Parag KHANNA: Mobilność naszym przeznaczeniem. Czy jesteś gotowy do przeprowadzki?

Mobilność naszym przeznaczeniem.
Czy jesteś gotowy do przeprowadzki?

Photo of Parag KHANNA

Parag KHANNA

Założyciel i partner zarządzający w FutureMap. Autor bestsellerów. Jego najnowsza książka to "The Future is Asian: Commerce, Conflict and Culture in the 21st Century".

zobacz inne teksty Autora

Łączność i mobilność uzupełniają się, są dwiema stronami tego samego medalu i razem dają początek czwartemu aksjomatowi, który określi naszą przyszłość: „Mobilność jest naszym przeznaczeniem” – pisze Parag KHANNA

.Spytaj kogokolwiek, kto ukończył Szkołę Służby Zagranicznej w Georgetown w latach 1990–2005, które zajęcia zapamiętał na zawsze. W oczach twojego rozmówcy pojawi się błysk, a na twarzy uśmiech, z ust zaś wypłynie jedno słowo: „Mapa”. Studenci celowo oblewali test poziomujący właśnie po to, by chodzić na te zajęcia. Setki studentów, którzy chcieli być wolnymi słuchaczami, szło w ich ślady, wobec czego co roku potrzebna była większa sala. Wszystko po to, by móc być świadkiem oszałamiających wykładów dr. Charlesa Pirtle’a – zadziornego człowieka o encyklopedycznej wiedzy na temat każdego kraju, każdej stolicy, każdego zbiornika wodnego, pasma górskiego i sporu terytorialnego gdziekolwiek na Ziemi. W 2005 r. magazyn „Newsweek” umieścił jego zajęcia „Mapa współczesnego świata” na swojej liście „zajęć dla masochistów”. Tych zajęć nigdy nie było dla nas za wiele.

Szczytny cel dr. Pirtle’a był dwojaki: walka z ignorancją w dziedzinie geografii i – co równie ważne – pokazanie, że mapa świata to nieustannie ewoluujące zderzenie środowiska, polityki, technologii i demografii. Jakkolwiekby patrzeć, zajęcia z geografii w liceum raczej nie były źródłem inspiracji; była to zasadniczo nauka o Ziemi opatrzonej sztywnymi liniami granic. Większość studentów patrzy na geografię niestety przez pryzmat geografii politycznej. Tak jakby granice, czyli te najbardziej arbitralne linie na naszych mapach, były najbardziej trwałe. W rzeczywistości państwa bardziej przypominają dziurawe pojemniki ukształtowane przez przepływy ludzi i zasobów w ich obrębie i pomiędzy nimi. Bez tego – ile jest warte państwo?

W rzeczywistości najważniejsze znaczenie ma geografia człowieka. W jej polu zainteresowań leży to, gdzie i w jaki sposób gatunek ludzki zamieszkuje 150 milionów kilometrów kwadratowych na sześciu kontynentach. Podobnie jak klimatologia, skupia się na tym, jak oddziałujemy na siebie nawzajem i naszą planetę. Geografia człowieka dotyka takich kluczowych tematów, jak demografia (wiek i równowaga płci w populacji) i migracja (przemieszczanie się ludności), ale nie waha się sięgać znacznie głębiej – do zagadnień z dziedziny etnografii, a nawet naszej genetycznej adaptacji do zmieniającego się środowiska. Uchodźcy klimatyczni i migranci ekonomiczni, małżeństwa mieszane, a nawet ewolucja – wszystko to jest częścią wielkiej opowieści tworzącej geografię człowieka.

Dlaczego geografia człowieka ma dziś tak ogromne znaczenie? Ponieważ nasz gatunek czeka ostra jazda bez trzymanki i nie możemy już dłużej brać za pewnik stabilnej relacji między poszczególnymi warstwami geograficznymi, takimi jak natura (zasoby wody, energii, minerałów i żywności), polityka (granice państwowe) i ekonomia (infrastruktura i przemysł). Są to jedne z głównych sił, które determinowały geografię człowieka na przestrzeni ostatnich kilku tysięcy lat, a z kolei geografia człowieka nadawała im kształt. Nigdy wcześniej to współoddziaływanie między tymi warstwami nie było tak intensywne i złożone. Działalność gospodarcza człowieka przyspieszyła wylesianie i zwiększyła ilość emisji przemysłowych, które przyczyniają się do globalnego ocieplenia, podnoszenia się poziomu mórz i powstawania ekstremalnych susz. Cztery spośród najważniejszych miast Ameryki są narażone najbardziej: Nowy Jork i Miami mogą zatonąć, w Los Angeles zaczyna brakować wody, a San Francisco trawią pożary.

Reakcje łańcuchowe uderzające w miliony ludzi w Ameryce wpłyną na życie miliardów w Azji. Spektakularny azjatycki wzrost gospodarczy w ostatnich dziesięcioleciach był warunkowany gwałtownym wzrostem liczby ludności, urbanizacją i uprzemysłowieniem, które zwiększyły poziom emisji zanieczyszczeń. To z kolei przyczyniło się do podniesienia się poziomu mórz, które zagrażają gęstym populacjom przybrzeżnych megamiast nad Pacyfikiem i Oceanem Indyjskim. Tak więc wzrost gospodarczy Azji przyspiesza jej zatapianie, co może doprowadzić do sytuacji, w której jeszcze więcej Azjatów będzie uciekać przez granice, wywołując konflikty o zasoby. Wywieramy presję na system, więc system wywiera presję na nas.

Wydaje się, że to odpowiednia chwila, by podsumować, jak bardzo poszczególne warstwy geografii się rozstroiły. Z jednej strony w bogatych krajach Ameryki Północnej i Europy, w których infrastruktura powoli się rozpada, żyje 300 milionów starzejących się ludzi, których stale przybywa. Z drugiej strony mamy 2 miliardy młodych ludzi tkwiących bezczynnie w Ameryce Łacińskiej, na Bliskim Wschodzie i w Azji, którzy byliby w stanie zaopiekować się osobami starszymi i utrzymywać usługi publiczne.

Na wyludnionych terenach Kanady i Rosji leżą odłogiem niezliczone hektary ziemi uprawnej, podczas gdy susza wypędza miliony biednych afrykańskich rolników z ich ziem. Są kraje, których ustrój polityczny świeci przykładem, lecz mają niewielką liczbę obywateli, jak Finlandia i Nowa Zelandia, podczas gdy setki milionów ludzi cierpią pod butem autorytarnych despotów lub żyją w obozach dla uchodźców.

Czy może zatem dziwić, że mamy obecnie do czynienia z rekordowymi migracjami?

Wychowani w XX w. znają maksymy „Geografia jest naszym przeznaczeniem” i „Demografia jest naszym przeznaczeniem”. Pierwsza z nich sugeruje, że nasz los determinują lokalizacja i zasoby, a druga, że nasz los zależy przede wszystkim od wielkości populacji i jej struktury wiekowej. Połączone dają nam do zrozumienia, że utknęliśmy tam, gdzie jesteśmy – miejmy więc nadzieję, że jest to bogaty w zasoby kraj o sprzyjającej rozwojowi strukturze demograficznej. Czy powinniśmy nadal wyznawać tego rodzaju determinizm? Oczywiście, że nie. Geografia nie jest naszym przeznaczeniem. Geografia jest względna.

Rozległe sieci infrastruktury, m.in. mechaniczny egzoszkielet kolei, sieci elektryczne czy kable internetowe, umożliwiają w skali globu szybki przepływ ludzi, towarów, usług, kapitału, technologii i pomysłów. Łączność i mobilność uzupełniają się, są dwiema stronami tego samego medalu i razem dają początek czwartemu aksjomatowi, który określi naszą przyszłość: „Mobilność jest naszym przeznaczeniem”. Co więc powstrzymuje nas przed pełnym wykorzystaniem łączności? Korzenie naszej zbiorowej bezwładności leżą w istnieniu granic – fizycznych, prawnych i psychologicznych. Mapa polityczna świata wygląda tak, jak wygląda, głównie w wyniku tego, gdzie osiedliły się starożytne cywilizacje, gdzie europejskie imperia podbijały i dzieliły świat oraz gdzie populacje naturalnie się od siebie różnią. Granice są tam, gdzie są, ponieważ pojawiły się tam już wcześniej. Ale Ziemia jest naszą wspólną własnością – nie należy do Ameryki, Rosji, Kanady czy Chin. Musimy sobie zatem zadać pytanie: czy możemy odkryć nowy pragmatyzm kartograficzny, który lepiej dostosuje geografię polityczną do dzisiejszych potrzeb ludzkości?

Guru zarządzania Peter Drucker ostrzegał, że „największym niebezpieczeństwem w burzliwych czasach nie jest ich burzliwość sama w sobie, lecz postępowanie zgodnie z wczorajszą logiką”. Nie możemy już dłużej pozostawać biernymi obserwatorami rozwoju geografii człowieka. Zamiast tego musimy aktywnie ponownie rozrysować nasze geografie, przenosząc ludzi i technologie tam, gdzie są potrzebne, jednocześnie dbając o to, aby miejsca nadające się do zamieszkania takimi pozostały. Wymaga to epokowej zmiany w organizacji globalnej cywilizacji – zbiorowej strategii migracji ludzkości. Jeśli zrobimy to dobrze, zwiększymy swoje szanse na przetrwanie jako gatunek, ożywimy podupadającą gospodarkę i stworzymy sensowniejszą mapę ludzkości.

Masowe migracje są czymś nieuniknionym i bardziej potrzebnym niż kiedykolwiek przedtem. W nadchodzących dziesięcioleciach całe obecnie przeludnione regiony świata mogą stać się opustoszałe, inne zaś wyludnione terytoria mogą masowo zyskać ludność i stać się nowymi ośrodkami cywilizacyjnymi. Jeśli masz szczęście i znajdujesz się w miejscu, z którego nie musisz emigrować, takim jak Kanada lub Rosja, jest bardzo prawdopodobne, że migranci zmierzają w twoją stronę.

Świat jutra jest pełen nie tylko mobilnych ludzi; definiuje go mobilność wszystkiego. Każdy ma telefon komórkowy, co oznacza, że komunikacja, internet, konsultacje medyczne i finanse są dostępne zawsze i wszędzie. Nikt już nie chodzi „do banku”. Zarówno praca, jak i nauka przeniosły się do sieci online; szeregi cyfrowych nomadów rosną wykładniczo. Coraz więcej osób mieszka w mobilnych domach i innych „ruchomych nieruchomościach”. Nawet inwestycje ze „stałą” stopą zwrotu stały się zmienne – możemy drukować budynki 3D, zakładać fabryki i szpitale w dowolnym miejscu, wytwarzać energię elektryczną ze światła słonecznego lub innych źródeł odnawialnych, a drony dostarczają nam wszystko, czego zapragniemy. W miarę jak się przemieszczamy, zmienia się również łańcuch dostaw. Praca i kapitał mogą nieustannie przemieszczać się na nowe tereny, tworząc nowe geografie produktywności. Mobilność jest soczewką, przez którą można spojrzeć na naszą cywilizację liczb.

Pojęcie mobilności łączy to, co materialne, z tym, co filozoficzne. Wywołuje to takie pytania, jak: Dlaczego się przemieszczamy i co te zmiany mówią o naszych potrzebach i pragnieniach? Następnie należy przyjrzeć się kwestiom natury politycznej i prawnej: Komu wolno się przemieszczać? Jakie ograniczenia napotykają migracje i dlaczego? I na koniec nie mniej ważne pytania normatywne: Dokąd ludzie powinni się udać? Jaka jest optymalna dystrybucja ludzkości na świecie? Mobilność to także doświadczenie niematerialne i duchowe. Zatrzymaj się i zauważ, jak płynnie prowadzi nas nasza anatomia. Poruszanie się stymuluje kreatywność, proces obserwowania zbiegających się stylów życia. Filozofowie tacy jak John Dewey rozprawiali o estetyce swobodnego poruszania się zarówno w środowisku naturalnym, jak i społecznym, wymownie argumentując, że taka interakcja nadaje życiu sens. Walter Benjamin poświęcił dekadę na roztrząsanie znaczenia przeszklonych arkad wybudowanych w Paryżu w połowie XIX wieku oraz wędrownych flanerów, których przyciągały. Poruszać się – znaczy: być wolnym.

Czy jesteś gotowy do przeprowadzki? Czy twój dobrobyt jest zagrożony kryzysami politycznymi lub gospodarczymi, niedostatkami technologicznymi lub zmianami klimatu? Czy coś byłoby lepsze dla ciebie i twojej rodziny gdzie indziej? Co cię powstrzymuje przed tym, aby się tam udać? Cokolwiek to jest, będziesz musiał to przezwyciężyć.

.Dla miliardów ludzi nieustanna mobilność staje się normą. Ruch może stać się celem samym w sobie. Nie będziemy się poruszać, lecz zawsze będziemy w ruchu. Być może jednak w miarę poruszania się odkryjemy na nowo, co to znaczy być człowiekiem.

Parag Khanna
Tekst opublikowany w nr 34 miesięcznika opinii „Wszystko co Najważniejsze” [LINK].

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 30 stycznia 2022