O czym kandydaci nie chcą rozmawiać przed wyborami prezydenckimi 2027?

Im bardziej zbliżają się wybory prezydenckie we Francji w 2027 roku, tym częściej pojawia się pytanie, czy francuska klasa polityczna rzeczywiście rozumie kraj, którym chce rządzić. Były minister Renaud Dutreil oraz przedsiębiorca Matthieu Boeche na łamach „Le Figaro” przekonują, że Francja nie przechodzi już przez kolejny kryzys, lecz wchodzi w nową epokę historyczną. Ich diagnoza spotyka się z ostrzeżeniami formułowanymi od lat przez prof. Brigitte Granville i prof. Chantal Delsol. Wszyscy oni zwracają uwagę na ten sam problem: coraz większą przepaść między rzeczywistością przeżywaną przez Francuzów a debatą prowadzoną przez elity polityczne.
Francja nie przeżywa kryzysu. Francja zmienia epokę
Renaud Dutreil i Matthieu Boeche rozpoczynają swoją analizę w „Le Figaro” od obserwacji, która może okazać się jedną z najważniejszych diagnoz przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku.
Ich zdaniem Francja nie znajduje się już w zwykłym cyklu politycznych i gospodarczych trudności. Nie jest to kolejny kryzys, po którym kraj wróci do wcześniejszego stanu równowagi. Francja zmienia epokę.
Przez dziesięciolecia państwo funkcjonowało w warunkach względnej stabilności. Instytucje budowano dla społeczeństwa bardziej jednorodnego, bardziej ufnego wobec własnego państwa oraz korzystającego z wyższego tempa wzrostu gospodarczego. Tamten świat jednak odchodzi.
Autorzy opisują kraj coraz mocniej konfrontowany z kurczeniem się zasobów publicznych, osłabieniem potencjału produkcyjnego, kryzysem edukacji, utratą autorytetu instytucji, fragmentacją społeczną, kryzysem pracy i coraz powszechniejszym zwątpieniem w przyszłość.
To właśnie dlatego ich zdaniem nie można już mówić wyłącznie o kryzysie. Francja znajduje się w momencie przejścia pomiędzy dwiema epokami.
Diagnoza ta przypomina obserwacje formułowane przez prof. Brigitte Granville na łamach „Wszystko co Najważniejsze”. Autorka wielokrotnie zwracała uwagę, że problemy francuskiej gospodarki mają charakter strukturalny, a nie przejściowy. Coraz częściej pojawia się pytanie nie o to, jak dzielić bogactwo, lecz jak ponownie zacząć je tworzyć.
Świat staje się trudniejszy dokładnie wtedy, gdy Francja słabnie
Według Dutreila i Boeche’a szczególnie niepokojący jest moment historyczny, w którym zachodzi ta przemiana.
Francja nie zmienia się bowiem w spokojnym i przewidywalnym otoczeniu.
Powrót polityki siły zmienia geopolitykę. Energia ponownie staje się jednym z najważniejszych instrumentów strategicznych. Rewolucja sztucznej inteligencji przekształca gospodarki szybciej niż większość państw jest w stanie się dostosować. Rosną również wymagania związane z transformacją środowiskową.
Francja wkracza w ten nowy świat bardziej zadłużona, bardziej podzielona i bardziej osłabiona niż jeszcze kilkanaście lat temu.
To właśnie ten paradoks autorzy uznają za jeden z najważniejszych problemów współczesnej Francji.
Świat staje się coraz bardziej konkurencyjny dokładnie wtedy, gdy państwo francuskie traci część swoich dawnych przewag.
A jednak debata publiczna bardzo rzadko dotyka tej kwestii.
Zarządzanie emocjonalne schyłkiem
Najbardziej bezwzględna część analizy Dutreila i Boeche’a dotyczy samej kampanii wyborczej.
Autorzy twierdzą, że większość kandydatów, którzy zadeklarowali już start w wyborach prezydenckich 2027 lub są bliscy decyzji o starcie – nie odpowiada na fundamentalne pytania dotyczące przyszłości państwa. Zamiast tego proponuje różne kombinacje redystrybucji, symbolicznej ochrony, komunikacji moralnej oraz obietnic kolejnych działań państwa.
Ich zdaniem francuska debata publiczna coraz bardziej przypomina „zarządzanie emocjonalne schyłkiem”.
Politycy próbują łagodzić społeczne lęki, lecz nie podejmują próby rozwiązania problemów, które te lęki wywołują.
Nie pada najważniejsze pytanie: jak państwo ma zachować swoją spójność, skoro produkuje coraz mniej bogactwa, coraz mniej zaufania i coraz mniej wspólnoty?
To właśnie ten brak realizmu autorzy uznają za najbardziej niepokojący element kampanii poprzedzającej wybory prezydenckie w 2027 roku.
Francja żyjąca na kredyt
Szczególnie mocna jest metafora wykorzystana przez Dutreila i Boeche’a.
Ich zdaniem Francja żyje dziś na kredyt znacznie głębiej, niż pokazują to wskaźniki finansowe.
Państwo żyje na kredyt budżetowy, ale również na kredyt administracyjny, instytucjonalny i psychologiczny.
To jedno z najważniejszych zdań całego tekstu.
Autorzy sugerują bowiem, że Francja wykorzystuje dziś rezerwy zgromadzone przez wcześniejsze pokolenia. Korzysta z instytucji zbudowanych w przeszłości, z autorytetu wypracowanego przez poprzedników, z systemów społecznych stworzonych w innych warunkach gospodarczych oraz z kapitału zaufania, który nie jest niewyczerpalny.
W podobnym duchu pisała prof. Brigitte Granville, zwracając uwagę, że nie da się bez końca finansować coraz bardziej rozbudowanego modelu społecznego bez równoczesnego wzmacniania potencjału gospodarczego kraju.
W pewnym momencie pojawia się pytanie o granice takiego modelu.
Francja polityczna i Francja realna
Jednym z najbardziej przejmujących fragmentów tekstu Dutreila i Boeche’a w „Le Figaro” jest jednak opis dwóch Francji.
Pierwsza to Francja polityczna i medialna.
Druga to Francja realna.
Podczas gdy pierwsza nieustannie komentuje rzeczywistość, druga próbuje nie dopuścić do rozpadu państwa.
To merowie otrzymujący coraz więcej obowiązków przy coraz mniejszych możliwościach działania.
To nauczyciele próbujący przekazywać wiedzę w coraz trudniejszych warunkach.
To lekarze i pielęgniarki podtrzymujący funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia.
To przedsiębiorcy budujący firmy mimo coraz bardziej skomplikowanego otoczenia.
To rodziny przejmujące coraz większą część odpowiedzialności za problemy społeczne.
Zdaniem autorów społeczeństwo funkcjonuje dziś dzięki dodatkowemu wysiłkowi ludzi.
A kiedy państwo utrzymuje się dzięki nadzwyczajnemu wysiłkowi obywateli, oznacza to zwykle, że dotychczasowy model zbliża się do swoich granic.
Chantal Delsol i kryzys elit
W tym miejscu diagnozy Dutreila i Boeche’a spotykają się z analizami prof. Chantal Delsol.
Francuska filozof od lat ostrzega, że największym zagrożeniem dla demokracji nie jest sam konflikt polityczny, lecz rosnąca przepaść pomiędzy elitami a społeczeństwem.
Delsol zwraca uwagę, że demokracja staje się krucha wtedy, gdy obywatele zaczynają mieć poczucie, że ich doświadczenie nie znajduje odzwierciedlenia w języku używanym przez rządzących.
To dokładnie ten sam problem opisują Dutreil i Boeche.
Według nich rzeczywistość przeżywana przez społeczeństwo coraz słabiej odpowiada opowieści tworzonej przez elity polityczne.
W takiej sytuacji nieufność przestaje być chwilowym nastrojem.
Staje się trwałym elementem życia publicznego.
Czy kampania 2027 odpowiada na najważniejsze pytania?
Najbardziej niepokojąca konkluzja autorów nie dotyczy żadnego konkretnego kandydata.
Nie twierdzą oni, że największym zagrożeniem jest zwycięstwo określonej partii lub konkretnego polityka.
Ich obawa jest znacznie głębsza.
Dotyczy możliwości, że żadna z głównych sił politycznych nie jest dziś intelektualnie przygotowana do epoki, w którą wchodzi Francja.
To właśnie dlatego tak często powraca pytanie o tematy nieobecne w kampanii.
O zdolność gospodarki do tworzenia bogactwa.
O odbudowę produktywności.
O przyszłość pracy.
O skutki rewolucji sztucznej inteligencji.
O odbudowę autorytetu instytucji.
O edukację.
O zdolność państwa do przekazywania kolejnym pokoleniom wiedzy, odpowiedzialności i zaufania.
Dutreil i Boeche nie proponują gotowych odpowiedzi.
Stawiają jednak pytanie, które może okazać się jednym z najważniejszych przed wyborami prezydenckimi we Francji w 2027 roku.
Czy kandydaci przygotowują się do rozwiązania problemów Francji przyszłości, czy nadal prowadzą debatę o świecie, który już odchodzi?
Arkadiusz Jordan
Paryż





