydatów? Moim zdaniem, Fillon jako jedyny obiecuje naprawdę dogłębną reformę systemu, polegającą na szukaniu oszczędności w wydatkach państwa, o czym beneficjenci obecnego systemu nie chcą oczywiście słyszeć. Fillonowi jest też blisko do tych wartości, których lewacka ideologia, dominująca w mediach, nie znosi. Konkretny przykład: podczas gdy dziennikarze prawie w ogóle nie mówili o obecności w ekipie Macrona radykalnego islamisty Mohameda Saou ani o bliskości Jean-Luc Mélenchona i Benoit Hamona z islamem, to dostawały białej gorączki na wiadomość, że Fillon mógłby wprowadzić do swojego rządu członków katolickiego ruchu Sens Commun, który stał za kolektywem La Manif pour tous.

Drugie pytanie dotyczy niedzielnych wyborów: czy Francuzi dadzą się nabrać na tę próbę bezprzykładnej manipulacji, godnej jakiejś – bardzo przepraszam za takie określenie, ale już brak słów – bananowej republiki? Jak dotąd zwolennicy Fillona dawali temu odpór. Ich mobilizacja w Internecie nie słabnie, a na wiecach pojawia się coraz więcej ludzi. Sondaż przeprowadzony przez Harris Interactive dla „Le Figaro” pokazuje, że Francuzi wydają się mało podatni na tę manipulację. Na pytanie „Dla każdego z kandydatów wskaż, czy według Ciebie media przedstawiają jego kampanię i program w sposób stronniczy”: w przypadku Fillona, 54% respondentów odpowiedziało, że media przedstawiają go negatywnie, a 13%, że pozytywnie. W przypadku Macrona tymczasem, 19% ankietowanych uważa, że media przedstawiają go w negatywnym świetle, a 45%, że w pozytywnym. Pozostaje nam czekać na wyniki głosowania… Ale nawet wtedy będziemy musieli zachować czujność. Nie wiemy bowiem do czego system jest w stanie się posunąć, by uniemożliwić wybór kandydata, który obiecał, że z tym systemem skończy.

Jean-Paul OURY

Francjawybiera-wcn

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z