Atak na Iran? Trwają przygotowania [Wall Street Journal]

USA nie przeprowadzą uderzenia na Iran w najbliższej przyszłości, bo Pentagon wciąż ściąga do regionu dodatkowe systemy obrony powietrznej do ochrony swoich sił i sojuszników – ocenił w dniu 1 lutego 2026 r. „Wall Street Journal”.
Atak na Iran? Trwają przygotowania
.Według dziennika, który powołuje się na amerykańskich urzędników, do baz USA w Kuwejcie, Jordanii, Bahrajnie, Arabii Saudyjskiej i Katarze ściągane są dodatkowa bateria systemu THAAD oraz dodatkowe systemy Patriot. To przygotowania na wypadek dużego odwetu ze strony Iranu i wywołania długotrwałego konfliktu.
Źródła „WSJ” twierdzą, że USA mogłyby przeprowadzić ograniczony atak na Iran w dowolnej chwili, ale rodzaj dużego i rozstrzygającego uderzenia, którego chce prezydent Donald Trump, mógłby wywołać znaczącą odpowiedź Iranu przeciwko siłom USA w regionie i regionalnym sojusznikom USA, w tym Izraelowi. Na początku stycznia „New York Times” podał, że premier Izraela Benjamin Netanjahu odwiódł Donalda Trumpa od ataku na Iran właśnie ze względu na brak przygotowania na ewentualny irański odwet.
Nowa wojna na Bliskim Wschodzie?
.Pod sam koniec stycznia 2026 r. Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie oświadczyły, że nie pozwolą Stanom Zjednoczonym na wykorzystanie swojej przestrzeni powietrznej i terytorium do ataku na Iran. Według „WSJ” ich zamiarem jest uchronienie się przed irańską odpowiedzią. Dziennik donosi też, że państwa Zatoki Perskiej przygotowują również własną obronę powietrzną. Arabia Saudyjska zakupiła siedem baterii THAAD, z których kilka podobno już zostało dostarczonych.
W dniu 31 stycznia 2026 r. Donald Trump powtórzył, że trwają negocjacje z Iranem i że Irańczycy „rozmawiają na poważnie” na temat swojego programu jądrowego. Przyznał jednak, że rozmowy mogą zakończyć się fiaskiem i atakiem na Teheran. Zbył jednak doniesienia o tym, że zdaniem władz Arabii Saudyjskiej powstrzymanie się od uderzenia na Teheran tylko ośmiela reżim. – Niektórzy tak myślą, niektórzy nie. Jeśli zawrzemy wynegocjowany układ, który będzie satysfakcjonujący, bez broni jądrowej… oni to powinni zrobić, nie wiem, czy to zrobią, ale rozmawiają z nami, poważnie rozmawiają – powiedział prezydent USA.
Łupnąć i skończyć
.Prezydent USA potrzebuje pewności, iż jego rozkaz uderzenia za pomocą potężnych „bunker bustersów” zakończy wojnę prewencyjną wszczętą przez Izrael. W żadnym bowiem razie Donald Trump nie może sobie pozwolić na wojnę z Iranem – pisze Jan ROKITA.
Donald Trump zrobi wiele, ba… niemal wszystko, aby nie musieć uderzyć na Iran. Jego sławne: „I may do it, I may not”, w odpowiedzi na uporczywe pytania ze strony mediów, świadczy o tym dobitnie. To przecież nic innego, jak dobrze nam znana i ulubiona Trumpa metoda nacisku i szantażu, tym razem mająca trzymać w szachu nie tylko spanikowanych perskich mułłów, ale na dobrą sprawę cały świat. Po historii z megacłami, wprowadzanymi dla postrachu i traktowanymi przez Trumpa jako optymalna metoda negocjacji, nauczyliśmy się już, że jeśli Trump mówi, że MOŻE ci zrobić krzywdę, to znaczy, że bardzo nie chce jej zrobić. Bo jak chce ją zrobić naprawdę, to ją po prostu ROBI, bez oglądania się na przeciwności. Tę oczywistą intuicję wspierają wiarygodne przecieki z Waszyngtonu, takie choćby jak ten opublikowany na portalu Axios, któremu anonimowy współpracownik amerykańskiego przywódcy mówi: „Bardzo chcemy być w tej wojnie niepotrzebni, ale prezydent musi mieć pewność, że nie jesteśmy potrzebni”. Dlatego Trump domaga się od armii pewności, że uderzenie amerykańskimi bunker busters w podziemne fabryki broni nuklearnej, położone w pustynnym środkowym Iranie, daje gwarancję militarnego sukcesu.
.Ta pewność to kluczowa sprawa w całej grze. Ameryka w żadnym razie nie może sobie pozwolić na uwikłanie się w dłuższą i nierozstrzygalną wojnę z Persami. Coś takiego byłoby w dzisiejszych okolicznościach nieszczęściem politycznym dla kraju, a dla samego Trumpa – polityczną katastrofą. Po Iraku i Afganistanie, gdzie USA bezsensownie próbowały siłą zaprowadzić liberalne rządy, prawa kobiet, swobodę aborcji i jeszcze kilka równie nonsensownych rzeczy, Ameryka musi odreagować te własne dziwaczne eksperymenty, podejmowane wcześniej bez sukcesu. Pod tym względem Trump (skądinąd podobnie jak niegdyś Nixon) trafnie i precyzyjnie zdefiniował współczesne interesy swojego kraju. To Amerykanie nie chcą dziś żadnej nowej wojny, a ostatnie badania opinii pokazują, że owa niechęć panuje ponad partyjnymi podziałami i dotyczy zarówno elity społecznej, jak i prostych ludzi z amerykańskiego interioru. I Amerykanie, nie chcąc wojny, intuicyjnie pojmują to, czego dziś potrzebuje Ameryka.
PAP/Oskar Górzyński/MJ








