Dlaczego francuska prowincja głosuje inaczej niż Paryż

Wybory prezydenckie we Francji 2027 nie będą tylko pojedynkiem kandydatów o Pałac Elizejski. Coraz wyraźniej stają się także starciem dwóch różnych wyobrażeń o Francji: metropolitalnego, paryskiego, proeuropejskiego i progresywnego oraz prowincjonalnego, lokalnego, bardziej nieufnego wobec elit i państwa centralnego.
Wybory prezydenckie we Francji 2027 będą starciem dwóch Francji
Ten podział nie jest nowy, ale dziś stał się jednym z głównych kluczy do zrozumienia francuskiej polityki. Widać go w sondażach, w mapach wyborczych, w protestach społecznych, w literaturze Michela Houellebecqa, w analizach Jérôme’a Fourqueta, ale także w codziennym języku debaty publicznej przed wyborami prezydenckimi 2027. Francja coraz mniej przypomina jednolite państwo republikańskie, a coraz bardziej archipelag odrębnych światów społecznych.
Jérôme Fourquet opisywał na łamach „Wszystko co Najważniejsze” Francję jako społeczeństwo „archipelagu”: podzielone na grupy, które żyją obok siebie, mają odmienne style życia, obyczaje i wizje świata. W jego analizie aż 57 proc. ankietowanych wskazywało, że między różnymi kategoriami i grupami społecznymi istnieją napięcia, a grupy te żyją odseparowane od siebie; tylko 8 proc. widziało we Francji wspólnotę różnych grup pozostających w rzeczywistej wymianie.
Paryż głosuje inaczej, bo żyje w innym świecie społecznym
Paryż jest nie tylko stolicą Francji. Jest także symbolem państwa, administracji, elit, mediów, wielkich uczelni, wyższych dochodów, globalizacji i kulturowej dominacji. Dla dużej części francuskiej prowincji Paryż nie jest centrum wspólnoty, ale centrum dystansu.
Wyniki wyborów parlamentarnych 2024 roku pokazały tę różnicę w sposób niemal podręcznikowy. „Wszystko co Najważniejsze” opisywało mapę wyborczą jako „fioletową prowincję” głosującą w większości na Zjednoczenie Narodowe oraz „czerwony Paryż” głosujący na Nowy Front Ludowy. W samej stolicy Nowy Front Ludowy zdobył 42,42 proc. głosów, macroniści 30,72 proc., a Zjednoczenie Narodowe zaledwie 10,69 proc. Kandydaci lewicy zwyciężyli w 13 z 18 okręgów wyborczych Paryża.
To nie jest tylko różnica partyjna. To różnica doświadczenia. Paryż głosuje z pozycji miasta, które korzysta z globalizacji, koncentracji kapitału, prestiżu instytucji i symbolicznej władzy. Prowincja coraz częściej głosuje z pozycji Francji, która czuje się pominięta, opisana z góry, a czasem wręcz wyśmiana.
Paul Melun mówił o „zbiorowym zjawisku społecznej pogardy” wobec Francji peryferyjnej. W jego ujęciu prowincja bywa przedstawiana karykaturalnie: jako przestrzeń biedy, alkoholizmu, brutalności, seksizmu czy zacofania. Melun widzi w tym nie opis rzeczywistości, lecz przejaw pogardy klasowej.
Fourquet: Francja przestała być jednym społeczeństwem
Jérôme Fourquet pokazuje, że polityczny podział Paryż–prowincja jest częścią szerszego procesu. Francja traci dawne wspólne kody. Jeszcze po I wojnie światowej prawie 70 proc. rodziców w Bretanii, na Korsyce czy w Alzacji rozmawiało z dziećmi w języku regionalnym; do lat 60. silny pozostawał także podział między światem wiejskim i miejskim. Istniała jednak wspólna matryca kulturowa, która pozwalała tym różnym Francjom funkcjonować w ramach jednej republikańskiej całości.
Dziś ta matryca się rozpada. Fourquet pisze o „archipelagizacji” Francji: społeczeństwie złożonym z wysp, które niekiedy się spotykają, ale coraz częściej żyją według odrębnych reguł. W takim kraju Paryż i prowincja nie tylko inaczej głosują. One inaczej definiują normalność.
Ten rozpad wspólnego języka dobrze tłumaczy, dlaczego wybory we Francji stały się tak emocjonalne. Eryk Mistewicz wskazywał, że w pierwszej turze wyborów prezydenckich 2022 roku ok. 65–70 proc. głosów przypadło kandydatom „wkurzonych” wyborców. To była Francja protestu, rozczarowania i niezgody na dalszą kontynuację.
Houellebecq opisał emocję, którą politycy zaczęli liczyć w sondażach
Michel Houellebecq od lat opisuje Francję samotności, rozkładu więzi, utraty sensu i nieufności wobec elit. W politycznym wymiarze jego diagnoza spotyka się z analizami Fourqueta: Francja nie rozpada się wyłącznie przez spory partyjne, ale przez utratę wspólnego doświadczenia.
W rozmowie w „Financial Times” Houellebecq mówił o pogardzie elit jako jednym z czynników napędzających wzrost francuskiej prawicy. Przypominał także referendum z 2005 roku w sprawie konstytucji europejskiej: Francuzi zagłosowali przeciw, a później — jak oceniał — ich decyzja została politycznie unieważniona. „To było prawie 20 lat temu, a ludzie wciąż o tym pamiętają” — wskazywał.
To bardzo ważne dla zrozumienia prowincji. Dla części wyborców spoza wielkich metropolii polityka nie jest już obietnicą reprezentacji. Jest doświadczeniem ignorowania. Paryż mówi o modernizacji, Europie, transformacji i reformach. Prowincja pyta o ceny, pracę, bezpieczeństwo, szkołę, lekarza, lokalny sklep, transport, emeryturę i poczucie szacunku. Niepokoi się narastającymi problemami związanymi z niekontrolowanym procesem migracyjnym.
Dlatego Marine Le Pen, Jordan Bardella i szerzej Zjednoczenie Narodowe tak często operują językiem lokalności. W analizie kampanii 2022 roku wskazywano, że Le Pen budowała przekaz na obronie lokalności, małych miasteczek, regionalizmów i ludzi, którzy nie chcą mieć kompleksów wobec wielkiego miasta.
Wybory 2027 mogą pokazać, czy Paryż jeszcze rozumie Francję
Różnica między Paryżem a prowincją nie oznacza prostego podziału na bogatych i biednych, lewicę i prawicę, postęp i reakcję. Jest głębsza. Dotyczy pytania, kto ma prawo definiować Francję.
Paryż nadal posiada ogromną władzę symboliczną. To tam powstają główne narracje polityczne, medialne i kulturalne. Ale prowincja coraz częściej odpowiada własnym językiem wyborczym. Głosuje na tych, którzy mówią o realnym życiu, nawet jeśli elity uważają ten język za zbyt prosty, zbyt gniewny albo zbyt populistyczny.
W tym sensie wybory prezydenckie we Francji 2027 będą testem nie tylko dla kandydatów. Będą testem dla całego modelu republikańskiego. Pokażą, czy możliwe jest jeszcze zbudowanie wspólnej opowieści dla Paryża, przedmieść, prowincji, małych miast i Francji peryferyjnej.
Jeżeli nie, mapa wyborcza stanie się czymś więcej niż mapą głosowania. Stanie się mapą rozpadu wspólnego imaginarium. A wtedy pytanie „dlaczego francuska prowincja głosuje inaczej niż Paryż” będzie w istocie pytaniem o to, czy Francja pozostaje jeszcze jednym społeczeństwem.
Arkadiusz Jordan
Paryż





