Michał KŁOSOWSKI: Po wyborach w Iranie. Dlaczego warto kibicować Hasanowi Rouhaniemu? Michał KŁOSOWSKI: Po wyborach w Iranie. Dlaczego warto kibicować Hasanowi Rouhaniemu?

Po wyborach w Iranie.
Dlaczego warto kibicować Hasanowi Rouhaniemu?

Michał KŁOSOWSKI

Zastępca Redaktora Naczelnego „Wszystko co Najważniejsze”, szef działu projektów międzynarodowych Instytutu Nowych Mediów, dziennikarz i publicysta. Autor programów radiowych i telewizyjnych. Z wykształcenia archeolog, filozof i historyk, studiował między innymi na Uniwersytecie Jagiellońskim, Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie i London University of Arts.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Gdy Hasanowi Rouhaniemu uda się przeprowadzić zapowiedziane reformy, zyska również Polska. Głosując na niego, obywatele wybrali drogę interakcji ze światem, z dala od przemocy i ekstremizmu. Dla Polski oznacza to same plusy, gdyż PKN Orlen oraz Grupa Lotos podpisały już kontrakt na ropę z tego kraju, a LOT zamierza otworzyć w Teheranie swoje biuro. Jego wybór to rzadki przejaw sytuacji „win-win” – pisze Michał KŁOSOWSKI

Rywalizacja polityczna w Iranie toczy się pomiędzy dwoma obozami: reformatorów i twardogłowych. Ostatnimi laty spór ten jednak osłabł, w irańskiej polityce nastał niemal czas stabilizacji, a na pewno otwarcia na świat: ekonomicznego, politycznego i społecznego. Jednym z autorów tego sukcesu jest Hasan Rouhani, prezydent kraju, wybrany 3 sierpnia 2013 roku, który 21 maja 2017 uzyskał reelekcję; człowiek, który zasługuje na miano reformatora, choć sam nie pozwala się tak nazywać. Będąc szyickim duchownym, już podczas pierwszej kampanii prezydenckiej postulował liberalne, jak na Iran, reformy społeczne. Słynna jest jego wypowiedź potępiająca rozróżnienie na właściwie i niewłaściwie noszony hidżab, co wywołało sporo komentarzy, zwłaszcza w kręgach szyickich duchownych. W trakcie swojej prezydentury jako pierwszy przywódca kraju od czasu irańskiej rewolucji 1979 roku spotykał się z duchowymi przywódcami świata, m.in. papieżem Franciszkiem w styczniu 2016 roku. Również jako jedyny irański przywódca od czasu rewolucji spotkał się z przywódcą kraju arabskiego, władcą Omanu, sułtanem Qaboosem. Także dzięki jego staraniom wcześniej, w lipcu 2015 roku, zawarte zostało porozumienie atomowe pomiędzy Iranem a sześcioma światowymi mocarstwami.

Hasan Rouhani, szyicki duchowny, prezydent Iranu, zasługuje na miano reformatora, choć sam nie pozwala się tak nazywać.

Do wyborów w 2017 roku dopuszczonych przez Radę Ekspertów zostało sześciu kandydatów. Rada czy też Zgromadzenie Ekspertów to jedno z najważniejszych ciał doradczych i opiniotwórczych w Iranie, organ złożony z irańskich duchownych, których zadaniem jest kontrola władzy w republice poprzez dopuszczanie, ale i odwoływanie przywódców. Mimo że dopuszczono sześciu kandydatów do uczestniczenia w wyborach, przystąpiło do nich ostatecznie czterech: Mohammad Ghalibaf, mer Teheranu, zrezygnował z kandydowania na rzecz Ebrahima Raisiego, a Eshaq Jahangiri przyznał, że zgodził się kandydować w obawie, że obecny prezydent Rouhani nie zostanie dopuszczony do udziału w wyborach. Obawy te nie były bezpodstawne, ponieważ od 1991 roku w Zgromadzeniu Ekspertów zasiadają wyłącznie przedstawiciele twardogłowych. Kiedy jednak Rouhani został dopuszczony do wyborów, Jahangiri oddał mu swoje poparcie.

Mimo że dwóch najistotniejszych kandydatów należy do duchowieństwa szyickiego, ich postulaty wyborcze bardzo się różniły. Ubiegający się o reelekcję Hasan Rouhani stawiał na młodych, obiecując m.in. dalsze otwarcie na świat, więcej szans ekonomicznych dla młodych, wolność indywidualną i tolerancję polityczną. Raisi przeciwnie, miał postulaty konserwatywne. Były prokurator generalny oraz członek Rady Ekspertów prawdopodobnie był związany m.in. z egzekucjami z 1988 roku, kiedy Amnesty International odnotowała zniknięcie z irańskich więzień 4482 więźniów politycznych (irańska opozycja mówi o 30 tysiącach). Szedł do wyborów z hasłami agrarnymi, postulując m.in. stworzenie sześciu milionów nowych miejsc pracy na irańskiej prowincji, opartych na rozwoju rolnictwa. Raisi sankcje Zachodu uważa za szansę na rozwój rodzimej gospodarki. Jest również zwolennikiem dalszej segregacji płciowej w życiu publicznym, islamizacji na uczelniach, rewizji internetu i cenzury zachodniej kultury. Wielu ekspertów widzi podobieństwo tych propozycji do polityki Ahmadineżada, prezydenta z lat 2005 – 2013, która doprowadziła do zaostrzenia sankcji Zachodu nałożonych na Iran, opłakanego stanu gospodarki oraz inflacji przekraczającej 40%. Nie jest tajemnicą, że Raisi jest popierany przez Radę Strażników oraz Alego Chameneiego, duchownego lidera Iranu, który w nim upatruje swojego następcę na stanowisku Najwyższego Przywódcy Islamskiej Republiki Iranu. Objęcie przez niego stanowiska prezydenta miało być krokiem właśnie w tym kierunku. W hierarchii kleru szyickiego Raisi stoi wyżej niż Rouhani, gdyż należy do potomków rodziny proroka, stąd ma większe szanse na zostanie następcą Chameneiego.

Różnica w programach obu kandydatów dobrze pokazuje podziały istniejące w Iranie. Kiedy w ponad 13-milionowym Teheranie kwitnie życie kulturalne, łagodzi się cenzurę, a wiele młodych osób wyjeżdża na studia zagraniczne, na prowincji odczuwalne są problemy związane z dostępem do wody i żywności, a aż ponad 13% społeczeństwa to analfabeci — w takich warunkach silnie pielęgnowany jest tam islam w swej konserwatywnej formie. Tymczasem większość głosujących na zwycięskiego Hasana Rouhaniego urodziła się już po 1979 roku, niewiele pamięta więc z rewolucji, częściowo widząc ją tak, jak mieszkająca obecnie w Paryżu irańska reżyserka Marjane Satrapi: jako przerażające doświadczenie, które dotknęło ich rodziców, odcinając kraj od reszty świata. Na mapie głosów wyborców widać, że Raisi wygrał w Kom i Meszhedzie, najważniejszych centrach religijnych Iranu, gdzie znajdują się święte szyickie miejsca kultu, do których często pielgrzymują wierni, a także na wschodzie kraju, przy granicy z Afganistanem. Są to regiony skupiające ludność o konserwatywno-islamskich poglądach.

Istotne jest też, że kampania Rouhaniego toczyła się zwłaszcza w mediach społecznościowych, na Instagramie i w komunikatorze Telegram oferuje bezpieczne połączenia i chroni dane użytkowników przed inwigilacją, przez co jest ogromnie popularny w Iranie). Publicyści „New York Timesa” [LINK] uważają nawet, że to reformatorskim aktywistom, działającym w sieci, Hasan Rouhani zawdzięcza zwycięstwo. Co ciekawe, zwolennicy Rouhaniego zgarnęli również wszystkie 21 miejsc w Radzie Miejskiej Teheranu, która od 14 lat kontrolowana była przez konserwatystów. Hasan Rouhani zwyciężył więc głównie dzięki poparciu młodych z dużych miast, a także dzięki głosującej na niego emigracji — słynne są już zdjęcia pokazujące tłok w lokalach wyborczych w Europie i Stanach Zjednoczonych.

Wielu obserwatorów nie wierzyło w zwycięstwo konserwatywnego Raisiego, choć przypuszczano, że Rouhani zdobędzie prowadzenie dopiero w drugiej turze. Wiązało się to z brakiem znaczących i widocznych sukcesów w polityce wewnętrznej państwa. Tym, co najczęściej zarzucano Raisiemu, był brak charyzmy, przez który nie potrafił dotrzeć do wyborców spoza twardego elektoratu konserwatystów. Przypuszczalnie największą porażką była telewizyjna debata między kandydatami, po której sondaże wskazały na znaczną przewagę Rouhaniego, który zyskał 65% przychylności widzów, uważających go za kandydata, który najpewniej osiągnie wyznaczony cel. Przez widzów tej debaty Raisi został umiejscowiony na samym końcu stawki. Wizerunku Raisiego nie ociepliło także zorganizowanie jego spotkania z gwiazdą muzyki popularnej Tataloo. Uznano ten gest wręcz za desperacką próbę dotarcia do młodszego elektoratu.

Na podstawie przebiegu tych wyborów i ich wyniku możemy zaobserwować zmiany zachodzące w irańskim społeczeństwie. Czy można jednak powiedzieć, że mamy do czynienia z pełzającą w Iranie rewolucją albo i kontrrewolucją?

Skoro do głosu dochodzi pokolenie niepamiętające rewolucji islamskiej, mające dostęp do globalnej sieci wymiany informacji i globalnej kultury, na pewno rodzi się nadzieja na zmiany w tej części świata.

Mimo że kraj rządzony jest od czasów rewolucji przez ajatollahów — przywódców religijnych sprawujących swoją władzę nad państwem z Kom, miasta, w którym znajduje się najważniejszy uniwersytet religijny, a także mauzoleum Fatimy al-Masumy i w którym rozpoczęła się rewolucja 1979 roku — ich władza ulega swoistej transformacji. Obecny ajatollah, Ali Chamenei, jest o 10 lat starszy od właśnie wybranego prezydenta i nie tak sprawny politycznie jak Ruhollah Chomejni, wspaniały mówca, który potrafił pociągnąć za sobą tłumy, lider i przywódca rewolucji islamskiej.

Kluczowa więc będzie odpowiedź na pytanie o to, jak ułożą się relacje między prezydentem a ajatollahem. Interesujące jest, że mając mocny mandat społeczny, Rouhani (57% wyborców spośród 74% uprawnionych, którzy poszli do urn, oddało na niego swój głos) podczas swojej reelekcji zdobył o 7 punktów procentowych więcej niż we wcześniejszych wyborach. Do tej pory prezydenci Iranu podczas powtórnych wyborów tracili poparcie (wszyscy prezydenci Iranu pełnili swoją funkcję dwukrotnie). Nowo wybrany prezydent jako pierwszy zyskał więcej poparcia przy reelekcji. Wydaje się też, że Hasan Rouhani może wyjść naprzeciw oczekiwaniom społecznym: wspomniane poparcie, przychylne media, aktywiści społeczni i wypracowane przez poprzednią kadencję mechanizmy oddziaływania i poruszania się w skomplikowanym irańskim systemie politycznym. Problemem może być jednak sam system Iranu, który z góry blokuje możliwość zmian, a także postawa Rady Strażników Konstytucji, organu rządowego, który zarządza formacją wojskową odpowiedzialną za kontrolę części kraju, zwłaszcza tych przygranicznych. Kolejnym zagrożeniem jest postawa przywódców światowych, zwłaszcza Donalda Trumpa, który w obliczu konfliktu między Arabią Saudyjską a Iranem może przyjąć postawę bardziej sprzyjającą Saudom, czym zniechęci do siebie Irańczyków i pchnie ich w ramiona konserwatywnych przywódców religijnych. Prezydent Stanów Zjednoczonych wielokrotnie powtarzał, że umowa nuklearna podpisana z Iranem jest najgorszym tego typu dokumentem, jaki widział do tej pory. I nie chodzi mu wyłącznie o prawną konstrukcję porozumienia. W kwestii relacji z Iranem Trump jest naśladowcą George’a W. Busha, uznającego Iran za jedno z głównych zagrożeń dla świata zachodniego. Z pewnością utrudnienia w podróży do USA, jakie administracja Trumpa nałożyła na Irańczyków, również mogą zablokować otwarcie się na Zachód islamskiej republiki albo dopuścić do głosu stronę konserwatywną społeczeństwa i polityków, tak jak to miało miejsce pod koniec rządów prezydenta Mohammada Chatamiego, prowadzącego politykę otwartości w latach 1997 – 2003. Właśnie wtedy Iran zaliczony został przez George’a W. Busha do państw „osi zła”, co przyczyniło się do wybrania najbardziej konserwatywnego prezydenta, jakiego miała dotąd republika, Mahmuda Ahmadineżada.

Mimo odniesionego sukcesu Rouhani nie może jednak zapomnieć o prawie 16 milionach wyborców głosujących na kandydata stronnictwa konserwatywnego. Zwłaszcza że niezadowoleni wyrażają chęć walki o swoje racje. A trzeba pamiętać, że Iran jest znaczącą siłą w geopolityce regionu m.in. poprzez np. zaangażowanie w walkę z Daesh oraz z powodu konfliktu w Jemenie.

.Gdy jednak Hasanowi Rouhaniemu uda się przeprowadzić zapowiedziane reformy, zyska również Polska. W trakcie swojej zwycięskiej mowy Rouhani podkreślał w końcu, że głosując na niego, obywatele wybrali drogę interakcji ze światem, z dala od przemocy i ekstremizmu. Dla Polski oznacza to same plusy, gdyż PKN Orlen oraz Grupa Lotos podpisały już kontrakt na ropę z tego kraju, a LOT zamierza otworzyć w Teheranie swoje biuro. Powinniśmy więc Rouhaniemu kibicować, bo jego wybór to rzadki przejaw sytuacji „win-win”.

Michał Kłosowski
Współpraca: Magdalena Pach

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 22 maja 2017
Fot. Nomaan Ahgharian/Flickr

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam