Konrad KOZŁOWSKI: Nieoczywisty charakter Wrocławia

Nieoczywisty charakter Wrocławia

Photo of Konrad KOZŁOWSKI

Konrad KOZŁOWSKI

B. redaktor naczelny podcastów Instytutu Tertio Millennio. Student Uniwersytetu Wrocławskiego.

Życie intelektualne i artystyczne toczy się tu w rytmie lokalnych wspólnot, nierzadko związanych ze środowiskiem akademickim, które nie potrzebują wielkich salonów i zaszczytów, by zrozumieć własną wartość. W tym sensie Wrocław przypomina mieszkanie z wyznaczoną przestrzenią na pracownię, z miejscem do życia i miejscem do tworzenia, bez przymusu wpisywania się w narzucone z góry obowiązki – pisze Konrad KOZŁOWSKI

.Każde miasto nosi w sobie zbiór znaków, subtelnych przesunięć, gestów architektonicznych, tempa dnia i nocy, które z czasem układają się w coś, co moglibyśmy nazwać jego charakterem albo, jeśli wolimy bardziej współczesny język, kodem tożsamościowym. W miastach górskich i nadmorskich ten kod bywa czytelniejszy. Nie dlatego, że jest prostszy, ale dlatego, że zostaje wpisany w naturę. Tam to krajobraz mówi pierwszy, sugeruje materiały, ogranicza horyzont, narzuca rytm. Architektura często ustępuje, nie próbuje konkurować z morzem czy zboczem.

Ale charakter miasta to nie tylko topografia i zabudowa. To również historia i kultura, nie tyle jako zbiory faktów, ile raczej jako opowieści, którymi miasto karmi swoich mieszkańców. Mit miasta, który jest czasem wielki, czasem śmiesznie lokalny, w końcu przylega do człowieka. I wtedy, może zupełnie nieświadomie, człowiek ten zaczyna mówić o swoim mieście jak o „małej ojczyźnie”, niejako stając się jego częścią i przyjmując od niego znamię.

Historia Wrocławia to historia wielu splecionych opowieści, wielu narodów i różnorodnych wizji miasta, które przez wieki współistniały i przeplatały się na tych samych ulicach. Od czasów, gdy w X wieku powstał tu gród, przez nadanie mu statusu biskupstwa w 1000 roku, aż po czeskie panowanie z XIV wieku, które pozostawiło po sobie m.in. gotycki ratusz, symbol ambitnych planów i artystycznego rozmachu. Później, pod rządami pruskimi, Wrocław stał się „Kwiatem Europy”, dumą nowoczesności i kultury. Jednak każda z tych warstw historii niosła własną opowieść, własną tożsamość, które łączyły się, konfrontowały, a czasem ścierały. Dramat II wojny światowej, oblężenie i niemal całkowite zniszczenie Festung Breslau na chwilę przyćmiły nadzieje na dalszą kontynuację jego historii. W ten sposób Wrocław nie jest miastem jednej historii, ale wielowarstwową mozaiką opowieści, gdzie przenikają się różne światy i losy.

Opuszczony Wrocław w 1945 w pewnym sensie potraktował swoich nowych mieszkańców jak pielgrzymów, którzy opuścili go 610 lat temu. Jakby wiedział, że wielu z nich zostawiło swoje historie w uciętych korzeniach. Gdzieś daleko, na Wschodzie, w utraconych miastach dzieciństwa. Tutaj musieli odbudować nie tylko mury, ale i poczucie przynależności. Kulturę przynieśli ze sobą, zapakowaną w pamięć, język, codzienne gesty. Wrocław próbował być dla jednych nowym Wilnem, dla innych Lwowem, a dla jeszcze innych namiastką Poznania. Ale żadna z tych tożsamości nie była kompletna, każda miała w sobie rys tymczasowości, zawieszenia, niedokończonego zdania. W 1947 roku Maria Dąbrowska pisała: „Jednym z powodów, że zawsze tak źle czuję się we Wrocławiu, jest, że tu w powietrzu wisi nieutulona nostalgia. Jakby się było niezmiernie daleko od swoich, na wygnaniu”.

Kilka lat po kulturalnym ożywieniu Wrocławia, w 1968 roku, do miasta przybył Tadeusz Różewicz, poeta, dramaturg i prozaik, szczególnie wrażliwy na przemijanie oraz skutki wojny. Doświadczenia historyczne, zniszczenia i próby odbudowy, które obserwował wokół siebie, stały się dla niego nie tylko tłem, lecz także źródłem twórczej inspiracji. Podobną czułością, choć z innej perspektywy, patrzył na Wrocław Heinz Winfried Sabais. Niemiecki poeta i eseista w liście zatytułowanym Z Breslau do Wrocławia pisał o bólu pamięci, o mieście, które towarzyszyło mu w dzieciństwie, lecz zostało odcięte przez historię. Autor podkreślał, że zniszczony Wrocław został „obleczony w nową godność”, co sugeruje odzyskane życie i szacunek po tragicznych wydarzeniach. Obecne pokolenie kontynuuje tę misję. Nostalgia za Kresami zdaje się ich nie dotyczyć, a w jej miejsce pojawiła się, być może ukryta, chęć tworzenia historii Wrocławia. W zakończeniu listu Sabais zwracał się bezpośrednio do Różewicza słowami pełnymi zgody i pojednania: „Obaj jesteśmy obywatelami Wrocławia, Bóg tak chciał”.

Współczesny Wrocław przyjął mit „miasta spotkań” czy też „miasta stu mostów”, nie jako prostą metaforę sprawnej logistyki czy inżynieryjnej funkcjonalności, lecz jako symbol otwartości, różnorodności, gotowości do dialogu i współpracy. To przestrzeń, w której każdy przyjezdny może odnaleźć swoje miejsce, a osobista historia z czasem wtopić się może w narrację miasta. Wrocław na tle innych metropolii jawi się jako miasto czułe i gościnne, pełne wyrozumiałości wobec ludzkiej odmienności i poszukiwań. Rozmawiając z warszawiakami, niejednokrotnie słyszę: „Jak wy tu macie spokojnie”, podczas gdy krakowianie dostrzegają w mieście energię codzienności: „Czuć, że tutaj się żyje”. Wrocław oferuje to, czego wielu szuka – chwilę oddechu, miejsce do zakorzenienia, przestrzeń do opowiedzenia własnej historii. Być może właśnie ten kolaż historii, misji tworzenia historii sprawia, że miasto pozostaje plastyczne, gotowe przyjąć pielgrzyma i z czasem uznać go za swojego.

„Charakter człowieka tworzy jego los”, twierdził Heraklit z Efezu. Myślę, że podobna zależność odnosi się do miast. Wrocław stał się miastem wyrozumiałym i spokojnym, potrafi wiele przyjąć. Odnoszę wrażenie, że dziś porzucił aspiracje do bycia centrum politycznym, miejscem, w którym instytucje gromadzą się, by motywować narodową debatę publiczną. W 2016 roku pełnił rolę Europejskiej Stolicy Kultury, jednak jest to kultura inna niż ta, która szuka rozpoznawalności poprzez skandal czy prowokację. Raczej jest to kultura zakorzeniona, refleksyjna, budowana z troską o społeczeństwo i jej potrzeby.

.Życie intelektualne i artystyczne toczy się tu w rytmie lokalnych wspólnot, nierzadko związanych ze środowiskiem akademickim, które nie potrzebują wielkich salonów i zaszczytów, by zrozumieć własną wartość. W tym sensie Wrocław przypomina mieszkanie z wyznaczoną przestrzenią na pracownię, z miejscem do życia i miejscem do tworzenia, bez przymusu wpisywania się w narzucone z góry obowiązki. Dla niektórych będzie to oznaka obojętności. Dla innych przejaw wolności, która objawia się w świadomie dokonanym wyborze. Jedno jest pewne: Wrocław pozostaje miastem, które pozwala każdemu żyć po swojemu, odnaleźć spokój i opowiedzieć własną historię.

Konrad Kozłowski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 23 maja 2025