Marta RAKOCZY: Sanah. Romantyczny performance burzący stereotyp młodzieży

Marta RAKOCZY: Sanah. Romantyczny performance burzący stereotyp młodzieży

Photo of Marta RAKOCZY

Marta RAKOCZY

Doktor habilitowana. Pracuje w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, kieruje Zakładem Antropologii Słowa. Specjalizuje się w antropologii słowa, historii piśmienności i antropologii edukacji.

zobacz inne teksty Autorki

Fenomen sukcesu Sanah, zwłaszcza zaskoczenie, które on wywołał, są silnie skorelowane z kulejącą edukacją polonistyczną i szerzej – humanistyczną. Pokazują one, że polska poezja, zwłaszcza romantyczna, może być dla młodych źródłem żywiołowej przyjemności słuchania – pisze Marta RAKOCZY

Masowe zainteresowanie albumem Poezyje Sanah, czyli Zuzanny Ireny Jurczak – wokalistki, kompozytorki, autorki tekstów i skrzypaczki – to jedno z ciekawszych zjawisk ostatnich lat. Nie tylko dla polskiej sceny muzycznej, ale przede wszystkim ‒ dla społecznej diagnozy współczesnych nastolatków. Popowe aranżacje poezji Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Adama Asnyka czy Wisławy Szymborskiej wraz z sentymentalnymi, rustykalnymi wideoklipami spodobały się młodym. Fakt ten wystarczył, by uznano – jak czytamy w „Polityce” – że wpływ „tego zestawu na młodzież będzie większy niż rola werdyktu Nike”. Czy tak będzie, nie wiemy.

Ale w świecie, w którym kolejne narodowe kampanie piśmiennictwa nie przynoszą spodziewanych efektów, a kryzys czytelnictwa jest tematem nieustannie eksploatowanym, popularność albumu Sanah była dla wielu miłym zaskoczeniem. A także pretekstem do pytania, dlaczego w ten sposób nie da się opowiedzieć o poezji w polskiej szkole. I jakie szanse stojące przed edukacją polonistyczną straciliśmy?

Opinie na temat Poezyi dotyczą jednak nie tylko albumu. Mówią one wiele o stereotypach narzucanych współczesnym nastolatkom, traktowanym, niesłusznie, jako jednorodna grupa. Zakłada się, że młodzi raczej słuchają, niż czytają, i że tradycja, także literacka, jest dla nich przedmiotem nie tyle aprobaty, ile bezwzględnego oporu. Przyjmuje się, że ich praktyki są praktykami kultury obrazu, nie zaś kultury pisma; i że wiele trzeba wysiłku, aby uczynić polski kanon literacki, zwłaszcza romantyczny, czymś dla nich atrakcyjnym. Założenia te – dodajmy – nie są niczym nowym.

Paniki moralne na temat młodzieży – jako potencjalnie groźnej dla trwałości kultury narodowej, bo niepotrafiącej docenić kanonicznych dzieł kultury polskiej – mają długą tradycję. W dominującym obrazie medialnym typowy nastolatek jest zagubiony, mało refleksyjny, chwiejny emocjonalnie i podatny na wpływy kultury masowej. Jest także nie dość dojrzały, by docenić treści stworzone dla dorosłych, i nie dość młody, by właściwie skorzystać z tego, co narzuca mu edukacja formalna. Media wiele uwagi poświęcają nastoletniej depresji oraz uzależnieniom od mediów społecznościowych. Zjawiska te, rzecz jasna, są faktem, a jako takie zasługują na społeczną uwagę. Ich silna reprezentacja medialna powoduje jednak, że we współczesnym nastolatku przestajemy widzieć kompetentnego uczestnika kultury; kogoś, kto własnymi wyborami może do niej coś wnieść i kto wybory te jest w stanie świadomie i konsekwentnie realizować. Jego dominujący wizerunek to obraz bezwolnej ofiary zabłąkanej w świecie nowych technologii, która nie jest już niewinnym dzieckiem, a jednocześnie nie dojrzała do ról i postaw przypisywanych dorosłości.

Sentymentalizm, romantyzm i nostalgia – bo takimi kategoriami opisuje się muzyczno-medialną kreację Sanah – nie kojarzy nam się dziś z nastoletniością. Podobnie jak z nastoletnim odbiorcą nie kojarzy się kanon polskiej poezji i poezja śpiewana. Przydajemy jej koturnowość, zapominając nieraz o jej źródłach kulturowych. Te zaś są nieraz silnie związane z dawną kulturą młodzieżową, czego dobrym przykładem są choćby filomaci jako środowisko formacyjne dla twórczości Mickiewicza.

Fenomen popularności Sanah pokazał, że o współczesnych nastolatkach wiemy stosunkowo niewiele. A to, co wiemy, jest raczej efektem budowanych przez przekaz medialny stereotypów. Podnoszone w recenzjach Sanah rzekome różnice pomiędzy sformalizowanym, nudnym i szkolnym a nieformalnym, popularnym i atrakcyjnym obiegiem poezji budują silną opozycję, w ramach której fenomen Poezyi Sanah staje się szczególnie uderzający.

Jednym z biegunów tej opozycji ma być rzekomo elitarna kultura drukowanej i czytanej literatury (której symbolem z jednej strony ma być nagroda Nike, z drugiej nuda szkolnych lektur), do której rzekomo należy poezja polska. Drugim zaś – popularna, słuchana i oglądana kultura audiowizualna, proponująca piosenkę i wideoklip; kultura, która z klasyką poezji nie może mieć z definicji nic wspólnego. Tymczasem korzenie kulturowe polskiej poezji, także romantycznej, są znacznie bardziej skomplikowane. Uprawiana dziś w szkole cicha lektura tekstu, z którego jednostka usiłuje dowiedzieć się czegoś na temat intencji jego autora, to późny wynalazek kultury druku. Wynalazek ten był przedmiotem świadomego sprzeciwu romantyków. Poeci romantyczni byli świadkami epoki, w której tekstów drukowanych przybywało, a tomiki poezji – jeśli wierzyć znacznie późniejszym relacjom Balzaka – sprzedawały się coraz gorzej w stosunku do prasy i powieści. Nic dziwnego, że chcieli nadać poezji inną rangę, funkcję i oprawę medialną. Dlatego fetyszyzowali głos i jego muzyczność jako ważne medium nowej twórczości,  która oprzeć się miała na niepowtarzalnym wykonaniu słowa. Wyrazem tego uczynili głośne, dokonywane przed publicznością improwizacje. Wierzyli, że poezja traktowana jako pieśń wiązać się może z nowym spojrzeniem na literaturę jako na bezpośrednią, autentyczną ekspresję. Ich twórczość miała być czymś więcej niż materiałem szkolnej i pozaszkolnej analizy. Stanowiła ona – jak przypomina Małgorzata Litwinowicz-Droździel – literaturę, która przekracza ograniczenia czarno-białej strony tekstu i która stanowi partyturę performance’u.

Postulowany przez polski romantyzm performance świadomie przekraczał, rzecz jasna, możliwości oferowane przez kulturę druku, w której autor i czytelnik spotykają się wyłącznie za pośrednictwem drukowanego tekstu dostarczającego jednostkowej przyjemności estetycznej. Mówiąc inaczej, był praktyką oporu wobec ówczesnej instytucji literatury. To w opozycji do niej miał wywoływać silne emocje i budować wokół tekstu wspólnotę ludzi, których tożsamość generacyjna jest mocno z tym doświadczeniem powiązana. Miał też znosić hierarchię między kulturą wysoką a niską: tekstem literacko wyrafinowanych salonów a domniemaną, prostą, „nieuczoną” mową ludu. Dlatego tak głośnym debiutem Mickiewicza stały się Ballady i romanse. Zbiór ten nawiązywał do gatunków muzycznych nieobecnych jeszcze w postaci skonwencjonalizowanych gatunków literackich. Ballady szokowały współczesnych tematami i stylistyką nawiązującą do ówczesnej kultury ludowej, wyrażającej się w słowie mówionym i śpiewanym.

Być może zatem wykonania Sanah – mimo pastelowego sentymentalizmu – są znacznie bliżej koncepcji romantycznych niż szkolne interpretacje tekstów. Zwłaszcza w kontekście coraz gorszego poziomu edukacji polonistycznej. Jej podstawą staje się błędne założenie, że lektura tekstu literackiego nie różni się szczególnie od czytania jakiegokolwiek tekstu o charakterze informacyjnym. Oba bowiem rzekomo można sprowadzić do kilku jednoznacznie brzmiących tez niepodlegających dyskusji i niedopuszczających jego alternatywnego przeżywania.

Rzecz jasna, w podstawie programowej znaleźć można wiele deklaracji na temat znaczenia literatury dla budowania refleksyjnej wspólnoty kulturowej, której podstawą ma być wyobrażona literatura narodowa. Wiele też dyskusji medialnych dotyczy tego, co powinno znaleźć się w kanonie lektur szkolnych, a co z tego kanonu usunąć. Argumenty, które lektury zrobią krzywdę młodym, a które mogą ich wzmocnić, są jednak dość wadliwe. Nie uwzględniają tego, że czytanie jest skomplikowaną praktyką kulturową. Tekst nie kształtuje swego odbiorcy bez jego aktywnego uczestnictwa. Uczestnictwo to polega nie tylko na osobistej interpretacji, ale także na przykładaniu do czytanych treści własnego doświadczenia: generacyjnego, społecznego, biograficznego. Interpretacja tekstu nie dzieje się zatem w społecznej próżni. Dzieje się w konkretnej sytuacji instytucjonalnej i medialnej, w której każdy tekst podlegać może różnorakim odczytaniom. Tymczasem dominująca dziś praktyka szkolna polega na tym, żeby ucznia przede wszystkim sprawdzić pod kątem tego, czy zapamiętał mniej istotne szczegóły tekstu (ergo nie czytał tylko bryku).

.Nie dziwmy się, że radość obcowania z literaturą, także poezją jako czymś więcej niż zestawem odtwarzanych informacji, opuściła polską szkołę. Nie bądźmy też zaskoczeni, że znalazła sobie inne narzędzia wyrazu. Narzędzia, które – dzięki postrzeganiu ich jako alternatywnych wobec szkoły – zyskują na dodatkowej popularności. Fenomen sukcesu Sanah, zwłaszcza zaskoczenie, które on wywołał, są silnie, jak sądzę, skorelowane z kulejącą edukacją polonistyczną i szerzej – humanistyczną. I jakkolwiek byśmy oceniali estetycznie Poezyje, pokazują one, że polska poezja, zwłaszcza romantyczna, może być dla młodych – których zbyt rzadko słuchamy, a zbyt często oceniamy – źródłem żywiołowej przyjemności słuchania.

Marta Rakoczy

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 29 października 2022