
Stolica Apostolska wobec działań Rosji w Rzeczypospolitej w epoce przedrozbiorowej
Stosunek papieży do poczynań Rosji w Polsce w okresie stanisławowskim był zdecydowanie negatywny przy jednoczesnym braku narzędzi, by los Polski odmienić. Dylemat ten można wyrazić słowami jednego z nuncjuszy: „W Polsce potrzeba dwóch metali, którymi Rosja dysponuje: złota i żelaza. Niestety, nuncjusz apostolski nie ma ani jednego, ani drugiego” – pisze o. prof. Paweł ZAJĄC
.Epoka stanisławowska w Rzeczypospolitej prawie dokładnie odpowiada ramom chronologicznym epoki Katarzyny II w Rosji. Po usunięciu ze sceny politycznej swego męża Piotra III cesarzowa objęła samodzielne panowanie 9 lipca 1762 r., zmarła 11 listopada 1796 r. W 1764 r. doprowadziła do objęcia tronu polskiego przez Stanisława Augusta Poniatowskiego, a w listopadzie 1795 r. zażądała od niego abdykacji. Żeby odpowiedzieć na pytanie o stosunek Stolicy Apostolskiej do działań Rosji w Rzeczypospolitej w epoce stanisławowskiej, trzeba choćby pokrótce przypomnieć niektóre z tych działań.
Już w początkach panowania urodzona w Szczecinie władczyni rosyjskiego imperium skierowała ostrze swej polityki zagranicznej na Polskę. Należało zapewnić sukcesję tronu po Auguście III i oddać go w ręce upatrzonego przez Katarzynę II kandydata, a także stale troszczyć się o powiększanie w Polsce liczby stronników Rosji. Wśród priorytetów rosyjskich dyplomatów w Warszawie znalazły się kwestie religijne, tj. postulaty zadośćuczynienia krzywdom, jakie prawosławna mniejszość cierpiała rzekomo od unitów, a następnie żądanie równouprawnienia politycznego szlachty protestanckiej i prawosławnej. Przez pierwszą dekadę po 1764 r. tzw. kwestia dysydencka (politycznego równouprawnienia mniejszości protestanckiej i prawosławnej w Polsce) służyła carycy do skutecznego przeciwdziałania reformom ustrojowym, które król zaczął wdrażać od początku swego panowania. Było to także jawną prowokacją wobec katolickiej większości społeczeństwa – żadne ówczesne państwo europejskie nie praktykowało takich zasad tolerancji politycznej wobec mniejszości wyznaniowych, jakich od Polski domagała się rosyjska cesarzowa, otrzymując za to dobrze opłacone pochwały i komplementy Voltaire’a.
Stolica Apostolska na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XVIII w. była świadoma, iż Rzeczpospolita znalazła się w skrajnie trudnej sytuacji, wręcz nad krawędzią przepaści. Nie można było akceptować przemocy wobec katolickiej większości narodu, tradycyjnie uznającego prymat biskupa Rzymu. Jednak papież zalecał swoim dyplomatom ostrożność, żeby nie narazić państwa polsko-litewskiego oraz Kościoła rzymskokatolickiego na jeszcze większe upokorzenia i katastrofy.
Za realizację zamysłów Katarzyny II w Warszawie odpowiadali rosyjscy posłowie nadzwyczajni, ministrowie pełnomocni i ambasadorowie. W latach panowania Stanisława Augusta było ich dziewięciu. Mieli do dyspozycji środki finansowe potrzebne do korumpowania przedstawicieli polskich elit, a w razie potrzeby mogli uciekać się do przemocy fizycznej, korzystając ze stałej od 1764 r. obecności rosyjskich wojsk w Rzeczypospolitej. Przykłady tej przemocy są dobrze znane – uprowadzenie z Warszawy i uwięzienie trzech senatorów i posła jesienią 1767 r., zsyłki na Syberię pojmanych konfederatów barskich, szykanowanie unitów, sekwestry dóbr szlacheckich, zastraszanie posłów obradujących na sejmikach w 1776 r., wsparcie konfederacji targowickiej i wojna przeciw Konstytucji 3 maja oraz zdławienie powstania kościuszkowskiego, z rzezią ludności cywilnej warszawskiej Pragi. Przemocą i groźbami wymuszono na sejmach Rzeczypospolitej akceptację I i II rozbioru oraz abdykację króla, uprawomocniającą trzeci rozbiór.
Przekupstwo, korupcja, a w razie potrzeby brutalna siła były dla Rosji narzędziami do osiągania długofalowych celów politycznych w Rzeczypospolitej – tym celem nie była przemoc sama w sobie, ale utrzymanie Polski w jej ustrojowym zastoju i zahamowanie wszelkich prób poważniejszej modernizacji państwa. Celem nadrzędnym była pełna kontrola nad krajem już od dawna tylko pozornie suwerennym i zależnym od Rosji. Jak skomentował to jeden z nuncjuszy apostolskich, obserwujących poczynania rosyjskiego ambasadora po 1776 r. – „Polska ma żyć spokojnie, ale pozostać słaba”.
.Dzięki sprawnie działającej dyplomacji papieskiej kolejni papieże byli dobrze poinformowani o poczynaniach Rosji w Polsce. Jaki stosunek do wspomnianych wyżej poczynań mieli Klemens XIII (zm. 1769), Klemens XIV (zm. 1774) i Pius VI (zm. 1799)? Papiestwo w tym okresie nie było już w stanie kreować rzeczywistości politycznej i samo stawało się obiektem przemocy europejskich dworów. W 1773 r. koalicja katolickich dworów burbońskich wymusiła na Klemensie XIV kasatę zakonu jezuitów. W 1782 r. Pius VI osobiście przybył do Wiednia, aby nakłonić Józefa II do większego poszanowania praw Kościoła. Chociaż papież po drodze spotkał się z szacunkiem wiernych i entuzjastycznymi oznakami przywiązania do głowy Kościoła (co nawet zaskoczyło cesarza), od Józefa II niczego nie uzyskał, a nawet stał się przedmiotem drwiących komentarzy w korespondencji, jaką rzymskokatolicki władca adresował do prawosławnej carycy.
Odpowiedź na pytanie o stosunek papieży do poczynań Rosji w Polsce w okresie stanisławowskim może być zatem bardzo zwięzła: był to stosunek zdecydowanie negatywny, przy jednoczesnym braku narzędzi, by los Polski odmienić. Dylemat ten można wyrazić słowami jednego z nuncjuszy: „W Polsce potrzeba dwóch metali, którymi Rosja dysponuje: złota i żelaza. Niestety, nuncjusz apostolski nie ma ani jednego, ani drugiego”.
Papiestwo funkcjonowało w świecie relacji międzynarodowych, w których obowiązywały prawa dyplomacji. Publiczne deklaracje niosły ze sobą poważne konsekwencje. Przykładem może być sprawa uwięzionych w 1767 r. biskupów Kajetana Sołtyka i Józefa Andrzeja Załuskiego (wraz z panami Rzewuskimi), przetrzymywanych kilka lat w Kałudze. Można sobie wyobrazić papieża, który ostro domaga się od carycy uwolnienia swoich braci w biskupstwie. Tymczasem zasady dyplomacji nie dopuszczały ryzyka otrzymania odpowiedzi odmownej – mogłoby to tylko pogorszyć sytuację, np. zamykając temat uwolnienia więźniów na bardzo wiele lat. Papież zatem nie zwracał się wprost do Katarzyny II z żądaniem zwrócenia wolności biskupom, ale to nie znaczyło, że akceptował rosyjską przemoc wobec hierarchów. Nuncjusz Giuseppe Garampi zaryzykował przedstawienie postulatu uwolnienia biskupów (oraz innych więźniów) swojemu rosyjskiemu odpowiednikowi w Warszawie, ale uczynił to w tak zręczny sposób, żeby w razie negatywnej reakcji dworu petersburskiego despekt obciążył wyłącznie nuncjusza niemal jako osobę prywatną, a nie papieża. Więźniowie powrócili do Polski na początku 1773 r.
Nuncjusze apostolscy czasów stanisławowskich byli w większości pozytywnie nastawieni do Stanisława Augusta. Nie idealizowali jego nazbyt „oświeceniowego” stylu życia, ale dostrzegali troskę o państwo oraz dobrą wolę pomimo kilku sprzeczek, np. co do przejmowania dóbr klasztornych. Wbrew wyobrażeniom XX-wiecznych historyków, którzy wyolbrzymiali rolę nuncjusza w obaleniu tzw. Kodeksu Zamojskiego, król nie miał nuncjuszowi za złe jego konserwatyzmu w sprawach kościelnych. Wiedział doskonale, że to rosyjski ambasador był głównym odpowiedzialnym za porażkę najważniejszego planu reformy państwa polsko-litewskiego, podjętego po tragedii I rozbioru.
W polityce rosyjskiej wobec Polski po 1764 r. papiestwo widziało reakcję na królewskie próby odzyskania suwerenności kraju oraz jego modernizacji. Gdy nuncjusz Angelo Maria Durini zdecydował się na udzielenie moralnego wsparcia konfederatom barskim i kierował do Rzymu pogardliwe komentarze na temat polskiego króla, Stolica Apostolska zachowywała dystans do jego nazbyt stronniczego politycznego zaangażowania.
W początkach 1773 r., w atmosferze narastającego przygnębienia perspektywą rozbioru, Giuseppe Garampi konstatował: Polacy mogą, owszem, podjąć rozpaczliwą próbę oporu wobec przemocy zaborców. W ten sposób obrońcy Rzeczypospolitej bohatersko zginą, wraz ze swoim państwem, bez żadnej nadziei jego odrodzenia w przyszłości. Jedyną alternatywą – zdaniem nuncjusza – była akceptacja nieuchronności zaboru, a następnie jak największa troska o pozostałą część państwa, w oczekiwaniu na lepsze czasy, które może pozwolą odzyskać ziemie teraz zagrabione. W polityce Stolicy Apostolskiej dominował zatem realizm. Papieże nie zgadzali się z przemocą Rosji, ale musieli ustępować, obawiając się dalszego pogarszania losu katolików obrządku łacińskiego i greckiego – a było to wówczas prawie całe polskie społeczeństwo. Ustąpili zatem w sprawie arbitralnego powołania do życia przez Katarzynę II metropolii mohylewskiej w 1782 r., a także wobec żądania obdarzenia kapeluszem kardynalskim nuncjusza Archettiego, który odbył misję dyplomatyczną w Petersburgu.
.Stosunek Stolicy Apostolskiej do Konstytucji 3 maja był pozytywny. Oczywiście obawiano się oświeceniowych innowacji, ale nie zmienia to faktu, że w Rzymie patrzono z nadzieją na szansę odbudowy znaczenia politycznego państwa polsko-litewskiego. Jego definitywny upadek przyjmowano w Rzymie z bólem, tym większym, że każdy ostry protest przeciw gwałtom Rosji, Prus czy Austrii nie tylko nie mógł odmienić stanu rzeczy, ale groził zaostrzeniem represji wobec zwykłych ludzi, uznających autorytet papieża.
O. Paweł Zając OMI
Tekst powstał na podstawie wystąpienia podczas konferencji „Religie i ideologie w rosyjskiej przestrzeni imperialnej (1689–2024)”, mającej miejsce w dn. 26–27 IX 2024 w Krakowie.