Mateusz MORAWIECKI: Serce Europy bije dzisiaj mocniej w Warszawie i Kijowie niż w Berlinie i Paryżu

Serce Europy bije dzisiaj mocniej w Warszawie i Kijowie niż w Berlinie i Paryżu

Photo of Mateusz MORAWIECKI

Mateusz MORAWIECKI

Poseł na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej. Premier Rzeczpospolitej w latach 2017–2023. Był członkiem zespołu, który negocjował warunki przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Ukończył historię na Uniwersytecie Wrocławskim, studia Business Administration na Politechnice Wrocławskiej i Central Connecticut State University.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Stawką tej wojny jest dla Polski zmiana geopolitycznej trajektorii. Szansa jedna na setki lat, żeby rozszerzyć Europę na Wschód, zmienić geografię polityczną naszego kontynentu, skonstruować nową architekturę naszego bezpieczeństwa, nakreślić nową mapę Europy, wolnej od permanentnego zagrożenia ze strony Rosji – twierdzi Mateusz MORAWIECKI

.Historia nie rozwija się równomiernie. Fale historii raz cofają się, a raz wzbierają i uderzają z wielką mocą. Na początku Zasad filozofii prawa Hegel napisał słynne słowa – sowa Minerwy wylatuje dopiero z zapadającym zmierzchem. Dziś jednak na naszych oczach piszą się nowe zasady i nie możemy sobie pozwolić na to, aby mądrość i refleksja przyszły spóźnione.

Nie możemy czekać na zmierzch. Dlaczego? Bo być może zmierzch, o którym jest dziś mowa, to zmierzch Europy. Być może to zmierzch cywilizacji, którą znamy. Na naszych oczach kończy się epoka postpolityki. Polityczność przypomniała o sobie, przybierając potworne oblicze wojny.

Świat podzielił się znowu na dwa bloki. Godność osoby ludzkiej, wolności indywidualnej i demokracja to wartości, którym hołdujemy w Europie. Współczesna Rosja jest ich zaprzeczeniem. Chociaż Zachodu i Wschodu nie dzielą już ani Mur Berliński, ani żelazna kurtyna, to różnice między tymi dwiema cywilizacjami stają się wyraźniejsze niż kiedykolwiek.

Jestem przekonany, że stawką tej wojny jest nie tylko przetrwanie Ukrainy, ale również, a może nawet przede wszystkim całego Zachodu, całego wolnego świata. Jedno jest pewne – wynik zadecyduje o końcu pewnej epoki. Czy będzie to koniec putinowskiej Rosji, czy zmierzch cywilizacji zachodniej, zależy również od nas. Odpowiedzmy sobie najpierw na pytanie, w jakiej sytuacji dziś tak naprawdę się znajdujemy. Gdybym miał opisać aktualne położenie Europy jednym słowem, użyłbym słowa: kryzys. Kryzys to najcięższy i przełomowy moment w przebiegu choroby, gdy decyduje się to, czy chory powróci jeszcze do zdrowia. Europa znalazła się w kryzysie. Do nas należy napisanie dalszego ciągu jej historii. Czy będzie to jej schyłek, czy renesans? Historia się nie powtarza, lecz często się rymuje.

Nie możemy kurczowo trzymać się historycznych metafor i nawiązań, ale dzieje państw i mechanizmy polityki mają swoje prawidłowości. Można powiedzieć jeszcze inaczej – anioł historii podąża do przodu, lecz twarz ma skierowaną w tył, ku przeszłości. Dla nas ta metafora jest nieintuicyjna. Wydaje nam się, że idziemy w przód i nasze spojrzenie kieruje się ku temu, co zaraz się wydarzy. Lecz właśnie tak rozumieli dzieje starożytni Grecy. Podążamy w przód, lecz wzrok mamy skierowany ku przeszłości.

Osiowym wydarzeniem dla naszych greckich antenatów była wojna peloponeska, zwieńczenie ich dziejów i jednocześnie ich pogrzeb. Mechanizmy tego konfliktu stały się ramą dla wszystkich następnych konfliktów o dominację cywilizacji Zachodu – wojny trzydziestoletniej, wojen napoleońskich czy obu wojen światowych i wreszcie zimnej wojny. Niektórzy twierdzą, że dziś weszliśmy w okres strukturalnych napięć, wojen i rywalizacji, które określa ład światowy na następne dekady. Zachód jest spadkobiercą Aten, a Wschód spadkobiercą Sparty. Ateny stały się stolicą wolności, z której wcześniej wzięła początek filozofia. Polis było dobrem wspólnym wszystkich obywateli. W Sparcie triumfowały militaryzm i autokracja, a życie jednostki zostało w całości podporządkowane interesom państwa-miasta.

Przed nami wojna peloponeska XXI wieku. Musimy odwrócić bieg historii. W starożytności Ateny zwyciężyły duchowo, czyniąc nas swoimi potomkami. Współcześnie muszą zwyciężyć również militarnie, by zapewnić bezpieczną przyszłość kolejnym pokoleniom Europejczyków. I choć Europa ugina się dziś pod ciężarem własnego dziedzictwa, to musi je po raz kolejny w swojej historii unieść.

Europa nie popełni błędu Aten. Europa solidarnie przeciwstawia się rosyjskim zapędom imperialnym. Karolowi Marksowi zdarzało się napisać coś proroczego. Był on przekonany, że warunkiem normalnego rozwoju Europy jest zniszczenie Rosji z jej azjatyckimi zwyczajami politycznymi i obyczajowymi. Ratunkiem dla rosyjskiej duszy może być tylko porażka rosyjskiej tyranii. Europa jest jak wielkie i potężne drzewo, którego siła tkwi w korzeniach. Unikatowa triada greckiej filozofii i demokracji, prawa rzymskiego i chrześcijańskiej etyki stworzyła wynalazek, który służy nam do dziś – zachodnią cywilizację, cywilizację wolnego świata. Jest to nasze dziedzictwo, a jednocześnie najlepszy depozyt na przyszłość. Dlatego Europa jest zawsze młoda i wyznacza kierunki. Czy jednak zrealizujemy, jako wspólnota europejska, ten niezwykły potencjał? Czy Europa stanie na deskach globalnego teatru?

Dziś jest dla Europy jedno śmiertelne zagrożenie – zwycięstwo Rosji, które jest antytezą wszystkich wartości, które pielęgnujemy. Rosji, która nie chce rozwoju, tylko powrotu do imperialnego podboju. Rosji, która nie chce nowych technologii, tylko starych kłamstw. Która nie chce prywatności i bezpieczeństwa, ale chce pełnej inwigilacji i prywatnych armii.

Dlatego musimy pamiętać, że cała narracja o nowej Europie w nowym wieku może szybko runąć, stać się czczą opowiastką, zostać zmiażdżona pod naporem jednego z odwiecznych przekleństw ludzkości – imperializmu. W krótkim czasie doprowadziliśmy do faktycznego obudzenia Europy, pogrążonej od dziesięcioleci w słodkiej drzemce. Przeświadczenie o tym, że nastąpił kres historii, że można oddać się słodkiemu lenistwu, pękło na naszych oczach jak bańka mydlana. Ci, którzy zagrażają Europie, mogą być silni tylko jej słabością. Mogą roić imperialne sny tylko wtedy, gdy Europa śpi.

Imperialny pochód zaczyna się często niewinnie, a dopiero wiele lat, wiele dekad później historycy próbują określić jego prawdziwy początek. Budowanie imperium trwa i potrzebuje kolejnych dostaw budulca. Są nimi niestety krew, wojny, zabory, atakowanie sąsiadów, szerzenie strachu, sianie propagandy. Rosja nie zaczęła kolejny raz budować swojego imperium wczoraj. Otrząsnąwszy się z upadku Związku Radzieckiego, systematycznie parła coraz dalej.

Jeśli za 100 lat w podręcznikach do historii powszechnej umieszczone będą słowa jakiegoś polskiego polityka, to będą to najpewniej słowa świętej pamięci Lecha Kaczyńskiego: „Dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę”. Zachód przespał budzenie się Rosji, nawet gdy ta zbierała siły kosztem nędzy własnych obywateli, kiedy budowała armię, pacyfikowała Kaukaz, budziła demony nacjonalizmu, atakowała Gruzję i podporządkowywała sobie kolejne państwa. Zachód wciąż próbował naiwnej polityki resetów. Zachód wciąż żył niemądrą nadzieją na stabilizację stosunków. Gdy Rosja przygotowywała się już do rozbioru Ukrainy, wiele państw Zachodu ciągle sprzedawało jej broń. Dopiero gdy Ukraina stawiła heroiczny opór, a państwa Europy Środkowo-Wschodniej – na czele z Polską – pospieszyły jej na ratunek, ciągnąc za sobą całe NATO, Zachód wreszcie stanął naprzeciwko Rosji. Zrozumiał, że tego starcia nie można przegrać.

Co by się stało, gdyby Rosja wygrała? Wielkość Europy bynajmniej nie przeminęła. Wartości europejskie, za które przelewana jest krew, są wciąż żywe. Jednak serce Europy bije dzisiaj mocniej w Warszawie i Kijowie niż w Berlinie i Paryżu. Przed nami otworzyła się historyczna szansa. Ukraina odzyska suwerenność, wolność, a Polska bezpieczeństwo na swoich granicach. Europa odzyska zaś stulecie pokoju niezagrożone przez rosyjski imperializm. Trzeba postawić tamę rosyjskiemu imperializmowi. Równocześnie musimy zabiegać o to, by granice UE pokrywały się z geograficznymi granicami Europy. Ukraina i inne państwa Europy to bratnie narody Polski, Francji czy Hiszpanii.

Stawką tej wojny jest dla Polski zmiana geopolitycznej trajektorii. Szansa jedna na setki lat, żeby rozszerzyć Europę na Wschód, zmienić geografię polityczną naszego kontynentu, skonstruować nową architekturę naszego bezpieczeństwa, nakreślić nową mapę Europy, wolnej od permanentnego zagrożenia ze strony Rosji. Oświetlić miejsce na mapie, na które zawsze padał złowrogi cień. Wciągnąć Ukrainę – a może za jakiś czas Białoruś – w orbitę europejskich struktur. Ugruntować współpracę z USA, by świat atlantycki stał stabilnie na dwóch nogach. Czas, by stać się osiowym państwem UE w obszarze polityki bezpieczeństwa, transportu, energetyki czy współpracy transregionalnej. Z tej wojny wyłoni się nowy geopolityczny porządek Europy.

Rosyjska agresja stała się katalizatorem radykalnych zmian politycznych i gospodarczych. W tej wojnie stronami są dobro i zło. To aktualizacja odwiecznego konfliktu pomiędzy wartościami a ich zaprzeczeniem. My, Polacy, od kilkuset lat dobrze wiemy, że Rosja w każdym wcieleniu jest śmiertelnym zagrożeniem nie tylko dla Polski i krajów Europy Wschodniej, ale i dla całego wolnego świata. W przyszłość, tak bardzo dziś mroczną, musimy iść wyposażeni w lampę i kodeks moralny. Mamy z czego czerpać, mamy od kogo się uczyć. Polska doktryna polityczna musi czerpać soki z wielowiekowej tradycji rodzimego republikanizmu.

Ks. Stanisław Konarski, wybitny myśliciel osiemnastowieczny, sformułował niezwykle trafną diagnozę dotyczącą położenia geopolitycznego Polski: każda Rzeczpospolita winna mieć na względzie przede wszystkim swoją rację polityczną i swoje interesy, a potem dopiero mieć wzgląd na rzeczy cudze. Wielcy sąsiedzi szukają nie naszego, lecz swojego pożytku. To nie są słowa z zakurzonych archiwów. To poruszająca lekcja realizmu politycznego. Dziś ponad wszelką wątpliwość wiemy, że ani pokój, ani bezpieczeństwo, ani wolność nie są dane raz na zawsze. Troska o nie to nasz obowiązek. To najświętsza narodowa powinność. Troska o suwerenność naszej ojczyzny prowadzi do budowy struktur bezpieczeństwa Europy.

.Tylko Europa, w której narody będą mogły rozwijać się w pokoju i wolności, będzie domem bezpiecznym. Europa silna, świadoma swojego dziedzictwa, wierna wartościom, które zbudowały jej świetność, może przetrwać dzisiejszą dziejową zawieruchę. Tylko taka Europa przetrwa. Budowa takiej Europy to wielkie zadanie nas wszystkich. Z realizacji tego zadania nikt nie zwolni naszego pokolenia.

Mateusz Morawiecki
Tekst wystąpienia na XIII Kongresie Polska Wielki Projekt na Zamku Królewskim w Warszawie.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 2 czerwca 2023