Nicolas TENZER: Dyskusja, dialog czy negocjacje? Czy można osiągnąć porozumienie z rosyjskim reżimem?

Dyskusja, dialog czy negocjacje?
Czy można osiągnąć porozumienie z rosyjskim reżimem?

Photo of Nicolas TENZER

Nicolas TENZER

Prezes Centre d’étude et de réflexion pour l’action politique (CERAP), ekspert kwestii geostrategicznych i analizy ryzyka politycznego. Autor trzech oficjalnych raportów rządowych, z których dwa dotyczą strategii międzynarodowej oraz 21 książek m.in. Quand la France disparaît du monde, 2008, Le monde à l’horizon 2030. La règle et le désordre, 2011 oraz La France a besoin des autres, 2012.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Głównym celem propagandowym rosyjskiego reżimu jest wpojenie przekonania, że istnieją dwie strony o równie uzasadnionych roszczeniach, a państwo rosyjskie nie dokonało żadnych karygodnych posunięć. Pojęcie dyskusji nie implikuje domniemania równości racji stron, natomiast idea dialogu wprowadza fikcję, że każdy może mieć rację – pisze Nicolas TENZER

W języku dyplomatycznym często używa się terminów „dyskusja”, „dialog” czy „negocjacje” albo bardziej ogólnego „rozmowy” lub enigmatycznego „wymiana poglądów” na określenie wymiany zdań pomiędzy dwiema przeciwnymi stronami. Dwa pierwsze słowa są często używane w sposób niedookreślony, natomiast trzecie ma bardziej specyficzne zastosowanie – negocjacje muszą dotyczyć ściśle określonej kwestii. Jednakże dialog, który często ma sprecyzowany charakter, można łatwo porównać do negocjacji, przynajmniej ich początku. Jako że język dyplomatyczny jest niemal nieograniczony w swej pomysłowości, można go opisywać w kategoriach „dialogu strukturalnego”, „dialogu strategicznego”, „dialogu merytorycznego”, a nawet „dialogu zaufania” – ten zaś w przypadku Kremla staje się nieważny, o ile był czymś innym niż tylko wymysłem. „Pogłębione” dyskusje są w zasadzie dialogami. Krótko mówiąc, można odnieść wrażenie, że nie ma między tymi terminami znaczącej różnicy.

Pomiędzy demokracjami dokładna nazwa prawdopodobnie nie ma większego znaczenia, nawet jeśli spory, zwłaszcza handlowe i gospodarcze, bywają gorące, szczególnie pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i ich sojusznikami. Jednak kiedy ma się do czynienia z dyktatorskim i zbrodniczym reżimem, jakim jest Rosja Putina, użycie precyzyjnych słów nabiera poważnego znaczenia.

Za słowami kryją się koncepcje i realia. Dyskusja nie jest negocjacją, a dialog nie jest zwykłą wymianą poglądów. Sposób, w jaki podchodzimy do przeciwnika, jeśli nie wroga, wyraża nasz stosunek do niego, mówi coś o naszych intencjach, zdradza naszą strategię, jest także częścią performatywnego charakteru, który często przypisuje się dyplomacji; w końcu jest też używany jako znak przez tego, z kim prowadzimy wymianę zdań – a coraz częściej także jako broń… Problem, który tu poruszamy, nie dotyczy argumentacji, ale sedna relacji krajów demokratycznych z Kremlem. Język wyraża intencje, ale także zrozumienie lub niezrozumienie reżimu. Mówi, czego chcemy lub czego odmawiamy. Wyraża naszą siłę lub naszą rezygnację.

Niektórzy przywódcy światowi, a także uczeni używają terminu „gramatyka” w formie retorycznej emfazy, aby włączyć go do strategii lub zastosować w stosunkach międzynarodowych. Proponujemy zacząć od etapu przed gramatyką, jeszcze przed składnią czy morfologią. Gramatyki strategiczne dostępne na rynku są pustym i daremnym ćwiczeniem, gdy brakuje znaczenia słów, a zamek znaków, który proponują stworzyć, jest zbudowany na piasku słów bez znaczenia. Nie można udawać, że opracowuje się gramatykę, nie znając podstaw słownictwa: to tak, jakby budować aksjomat matematyczny, nie przyswoiwszy sobie reguł logicznego myślenia.

Szczególne wydarzenia, z którymi mamy do czynienia od grudnia 2021 r. – zaostrzenie gróźb Kremla i dalsze nasilenie jego wojowniczej retoryki – w pełni uzasadniają jednak poważne przeanalizowanie tego zagadnienia. W rzeczywistości terminy te są używane przez rządy i członków kancelarii dyplomatycznych bez większej ostrożności: w Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Francji, na Ukrainie i gdzie indziej przynajmniej te dotyczące dyskusji i dialogu są używane niemal zamiennie, a czasem nawet słowo „negocjacje” pojawia się w niezgrabnym zdaniu. Główny problem polega na tym, że jak to zwykle bywa w tego typu wymianach, wiele pozostaje w tajemnicy. A jednak podejrzliwość wśród sojuszników jest widoczna mimo silniejszych niż zwykle wspólnych stanowisk. Niektórzy zastanawiają się, co administracja amerykańska może wyłożyć na stół lub na jakie ustępstwa mogą pójść Paryż i Berlin. Nikt nie jest w stanie odróżnić rzeczywistości od plotki, ponieważ nikt nie jest w stanie określić, co naprawdę zostało powiedziane. Wiadomo też, że Kreml dąży przede wszystkim do wzniecenia podziałów, do podrzucenia przynęt, aby ta czy inna osoba się na nie rzuciła, do podania fałszywych informacji lub do przedstawienia swojej interpretacji „dyskusji” – szczególnie gdy komunikat strony przeciwnej pojawia się zbyt późno.

Co więcej, nikt tak naprawdę nie wie, poza znajomością treści rozmów, czego oczekują rządy, które decydują się w nie angażować. Powinno być powszechną zasadą, że kiedy rozmawia się z wrogiem, nie chodzi tylko o to, żeby „pogadać”. Musi być intencja, zamiar, wiadomość do przekazania i cel końcowy, bo rozmowy są tylko środkiem. I zgodnie z tym mówi się o dyskusji, dialogu lub negocjacjach. Sposób wymiany jest związany z celami, jak również z analizą reżimu przeciwnika.

Próba zdefiniowania. Dlaczego to ma znaczenie?

Niewielu sprzeciwiłoby się utrzymywaniu kanału komunikacji między reżimami dyktatorskimi o jakimkolwiek znaczeniu – z wyłączeniem niektórych reżimów winnych masowych zbrodni przeciwko ludzkości, takich jak reżim Asada czy wcześniej reżim Bashira w Sudanie – a rządami demokratycznymi. Dzięki nim można uniknąć poważnych nieporozumień, jak to miało miejsce podczas kubańskiego kryzysu rakietowego. Inne „błędy”, wynikające w szczególności z niedoskonałości zautomatyzowanych systemów informacyjnych, zarówno rosyjskich, jak i amerykańskich, mogły mieć katastrofalne skutki. Poza takimi ekstremalnymi przypadkami i komunikacją na poziomie wojskowym kanał komunikacyjny umożliwia również przekazywanie wiadomości, w tym ostrzeżeń, stronie przeciwnej.

Trywialność dyskusji

Nie ulega też wątpliwości, że przywódcy, ministrowie spraw zagranicznych i ich doradcy mogą nadal prowadzić rozmowy. Również w tym przypadku umożliwia to lepsze rozszyfrowanie intencji przeciwnika, przedstawienie swojego punktu widzenia, podjęcie próby wyznaczenia granic oraz wydanie ostrzeżenia. Jednak zwłaszcza zachodni przywódcy muszą umieć analizować wysyłane komunikaty. Czasami może to być owocne. Emmanuel Macron bez wątpienia lepiej zrozumiał, z kim ma do czynienia, kiedy Władimir Putin opowiadał mu bzdury o otruciu Aleksieja Nawalnego i mówił do niego jak do idioty – co Macron dobrze zrozumiał – i wydaje się, że to się powtórzyło. Takie rozmowy wymagają dużego przygotowania, w tym psychologicznego.

Kremlowski przywódca opanował zarówno groźby, jak i pochlebstwa – stosował je zarówno w stosunku do prezydenta Francji, jak i przywódców Włoch – co pozwala mu próbować upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Określając rozmówców jako uprzywilejowanych (Joe Biden) lub godnych zaufania (Emmanuel Macron, Mario Draghi), ma nadzieję zarówno przyciągnąć ich do siebie, jak i przełamać wspólny front zachodniej stanowczości.

Oczywiście dyskusje te mają swój program, są organizowane i przygotowywane przez doradców, ale pozostają wymianą poglądów. Nie mają prowadzić do wspólnych decyzji, rozwiązywania trudności i porozumienia. Nie powinny być jako takie przedstawiane opinii publicznej. Zbyt często niektórzy przywódcy ogłaszali, że być może nastąpił postęp, podczas gdy w rzeczywistości go nie było, co później oficjalnie odnotowywano. Dyskusja może być konieczna, ale jako taka z pewnością pozostanie bezowocna, jeśli chodzi o jej wyniki w przypadku rosyjskiego reżimu. Udawanie, że jest inaczej, grozi błędami w ocenie i formą komunikacji, która jest niepokojąca dla naszych sojuszników.

Dlaczego dialog jest dosłownie niemożliwy?

To, co nazywamy dialogiem, ma z zasady inny charakter. Jeżeli między ludźmi, którzy się kochają, lub między bliskimi przyjaciółmi mogą istnieć trudne dialogi, to nie mogą one istnieć ani bez zaufania, ani bez wspólnego podłoża, zarówno pod względem racjonalności, jak i wartości. Istnieje nawet, z filozoficznego punktu widzenia, intymność dialogu – dialogu duszy z nią samą, który rodzi myśl, jak twierdził Platon – która, co więcej, może być nieskończenie trudna i nieustannie wymagana między dwoma przyjaciółmi. Postacie, które Platon stawia na scenie, przede wszystkim sofiści, których celem jest odwrócenie się od poszukiwania prawdy, znajdują się jakby poza dialogiem. Dialog pokazuje więc, że mogą oni być tylko poza dialogiem, z którego się wyłączają, podobnie jak ci, którzy kierują się tylko instynktami lub impulsami poprzedzającymi myśl.

Samo pojęcie διάλογος, którego nie mogę szczegółowo analizować tutaj, składa się z dwóch terminów, które koniecznie trzeba zrozumieć. Przedrostek διά zakłada jakąś formę pośrednictwa i przejścia dla λόγος, a więc przede wszystkim rozum albo inaczej mowę jako uporządkowaną przez reguły czy wreszcie „słowo”, symbol działania. Hiperboliczny przykład znajdziemy w pierwszym zdaniu wstępu do Ewangelii według św. Jana (1:1) na oznaczenie Chrystusa, którego słowo ustanawia i łączy się z nim do tego stopnia, że jest ono wymieniane trzykrotnie („Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo” – „ἐν ἀρχῇ ἦν ὁ λόγος, καὶ ὁ λόγος ἦν πρὸς τὸν θεόν, καὶ θεὸς ἦν ὁ λόγος”). To zdanie było wielokrotnie analizowane, a jego znaczenie – bo mówimy o symbolu (dosłownie o tym, co łączy i spaja) – pozostaje przedmiotem wielu interpretacji. To, co jest pewne i moim zdaniem pomocne w naszej analizie, to fakt, że słowo ma funkcję ustanawiania, a więc tworzenia. Kiedy słowo przemieszcza się między ludźmi poprzez dialog, ustanawia wspólną przestrzeń, tę – należałoby powiedzieć – w której przynależność jest ustanawiana i uznawana.

Dialog jawi się w swojej potrójnej naturze: po pierwsze, jako wymiana poprzez zrozumienie, nawet jeśli zrozumienie następuje poprzez tę wymianę; po drugie, jako wspólne tworzenie reguł, które jeszcze bardziej wzmacniają możliwość dialogu; po trzecie, być może bardziej pompatycznie, jako instytucja czegoś wspólnego. Dialog jest możliwy – to było sednem Ja i Ty Martina Bubera – tylko przy uznaniu inności za część mnie samego i właśnie w odmowie posiadania, dominacji i instrumentalizacji. Współistnienie nie jest konstrukcją prawną, ale faktem pierwotnym. Co więcej, jak dobrze napisano, wzajemność u Bubera nie jest rodzajem paktu, umowy czy zgody, która zostaje w jakiś sposób zawarta, ale jest czymś danym, co jest konsubstancjalne dla relacji.

Jeśli ta dygresja była konieczna, to z pewnością nie po to, żeby przyjąć szczegółowe wymogi dialogu filozoficznego za podstawę dialogu pomiędzy dwoma rządami, ale żeby przypomnieć, że mimo wszystko nie można zbytnio odchodzić od tego pojęcia. Podstawy, nawet minimalne, „dialogu” z państwem dyktatorskim nie istnieją. Z pewnością dwa państwa demokratyczne mogą mieć przeciwstawne interesy i dążyć do usidlenia drugiego lub traktować go jak przedmiot przeznaczony do poddania swojej woli – zresztą sam Buber uznał: „Jest jednak wzniosłą melancholią naszego przeznaczenia, że w naszym świecie każde Ty musi stać się Ono”. Jest jednak moment, w którym dialog może zostać przynajmniej wznowiony, choćby dlatego, że w obliczu zagrożeń ze strony osób trzecich ostatecznie zwycięża przyjęcie wspólnych wartości.

Jaki jest sens dialogu, gdy celem jednego jest zniszczenie drugiego, a jeśli ten cel można odłożyć w czasie, to tylko po to, by zapewnić sobie więcej środków do jego osiągnięcia później? Jaki jest sens dialogu, gdy ten drugi jest gotów taktycznie wycofać się tylko po to, by później jeszcze głębiej wbić ostrze? Co znaczy dialog, gdy drugi przeciwstawia się zestawowi wartości, który może prosperować jedynie poprzez niszczenie innych, odrzucając samą zasadę jakiegokolwiek współistnienia? Co znaczy dialog, gdy druga strona za swoją ostateczną ambicję uznaje zniszczenie fundamentów, które wyznacza sam termin λόγος?

Stosowanie terminu „dialog” w odniesieniu do obecnego reżimu rosyjskiego nie jest problemem natury estetycznej dlatego, że jest on w opozycji do filozoficznego ideału, ale dlatego, że wprowadza on w błąd co do samej natury przeciwnika. Problem nie leży w niewłaściwym użyciu słowa „dialog”, ale w kurtynie, jaką jego użycie przesłania rzeczywistość. Niewłaściwość tego słowa nie ma znaczenia jako taka, ale ma znaczenie ze względu na bezmyślność, jaką nadaje ona naszym działaniom. Wiara w to, że dialog jest możliwy, nie jest bowiem wiarą bez konkretnych konsekwencji; prowadzi nas ona do zachowywania się tak, jakby wróg mógł stać się przyjacielem, a więc do udawania, że się w to wierzy, dając mu trochę więcej czasu na przygotowanie ofensywy. Podstawową iluzją jest wiara w to, że dialog z Kremlem może przyczynić się do zapewnienia bezpieczeństwa opartego, jak to kiedyś określił prezydent Biden, na „stabilnych i przewidywalnych stosunkach” z Rosją. Wiara w dialog jest nie tylko nieudolna, ale i potencjalnie zgubna. Prowadzi do marnowania czasu – czasu, którego wróg potrzebuje najbardziej.

Ryzykowna wiara w negocjacje

Z kolei pojęcie negocjacji jest chyba prostsze do zrozumienia. Negocjacje między dwiema stronami polegają na osiągnięciu wzajemnego porozumienia, które może przybrać formę umowy lub traktatu. Oczywiście wynik negocjacji może być uzyskany pod presją – w szczególności porozumienie o zawieszeniu broni, które może być podstawą do zawarcia traktatu, jak np. traktat wersalski – a porozumienia lub traktaty mogą być następnie podważane, wypowiadane lub łamane. Kreml ma w zwyczaju to robić, a w przypadku Ukrainy głównym przykładem jest Memorandum budapesztańskie z 1994 roku, ale także Karta Narodów Zjednoczonych, Akt końcowy konferencji helsińskiej, Traktat londyński o Radzie Europy oraz kilka dwustronnych traktatów między Kijowem a Moskwą. Do tego należy dodać, choć lista ta nie jest wyczerpująca, naruszenie traktatu o siłach jądrowych średniego zasięgu (INF) oraz Konwencji o zakazie broni chemicznej (CWC), a także Konwencji o zakazie broni biologicznej (BWC).

Możemy zacząć od podstawowego założenia, którego broniłem sześć lat temu – nie ma mowy o negocjacjach z Rosją Putina, a przynajmniej nie ma mowy o negocjacjach bez poważnych środków nacisku, w tym militarnych. Po pierwsze, jest to reżim, który prowadzi lub prowadził agresywną wojnę na Ukrainie, w Gruzji i Syrii czy też prowadzi operacje podobne do tych w Afryce, za pomocą informacji, które Kreml otwarcie uważa za broń, szczególnie przeciwko demokracjom. Po drugie, jest to reżim, który za pomocą tych środków zaatakował terytoria, które teraz znajdują się pod jego kontrolą.

Dlatego też, zakładając, że „negocjacje” są możliwe, należy najpierw określić, co z punktu widzenia demokracji może być ich przedmiotem. W rzeczywistości przedmiot jest tylko jeden – zaprzestanie ofensywnych działań rosyjskiego reżimu i umożliwienie obecnie napadniętym państwom, z których całe regiony są w rzeczywistości zaanektowane, odzyskanie integralności terytorialnej i pełnej suwerenności. Oprócz przywrócenia granic uznanych przez społeczność międzynarodową konieczne jest również zakończenie działań, które naruszają międzynarodowe prawo humanitarne, a w szczególności powstrzymanie zbrodni wojennych. „Dyskusje”, zwłaszcza w ramach formatu normandzkiego, wydają się mało wiarygodne – a w każdym razie nie powinny prowadzić do kompromisów, zważywszy na rewizjonistyczne stanowisko putinowskiej Rosji, a wiemy, że to właśnie ten reżim, a nie Ukraina, naruszył porozumienie nazwane Mińsk 2. Nie mogą też podważać porządku bezpieczeństwa w Europie, określonego zarówno w Akcie końcowym z Helsinek, jak i w porozumieniach zawartych po upadku Muru Berlińskiego i rozpadzie ZSRR, w szczególności w Karcie paryskiej. Aby uniknąć wątpliwości, prezydent Francji jasno stwierdził, że dyskusje na temat bezpieczeństwa w Europie nie mogą dotyczyć tego zagadnienia. Możliwe są bardziej owocne dyskusje na temat głównych międzynarodowych konwencji dotyczących kontroli zbrojeń, co znajduje odzwierciedlenie w odpowiedziach NATO i USA pod koniec stycznia 2022 r. na niedopuszczalne żądania Kremla, ale nie będzie to możliwe bez wiarygodnej i silnej presji.

Przeciwstawianie się propagandzie. Dyplomatyczne niedopatrzenie

Przywódcy największych mocarstw demokratycznych nie mogą też używać terminów „dyskusja”, „dialog” i „negocjacje”, nie zwracając uwagi na sposób, w jaki są one używane w propagandowych relacjach Kremla. Reżim kremlowski doskonale wie, jak wykorzystać te stwierdzenia o „rozmowach” do przekazania własnych wiadomości, interpretacji, komentowania ich przez kontrolowane przez niego organy, zarówno w Rosji, jak i za granicą, oraz rozpowszechniania ich przez agentów wpływu w niektórych kręgach zachodnich. Historia ostatnich 22 lat pokazuje, że Rosja potrafiła to wykorzystać, ponieważ zawsze była w stanie wygrać swoje wojny bez większej reakcji [świata zachodniego – przyp. red.].

Głównym celem propagandowym rosyjskiego reżimu jest wpojenie przekonania, że istnieją dwie strony o równie uzasadnionych roszczeniach, a państwo rosyjskie nie dokonało żadnych karygodnych posunięć. Pojęcie dyskusji nie implikuje domniemania równości racji stron, natomiast idea dialogu wprowadza fikcję, że każdy może mieć rację.

Drugim celem jest obniżenie poprzeczki porozumienia na swoją korzyść, innymi słowy, obniżenie poziomu tego, co po stronie zachodniej uważane jest za niepodlegające negocjacjom. Do tego prowadzą groźby nowej agresji na większą skalę.

Kreml chce, aby po zdobyciu przez niego wszystkiego Zachód w jakiś sposób zaaprobował czy też przypieczętował jego podboje. Nawet jeśli w zasadzie nie ma nic, na co państwa demokratyczne mogłyby się zgodzić – wliczając w to okupację części Donbasu i aneksję Krymu, okupację 20 proc. terytorium Gruzji, faktyczną aneksję mołdawskiego Naddniestrza, kontrolę nad Armenią, a nawet częścią terytorium Azerbejdżanu – Władimir Putin zamierza po raz kolejny zademonstrować, że Zachód tak naprawdę nie wykazuje poważnej chęci ich obrony. Również w tym przypadku upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu: nie tylko osiągnie swój cel częściowego przywrócenia siłą strefy wpływów, ale również uda mu się osiągnąć swój ideologiczny cel zniszczenia wartości wolności, których Zachód broni.

Z pewnością nowa stanowcza postawa sojuszników świadczy o tym, że wolny świat wreszcie zrozumiał realność rosyjskiego zagrożenia. Jednocześnie jednak, sugerując, że jest coś do „wynegocjowania” z Moskwą, podważa wiarygodność tej stanowczości.

Po trzecie, nie należy zapominać, że jednym z podstawowych celów rosyjskiej propagandy jest poróżnienie sojuszników. Zostało to już dostrzeżone i rozmowy między Rosją a tym czy innym krajem, zwłaszcza Stanami Zjednoczonymi i Francją, są szeroko konsultowane przed ich rozpoczęciem i relacjonowane po ich zakończeniu. Emmanuel Macron obecnie bardzo dba o to, aby było to jasne podczas jego rozmów telefonicznych z Władimirem Putinem. Wolne od tego wydają się jedynie Węgry Orbána, które obecnie otwarcie popierają stanowisko Kremla, oraz w pewnym stopniu Niemcy – z planowaną wizytą Olafa Scholza w Moskwie, podczas której powinny być omawiane również kwestie dwustronne. Niemniej jednak mnożenie forów dyskusyjnych, w tym bilateralnych, sprawia wrażenie pewnego zamieszania. Zwłaszcza kontynuowanie dyskusji w formacie normandzkim, po której z podanych powodów trudno się czegokolwiek spodziewać, rodzi krytykę nieco odosobnionego podejścia do tematu, którego globalne skutki mogą być znaczące. Utrata wszelkiej wiarygodności Berlina jest z pewnością czynnikiem pogarszającym sytuację. Istnieje poważne ryzyko, że rozmowy te mogą zostać zinterpretowane jako negocjacje, w których Kijów będzie naciskany do przyjęcia ustępstw, które są nie do przyjęcia nie tylko dla Ukrainy, ale także dla wolnego świata.

Wreszcie Moskwa nadal stara się wywoływać poprzez własną narrację przekonanie, że jest normalnym reżimem. Wykorzystuje kryzys, który sama zaostrzyła na Ukrainie, do odwrócenia uwagi Zachodu od tego, co jednocześnie robi gdzie indziej, zwłaszcza na Białorusi i w Syrii, oraz od represji w kraju. Najbardziej celowe jest stworzenie wrażenia, że Rosja może być, jeśli nie rozwiązaniem, to przynajmniej ważnym rozmówcą w pewnych kwestiach, takich jak kryzys zdrowotny, problemy środowiskowe, a nawet terroryzm i umowy handlowe. Ta technika, polegająca na krojeniu spraw na plasterki niczym salami, jest zgodna z dążeniem Moskwy do ponownej legitymizacji, a nawet wybielenia swoich zbrodni.

Postawa wobec sojuszników

Ta gra luster, którą Moskwa wykorzystuje jako propagandę, może się toczyć tak długo, jak długo sojusznicy nie porozumieją się co do słów, ale jeszcze bardziej co do tego, co naprawdę oznaczają „rozmowy” z Moskwą, ponieważ to z nimi wszystko się wiąże. W centrum tego eseju umieściłem termin „dialog”, a nie techniczny termin „negocjacje”, próbując dotrzeć do jego prawdziwego znaczenia.

Niektórzy nadal uważają, że z reżimem Putina można coś „ustalić”, że istnieją pomimo rozbieżności i zagrożeń pewne wspólne elementy, że można przypisać temu reżimowi formę nie tylko racjonalności instrumentalnej, ale także racjonalności wartości. Krótko mówiąc, że moglibyśmy sprawić, że posłucha on rozumu i znajdzie tę wspólną przestrzeń, jakbyśmy mogli ponownie zjednoczyć dwie rozłączne części σ́υμϐολον – symbolu, który kiedyś był przedmiotem rozbitym na dwie części, z którego dwóch przyjaciół zachowało po jednej połowie, aby pewnego dnia rozpoznać się i ponownie połączyć. Taka jest bowiem gra luster, którą prowadzi Moskwa – reżim analogiczny do tego, czym są demokracje, który ma tylko przeciwstawne interesy, który trzeba jedynie zrozumieć i którego agresywność właściwie mogła kiedyś być również agresywnością państw demokratycznych.

A jeśli te podstawowe argumenty nie są przekonujące, wystarczy odwołać się do odwiecznej natury dyplomacji, której podstawową funkcją jest przymykanie oczu, wzbranianie się przed nazywaniem rzeczy po imieniu. Bo żeby posunąć się do uznania tego reżimu za „normalny”, trzeba mieć zdolność zapominania i być obojętnym wobec zbrodni. Pisałem już tutaj o tym, że ograniczone reakcje – a właściwie częściej milczenie – zachodnich przywódców politycznych w odniesieniu do likwidacji Memoriału to chyba tylko ostateczny znak, że zbrodnia, a więc i historia zniknęły z ich horyzontu.

Ten reżim w końcu może mieć nadzieję na sukces z prostego i banalnego powodu, jakim jest chwała narodowa – inna nazwa próżności połączonej z egoizmem. Pomimo wyznania wiary w jedność, konsultacje i wspólne podejmowanie decyzji w głównych organizacjach międzynarodowych, które mają znaczenie – najpierw w NATO, potem w UE, a wreszcie w grupie sojuszników w ramach OBWE – to zobowiązanie, z pewnością szczere, może nie przetrwać. Stany Zjednoczone, Turcja, Niemcy, Francja i Włochy mogą ulec pokusie, by odgrywać rolę, którą wyobrażają sobie jedynie jako dystansowanie się lub zachowanie autonomii.

Każdy z przywódców tych państw może próbować sprzedać się własnej opinii publicznej jako ten, któremu udało się rozpocząć tak zwany „dialog” i przywrócić więź; jako ten, który zapewnił pokój lub przynajmniej wytchnienie, albo co gorsza, ten, któremu udało się doprowadzić do deeskalacji – tak jakby to był ostateczny cel i jakby nie miało to ceny – bądź ten, który pokazał, że jego kraj liczy się bardziej niż inne lub jest ważniejszy, ponieważ udało mu się wyłamać z konsensusu. Ryzyko jest tym większe, że niektórzy przywódcy, nawet ci rozsądni, mogą ulec pokusie przyjęcia, jak widzieliśmy, retoryki lub sformułowań populistycznych, a fakt bycia „zakłócającym” lub „nonkonformistą”, to znaczy niezgadzającym się z klasycznymi stanowiskami demokratycznymi, jest postrzegany jako atut.

.Władimir Putin wie o tym, ale wie też, jak to wszystko podsycać. Bez wątpienia posunął się za daleko i w ostatnich miesiącach wzmocnił wspólny front świata zachodniego. Ale zdaje sobie sprawę, że ma czas i że z lenistwa, pychy, pretensjonalności czy głupoty przywódców Zachodu znów mogą pojawić się podziały.

Nicolas Tenzer
Tekst ukazał się na stronie Tenzer Strategics [LINK]. Przedruk za zgodą Autora.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 7 lutego 2022
Fot. Reuters/Forum