Jak działa Périclès. Dlaczego francuskie wybory zaczynają się na długo przed kampanią?

Programy kandydatów na prezydenta nie rodzą się podczas kampanii wyborczych. Są końcowym etapem znacznie dłuższego procesu prowadzonego przez uczelnie, think tanki, organizacje obywatelskie, media opinii i środowiska eksperckie. Organizacja Périclès jest dziś jednym z najbardziej dyskutowanych uczestników tego procesu. Aby zrozumieć jej znaczenie, trzeba jednak najpierw zrozumieć, w jaki sposób od dwóch stuleci Francja przygotowuje własną debatę demokratyczną.
Gdy kampania jeszcze się nie zaczęła
Wiosną 2027 r. Francuzi po raz kolejny wybiorą prezydenta Republiki. Dla większości wyborców kampania rozpocznie się wtedy, gdy kandydaci oficjalnie ogłoszą swoje programy, na ulicach pojawią się pierwsze plakaty, a stacje telewizyjne rozpoczną relacje z wieców i debat. Tak wygląda najbardziej widoczna część demokracji. W rzeczywistości jednak będzie to ostatni etap procesu, który rozpoczął się znacznie wcześniej i który przez większość obywateli pozostaje niemal niezauważony.
Francuskie wybory prezydenckie mają bowiem swoją mniej spektakularną, lecz często ważniejszą historię. Powstaje ona w salach konferencyjnych think tanków, podczas seminariów organizowanych przez uczelnie, na łamach czasopism opinii, w fundacjach przygotowujących raporty o stanie państwa, w organizacjach obywatelskich, które formułują propozycje reform, a także podczas szkół letnich, gdzie politycy, samorządowcy i eksperci przez kilka dni dyskutują o problemach, które za kilka miesięcy staną się tematami kampanii. To tam rodzi się język przyszłej debaty publicznej.
W wielu krajach europejskich wybory są przede wszystkim rywalizacją partii politycznych. We Francji od dawna funkcjonuje znacznie bardziej rozbudowany ekosystem. Partie pozostają jego najważniejszym uczestnikiem, ale nie jedynym. Obok nich działają instytucje, których celem nie jest zdobycie władzy, lecz wpływanie na sposób myślenia o państwie. Jedne przygotowują analizy gospodarcze, inne zajmują się polityką społeczną, bezpieczeństwem, edukacją, demografią czy przyszłością Unii Europejskiej. Jeszcze inne szkolą przyszłych liderów, organizują debaty lub tworzą przestrzeń spotkania ludzi reprezentujących bardzo różne środowiska ideowe. W efekcie kampania wyborcza staje się zwieńczeniem kilkuletniej dyskusji prowadzonej poza światłem kamer.
Dobrze ilustruje to historia organizacji Périclès. Dla jednych jest ona symbolem narodzin nowego zaplecza intelektualnego francuskiej prawicy. Dla innych stanowi próbę zbudowania trwałej infrastruktury wpływu na debatę publiczną. Samo zainteresowanie, jakie wzbudza, pokazuje jednak coś znacznie ważniejszego niż los jednej organizacji. Uświadamia, że we Francji coraz większe znaczenie przypisuje się nie tylko temu, kto wygra wybory, ale również temu, kto wcześniej przygotował idee, argumenty i propozycje reform, z których później korzystają politycy.
Byłoby jednak błędem uznać Périclès za zjawisko wyjątkowe. W rzeczywistości wpisuje się on w długą tradycję francuskiego życia publicznego, w której obok partii politycznych od zawsze istniały środowiska próbujące wpływać na debatę intelektualną. Zmieniały się ich nazwy, inspiracje filozoficzne i polityczne, zmieniał się również język, którym opisywały świat, ale sama idea pozostała zaskakująco trwała. Zanim Francuzi wybierają prezydenta, prowadzą długą rozmowę o tym, jaka ma być Republika.
Dlatego też zrozumienie francuskiej polityki wymaga spojrzenia dalej niż na sondaże i kampanijne deklaracje. Warto przyjrzeć się miejscom, w których powstają raporty czytane później przez ministrów, organizacjom szkolącym przyszłych liderów, konferencjom, podczas których ścierają się konkurencyjne wizje państwa, oraz środowiskom obywatelskim, które próbują przekonać polityków do własnych rozwiązań. Tam bowiem rozpoczyna się kampania prezydencka – na długo przed tym, zanim wyborcy usłyszą pierwsze wyborcze hasła.
Francuska polityka zaczyna się od idei
Trudno zrozumieć współczesną Francję bez uświadomienia sobie, że życie polityczne tego kraju od ponad dwóch stuleci rozwija się wokół idei równie mocno jak wokół instytucji. Francuska Republika nie powstała wyłącznie dzięki decyzjom polityków ani zwycięstwom kolejnych stronnictw. Poprzedziły ją dziesięciolecia debat filozoficznych, sporów o naturę państwa, dyskusji prowadzonych w salonach, akademiach i stowarzyszeniach naukowych. Monteskiusz, Voltaire, Rousseau czy Condorcet nie byli uczestnikami kampanii wyborczych w dzisiejszym rozumieniu tego słowa, a jednak ich idee wywarły wpływ na sposób myślenia o państwie silniejszy niż niejeden rząd.
Ta tradycja przetrwała kolejne epoki. W XIX wieku rozwijały ją środowiska republikańskie i katolickie, uniwersytety oraz wielkie dzienniki opinii. W okresie III Republiki ogromne znaczenie zyskały instytucje kształcące przyszłe elity administracyjne i polityczne, z których najbardziej znaną stała się École libre des sciences politiques – poprzedniczka dzisiejszego Sciences Po. Po II wojnie światowej dołączyły do nich nowe szkoły administracji państwowej, instytuty badawcze oraz rozbudowany system wysokiej służby cywilnej. Francja zaczęła budować model państwa, w którym eksperci, urzędnicy, ekonomiści i prawnicy współtworzyli polityki publiczne razem z przedstawicielami świata polityki.
Właśnie z tej tradycji wyrasta współczesny ekosystem fundacji, think tanków i organizacji obywatelskich. Nie zastępują one partii politycznych, lecz tworzą dla nich intelektualne zaplecze. Jedne badają kondycję finansów publicznych, inne analizują przemiany społeczne, jeszcze inne przygotowują propozycje reform dotyczących edukacji, bezpieczeństwa czy polityki przemysłowej. Łączy je przekonanie, że skuteczna polityka zaczyna się od dobrze postawionego pytania i rzetelnej diagnozy, a nie od kampanijnego sloganu.
W tym świecie należy umieścić Périclès. Nie jako wyjątek ani rewolucję, lecz jako najnowszy rozdział znacznie dłuższej historii francuskiej demokracji.
Fabryki diagnoz, nie programów
Współczesna francuska debata publiczna nie byłaby możliwa bez instytucji, które we Francji określa się najczęściej mianem think tanków. Choć termin ten przyjął się również w Polsce, nie oddaje on w pełni ich roli. Nie są to wyłącznie ośrodki badawcze ani zwykłe fundacje publikujące raporty. W praktyce tworzą one przestrzeń, w której spotykają się naukowcy, przedsiębiorcy, urzędnicy, byli ministrowie, samorządowcy i przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego, aby wspólnie zastanawiać się nad kierunkiem rozwoju państwa. Ich celem nie jest wygrywanie wyborów. Ich zadaniem jest przygotowanie intelektualnego zaplecza dla przyszłych decyzji politycznych.
Francuski model różni się przy tym od modelu amerykańskiego. W Stanach Zjednoczonych wiele think tanków funkcjonuje w ścisłym związku z określonymi nurtami politycznymi, a część z nich przygotowuje gotowe projekty reform dla przyszłej administracji. We Francji zależności są zwykle bardziej złożone. Poszczególne instytucje mają własną wrażliwość ideową i nie ukrywają inspiracji filozoficznych, jednak większość z nich stara się zachować status niezależnych ośrodków eksperckich. Ich autorytet budowany jest przede wszystkim jakością analiz oraz zdolnością do prowadzenia debaty z przedstawicielami różnych środowisk.
Dobrze ilustruje to Institut Montaigne, założony w 2000 r. przez przedsiębiorcę Claude’a Bébéara. Instytut od początku przyjął zasadę, że raporty powinny być przygotowywane przez zespoły łączące doświadczenie akademickie z praktyką administracji i biznesu. Efektem są dziesiątki opracowań dotyczących finansów publicznych, edukacji, ochrony zdrowia, rynku pracy, transformacji energetycznej czy polityki przemysłowej. Nie wszystkie propozycje trafiają później do programów wyborczych, jednak wiele z nich staje się punktem odniesienia dla kolejnych rządów, niezależnie od ich politycznych barw. W ten sposób think tank nie zastępuje państwa, lecz dostarcza mu narzędzi do prowadzenia debaty.
Inną drogą podąża Fondation Jean-Jaurès. Fundacja ta pozostaje największym francuskim think tankiem wywodzącym się z tradycji socjaldemokratycznej. Łączy działalność ekspercką, międzynarodową oraz archiwalną, prowadząc równocześnie liczne obserwatoria poświęcone m.in. demokracji, Europie, ekologii i polityce społecznej. Jej działalność nie ogranicza się do komentowania bieżącej polityki. Fundacja publikuje obszerne analizy dotyczące przemian społecznych, demokracji, populizmu, zmian kulturowych, polityki europejskiej czy cyfrowej transformacji państwa. Szczególnie cenione są prowadzone przez nią badania opinii publicznej oraz raporty próbujące zrozumieć ewolucję francuskiego społeczeństwa. Dzięki temu staje się miejscem, w którym nie tyle tworzy się program konkretnej partii, ile prowadzi długofalową refleksję nad kierunkiem rozwoju Republiki.
Podobną funkcję, choć z odmiennych pozycji ideowych, pełni Fondation pour l’innovation politique, powszechnie znana jako Fondapol. Od lat zajmuje się ona zagadnieniami związanymi z demokracją liberalną, bezpieczeństwem, gospodarką rynkową, technologią, energią oraz przyszłością Europy. Jej publikacje regularnie trafiają do debaty publicznej, a organizowane konferencje gromadzą polityków, ekspertów i przedsiębiorców reprezentujących bardzo różne środowiska. W przypadku Fondapol szczególnie widoczna jest jeszcze jedna cecha francuskich think tanków: zdolność do prowadzenia rozmowy ponad bieżącymi podziałami partyjnymi. Nawet jeśli określona instytucja wyrasta z konkretnej tradycji intelektualnej, jej raporty stają się często przedmiotem dyskusji znacznie szerszej niż własne środowisko.
Na drugim biegunie znajduje się Terra Nova, która od początku XXI wieku wypracowała pozycję jednego z najbardziej wpływowych ośrodków refleksji socjalliberalnej. Jej raporty dotyczą przede wszystkim polityki społecznej, rynku pracy, ekologii, edukacji oraz przemian demograficznych. To Terra Nova wielokrotnie inicjowała debaty wykraczające poza bieżący kalendarz wyborczy, stawiając pytania o długofalowe skutki starzenia się społeczeństwa, zmian klimatycznych czy cyfryzacji gospodarki. Niezależnie od ocen jej propozycji, trudno odmówić jej wpływu na sposób prowadzenia dyskusji publicznej we Francji.
Dobrze widać ten mechanizm w dyskusji o stanie francuskich finansów publicznych. Pod koniec 2025 r. Institut Montaigne i Terra Nova opublikowały odrębne opracowania dotyczące koniecznej skali oszczędności. Oba środowiska dochodziły do zbliżonego wniosku, że bez głębokiej korekty wydatków nie uda się ustabilizować relacji długu publicznego do produktu krajowego brutto, choć proponowały odmienne drogi dochodzenia do tego celu. Institut Montaigne szacował potrzebny wysiłek na około 140 mld euro, Terra Nova na około 120 mld euro. Zamiast ograniczyć się do publikacji konkurencyjnych raportów, przedstawiciele obu ośrodków spotkali się w 2026 r. we wspólnej debacie, aby porównać diagnozy i wyjaśnić różnice pomiędzy proponowanymi rozwiązaniami. Był to modelowy przykład francuskiego obiegu idei: najpierw powstaje ekspertyza, następnie zostaje skonfrontowana z konkurencyjnym podejściem, a dopiero później jej wnioski przenikają do mediów i programów politycznych.
Institut Montaigne świadomie przygotowuje się również do cyklu wyborczego obejmującego wybory samorządowe w 2026 r. i wybory prezydenckie w 2027 r. Raport „France 2040” miał przedstawić długoterminową diagnozę przemian demograficznych, społecznych i gospodarczych kraju. Kolejne opracowanie poświęcone kondycji francuskiego społeczeństwa obywatelskiego i zaangażowaniu obywateli zostało pomyślane jako następny etap programu prowadzącego do wyborów prezydenckich. Think tank nie przygotowuje w ten sposób programu dla jednego kandydata. Stara się raczej wyznaczyć pole problemów, wobec których wszyscy kandydaci będą musieli zająć stanowisko.
Podobną rolę po stronie centrolewicy pełni Fondation Jean-Jaurès. W 2026 r. fundacja nie ograniczała się do publikowania ogólnych deklaracji ideowych. Na podstawie dużych badań opinii analizowała rozpad dawnej koalicji wyborców Emmanuela Macrona, wewnętrzne zróżnicowanie elektoratu Rassemblement National, relację między wyborami lokalnymi a ogólnokrajowymi oraz podziały występujące wśród wyborców lewicy. Takie opracowania nie mówią politykom, jakie hasło powinni umieścić na plakacie. Pokazują natomiast, jakie grupy społeczne tworzą ich potencjalny elektorat, gdzie przebiegają rzeczywiste linie konfliktu i dlaczego dawne koalicje polityczne przestają być trwałe.
W krajobrazie francuskich środowisk ideowych swoje miejsce zajmuje również Fondation Res Publica, odwołująca się do republikańskiej tradycji państwa i idei suwerenności. Jej działalność przypomina, że francuska debata nie przebiega wyłącznie pomiędzy liberalizmem a konserwatyzmem. Istnieje także silny nurt republikański, akcentujący rolę państwa jako strażnika dobra wspólnego, ciągłości instytucji oraz niezależności strategicznej Francji. Podobnie jak pozostałe fundacje, Res Publica organizuje konferencje, wydaje publikacje i tworzy przestrzeń spotkania ekspertów reprezentujących różne doświadczenia zawodowe.
Różnice pomiędzy tymi instytucjami dotyczą nie tylko idei, lecz również sposobu finansowania. Część opiera swoją działalność na wsparciu przedsiębiorstw i prywatnych darczyńców, inne korzystają ze składek, dotacji, partnerstw projektowych lub finansowania publicznego. Sam model finansowania nie przesądza jeszcze o jakości ani wiarygodności przygotowywanych analiz. Ma jednak znaczenie dla zaufania społecznego. Dlatego jednym z warunków dojrzałego obiegu idei pozostaje przejrzystość: czytelnik powinien móc ustalić, kto finansuje daną instytucję, jak powstają jej raporty oraz czy ich autorzy ujawniają potencjalne konflikty interesów. Dyskusja wywołana działalnością Périclès jest zatem częścią znacznie szerszego pytania o reguły, według których prywatne i publiczne środki uczestniczą w kształtowaniu debaty demokratycznej.
Na pierwszy rzut oka instytucje te różni niemal wszystko: inspiracje filozoficzne, diagnozy dotyczące współczesnej Francji, proponowane rozwiązania gospodarcze czy spojrzenie na integrację europejską. Łączy je jednak przekonanie, że dobra polityka nie zaczyna się od hasła wyborczego. Zanim kandydat zaproponuje reformę emerytalną, zmianę systemu edukacji czy nową strategię przemysłową, ktoś wcześniej musi policzyć jej koszty, przeanalizować doświadczenia innych państw, ocenić skutki społeczne i przygotować argumenty zdolne przekonać opinię publiczną. Think tanki nie zastępują więc demokracji przedstawicielskiej. Stanowią jeden z jej najważniejszych instrumentów poznawczych.
Dlatego błędem byłoby postrzeganie francuskich fundacji wyłącznie jako zaplecza określonych ugrupowań politycznych. Ich wpływ jest znacznie subtelniejszy. Nie polega na wskazywaniu kandydatów ani prowadzeniu kampanii. Polega na tworzeniu języka, którym później posługują się politycy. To one często jako pierwsze opisują zjawiska, które po kilku latach stają się centralnymi tematami kampanii wyborczych: kryzys finansów publicznych, bezpieczeństwo, migrację, politykę przemysłową, sztuczną inteligencję czy przyszłość państwa opiekuńczego. W tym sensie ich działalność przypomina pracę laboratoriów, w których testowane są idee, zanim trafią do przestrzeni politycznej.
Zarazem sam świat think tanków nie wyczerpuje już współczesnego francuskiego ekosystemu idei. W ostatnich latach pojawił się nowy model działania. Nie polega on wyłącznie na publikowaniu raportów i organizowaniu debat. Jego celem jest budowanie całych sieci współpracy pomiędzy ekspertami, przedsiębiorcami, prawnikami, organizacjami obywatelskimi i przyszłymi liderami życia publicznego. To właśnie w tym miejscu pojawia się organizacja Périclès. Nie jest ona kolejnym think tankiem obok Institut Montaigne czy Fondation Jean-Jaurès. Reprezentuje zupełnie inny sposób myślenia o wpływie na debatę publiczną, bardziej przypominający inkubator projektów niż klasyczny ośrodek analityczny.
To dlatego zrozumienie Périclès wymaga najpierw poznania świata francuskich think tanków. Organizacja finansowana przez Pierre’a-Édouarda Stérina nie powstała bowiem po to, aby zastąpić istniejące fundacje. Powstała po to, aby połączyć wiele rozproszonych inicjatyw w szerszy ekosystem współpracy.
Périclès. Nowy model organizowania środowisk idei
Na tle francuskich think tanków Périclès wydaje się instytucją nietypową. Nie dlatego, że zajmuje się analizą polityki publicznej ani dlatego, że reprezentuje określoną wrażliwość ideową. Nowość polega na samym modelu działania. Organizacja nie chce być wyłącznie miejscem przygotowywania raportów czy organizowania debat. Jej ambicją jest tworzenie całego ekosystemu projektów, ludzi i instytucji, które – pozostając formalnie niezależne – wzajemnie się wspierają, wymieniają doświadczeniami i korzystają ze wspólnych kompetencji.
Périclès powstał z inicjatywy przedsiębiorcy Pierre’a-Édouarda Stérina, założyciela Smartbox i jednego z najbardziej rozpoznawalnych francuskich inwestorów. Od kilku lat Stérin konsekwentnie angażuje się w finansowanie przedsięwzięć związanych z edukacją, działalnością społeczną i refleksją nad przyszłością Francji. W przestrzeni publicznej największe zainteresowanie wzbudziła jednak właśnie organizacja Périclès, którą sam finansuje ze środków prywatnych. Fakt ten od początku odróżnia ją od wielu fundacji korzystających z bardziej zróżnicowanych źródeł finansowania i sprawia, że wokół projektu toczy się intensywna debata dotycząca roli prywatnego mecenatu w życiu publicznym.
Sama nazwa organizacji jest akronimem słów Patriotes, Enracinés, Résistants, Identitaires, Chrétiens, Libéraux, Européens, Souverainistes. Zestawienie tych pojęć dobrze pokazuje, że twórcy projektu nie próbują ukrywać własnych inspiracji intelektualnych. Zarazem od początku podkreślają, że ich celem nie jest stworzenie nowej partii politycznej ani wspieranie jednego kandydata w wyborach prezydenckich. Périclès przedstawia się raczej jako organizacja mająca wzmacniać obecność określonych idei w debacie publicznej oraz pomagać inicjatywom, które bez takiego wsparcia mogłyby pozostać rozproszone i mniej widoczne.
Za bieżące funkcjonowanie organizacji odpowiada Arnaud Rérolle, współzałożyciel i dyrektor generalny projektu. W publicznych wystąpieniach wielokrotnie podkreślał, że inspiracją dla stworzenia Périclès były doświadczenia wyniesione z działalności filantropijnej oraz obserwacja środowisk obywatelskich funkcjonujących we Francji. W jego ocenie wiele organizacji dysponowało wartościowymi pomysłami, brakowało im jednak zaplecza organizacyjnego, kompetencji komunikacyjnych lub środków pozwalających na rozwój działalności. Périclès miał stać się odpowiedzią właśnie na tę lukę.
To podejście odróżnia organizację od klasycznych think tanków. Institut Montaigne czy Fondation Jean-Jaurès przede wszystkim produkują analizy, organizują konferencje i uczestniczą w debacie eksperckiej. Périclès chce natomiast budować infrastrukturę umożliwiającą rozwój wielu różnych przedsięwzięć jednocześnie. Sam Arnaud Rérolle porównał kiedyś ten model do Station F, największego we Francji kampusu dla start-upów. Analogicznie jak przedsiębiorcy otrzymują tam przestrzeń do rozwijania innowacyjnych firm, tak Périclès zamierza tworzyć warunki do rozwoju inicjatyw obywatelskich, intelektualnych i edukacyjnych.
To porównanie nie jest przypadkowe. W logice działania organizacji wyraźnie widoczne są inspiracje światem przedsiębiorczości. Projekty są oceniane, otrzymują wsparcie organizacyjne, komunikacyjne lub finansowe, a następnie zachęcane do budowania własnej trwałości i niezależności. Celem nie jest stworzenie jednej scentralizowanej struktury, lecz sieci wzajemnie współpracujących inicjatyw, które zachowują własną tożsamość.
Taki model rodzi pytanie o granicę pomiędzy filantropią, działalnością obywatelską i przygotowywaniem politycznego zaplecza. Kierownictwo Périclès podkreśla, że organizacja nie jest partią, nie wystawia kandydatów i nie deklaruje bezpośredniego celu wyborczego. Krytycy odpowiadają, że wspieranie mediów, szkoleń, postępowań sądowych, badań opinii i organizacji eksperckich może w długiej perspektywie wpływać na układ sił politycznych równie skutecznie jak klasyczne finansowanie kampanii. Spór ten stał się jednym z powodów zainteresowania projektem ze strony parlamentarnych komisji badających prywatne finansowanie działalności związanej z politykami publicznymi. Nie dotyczy on wyłącznie osoby Pierre’a-Édouarda Stérina. Jest częścią szerszej europejskiej dyskusji o tym, jak zachować pluralizm idei, przejrzystość finansowania i swobodę obywatelskiego zaangażowania w epoce, w której prywatni fundatorzy mogą tworzyć całe ekosystemy instytucji.
W ciągu pierwszych lat działalności Périclès przeanalizował około półtora tysiąca zgłoszonych projektów. Ostatecznie wsparcie uzyskała jedynie niewielka część z nich. Ta selekcja pokazuje, że organizacja nie stawia na szybkie zwiększanie liczby inicjatyw, lecz na budowę projektów, które – w ocenie jej kierownictwa – mają potencjał długofalowego oddziaływania. Charakterystyczne jest również to, że wiele wspieranych przedsięwzięć istniało już wcześniej. Périclès nie tyle tworzy nowe organizacje od podstaw, ile pomaga rozwijać te, które wcześniej działały na mniejszą skalę.
Wśród wspieranych inicjatyw znajdują się bardzo różnorodne przedsięwzięcia. Niektóre zajmują się analizą polityk publicznych, inne koncentrują się na komunikacji, szkoleniu przyszłych liderów, działalności prawniczej czy tworzeniu nowych narzędzi badawczych. Obok obserwatorium Hexagone, publikującego analizy dotyczące sytuacji społecznej i politycznej Francji, funkcjonuje Nexus, wyspecjalizowany w komunikacji i relacjach publicznych. Ligue des libertés wykorzystuje instrumenty prawne do prowadzenia strategicznych postępowań sądowych, natomiast Éclats de femme rozwija działalność społeczną dotyczącą przemocy wobec kobiet. W ekosystemie tym obecne są również inicjatywy zajmujące się kształceniem młodych liderów oraz organizacje specjalizujące się w analizie życia publicznego.
To zróżnicowanie pokazuje, że Périclès nie buduje jednej organizacji o jednolitym profilu działalności. Znacznie bliżej mu do modelu platformy współpracy. Poszczególne inicjatywy zachowują własną specjalizację, ale mogą korzystać ze wspólnego doświadczenia, sieci kontaktów i zaplecza organizacyjnego. W praktyce oznacza to próbę stworzenia środowiska, w którym eksperci, przedsiębiorcy, prawnicy, autorzy raportów, specjaliści od komunikacji i organizacje obywatelskie nie funkcjonują obok siebie, lecz współpracują przy realizacji wspólnych celów.
Właśnie ta cecha sprawia, że Périclès trudno porównywać z tradycyjnymi fundacjami politycznymi. Nie jest to wyłącznie think tank, nie jest to również partia polityczna ani klasyczna organizacja filantropijna. Najtrafniej można ją opisać jako próbę budowy trwałego ekosystemu instytucji uczestniczących w debacie publicznej.
Równocześnie wokół projektu od początku toczy się dyskusja wykraczająca poza ocenę jego konkretnych działań. Zwolennicy Périclès podkreślają, że we Francji od dawna funkcjonują środowiska intelektualne reprezentujące różne tradycje ideowe, a pojawienie się nowej organizacji wpisuje się w naturalny pluralizm demokratyczny. Krytycy zwracają natomiast uwagę na skalę prywatnego finansowania oraz możliwość wywierania długofalowego wpływu na debatę publiczną poza klasycznymi mechanizmami partyjnymi. Sam fakt istnienia tej dyskusji pokazuje jednak, jak bardzo zmienia się współczesna demokracja. Coraz częściej przedmiotem zainteresowania staje się nie tylko działalność partii politycznych, lecz także instytucji przygotowujących idee, argumenty i kadry, które później uczestniczą w życiu publicznym.
W tym sensie Périclès jest jednocześnie organizacją wyjątkową i bardzo typowo francuską. Wyjątkową ze względu na przyjęty model działania oraz skalę prywatnego zaangażowania jej fundatora. Typowo francuską, ponieważ wpisuje się w wieloletnią tradycję przekonania, że trwała zmiana polityczna poprzedzona jest długą pracą nad ideami, edukacją i organizacją środowisk zdolnych uczestniczyć w debacie o przyszłości państwa.
Gdzie przygotowuje się ludzi zdolnych przejąć idee
Produkcja raportów i propozycji reform nie wystarcza, jeżeli nie istnieją ludzie przygotowani do ich zrozumienia, obrony i wdrażania. Francuski ekosystem polityczny od dawna opiera się zatem na dwóch równoległych procesach. Pierwszym jest tworzenie idei. Drugim – kształcenie przyszłych urzędników, ekspertów, parlamentarzystów, doradców i członków gabinetów ministerialnych, którzy będą potrafili przenieść je do praktyki państwa.
Najbardziej widoczną część tego systemu tworzą wielkie szkoły i instytucje publiczne. Sciences Po od dziesięcioleci przygotowuje znaczną część francuskich elit politycznych, administracyjnych, dyplomatycznych i medialnych. École nationale d’administration, zastąpiona w 2022 r. przez Institut national du service public, kształciła kadry wysokiej administracji, dla których znajomość prawa, finansów publicznych i funkcjonowania państwa miała być równie ważna jak orientacja w bieżącej polityce. Absolwenci tych instytucji trafiali nie tylko do ministerstw, lecz także do Rady Stanu, Trybunału Obrachunkowego, dyplomacji, przedsiębiorstw publicznych, gabinetów politycznych i redakcji najważniejszych mediów.
Francuskie państwo nie jest przy tym wyłącznie odbiorcą propozycji przygotowanych przez zewnętrzne środowiska. Samo pozostaje jednym z najważniejszych producentów wiedzy o politykach publicznych. Conseil d’État analizuje prawne konsekwencje projektowanych reform, Cour des comptes ocenia sposób wydawania środków publicznych, France Stratégie przygotowuje długoterminowe diagnozy społeczne i gospodarcze, a inspekcje generalne oraz administracja ministerialna opracowują raporty, które niejednokrotnie stają się punktem wyjścia do późniejszych zmian. Francuski obieg idei przebiega więc nie tylko od społeczeństwa obywatelskiego do państwa. Równie często zaczyna się wewnątrz administracji, a następnie trafia do debaty eksperckiej, politycznej i medialnej.
W ostatnich latach obok instytucji publicznych rozwijają się jednak również szkoły oraz programy formacyjne powiązane z konkretnymi tradycjami intelektualnymi. Institut de formation politique przygotowuje młodych ludzi zainteresowanych życiem publicznym, ucząc ich argumentacji, wystąpień, ekonomii, historii idei i działania instytucji. Po lewej stronie Institut La Boétie łączy funkcję ośrodka refleksji z kształceniem działaczy i rozwijaniem zaplecza programowego La France insoumise. Wokół Périclès rozwijane są natomiast inicjatywy takie jak Politicæ, których celem jest wyposażenie przyszłych uczestników życia publicznego w kompetencje organizacyjne, komunikacyjne i analityczne.
Instytucje te różnią się profilem, metodą pracy i polityczną wrażliwością. Łączy je jednak przekonanie, że samo przekazanie młodemu człowiekowi zbioru poglądów nie wystarcza. Potrzebna jest także umiejętność czytania budżetu, rozumienia procesu legislacyjnego, pracy z danymi, budowania organizacji, prowadzenia kampanii i przekładania ogólnych zasad na wykonalne polityki publiczne. W ten sposób formacja polityczna przestaje oznaczać jedynie przynależność do młodzieżówki partyjnej. Staje się przygotowaniem do wykonywania konkretnych zadań w państwie.
Znaczenie tego procesu szczególnie dobrze widać po wyborach. Zwycięski kandydat potrzebuje w ciągu kilku tygodni nie tylko ministrów, ale również setek doradców, dyrektorów gabinetów, ekspertów, rzeczników i osób zdolnych przejąć odpowiedzialność za administrację. Partie polityczne rzadko są w stanie samodzielnie wykształcić tak rozbudowane kadry. Sięgają więc do środowisk uczelnianych, think tanków, administracji, fundacji oraz szkół politycznych. Wraz z ludźmi do ministerstw trafiają również idee, nad którymi pracowali oni przez poprzednie lata.
Dlatego francuska rywalizacja o przyszłość państwa jest również rywalizacją o kształcenie elit. Nie wystarczy przygotować najlepszy raport ani najgłośniejszą diagnozę. Trzeba jeszcze stworzyć środowisko ludzi zdolnych przeprowadzić ideę przez kolejne etapy: od debaty eksperckiej, przez kampanię, aż po gabinet ministra i projekt ustawy.
Gdzie spotykają się idee
Żaden raport, nawet przygotowany przez najwybitniejszych ekspertów, nie zmienia rzeczywistości sam z siebie. Aby mógł wpłynąć na debatę publiczną, musi zostać przeczytany, skrytykowany, uzupełniony i poddany dyskusji. Potrzebuje miejsc, w których spotykają się ludzie reprezentujący różne doświadczenia zawodowe i odmienne tradycje intelektualne. Francuska demokracja od dawna wykształciła takie przestrzenie. Nie są one częścią aparatu państwowego ani struktur partyjnych. Tworzą odrębny świat debaty publicznej, w którym idee przechodzą pierwszą próbę, zanim trafią do programów politycznych.
Jednym z najbardziej interesujących przykładów są Conversations de Tocqueville, organizowane przez Fondation Tocqueville we współpracy z Le Figaro. Każdego roku w Normandii spotykają się tam politycy, filozofowie, ekonomiści, przedsiębiorcy, wojskowi, dyplomaci oraz przedstawiciele świata nauki i kultury. Nie przyjeżdżają po to, aby negocjować koalicje czy przygotowywać kampanijne strategie. Celem jest spokojna rozmowa o długofalowych wyzwaniach stojących przed demokracjami zachodnimi: bezpieczeństwie, przyszłości państwa, relacjach transatlantyckich, technologii, wolności słowa czy miejscu Europy w zmieniającym się świecie. W czasach, gdy większość debaty publicznej podporządkowana jest rytmowi mediów społecznościowych, Conversations de Tocqueville przypominają o znaczeniu rozmowy prowadzonej bez presji natychmiastowego politycznego efektu.
.Inny charakter mają Les Entretiens de Royaumont, organizowane w opactwie Royaumont i rozwijane od początku XXI wieku przez środowisko skupione wokół Jérôme’a Chartiera. Nie należy ich mylić z całoroczną działalnością artystyczną i naukową Fondation Royaumont. Entretiens są osobnym forum rozmowy o polityce, gospodarce, społeczeństwie i kulturze, gromadzącym przedstawicieli świata przedsiębiorstw, polityki oraz refleksji intelektualnej. Ich formuła opiera się na wielogodzinnych rozmowach prowadzonych z dala od codziennego rytmu medialnego. W ostatnich latach podejmowano tam również tematy bardziej filozoficzne i społeczne, takie jak merytokracja, wiara czy poszukiwanie nowych dróg rozwoju państwa. W 2026 r. francuska telewizja publiczna poświęciła temu środowisku dokument z cyklu „La fabrique des idées”, pokazujący Entretiens jako jedno z miejsc refleksji francuskiej prawicy, zwłaszcza jej nurtów gospodarczych i katolickich.
Royaumont i Tocqueville pełnią podobną funkcję tylko w najbardziej ogólnym sensie: wyłączają rozmowę z rytmu natychmiastowej reakcji politycznej. Różnią się natomiast historią, składem uczestników i wrażliwością ideową. Conversations de Tocqueville kładą większy nacisk na kondycję demokracji zachodniej, relacje transatlantyckie i geopolitykę. Entretiens de Royaumont są mocniej związane z francuskim światem gospodarczym oraz debatą prowadzoną w obrębie szeroko rozumianej prawicy. Włączenie obu przykładów pokazuje, że francuska wymiana idei nie odbywa się w jednym centralnym miejscu, lecz w wielu środowiskach posiadających własną tradycję i własny język.
Podobną rolę odgrywają konferencje organizowane przez Institut Montaigne, Fondation Jean-Jaurès, Fondapol czy Terra Nova. Każda z tych instytucji reprezentuje odmienną tradycję intelektualną, ale wszystkie wychodzą z podobnego założenia: dobra polityka wymaga wcześniejszej debaty. W praktyce oznacza to wielogodzinne seminaria poświęcone jednemu zagadnieniu, publikację raportów poddawanych publicznej krytyce oraz zapraszanie do rozmowy osób, które nie podzielają tych samych poglądów. W ten sposób raport nie pozostaje zamkniętym dokumentem eksperckim. Staje się początkiem szerszej dyskusji.
Szczególne miejsce w tym krajobrazie zajmują także instytucje akademickie. Sciences Po, Collège de France, École normale supérieure czy liczne uniwersytety organizują cykle wykładów i debat, podczas których spotykają się badacze oraz praktycy życia publicznego. Francuska tradycja zakłada, że świat nauki nie powinien funkcjonować w oderwaniu od problemów państwa. Profesorowie prawa konstytucyjnego dyskutują z parlamentarzystami, ekonomiści z przedstawicielami administracji, socjologowie z samorządowcami. Nie chodzi o zastąpienie polityki ekspertyzą, lecz o stworzenie przestrzeni, w której argumenty mogą zostać poddane rzeczowej ocenie, zanim staną się elementem politycznego sporu.
Na styku świata akademickiego, obywatelskiego i religijnego od wielu lat działa również Collège des Bernardins. Instytucja ta, inspirowana chrześcijańską refleksją społeczną, nie pełni funkcji zaplecza żadnej partii politycznej. Organizuje jednak debaty poświęcone przyszłości demokracji, etyce nowych technologii, edukacji, kulturze, ekologii integralnej czy miejscu religii w społeczeństwie pluralistycznym. W dyskusjach uczestniczą osoby reprezentujące bardzo różne poglądy, a celem nie jest osiągnięcie jednomyślności, lecz pogłębienie refleksji nad problemami, których nie da się rozwiązać wyłącznie poprzez bieżącą rywalizację polityczną.
I właśnie w takich miejscach najlepiej widać jedną z najważniejszych cech francuskiego życia publicznego. Debata nie kończy się wraz z publikacją raportu ani z wygłoszeniem przemówienia. Przeciwnie – dopiero wtedy naprawdę się rozpoczyna. Eksperci odpowiadają na krytykę, autorzy uzupełniają swoje propozycje, politycy konfrontują je z realiami sprawowania władzy, a media opinii nadają całej dyskusji szerszy wymiar. W efekcie rozwiązania, które ostatecznie trafiają do programów wyborczych, są zwykle rezultatem wielu miesięcy, a niekiedy wielu lat publicznej rozmowy.
Ten proces ma jeszcze jedną konsekwencję. Sprawia, że francuskie kampanie wyborcze rzadko rozpoczynają się od całkowicie nowych tematów. Kandydaci wchodzą do debaty, która trwa od dawna. Posługują się pojęciami, argumentami i diagnozami, które wcześniej zostały wypracowane, zakwestionowane i dopracowane w środowiskach eksperckich. Kampania nie tworzy więc języka polityki od nowa. Raczej wybiera spośród idei, które już wcześniej zdobyły miejsce w debacie publicznej.
Lato, w którym rodzą się programy
Jeżeli istnieje moment, w którym świat ekspertów spotyka się bezpośrednio z polityką, są nim francuskie szkoły letnie, znane jako universités d’été. Ich nazwa może wprowadzać w błąd. Nie przypominają one wakacyjnych spotkań aktywu partyjnego ani wydarzeń o charakterze wyłącznie organizacyjnym. Stanowią jeden z najbardziej charakterystycznych elementów francuskiej kultury politycznej i od dziesięcioleci pełnią funkcję laboratorium nowych idei.
Każdego lata przedstawiciele partii politycznych, think tanków, środowisk akademickich, organizacji społecznych i samorządów spotykają się na kilkudniowych konferencjach poświęconych najważniejszym problemom państwa. Oprócz wystąpień liderów odbywają się tam dziesiątki paneli eksperckich, warsztatów i seminariów. Dyskutuje się o finansach publicznych, polityce mieszkaniowej, bezpieczeństwie, sztucznej inteligencji, transformacji energetycznej czy przyszłości europejskiej integracji. Dla wielu uczestników znacznie ważniejsze od przemówień polityków są właśnie te mniej nagłośnione spotkania robocze.
W perspektywie wyborów prezydenckich w 2027 r. szkoły letnie nabierają szczególnego znaczenia. Swoje spotkania zapowiadają środowiska związane z Jean-Luciem Mélenchonem, Bruno Retailleau czy Davidem Lisnardem. Można oczekiwać, że podobne wydarzenia zorganizują również inne ugrupowania, od centrum po Marine Le Pen i Érica Zemmoura na prawicy i lewicę. Każde z nich będzie próbowało nie tylko mobilizować własnych działaczy, lecz przede wszystkim pokazać, że dysponuje zespołem ekspertów oraz spójną wizją państwa.
Szkoły letnie służą również porządkowaniu hierarchii wewnątrz poszczególnych obozów. To tam widać, kto otrzymuje najważniejsze wystąpienie, komu powierzane są debaty programowe i którzy eksperci zaczynają pojawiać się u boku przyszłego kandydata. Wokół Jean-Luka Mélenchona funkcję tę odgrywają między innymi coroczne Amfis La France insoumise, łączące szkolenia działaczy, debaty ideowe i przygotowywanie strategii wyborczej. Po prawej stronie analogiczną rolę pełnią spotkania budowane wokół Bruno Retailleau i Les Républicains oraz inicjatywy środowiska Davida Lisnarda. Nie przesądzają one jeszcze o ostatecznym kształcie kampanii, ale pozwalają obserwować, kto tworzy przyszłe zaplecze programowe, organizacyjne i personalne poszczególnych kandydatów. W przypadku LFI szkoła letnia w 2025 r. była już miejscem intensywnego przygotowywania kadr i narzędzi programowych przed wyborami lokalnymi, a zarazem etapem ustawiania ruchu wobec kampanii prezydenckiej w 2027 r.
To podczas takich spotkań po raz pierwszy pojawiają się często pojęcia, które kilka miesięcy później stają się hasłami kampanii. Eksperci przedstawiają wyniki badań, samorządowcy opowiadają o doświadczeniach z własnych miast, przedsiębiorcy wskazują bariery rozwoju gospodarczego, a politycy sprawdzają, które propozycje znajdują największy oddźwięk. Szkoła letnia staje się w ten sposób miejscem, gdzie teoria spotyka się z praktyką, a refleksja ekspercka z politycznym doświadczeniem.
Warto zwrócić uwagę, że francuskie universités d’été nie są zjawiskiem nowym. Ich historia sięga kilku dekad i obejmuje niemal wszystkie główne nurty życia politycznego. Z biegiem czasu ich znaczenie ewoluowało. Coraz częściej uczestniczą w nich osoby, które nie należą do partii politycznych: przedsiębiorcy, naukowcy, przedstawiciele organizacji obywatelskich czy eksperci zajmujący się konkretnymi politykami publicznymi. Dzięki temu szkoły letnie stają się nie tylko wydarzeniami partyjnymi, lecz także miejscem wymiany doświadczeń pomiędzy światem polityki a społeczeństwem obywatelskim.
To tam najłatwiej dostrzec, że francuska kampania prezydencka zaczyna się długo przed oficjalnym ogłoszeniem kandydatur. Zanim wyborcy zobaczą pierwsze plakaty wyborcze, przyszłe programy polityczne przechodzą próbę w dyskusjach prowadzonych podczas letnich seminariów, konferencji i spotkań ekspertów. W tym sensie lato poprzedzające wybory jest nie tyle przerwą w życiu politycznym, ile jednym z najbardziej intensywnych okresów przygotowywania przyszłej kampanii.
Społeczeństwo obywatelskie jako uczestnik debaty o państwie
Francuska debata publiczna nie ogranicza się do świata polityków, ekspertów i think tanków. Jej trwałość wynika również z aktywności społeczeństwa obywatelskiego, które od dziesięcioleci uczestniczy w dyskusji o kierunku rozwoju Republiki. W przeciwieństwie do wielu państw, gdzie organizacje społeczne koncentrują się przede wszystkim na reprezentowaniu interesów określonych grup zawodowych lub lokalnych społeczności, we Francji znaczna część z nich stara się formułować propozycje dotyczące całego państwa. Dotyczy to zarówno organizacji przedsiębiorców i związków zawodowych, jak i środowisk akademickich, ruchów rodzinnych, organizacji religijnych czy stowarzyszeń zajmujących się prawami obywatelskimi.
Dlatego francuska debata przed wyborami prezydenckimi przypomina raczej wielogłosową rozmowę niż spór prowadzony wyłącznie pomiędzy partiami politycznymi. Każde z tych środowisk przygotowuje własne analizy, organizuje konferencje, publikuje stanowiska lub przedstawia kandydatom listę postulatów. Nie wszystkie zostają później uwzględnione w programach wyborczych, ale niemal wszystkie wpływają na język debaty oraz sposób definiowania najważniejszych problemów państwa.
Szczególnie widoczne jest to w przypadku organizacji reprezentujących świat gospodarki. Zrzeszenia przedsiębiorców, organizacje branżowe oraz izby handlowe regularnie przedstawiają własne propozycje dotyczące polityki przemysłowej, podatków, rynku pracy czy innowacyjności. Równolegle związki zawodowe publikują raporty dotyczące warunków zatrudnienia, ochrony socjalnej, reform emerytalnych czy jakości usług publicznych. Choć ich stanowiska często pozostają odmienne, obie strony uczestniczą w tym samym procesie przygotowywania argumentów, z którymi później mierzą się kandydaci na najwyższe urzędy państwowe.
Podobną rolę odgrywają organizacje samorządowe. Francuscy merowie, przewodniczący regionów czy departamentów od dawna nie ograniczają się do zarządzania własnymi wspólnotami. Za pośrednictwem swoich stowarzyszeń przedstawiają propozycje reform dotyczących decentralizacji, finansowania usług publicznych, transportu, mieszkalnictwa czy polityki klimatycznej. W rezultacie kampania prezydencka staje się również momentem konfrontacji doświadczeń płynących z tysięcy gmin i miast rozsianych po całym kraju.
W ten sposób francuskie społeczeństwo obywatelskie nie funkcjonuje obok państwa ani w opozycji do niego. Stanowi jeden z mechanizmów, dzięki którym państwo otrzymuje informacje o problemach, oczekiwaniach i doświadczeniach swoich obywateli. Nie oznacza to oczywiście braku konfliktów. Przeciwnie – różnice stanowisk bywają głębokie. Istotne jest jednak to, że spór prowadzony jest przede wszystkim poprzez argumenty, raporty, konferencje i propozycje reform, a nie wyłącznie poprzez bieżącą rywalizację wyborczą.
Chrześcijańska nauka społeczna i miejsce religii w debacie publicznej
W tym szerokim krajobrazie szczególne miejsce zajmują środowiska inspirowane chrześcijańską nauką społeczną. Francja pozostaje państwem świeckim, a zasada laïcité należy do fundamentów Republiki. Nie oznacza to jednak nieobecności religii w debacie publicznej. Przeciwnie, liczne instytucje i stowarzyszenia odwołujące się do chrześcijańskiej refleksji społecznej od wielu lat uczestniczą w dyskusjach dotyczących dobra wspólnego, etyki życia publicznego czy przyszłości państwa.
Jednym z najważniejszych miejsc takiej refleksji jest Collège des Bernardins w Paryżu. Mieszcząca się w odrestaurowanym średniowiecznym klasztorze instytucja stała się przestrzenią spotkania świata nauki, kultury, biznesu i Kościoła. Organizowane są tam debaty dotyczące demokracji, edukacji, bioetyki, ekologii integralnej, sztucznej inteligencji, kultury oraz odpowiedzialności obywatelskiej. Ich uczestnikami są nie tylko duchowni, lecz przede wszystkim filozofowie, ekonomiści, prawnicy, naukowcy, przedsiębiorcy i przedstawiciele administracji publicznej. Bernardyni nie przygotowują programu dla żadnego ugrupowania politycznego. Starają się natomiast tworzyć miejsce spokojnej refleksji nad pytaniami, które wykraczają poza rytm kolejnych kampanii wyborczych.
Istotną rolę odgrywają również Semaines sociales de France, jedna z najstarszych francuskich organizacji zajmujących się katolicką nauką społeczną. Od początku XX wieku gromadzi ona przedstawicieli różnych środowisk wokół tematów dotyczących pracy, rodziny, solidarności społecznej, demokracji, migracji czy odpowiedzialności państwa za dobro wspólne. Coroczne spotkania mają charakter otwartej debaty i od wielu lat uczestniczą w nich osoby reprezentujące bardzo różne poglądy polityczne. Nie chodzi o wypracowanie wspólnego programu wyborczego, lecz o pogłębienie refleksji nad problemami społecznymi, które później stają się przedmiotem dyskusji publicznej.
Wokół katolickiej nauki społecznej funkcjonuje także wiele stowarzyszeń, fundacji i czasopism, które przygotowują ekspertyzy dotyczące demografii, polityki rodzinnej, edukacji, migracji czy etyki nowych technologii. Ich wpływ trudno mierzyć liczbą przyjętych ustaw lub miejsc zdobytych w parlamencie. Znacznie częściej polega on na wprowadzaniu do debaty publicznej określonych kategorii myślenia – godności osoby ludzkiej, solidarności, pomocniczości czy odpowiedzialności za dobro wspólne. Są to pojęcia wywodzące się z chrześcijańskiej tradycji społecznej, ale od dawna obecne również w szerszej francuskiej refleksji nad państwem.
Charakterystyczne jest przy tym, że większość tych środowisk nie utożsamia się z jedną partią polityczną. W ich debatach uczestniczą przedstawiciele różnych nurtów życia publicznego, a proponowane rozwiązania często wykraczają poza tradycyjny podział na prawicę i lewicę. Dzięki temu organizacje inspirowane chrześcijaństwem stają się nie tyle zapleczem określonego obozu politycznego, ile jednym z uczestników szerokiej rozmowy o przyszłości Republiki.
To właśnie ten pluralizm odróżnia francuską debatę od uproszczonych obrazów przedstawiających ją wyłącznie jako konflikt pomiędzy konkurującymi partiami. Obok środowisk liberalnych, republikańskich, socjaldemokratycznych czy konserwatywnych istnieją także instytucje odwołujące się do tradycji religijnej. Wszystkie one uczestniczą w tworzeniu języka, którym później posługują się politycy.
Jednak krajobraz francuskiego społeczeństwa obywatelskiego byłby niepełny, gdyby pominąć jeszcze jedno środowisko od ponad dwóch stuleci obecne w życiu publicznym Republiki. Nie uczestniczy ono w wyborach jako odrębna siła polityczna i nie przedstawia własnych kandydatów, ale organizuje debaty, kongresy i konferencje poświęcone najważniejszym problemom państwa. Chodzi o francuskie obediencje masońskie, których rola od dawna jest elementem historii republikańskiej Francji.
Obediencje masońskie jako uczestnik debaty republikańskiej
Opisując francuskie życie publiczne, trudno pominąć środowiska masońskie. Temat ten od dziesięcioleci budzi emocje, często również poza Francją, gdzie wokół masonerii narosło wiele mitów i teorii spiskowych. Tymczasem w Republice większość głównych obediencji działa całkowicie jawnie. Publikują stanowiska, organizują konferencje, zapraszają dziennikarzy na część swoich wydarzeń i regularnie zabierają głos w sprawach dotyczących funkcjonowania państwa. Nie oznacza to, że odgrywają rolę ukrytego centrum decyzyjnego. Stanowią raczej jeden z wielu uczestników francuskiej debaty obywatelskiej.
Historycznie związki masonerii z życiem publicznym Francji sięgają XVIII wieku. W różnych okresach jej członkowie uczestniczyli w dyskusjach dotyczących edukacji, wolności sumienia, organizacji państwa czy relacji między Kościołem a Republiką. Szczególnie silny wpływ środowiska masońskie wywierały w czasach III Republiki, kiedy współtworzyły intelektualne zaplecze idei laickości, powszechnej edukacji oraz republikańskiego modelu państwa. Dzisiejsza Francja jest jednak krajem znacznie bardziej pluralistycznym niż sto lat temu, a masoneria funkcjonuje obok wielu innych środowisk uczestniczących w debacie publicznej.
Najbardziej znaną obediencją pozostaje Grand Orient de France, najliczniejsza obediencja masońska we Francji. Regularnie organizuje ona konferencje, seminaria i spotkania poświęcone takim zagadnieniom jak przyszłość demokracji, prawa obywatelskie, laickość państwa, bioetyka, edukacja czy rozwój nowych technologii. Jej stanowiska są publikowane i stają się przedmiotem publicznej dyskusji, podobnie jak opinie wielu innych organizacji społecznych.
Obok niej funkcjonują również Grande Loge de France, Grande Loge Nationale Française oraz kilka mniejszych obediencji reprezentujących odmienne tradycje i modele działania. Nie tworzą one jednolitego środowiska ani nie zajmują wspólnego stanowiska we wszystkich kwestiach politycznych. Różnią się historią, sposobem organizacji oraz podejściem do wielu problemów współczesnej Francji. Łączy je przede wszystkim przekonanie, że życie obywatelskie wymaga przestrzeni do prowadzenia refleksji nad sprawami publicznymi.
W okresach poprzedzających wybory prezydenckie środowiska masońskie, podobnie jak liczne stowarzyszenia zawodowe, organizacje religijne czy think tanki, organizują własne kongresy i debaty. Dyskutowane są podczas nich zagadnienia dotyczące przyszłości instytucji Republiki, jakości demokracji, edukacji, ochrony praw obywatelskich czy miejsca Francji w Europie. Ich celem nie jest wskazanie konkretnego kandydata ani przygotowanie programu wyborczego dla określonej partii. Znacznie częściej próbują one formułować stanowiska odnoszące się do wartości i zasad, które – w ich przekonaniu – powinny pozostać trwałym fundamentem republikańskiego porządku.
Warto podkreślić, że podobną aktywność prowadzą także liczne inne środowiska. Organizacje katolickie przygotowują własne konferencje poświęcone rodzinie, solidarności i etyce życia publicznego. Związki zawodowe przedstawiają propozycje reform rynku pracy. Organizacje przedsiębiorców publikują raporty dotyczące konkurencyjności gospodarki. Stowarzyszenia samorządowe opracowują rekomendacje dotyczące decentralizacji. W tym szerokim pejzażu obediencje masońskie są jedynie jednym z wielu uczestników debaty obywatelskiej.
Dla obserwatora z zagranicy może to być zaskakujące. W wielu krajach działalność masonerii pozostaje zjawiskiem stosunkowo mało widocznym lub ogranicza się do życia wewnętrznego poszczególnych lóż. We Francji jest inaczej. Część organizacji masońskich świadomie uczestniczy w dyskusji o sprawach publicznych, uznając ją za element własnej misji obywatelskiej. Ich głos nie ma charakteru rozstrzygającego, podobnie jak głos żadnej pojedynczej fundacji czy stowarzyszenia. Jest jednak częścią szerszego pluralizmu, który od dawna charakteryzuje francuską demokrację.
Opisując francuskie życie publiczne, warto więc unikać dwóch uproszczeń. Pierwszym byłoby pomijanie roli środowisk masońskich wyłącznie dlatego, że temat budzi emocje. Drugim – przypisywanie im wpływu, którego nie sposób udowodnić. Znacznie bliższe rzeczywistości jest spojrzenie, w którym masoneria stanowi jeden z elementów bogatego ekosystemu społeczeństwa obywatelskiego, współtworzącego debatę nad przyszłością państwa obok uczelni, fundacji, organizacji religijnych, związków zawodowych, przedsiębiorców i licznych stowarzyszeń obywatelskich.
To właśnie różnorodność tych środowisk sprawia, że francuska kampania prezydencka nie zaczyna się od pierwszego spotu wyborczego. Rozpoczyna się znacznie wcześniej – w wieloletniej rozmowie prowadzonej przez ludzi reprezentujących odmienne doświadczenia, tradycje i wizje Republiki.
Jak pomysł staje się programem, a program ustawą
Każda reforma państwa ma swoją historię. W debacie publicznej najczęściej dostrzegamy jej ostatni etap – moment, w którym rząd przedstawia projekt ustawy albo kandydat na prezydenta ogłasza nowy punkt programu wyborczego. To właśnie wtedy rozpoczyna się polityczny spór, pojawiają się komentarze mediów, reakcje opozycji i pierwsze sondaże. Można odnieść wrażenie, że pomysł narodził się niemal z dnia na dzień. W rzeczywistości droga prowadząca do tego momentu bywa znacznie dłuższa.
Najczęściej wszystko zaczyna się od diagnozy. Zmieniająca się sytuacja gospodarcza, nowe zjawiska społeczne, kryzys bezpieczeństwa, problemy demograficzne lub technologiczne sprawiają, że eksperci próbują odpowiedzieć na pytanie, czy dotychczasowe rozwiązania nadal odpowiadają potrzebom państwa. Tak rodzą się pierwsze analizy przygotowywane przez uczelnie, instytuty badawcze, administrację publiczną, organizacje społeczne lub think tanki. Nie mają one jeszcze charakteru programu politycznego. Są próbą zrozumienia problemu i opisania możliwych kierunków działania.
Następny etap stanowi publiczna dyskusja. Raport trafia do środowisk akademickich, fundacji, organizacji zawodowych, mediów opinii i stowarzyszeń obywatelskich. Pojawiają się polemiki, recenzje i alternatywne propozycje. Jedne rozwiązania zostają odrzucone, inne uzupełnione, jeszcze inne zyskują nowych zwolenników. Właśnie na tym etapie idee przestają być własnością autorów raportu. Stają się elementem szerszej debaty prowadzonej przez ludzi reprezentujących odmienne doświadczenia i poglądy.
Kolejnym ogniwem są konferencje, seminaria i szkoły letnie. To tam eksperci spotykają się z politykami, samorządowcami i przedstawicielami administracji. Rozwiązania, które wcześniej istniały jedynie w postaci analiz, zaczynają być konfrontowane z praktyką rządzenia. Burmistrz zwraca uwagę na problemy, których nie uwzględnili autorzy raportu. Przedsiębiorca wskazuje konsekwencje gospodarcze proponowanych zmian. Prawnik analizuje zgodność nowych rozwiązań z konstytucją. Ekonomista przelicza ich koszty. W efekcie pierwotny pomysł stopniowo dojrzewa.
Nie istnieje przy tym prosty ani automatyczny mechanizm prowadzący od raportu do programu wyborczego. Zdecydowana większość propozycji nigdy nie zostaje przejęta przez główne ugrupowania. Część okazuje się zbyt kosztowna, część napotyka sprzeciw społeczny, inne przegrywają z konkurencyjnymi diagnozami albo tracą aktualność pod wpływem wydarzeń. Wpływ instytucji idei nie polega więc na możliwości podyktowania politykom gotowej decyzji. Polega raczej na zwiększeniu prawdopodobieństwa, że określony problem zostanie zauważony, nazwany i włączony do debaty. Ostateczny wybór nadal należy do polityków, a następnie do obywateli.
Dopiero wtedy rozpoczyna się etap polityczny. Partie wybierają spośród wielu propozycji te, które najlepiej odpowiadają ich wizji państwa i oczekiwaniom wyborców. Część rozwiązań trafia do programów wyborczych niemal w niezmienionej postaci. Inne zostają uproszczone, połączone z kolejnymi pomysłami lub całkowicie odrzucone. Kandydaci nie są więc autorami wszystkich przedstawianych propozycji. Znaczna część z nich dojrzewała wcześniej w środowiskach eksperckich i obywatelskich.
Jeżeli dane ugrupowanie obejmuje władzę, rozpoczyna się kolejny etap. Program wyborczy zostaje skonfrontowany z realiami funkcjonowania państwa. Ministerstwa przygotowują projekty ustaw, korzystając z doświadczenia urzędników, ekspertów oraz konsultacji społecznych. Niektóre pomysły okazują się niemożliwe do zrealizowania, inne wymagają kompromisu, jeszcze inne dopiero na tym etapie zyskują ostateczny kształt. Proces legislacyjny staje się więc nie końcem, lecz kolejnym etapem długiej drogi, która rozpoczęła się często kilka lat wcześniej.
Po uchwaleniu ustawy cykl wcale się nie zamyka. Jej skutki analizują naukowcy, organizacje społeczne, media i think tanki. Powstają nowe raporty oceniające skuteczność reformy, wskazujące jej mocne strony oraz nieprzewidziane konsekwencje. W ten sposób rodzą się kolejne propozycje zmian, a cały proces rozpoczyna się od nowa. Demokracja nie jest więc serią odrębnych kampanii wyborczych. Jest nieustanną rozmową o państwie, której wybory stanowią jedynie najbardziej widoczny moment.
W tym właśnie sensie francuski model różni się od uproszczonego obrazu polityki jako rywalizacji liderów i partii. Kandydaci są ważni, ponieważ to oni podejmują decyzje i ponoszą za nie odpowiedzialność przed wyborcami. Jednak za każdą kampanią stoi znacznie większy świat ludzi, którzy nie pojawiają się na plakatach wyborczych. Profesorowie przygotowujący analizy, prawnicy opracowujący projekty zmian, ekonomiści badający skutki reform, przedsiębiorcy wskazujący bariery rozwoju, samorządowcy opisujący doświadczenia swoich wspólnot, organizacje obywatelskie formułujące postulaty, dziennikarze prowadzący wielomiesięczne debaty – wszyscy oni uczestniczą w procesie, którego finałem są wybory.
Z tej perspektywy Périclès przestaje być najważniejszym bohaterem opowieści. Staje się jednym z przykładów współczesnej ewolucji francuskiego życia publicznego. Podobnie jak Institut Montaigne, Fondation Jean-Jaurès, Terra Nova, Fondapol, Collège des Bernardins czy liczne organizacje społeczne pokazuje, że nowoczesna demokracja nie funkcjonuje wyłącznie dzięki instytucjom państwa. Potrzebuje również miejsc, w których można spokojnie myśleć o przyszłości, zanim rozpocznie się polityczna rywalizacja.
To właśnie dlatego kampania prezydencka we Francji zaczyna się znacznie wcześniej, niż wskazuje kalendarz wyborczy. Rozpoczyna się w chwili, gdy ktoś stawia pierwsze pytanie o przyszłość państwa. Wszystko, co wydarza się później – raporty, konferencje, szkoły letnie, programy, debaty telewizyjne i głosowanie – jest kolejnym etapem tej samej rozmowy.
Media opinii. Miejsce, w którym idee spotykają opinię publiczną
Pomiędzy światem ekspertów a światem polityki istnieje jeszcze jedno ogniwo, bez którego trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie francuskiej demokracji. Są nim media opinii. Nie zastępują one think tanków ani uczelni, nie pełnią również funkcji partii politycznych. Ich zadaniem jest coś innego: przeniesienie debat prowadzonych w środowiskach eksperckich do szerszej przestrzeni publicznej oraz poddanie ich krytyce ludzi reprezentujących różne doświadczenia i różne tradycje intelektualne.
Francja od dawna należy do państw, w których prasa opinii odgrywa wyjątkowo ważną rolę. Obok dzienników informacyjnych istnieją tytuły, które świadomie budują swoją pozycję jako miejsce spokojnej refleksji nad przyszłością państwa. Publikowane na ich łamach eseje, analizy i polemiki nie są jedynie komentarzem do bieżących wydarzeń. Często stają się kolejnym etapem procesu, który rozpoczął się wcześniej w think tankach, na uniwersytetach lub podczas konferencji eksperckich.
Dobrym przykładem jest Le Figaro, którego działalność wykracza daleko poza klasyczne dziennikarstwo polityczne. Oprócz codziennego relacjonowania wydarzeń redakcja organizuje debaty, konferencje i spotkania poświęcone najważniejszym wyzwaniom stojącym przed Francją i Europą. Współorganizowane z Fondation Tocqueville Conversations de Tocqueville są tylko jednym z przykładów tej aktywności. W ten sposób gazeta staje się nie tylko obserwatorem debaty, lecz również miejscem jej współtworzenia.
.Inny model reprezentuje Le Grand Continent. Pismo koncentruje się przede wszystkim na analizach geopolitycznych, europejskich i intelektualnych. Publikowane tam teksty mają często charakter długich esejów przygotowywanych przez naukowców, dyplomatów, ekonomistów czy byłych polityków. Ich celem nie jest szybkie komentowanie wydarzeń, lecz próba zrozumienia procesów, które będą wpływać na Europę przez kolejne lata. W podobny sposób funkcjonują również takie tytuły jak Commentaire, Esprit czy Revue des Deux Mondes, od dziesięcioleci stanowiące miejsce spotkania filozofów, historyków, prawników i ludzi kultury.
Znaczenie mediów opinii polega przede wszystkim na tym, że potrafią one połączyć dwa światy. Z jednej strony zachowują rygor intelektualny charakterystyczny dla środowisk akademickich i eksperckich. Z drugiej – kierują swoje teksty do czytelników zainteresowanych życiem publicznym, którzy nie uczestniczą na co dzień w seminariach uniwersyteckich ani konferencjach think tanków. Dzięki temu idee opuszczają zamknięty krąg specjalistów i stają się przedmiotem szerszej rozmowy społecznej.
Francuski model debaty publicznej opiera się również na założeniu, że pluralizm mediów stanowi dobro publiczne wymagające ochrony. Z tego powodu państwo od dziesięcioleci utrzymuje rozbudowany system wsparcia prasy, którego celem nie jest finansowanie określonych poglądów politycznych, lecz zachowanie różnorodności tytułów i zapewnienie obywatelom dostępu do wielu konkurujących ze sobą nurtów myślenia. Zasada ta wynika z konstytucyjnego obowiązku ochrony pluralizmu prądów myśli i opinii, który francuskie władze uznają za jeden z fundamentów demokracji.
System ten obejmuje zarówno pomoc pośrednią, jak i bezpośrednią. Do pierwszej kategorii należą przede wszystkim preferencyjna stawka podatku VAT dla prasy oraz mechanizmy wspierające kolportaż i dystrybucję. Drugą tworzą specjalne fundusze przeznaczone na ochronę pluralizmu, modernizację przedsiębiorstw prasowych, transformację cyfrową oraz wspieranie nowych przedsięwzięć redakcyjnych. Samo Ministerstwo Kultury podkreśla, że celem tych instrumentów jest rozwój dystrybucji, obrona pluralizmu oraz modernizacja sektora prasowego, a nie wspieranie określonej linii ideowej.
Skala tego wsparcia pokazuje znaczenie, jakie francuskie państwo przypisuje mediom. W 2024 r. pomoc przeznaczona bezpośrednio na pluralizm prasy wyniosła 23,4 mln euro i objęła 376 tytułów prasowych. Równocześnie na system wspierania transportu i dystrybucji prasy przeznaczono około 113 mln euro, a odrębne środki kierowane są do funduszy wspierających inwestycje, innowacje i transformację cyfrową wydawców. Beneficjentami są zarówno duże dzienniki, jak i mniejsze tytuły spełniające ustawowe kryteria prasy informacji politycznej i ogólnej (information politique et générale), niezależnie od reprezentowanej orientacji ideowej.
Mechanizm ten nie jest wolny od sporów. Część komentatorów uważa, że państwo nie powinno angażować się finansowo w rynek medialny, inni odpowiadają, że bez takiego wsparcia wiele tytułów opinii nie byłoby w stanie utrzymać działalności w warunkach dominacji platform cyfrowych i kurczącego się rynku reklamy. Niezależnie od oceny tych rozwiązań pozostaje faktem, że francuskie państwo traktuje media opinii jako element infrastruktury demokratycznej, podobnie jak szkolnictwo wyższe, instytucje kultury czy system badań naukowych. W ten sposób pluralizm informacji staje się nie tylko zasadą polityczną, lecz także przedmiotem świadomej polityki publicznej.
Czym jest status Information politique et générale (IPG)?
Jednym z kluczowych elementów francuskiego systemu wspierania prasy jest status Information politique et générale (IPG). Nie oznacza on określonej orientacji politycznej ani związku z jakąkolwiek partią. Jest kategorią prawną przyznawaną tytułom prasowym, których podstawową misją jest informowanie obywateli o sprawach życia publicznego i udział w debacie demokratycznej.
Aby uzyskać status IPG, redakcja musi spełnić określone kryteria dotyczące charakteru publikowanych treści, regularności wydawania oraz udziału materiałów poświęconych polityce, gospodarce, społeczeństwu, kulturze i sprawom publicznym. Status ten mogą otrzymywać zarówno dzienniki ogólnokrajowe, jak i tygodniki, miesięczniki czy media cyfrowe, niezależnie od reprezentowanej wrażliwości ideowej.
Posiadanie statusu IPG nie oznacza automatycznego finansowania działalności redakcyjnej. Umożliwia jednak dostęp do części instrumentów wsparcia przewidzianych przez państwo, takich jak fundusze na ochronę pluralizmu, modernizację, transformację cyfrową czy niektóre mechanizmy wspierające dystrybucję prasy. O przyznaniu pomocy decydują odrębne przepisy i procedury administracyjne.
Francuski model wychodzi z założenia, że pluralizm debaty publicznej jest wartością, której ochrona wymaga nie tylko gwarancji wolności słowa, ale również stworzenia warunków umożliwiających funkcjonowanie różnorodnych mediów opinii. Status IPG jest jednym z narzędzi realizacji tej polityki i od wielu lat pozostaje charakterystycznym elementem francuskiego systemu medialnego.
.To właśnie na łamach mediów opinii raport przygotowany przez think tank zaczyna żyć własnym życiem. Autorzy polemizują z jego tezami, historycy przypominają wcześniejsze doświadczenia, ekonomiści przedstawiają alternatywne rozwiązania, filozofowie stawiają pytania o wartości, które powinny towarzyszyć proponowanym reformom. W rezultacie debata staje się bogatsza, a politycy otrzymują nie jeden gotowy scenariusz działania, lecz wiele konkurujących ze sobą interpretacji.
Francuska tradycja prasy opinii pokazuje jeszcze jedną istotną rzecz. Demokracja potrzebuje miejsc, w których można prowadzić rozmowę wolniejszą od rytmu codziennych wiadomości. Kampanie wyborcze trwają kilka miesięcy, cykl informacyjny zaledwie kilka godzin, natomiast pytania dotyczące przyszłości państwa pozostają aktualne przez lata. To właśnie dlatego esej, analiza i pogłębiona dyskusja zajmują we Francji tak ważne miejsce obok klasycznego dziennikarstwa informacyjnego.
Francuskie państwo nie wspiera określonych idei. Stara się natomiast utrzymać warunki, w których różne idee mogą ze sobą konkurować. Właśnie dlatego obok uczelni, think tanków i organizacji obywatelskich także media opinii uznawane są za jeden z filarów demokratycznego ekosystemu Republiki.
W tym sensie media opinii zamykają obieg idei. To one sprawiają, że propozycje przygotowane przez ekspertów, organizacje obywatelskie i środowiska akademickie stają się częścią świadomej debaty publicznej. Dopiero wtedy mogą zostać przejęte przez polityków, poddane ocenie wyborców i – jeśli uzyskają demokratyczną legitymację – przekształcone w konkretne decyzje państwa.
Patrząc z tej perspektywy, francuska kampania prezydencka przypomina znacznie bardziej długą rozmowę niż serię następujących po sobie wydarzeń. Każde środowisko wnosi do niej własne doświadczenie, własny język i własne propozycje. Think tanki przygotowują diagnozy, uczelnie rozwijają refleksję naukową, organizacje społeczne przedstawiają postulaty obywateli, szkoły letnie konfrontują je z praktyką polityczną, media opinii czynią je przedmiotem ogólnonarodowej dyskusji, a partie polityczne wybierają spośród nich rozwiązania, które przedstawiają wyborcom. Dopiero wtedy rozpoczyna się właściwa kampania.
Ostatecznie nie istnieje jedno miejsce, w którym powstaje francuski program prezydencki. Jest on wynikiem spotkania wielu światów: administracji i społeczeństwa obywatelskiego, nauki i polityki, doświadczenia samorządów i analiz przygotowywanych w Paryżu, sporów prowadzonych na łamach mediów i rozmów odbywających się podczas konferencji oraz szkół letnich. Właśnie ta wielość pozwala zrozumieć, dlaczego przygotowanie wyborów we Francji trwa znacznie dłużej niż sama kampania.
Epilog. Demokracja zaczyna się przed wyborami
Patrząc na francuskie wybory prezydenckie z zewnątrz, łatwo ulec złudzeniu, że o przyszłości państwa decyduje kilka miesięcy kampanii wyborczej. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Kampania stanowi jedynie najbardziej widoczny fragment znacznie dłuższego procesu. Zanim kandydaci staną przed kamerami, zanim wyborcy przeczytają pierwsze programy, zanim pojawią się plakaty i sondaże, przez wiele miesięcy, a często przez wiele lat trwa spokojniejsza, mniej spektakularna, ale nie mniej istotna rozmowa o przyszłości Republiki.
Uczestniczą w niej ludzie, których nazwiska rzadko pojawiają się na pierwszych stronach gazet. Profesorowie analizujący zmiany społeczne, ekonomiści przygotowujący prognozy finansów publicznych, prawnicy zastanawiający się nad reformą instytucji, przedsiębiorcy opisujący bariery rozwoju, samorządowcy dzielący się doświadczeniem zarządzania miastami, organizacje obywatelskie przedstawiające oczekiwania różnych grup społecznych, dziennikarze prowadzący wielomiesięczne debaty oraz politycy gotowi słuchać argumentów, zanim podejmą decyzję o wpisaniu ich do własnych programów. To właśnie oni tworzą środowisko, bez którego wybory stałyby się jedynie konkursem haseł.
Francja nie jest pod tym względem państwem doskonałym. Jej instytucje podlegają krytyce, a proponowane reformy wywołują spory równie gwałtowne jak w innych demokracjach. Think tanki oskarżane są niekiedy o zbyt bliskie związki z określonymi środowiskami politycznymi. Organizacje obywatelskie bywają krytykowane za reprezentowanie interesów wybranych grup, a media opinii za promowanie określonej wizji państwa. Wszystkie te zastrzeżenia są elementem normalnej demokratycznej dyskusji. Nie zmieniają jednak zasadniczego faktu: francuska debata publiczna jest znacznie bogatsza niż sama rywalizacja partii politycznych.
To właśnie dlatego pojawienie się organizacji takich jak Périclès wywołuje tak duże zainteresowanie. Nie dlatego, że jedna fundacja miałaby zmienić bieg historii Francji. Znacznie ważniejsze jest pytanie, w jaki sposób współczesne społeczeństwa organizują przestrzeń, w której rodzą się idee. Périclès jest jedną z odpowiedzi na to pytanie. Institut Montaigne proponuje inną. Fondation Jean-Jaurès jeszcze inną. Terra Nova, Fondapol, Collège des Bernardins, Semaines sociales de France, organizacje przedsiębiorców, związki zawodowe czy środowiska republikańskie również tworzą własne odpowiedzi. Razem budują pluralistyczny krajobraz, w którym żadna instytucja nie posiada monopolu na definiowanie dobra wspólnego.
Można odnieść wrażenie, że we współczesnych demokracjach największą rolę odgrywa szybkość reakcji. Media społecznościowe przyzwyczaiły nas do przekonania, że polityka jest nieustannym ciągiem natychmiastowych odpowiedzi na kolejne wydarzenia. Francuskie doświadczenie przypomina jednak o czymś innym. Najtrwalsze reformy bardzo rzadko rodzą się w pośpiechu. Poprzedzają je długie miesiące analiz, sporów i korekt. Demokracja potrzebuje czasu nie dlatego, że jest nieskuteczna, lecz dlatego, że odpowiedzialne decyzje wymagają konfrontacji różnych punktów widzenia.
Być może właśnie w tym tkwi najważniejsza lekcja płynąca z francuskiego życia publicznego. Demokracja nie sprowadza się do aktu głosowania. Wybory są jej niezbędnym elementem, ale nie jedynym. Równie ważna pozostaje codzienna praca wykonywana pomiędzy kolejnymi kampaniami: badanie rzeczywistości, stawianie pytań, przygotowywanie propozycji reform, prowadzenie sporów i gotowość do wysłuchania argumentów ludzi myślących inaczej.
W tym sensie wybory prezydenckie w 2027 r. rozpoczęły się znacznie wcześniej, niż wskazuje kalendarz wyborczy. Rozpoczęły się w chwili, gdy francuskie uczelnie, fundacje, think tanki, organizacje obywatelskie, media opinii i środowiska społeczne zaczęły zadawać pytania o przyszłość państwa. To tam powstają idee, które później trafiają do programów wyborczych. To tam rodzi się język, którym politycy opisują rzeczywistość. I to tam, zanim jeszcze wyborcy oddadzą głos, rozpoczyna się najważniejsza część demokratycznej rozmowy.
Arkadiusz Jordan
Paryż





