Czy Francja traci zdolność konkurowania ze światem?

Francja traci zdolność konkurowania ze światem

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu Francja należała do państw, które traktowały naukę jako jeden z fundamentów swojej potęgi. Kraj Louisa Pasteura, Marie Curie-Skłodowskiej, Henriego Poincarégo i programu atomowego budował swoją pozycję dzięki szkołom, uniwersytetom, laboratoriom i przemysłowi. Dziś jednak coraz więcej francuskich ekspertów zadaje pytanie, czy Republika nie utraciła zdolności do kształcenia ludzi, którzy mają tworzyć jej przyszłość.

.Taką diagnozę przedstawiają fizyk Yves Bréchet oraz dyrektor Fundacji Res Publica Joachim Le Floch-Imad na łamach „Le Figaro”. Ich zdaniem załamanie poziomu nauczania matematyki, nauk ścisłych i przedmiotów technicznych stało się jednym z najpoważniejszych problemów strategicznych współczesnej Francji.

W momencie gdy kraj wchodzi w kampanię przed wyborami prezydenckimi 2027 roku, pytanie o szkołę przestaje być wyłącznie pytaniem o edukację. Staje się pytaniem o gospodarkę, przemysł, miejsce Francji w świecie, a nawet o zdolność państwa do zachowania swojej suwerenności.

Francja potrzebuje więcej inżynierów

Autorzy alarmują, że wyniki francuskich uczniów w matematyce i naukach ścisłych pogarszają się od lat. Badania krajowe, program PISA oraz międzynarodowy ranking TIMSS pokazują ten sam kierunek: spadek poziomu wiedzy i kompetencji.

Problem nie jest jedynie szkolny. Francja planuje wielką reindustrializację. Chce odzyskać część produkcji przeniesionej wcześniej za granicę. Chce budować nowe elektrownie jądrowe, rozwijać przemysł obronny, technologie cyfrowe i sztuczną inteligencję. Potrzebuje więc dziesiątek tysięcy dodatkowych techników, specjalistów i inżynierów.

Według danych przywoływanych przez autorów do 2035 roku Francja będzie potrzebowała około 100 tysięcy dodatkowych wykwalifikowanych pracowników rocznie.

Powstaje jednak pytanie, które coraz częściej pojawia się także w debacie politycznej: kto będzie wykonywał tę pracę, jeśli system edukacji nie jest już w stanie zapewnić odpowiedniej liczby absolwentów kierunków technicznych i naukowych?

Reindustrializacja stała się jednym z tematów kampanii 2027

W tym miejscu edukacja spotyka się bezpośrednio z polityką.

Édouard Philippe od miesięcy buduje swój wizerunek wokół odpowiedzialności gospodarczej, konkurencyjności oraz konieczności przygotowania Francji do wyzwań następnych dekad. W jego otoczeniu regularnie pojawiają się argumenty dotyczące produktywności, inwestycji i odbudowy zdolności przemysłowych państwa.

Bruno Retailleau akcentuje potrzebę przywrócenia dyscypliny państwa i odbudowy sprawności instytucji publicznych. W jego wizji Francja musi odzyskać zdolność do działania, ograniczyć zadłużenie oraz odbudować fundamenty swojej siły gospodarczej.

Jordan Bardella i Zjednoczenie Narodowe przedstawiają problem z innej perspektywy. Według tej formacji Francja nie odzyska kontroli nad własną gospodarką bez ograniczenia kosztów migracji, ochrony krajowej produkcji oraz przywrócenia narodowej kontroli nad strategicznymi decyzjami gospodarczymi. Takie też zapisy znajdujemy w programie wyborczym Zjednoczenia Narodowego.

Z kolei Jean-Luc Mélenchon proponuje zwiększenie wydatków publicznych i rozbudowę roli państwa w gospodarce. Lewica uważa, że odpowiedzią na kryzysy społeczne powinny być większe inwestycje publiczne oraz rozbudowane programy wsparcia społecznego.

Choć kandydaci różnią się niemal we wszystkim, coraz częściej odpowiadają na to samo pytanie: jak przywrócić Francji zdolność do tworzenia bogactwa i utrzymania swojej pozycji w świecie.

Szkoła staje się problemem gospodarczym

Autorzy tekstu przypominają badania ekonomistów Erica Hanusheka i Ludgera Woessmanna, według których poprawa wyników uczniów w matematyce przekłada się w długim okresie na wzrost gospodarczy.

Ich wniosek jest prosty. Nie istnieje nowoczesna gospodarka bez skutecznego systemu edukacji.

Nie można budować przemysłu przyszłości bez matematyków, inżynierów, informatyków i techników. Nie można rozwijać badań naukowych bez odpowiednio przygotowanych studentów. Nie można zwiększać produktywności gospodarki, jeśli kolejne pokolenia dysponują słabszym przygotowaniem niż ich rodzice.

Dlatego kryzys szkoły coraz częściej postrzegany jest we Francji nie jako problem edukacyjny, lecz jako problem gospodarczy.

Czy Francja przegrywa wyścig XXI wieku?

W szerszej perspektywie stawką jest miejsce Francji w globalnej konkurencji.

Stany Zjednoczone inwestują miliardy dolarów w nowe technologie. Chiny rozwijają własne programy przemysłowe i badawcze. Niemcy pozostają jedną z największych potęg przemysłowych świata.

W tym samym czasie Francja mierzy się z zadłużeniem publicznym przekraczającym 115 proc. PKB, słabnącą produktywnością, wysokimi wydatkami publicznymi i coraz częściej podnoszonym pytaniem o zdolność państwa do prowadzenia długofalowej polityki strategicznej.

Właśnie dlatego debata o matematyce i naukach ścisłych nie jest dziś we Francji debatą techniczną. Jest debatą o przyszłości kraju.

Wybory 2027 będą także głosowaniem nad przyszłością Francji

Yves Bréchet i Joachim Le Floch-Imad ostrzegają, że bez głębokiej reformy edukacji Francja będzie stopniowo traciła zdolność do tworzenia własnych technologii, własnych innowacji i własnego przemysłu.

Ich diagnoza wykracza daleko poza szkolne klasy. Dotyczy bowiem pytania, które będzie powracało przez całą kampanię prezydencką 2027 roku: czy Francja pozostanie jednym z państw nadających kierunek światu, czy też stanie się krajem, który będzie musiał dostosowywać się do decyzji podejmowanych gdzie indziej.

To właśnie dlatego spór o szkołę może okazać się jednym z najważniejszych sporów o przyszłość Republiki.

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 12 czerwca 2026