Ks. Andrzej DOBRZYŃSKI: Sobór – historia, która trwa dalej

Sobór – historia, która trwa dalej

Photo of Ks. Andrzej DOBRZYŃSKI

Ks. Andrzej DOBRZYŃSKI

Ksiądz, teolog, absolwent Uniwersytetu Nawarry, dyrektor Ośrodka Dokumentacji i Studium Pontyfikatu Jana Pawła II w Rzymie. Ostatnio opublikował książkę „Synodalność Kościoła niepodzielonego”.

zobacz inne teksty Autora

Zwołanie soboru stanowiło akt odpowiedzialności za Kościół i ludzkość, chęć zrozumienia współczesnego świata i podjęcia z nim dialogu w imię wspólnej przyszłości – pisze ks. Andrzej DOBRZYŃSKI

.Mija sześćdziesiąt lat od dnia uroczystego otwarcia Soboru Watykańskiego II (1962-1965). Warto przypomnieć nastroje i myśli, które towarzyszyły w tamtej chwili, przede wszystkim po to, by ukazać najgłębsze ewangeliczne i duszpasterskie motywy jego zwołania, wyrażające troskę o zbawienie ludzi. Być może giną one z pola widzenia, gdy na sobór patrzymy z perspektywy niekończących się dyskusji o tym, czy był potrzebny, czy też przez pryzmat trudności i nieporozumień w realizacji jego postanowień. Wróćmy zatem dnia 11 października 1962, do inauguracji soboru. Co z tamtej chwili warto zapamiętać, by rozumieć znaczenie tego soboru? 

Kontekst ideowy 

Przerwany na skutek wojny francusko-niemieckiej i likwidacji Państwa Kościelnego Sobór Watykański I (1869-1870) domagał się kontynuacji. Tym bardziej że uchwalony dogmat o nieomylności papieża i nauka o jego prymacie powinny zostać uzupełnione o wyjaśnienie roli episkopatu w zarządzaniu Kościołem powszechnym. Pius XI i Pius XII podjęli wstępne przygotowania do wznowienia soboru, które jednak nie zostały uskutecznione. Wydaje się, że motywy, które kierowały Janem XXIII, były bardziej złożone.

Zwołanie soboru było wynikiem ewolucji ideowej, która dokonała się w łonie katolicyzmu. Od początku XX w. coraz szerszym nurtem płynęły prądy odnowy teologicznej formujące się pod hasłem „powrotu do źródeł” biblijnych, patrystycznych i liturgicznych. Nauce społecznej Kościoła, mającej na celu podjęcie kwestii sprawiedliwości i etyki w życiu publicznym i politycznym, towarzyszyły ruchy katolików ze zwiększającą się rolą świeckich, czego Akcja Katolicka była sztandarowym przykładem. Z tym łączył się rozwój życia wspólnotowego Kościoła. Dowartościowywano rolę i znaczenie społeczeństwa, którego rozwój winien zostać oparty na uznaniu wartości chrześcijańskich. Małymi krokami Kościół katolicki zbliżał się do ruchu ekumenicznego. Filozofia personalistyczna wpływała na sposób uprawiania teologii. Wszystko to sprawiało, że Sobór Watykański II mógł przyjąć oryginalną postać. Nie tyle potępić błędne idee i postawy, ile usankcjonować dokonujące się pozytywne zmiany w obrębie katolicyzmu, wzmocnić działalność ewangelizującą Kościoła w dzisiejszym świecie. 

„Wydawało się, że chrześcijaństwo – wspomina tamten czas Benedykt XVI – które zbudowało i ukształtowało zachodni świat, coraz bardziej traci swą nadającą kształt siłę. Sprawiało wrażenie zmęczonego i wydawało się, że przyszłość określać będą inne duchowe siły. […] Ażeby [chrześcijaństwo] na nowo mogło być siłą kształtującą dzień jutrzejszy, Jan XXIII zwołał sobór […]”. 

Czy były w tym dążeniu ambicja, przejaw paternalizmu czy naiwności Kościoła? Niektórzy twierdzą, że tak. Ale przede wszystkim zwołanie soboru stanowiło akt odpowiedzialności za Kościół i ludzkość, chęć zrozumienia współczesnego świata i podjęcia z nim dialogu w imię wspólnej przyszłości. 

Przygotowanie 

W okresie od zapowiedzi zwołania soboru przez Jana XXIII (25.01.1959) do uroczystości rozpoczęcia zgromadzenia narastało oczekiwanie wiernych i opinii publicznej oraz kształtowała się idea tego, co sobór powinien wnieść w życie Kościoła i świata. Przygotowania do Soboru Watykańskiego II trwały niespełna cztery lata. Składały się z etapu wstępnych konsultacji oraz z etapu przygotowania przez wyłonione komisje propozycji dokumentów do dyskusji w auli soborowej.

Ankietę rozesłano do 2800 respondentów, głównie biskupów, ale również uczelni katolickich. Ich odpowiedzi były dość rozbieżne. Większość wypowiedzi (vota)dotyczyła utrwalenia dogmatycznej, apologetycznej i scentralizowanej linii Kościoła, którego główne zadanie polegałoby na wskazywaniu błędnych idei szerzących się w świecie. Druga grupa, mniejszości, dostrzegała potrzebę reform w życiu Kościoła, nie tylko w liturgii, ale także rewaloryzacji urzędu biskupiego i Kościoła lokalnego, czy też dowartościowania roli konferencji episkopatów krajowych. Podnoszono kwestie rozwoju nauki społecznej Kościoła. Pojawiły się także głosy, by przedstawić chrześcijański obraz świata i człowieka jako przeciwdziałanie ideologii marksizmu i liberalizmu. 

„Wydaje się przeto korzystne i słuszne – pisał młody biskup Karol Wojtyła – by doktrynalnie opracować zagadnienie personalizmu chrześcijańskiego. […] Współcześni usilnie domagają się rozpatrzenia problemu osoby ludzkiej i jej miejsca w świecie; problem ten prowadzi jednych do nadmiernej «wiary humanistycznej», innych zaś, i to chyba częściej, do podawania w wątpliwość wszelkiej ludzkiej egzystencji”. 

Konsultacje zakończono w maju 1960 r. i następnego miesiąca Jan XXIII utworzył dziesięć komisji, by opracować zgromadzony materiał. Papież ustanowił także Sekretariat do spraw Jedności Chrześcijan, którego celem była troska o ekumeniczny wymiar soboru. Oprócz rozwijania relacji z innymi wyznaniami chrześcijańskimi Sekretariat mógł proponować własne szkice dokumentów do dyskusji na soborze. Początkowo prace komisji przebiegały pod kontrolą Kurii Rzymskiej, która planowała „szybki sobór”, podczas którego rolą biskupów byłaby nie dyskusja, lecz przegłosowanie przyjęcia przygotowanych projektów. Trzeba jednak zaznaczyć, że ta wizja soboru stała się mało prawdopodobna, zanim jeszcze biskupi zasiedli w auli soborowej. Stało się to na skutek kościelnej opinii publicznej, która coraz szerzej interesowała się zwołanym soborem. Powstało wiele bardzo wartościowych publikacji dotyczących roli soborów w chrześcijaństwie. Odbywały się spotkania i odczyty. Nie tylko biskupi i duchowieństwo, ale i świeccy przechodzili przez swoisty „kurs z teologii”, zdając sobie sprawę z powagi i roli soboru. Miał on być powiewem ewangelicznej świeżości, gruntowną odnową, przemyśleniem doktryny wiary, nabraniem sił do ewangelizacji, historycznym i religijnym wydarzeniem.

Na znaczenie soboru dla życia społecznego i politycznego zwracali uwagę tacy politycy jak Charles de Gaulle czy Giorgio La Pira. Komuniści rządzący w krajach bloku wschodniego wiedzieli, że sytuacja „Kościoła milczenia” zostanie publicznie naświetlona, i obawiali się, że ich kontrola życia religijnego będzie potępiona. Na arenie zimnej wojny, przez dzieło soboru, mógł pojawiać się czynnik, który nie był brany pod uwagę w politycznych kalkulacjach, element duchowy i moralny, scalający podzielony ideologicznie świat. 

Kierunek: Rzym

Jan XXIII wyznaczył dzień inauguracji na 11 października, wówczas przypadało święto Bożego Macierzyństwa Maryi, ustanowione przez Piusa XI dla wspomnienia Soboru Efeskiego z 431 r., który przyznał Jej tytuł Bożej Rodzicielki, wynikający z nierozłącznej jedności Boga i człowieka w Chrystusie. W wyborze tego dnia nie było przypadku. W dniach poprzedzających sobór papież udał się do Loreto, by prosić Maryję o wstawiennictwo za sobór.

Do Rzymu zdążali biskupi z całego świata. W sumie zaproszono ponad 2700 biskupów i prawie 100 opatów i wyższych przełożonych zakonnych. Biskupom towarzyszyli teolodzy i sekretarze. Wielu wybrało transport samolotowy. Specjalny lot Air France przywiózł cały episkopat wraz z biskupami z kilku krajów francuskojęzycznych. Lotnisko Fiumicino w dniach poprzedzających otwarcie soboru przybrało na wskroś „eklezjastyczny koloryt”. Byli i tacy, którzy jak kard. Julius Döpfner, przybyli do Rzymu samochodami. Natomiast biskupi australijscy wybrali się statkiem i w czasie dwóch tygodni podróży studiowali dokumenty i przygotowywali się do soboru.

Polscy biskupi musieli najpierw otrzymać od władz paszporty, by móc wyjechać na sobór. Na sześćdziesięciu biskupów polskich, którzy zostali wyszczególnieni w publikacji sekretariatu soboru I Padri presenti al Concilio Ecumenico Vaticano II, w pierwszej sesji wzięło udział dwudziestu pięciu. Dane te nie są być może dokładne, gdyż nie uwzględniają np. dwóch biskupów, którym władza uniemożliwiła wyjazd z kraju na wszystkie cztery sesje soboru, tj. biskupom Piotrowi Gołębiowskiemu z Kielc i Władysławowi Suszyńskiemu z Białegostoku. Rząd komunistyczny chwytał się jeszcze innych sposobów, by szkodzić soborowi, choćby przez manipulowanie informacjami i zniesławianie polskich biskupów biorących udział w soborze.

Biskupi polscy nie mogli wziąć ze sobą teologicznych doradców, ale zabrali nadzieje wielu ludzi. W dniu wyjazdu bp Wojtyła mówił do wiernych: „Umiłowana jest ta idea soboru, ponieważ jest bliska współczesnemu człowiekowi. […] W tej wspólnocie jest większa suma doświadczeń, większa suma mądrości i miłości. […] I dlatego cała ludzkość, wszyscy czujemy, że poprzez ten sobór idzie i ma iść Boży prąd, prąd Ducha Świętego. […] Manifestacja Ducha Miłości jest właśnie wielką nadzieją dla współczesnego człowieka. Człowieka, który coraz bardziej skazuje się na walkę – jak się może wydawać – na walkę wyniszczającą człowieka, który coraz bardziej pozbawiony jest miłości” (5.10.1962). 

Pierwsza grupa biskupów polskich dotarła do Rzymu przez Wiedeń rano 7 października. Zostali powitani przez przedstawicieli papieża i licznie zgromadzonych wiernych. 

Uroczystość otwarcia soboru 

Padający w nocy deszcz ustał nad ranem, by nie przeszkodzić w zaplanowanej uroczystości. Rzym był gotowy na wielką ceremonię inauguracji soboru, w której wzięło udział 2500 biskupów z całego świata i różnych obrządków. Ubrani w komże, białe kapy oraz mitry o godz. 8.30 wyszli z Pałacu Apostolskiego w uroczystej procesji, idąc po sześciu w rzędzie. Najmłodszy z biskupów miał nieco ponad trzydzieści lat, a najstarszy był stuletnim starcem. Procesji towarzyszyła Gwardia Szwajcarska i Gwardia Palatyńska oraz liczni duchowni i klerycy. Na końcu procesji Jan XXIII, niesiony w lektyce, błogosławił zebranych. Przez Spiżową Bramę procesja weszła na plac Świętego Piotra, zmierzając środkiem do Bazyliki Watykańskiej, która została zaadoptowana jako sceneria zaczynającego się soboru. Po dwóch stronach nawy głównej wzniesiono trybuny z miejscami dla biskupów.

„Powiedzieć można, że plac Świętego Piotra został zbudowany dla takiego momentu” – napisał francuski teolog Yves Congar, komentując ceremonię. Kilkunastu kamerzystów filmowało uroczystość oglądaną przez miliony ludzi na całym świecie. Na to podniosłe wydarzenie złożyło się wiele symbolicznych gestów, jak intronizacja na ołtarzu Ewangeliarza, wyznanie wiary przez papieża, recytacja przez zgromadzenie modlitwy św. Izydora Adsumus, która powstała w VII w. i tradycyjnie odmawiana była na soborach i synodach, czy uroczysty śpiew Veni Creator.

Jan XXIII zaczął przemówienie słowami „Raduj się dziś Święta Matko Kościół, gdyż szczególnym darem Bożej Opatrzności nadszedł dzień tak bardzo upragniony…”. Jego przemówienie trwało 45 minut. Papież podkreślił, że nie można idealizować przeszłości czy potępiać tylko czasów współczesnych, widząc w nich „odstępstwo i upadek”. 

„Prorokom niedoli”, wieszczącym upadek i nieszczęście, należy przeciwstawić postawę mądrości, by nie tracąc z oczu Chrystusa jako naszego zbawiciela i nie podając w wątpliwość przekazanej wiary, szukać odpowiednich sposobów jej komunikowania. „Czym innym jest istota starodawnej nauki stanowiącej skarbiec wiary, a czym innym jest sposób jej wyrażania” – mówił papież. Podkreślił również, że Kościół dziś winien posługiwać się „lekarstwem miłosierdzia aniżeli surowością”. Nie było to jednak ostatnie przemówienie papieża tego pamiętnego dnia.

By stać się światłem dla świata

W godzinach wieczornych na plac Świętego Piotra przybyło piętnaście tysięcy młodych ludzi, głównie z Akcji Katolickiej. Przynieśli płonące pochodnie na pamiątkę ogłoszenia dogmatu o Maryi, Bożej Rodzicielce przez Sobór w Efezie. Księżyc był w pełni. Jan XXIII pojawił się w oknie prywatnego apartamentu, by udzielić błogosławieństwa. Spontanicznie zaczął mówić. „Nawet księżyc pospieszył nam na to spotkanie […], kończymy wielki dzień pokoju, przedsmak tego, że Pan nas jednoczy. […]. Tak powinno wyglądać nasze życie. […] Moja osoba się nie liczy. Jestem bratem, który z woli naszego Pana stał się [waszym] ojcem. Ale wszyscy jesteśmy razem, z naszym ojcostwem i braterstwem, bo to jest łaską Boga. […] Światło, które jaśnieje nad nami, które jest w naszych sercach i sumieniach, jest światłem Chrystusa…”. Na zakończenie papież poprosił, by po powrocie do domu w jego imieniu przytulić dzieci i chorych.

W tych dwóch wydarzeniach z 11 października 1962 r. można dostrzec najgłębszy sens soboru, tj. w podniosłej uroczystości ukazującej misterium Kościoła i w braterskim, pełnym dobroci i miłości stosunku papieża do ludzi, by przez wierność Chrystusowi Kościół, czyli duchowni i świeccy, stali się zarzewiem zjednoczonej rodziny ludzkiej, życia godnego człowieka, pokoju i braterstwa.

W trakcie tego wzruszającego przemówienia, które zostało zapamiętane jako „Discorso alla luna”, Jan XXIII powiedział takie zdanie: „Sobór się zaczął, ale nie wiemy, kiedy się zakończy”. 

.Oficjalnie Paweł VI dokonał zamknięcia Soboru Watykańskiego II 8 grudnia 1965 r., ale jego realizacja trwa nadal. Dzieje się to przez następujące po sobie kolejne pontyfikaty, przez liczne inicjatywy w Kościele, ale także trwającą dyskusję o znaczeniu soboru i ścieranie się odmiennych opinii. Wszystko to świadczy o tym, że sobór, który zaczął się sześćdziesiąt lat temu, wciąż inspiruje do myślenia i działania. Jest historią, która trwa dalej.

Ks. Andrzej Dobrzyński

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 11 października 2022
Fot. Mondadori Collection / Universal Images Group / Forum