Dlaczego finanse publiczne mogą rozstrzygnąć wybory prezydenckie we Francji w 2027 roku?

wybory prezydenckie Francja 2027 finanse publiczne

Dlaczego finanse publiczne mogą stać się jednym z najważniejszych tematów wyborów prezydenckich we Francji w 2027 roku? Analizujemy zadłużenie państwa, gospodarkę, demografię, programy głównych kandydatów oraz wyzwania, z którymi będzie musiał zmierzyć się przyszły prezydent Francji.

Francja wkracza w nową epokę kampanii wyborczych

Przez większą część ostatnich dwudziestu lat francuskie wybory prezydenckie rozstrzygały przede wszystkim pytania o bezpieczeństwo, imigrację, terroryzm, tożsamość narodową oraz miejsce Francji w integrującej się Europie. Każda kampania miała własny dominujący temat. W 2002 roku był nim szok związany z wejściem Jeana-Marie Le Pena do drugiej tury. W 2007 roku Nicolas Sarkozy przekonywał Francuzów, że kraj potrzebuje zerwania z politycznym bezruchem. W 2012 roku François Hollande obiecywał sprawiedliwość społeczną po kryzysie finansowym. W 2017 roku Emmanuel Macron budował projekt nowego centrum politycznego, a pięć lat później kampanię zdominowały wojna na Ukrainie, kryzys energetyczny oraz gwałtownie rosnąca inflacja.

Wszystkie te wybory miały wspólną cechę. Debata gospodarcza pozostawała ważna, ale rzadko stawała się osią całej kampanii. Kandydaci spierali się o wysokość podatków, reformę rynku pracy czy tempo wzrostu gospodarczego, jednak znacznie częściej wyborcy podejmowali decyzję pod wpływem kwestii bezpieczeństwa, migracji, polityki zagranicznej lub osobowości kandydatów.

Wybory prezydenckie w 2027 roku mogą okazać się pod tym względem przełomowe. Nie dlatego, że Francuzi przestaną interesować się bezpieczeństwem, migracją czy rolą państwa. Wręcz przeciwnie – wszystkie te zagadnienia pozostaną niezwykle ważne. Coraz więcej wskazuje jednak na to, że po raz pierwszy od wielu lat nad wszystkimi programami wyborczymi zawiśnie jedno wspólne pytanie: czy państwo francuskie będzie jeszcze w stanie je sfinansować?

To pytanie nie pojawia się przypadkiem. Francja rozpoczyna kampanię wyborczą z jednym z najwyższych poziomów zadłużenia w swojej historii, utrzymującym się od lat wysokim deficytem budżetowym, rosnącymi kosztami obsługi długu oraz coraz mniej korzystnymi prognozami demograficznymi. Jednocześnie państwo musi finansować modernizację sił zbrojnych, transformację energetyczną, utrzymanie rozbudowanego systemu ochrony zdrowia, edukacji, świadczeń społecznych i emerytur, a także odpowiadać na wyzwania związane z konkurencją gospodarczą ze strony Stanów Zjednoczonych i Chin.

Każdy z głównych kandydatów proponuje własną odpowiedź na te wyzwania. Marine Le Pen zapowiada zmianę priorytetów budżetowych. Édouard Philippe coraz wyraźniej buduje swój wizerunek wokół odpowiedzialności za państwo i stabilności finansów publicznych. Gabriel Attal przekonuje, że Francja potrzebuje nowego impulsu reform, który pozwoli odzyskać konkurencyjność gospodarki. Bruno Retailleau akcentuje konieczność ograniczenia wydatków oraz przywrócenia dyscypliny finansowej. Jean-Luc Mélenchon proponuje dalszą rozbudowę państwa opiekuńczego i zwiększenie wydatków publicznych. Między tymi projektami istnieją głębokie różnice ideowe, lecz wszystkie będą musiały zmierzyć się z tym samym ograniczeniem: możliwościami finansowymi państwa.

Dlatego coraz częściej głos zabierają ekonomiści, którzy przez wiele lat pozostawali na marginesie politycznej debaty. Jednym z nich jest Jean Peyrelevade – były wysoki urzędnik państwowy, były prezes Crédit Lyonnais i jeden z najbardziej doświadczonych francuskich ekonomistów. W książce La France du populisme au chaos ostrzega, że „w obecnym stanie francuski dług nie jest możliwy do utrzymania”, a kraj potrzebuje „terapii szokowej”, jeśli chce uniknąć głębokiego kryzysu finansów publicznych. Jeszcze mocniej brzmi jego diagnoza, że „niszczymy właśnie naszą gospodarkę”, ponieważ przez dziesięciolecia francuska polityka przyzwyczaiła się do myślenia, iż wzrost wydatków publicznych może zastępować wzrost gospodarczy.

.Jean Peyrelevade nie jest odosobniony. Podobne pytania coraz częściej pojawiają się w analizach ekonomistów, raportach instytucji publicznych i komentarzach francuskiej prasy. Nie oznacza to zgody co do sposobu rozwiązania problemu. Przeciwnie – spór staje się coraz ostrzejszy. Jedni uważają, że Francja powinna ograniczyć wydatki i przeprowadzić głębokie reformy państwa opiekuńczego. Inni przekonują, że konieczne jest zwiększenie inwestycji publicznych, nawet kosztem dalszego zadłużenia. Coraz mniej osób kwestionuje jednak sam fakt, że finanse państwa stają się jednym z najważniejszych ograniczeń przyszłej polityki.

To właśnie dlatego wybory prezydenckie w 2027 roku mogą okazać się pierwszymi od wielu dekad, w których o wiarygodności kandydatów zdecyduje nie tylko odpowiedź na pytania o migrację, bezpieczeństwo czy miejsce Francji w Europie, ale również zdolność przedstawienia przekonującego planu uzdrowienia finansów publicznych. W kampanii, która dopiero się rozpoczyna, coraz wyraźniej rysuje się bowiem nowy podział. Nie przebiega on wyłącznie między prawicą i lewicą ani między zwolennikami większego lub mniejszego państwa. Coraz częściej przebiega między tymi, którzy uznają, że obecny model finansowania francuskiego państwa osiągnął swoje granice, a tymi, którzy wierzą, że można go utrzymywać jeszcze przez kolejne lata.

Zrozumienie tej zmiany jest kluczem do zrozumienia całej kampanii prezydenckiej 2027. Spór o finanse publiczne nie będzie bowiem jedynie dyskusją ekonomistów. Może stać się osią, wokół której ułożą się wszystkie pozostałe debaty – od reformy emerytur i ochrony zdrowia, przez politykę przemysłową i obronność, aż po pytanie o miejsce Francji w zmieniającej się Europie i świecie.

Jak Francja doszła do obecnego kryzysu finansów publicznych?

Żaden z kandydatów ubiegających się o urząd prezydenta Republiki w 2027 roku nie rozpocznie swojej kadencji z czystą kartą. Niezależnie od tego, kto obejmie Pałac Elizejski, odziedziczy państwo zbudowane przez kolejne pokolenia polityków, których decyzje stopniowo zmieniały sposób funkcjonowania francuskiej gospodarki i finansów publicznych. Dzisiejszy poziom zadłużenia, wysokość wydatków publicznych czy trudności z finansowaniem systemu emerytalnego nie są skutkiem jednego kryzysu ani jednej kadencji prezydenckiej. Są rezultatem procesu trwającego od kilkudziesięciu lat.

Po zakończeniu II wojny światowej Francja budowała państwo, którego fundamentem miały być szybki rozwój gospodarczy, silna administracja oraz rozbudowany system zabezpieczenia społecznego. W latach określanych mianem Trente Glorieuses – trzydziestu lat wyjątkowo dynamicznego wzrostu gospodarczego – model ten wydawał się niezwykle skuteczny. Rosnąca produkcja przemysłowa, wysoka produktywność i korzystna struktura demograficzna sprawiały, że państwo mogło stopniowo rozszerzać zakres swoich obowiązków, nie wywołując przy tym głębokich napięć finansowych. Wysoki wzrost gospodarczy finansował rozwój państwa opiekuńczego.

Pierwsze pęknięcia pojawiły się w latach siedemdziesiątych. Kryzysy naftowe, spowolnienie gospodarcze i narastające bezrobocie zakończyły okres łatwego wzrostu. Francja nie zrezygnowała jednak z ambitnego modelu państwa. Kolejne rządy coraz częściej próbowały utrzymywać dotychczasowy poziom wydatków mimo słabnącej dynamiki gospodarki. To właśnie wtedy zaczął kształtować się mechanizm, który z biegiem czasu stanie się jedną z głównych cech francuskich finansów publicznych – trwała rozbieżność między tempem wzrostu wydatków a możliwościami ich finansowania.

Przełomowym momentem była prezydentura François Mitterranda. Zwycięstwo lewicy w 1981 roku przyniosło szeroki program nacjonalizacji, zwiększenia wydatków publicznych i rozbudowy państwa opiekuńczego. Już po dwóch latach rzeczywistość gospodarcza wymusiła jednak słynny tournant de la rigueur – zwrot ku dyscyplinie budżetowej. Francja nie porzuciła jednak swojego modelu społecznego. Od tego momentu niemal każda kolejna władza próbowała jednocześnie utrzymywać rozbudowane państwo i ograniczać jego koszty. Ta sprzeczność stała się jedną z trwałych cech francuskiej polityki.

Lata dziewięćdziesiąte i początek XXI wieku przyniosły kolejne reformy, ale żadna z nich nie zmieniła zasadniczego kierunku rozwoju państwa. Rząd Lionela Jospina wykorzystał okres dobrej koniunktury do finansowania nowych wydatków społecznych, wprowadzając między innymi 35-godzinny tydzień pracy, który do dziś pozostaje jednym z najbardziej dyskutowanych symboli francuskiej polityki gospodarczej. Krytycy tej reformy, wśród nich Jean Peyrelevade, uważają, że zamiast wykorzystać sprzyjającą sytuację do odbudowy finansów państwa, Francja zwiększyła swoje długoterminowe zobowiązania.

Prezydentura Nicolasa Sarkozy’ego przypadła na czas światowego kryzysu finansowego. Priorytetem stało się ratowanie gospodarki i systemu bankowego, co wymagało kolejnych interwencji państwa. François Hollande próbował pogodzić wysokie wydatki publiczne z większą sprawiedliwością podatkową, jednak jego kadencja nie przyniosła trwałej poprawy równowagi finansów publicznych. Emmanuel Macron obejmował urząd z zapowiedzią głębokiej modernizacji gospodarki i zwiększenia konkurencyjności Francji. Część reform została przeprowadzona, jednak kolejne kryzysy – pandemia COVID-19, kryzys energetyczny i skutki wojny na Ukrainie – doprowadziły do bezprecedensowego wzrostu wydatków państwa. Polityka quoi qu’il en coûte, która miała ochronić przedsiębiorstwa i miejsca pracy, pozwoliła ograniczyć skutki kryzysu, ale jednocześnie znacząco zwiększyła zadłużenie publiczne.

Historia francuskich finansów publicznych pokazuje więc, że kolejne rządy, niezależnie od politycznych barw, częściej przesuwały rozwiązanie problemów na przyszłość, niż podejmowały decyzje zdolne trwale przywrócić równowagę budżetową. Lewica rozbudowywała państwo opiekuńcze, prawica rzadko decydowała się na reformy odpowiadające skali wyzwań, a centrum Emmanuela Macrona próbowało godzić modernizację gospodarki z utrzymaniem wysokiego poziomu ochrony socjalnej. Każda z tych strategii przynosiła częściowe sukcesy, ale żadna nie rozwiązała podstawowego problemu: wydatki publiczne rosły szybciej niż zdolność gospodarki do ich trwałego finansowania.

To właśnie dlatego kampania prezydencka w 2027 roku będzie różniła się od poprzednich. Po raz pierwszy od wielu dekad niemal wszyscy główni kandydaci będą musieli odnieść się nie tylko do własnej wizji Francji, lecz również do dziedzictwa kilkudziesięciu lat polityki gospodarczej. W praktyce oznacza to konieczność odpowiedzi na pytanie, którego przez wiele kampanii starano się unikać: czy francuskie państwo może nadal funkcjonować w obecnym kształcie bez głębokiej reformy sposobu finansowania swoich zobowiązań?

Dlaczego wszyscy kandydaci obiecują więcej, niż państwo może dziś sfinansować?

Jedną z najbardziej charakterystycznych cech francuskich kampanii prezydenckich jest ich niezwykła obfitość programowa. Kandydaci niemal zawsze proponują nie tylko zmianę polityki państwa, ale również nowy model rozwoju kraju. Zapowiadają reformy szkolnictwa, ochrony zdrowia, wymiaru sprawiedliwości, obronności, polityki przemysłowej, transformacji energetycznej czy polityki rodzinnej. Francuski wyborca przyzwyczaił się do tego, że wybory prezydenckie są momentem formułowania wielkich projektów narodowych, a nie jedynie korekty bieżącej polityki rządu.

W kampanii 2027 ta logika pozostanie obecna. Równocześnie jednak po raz pierwszy od wielu lat wszystkie najważniejsze propozycje będą oceniane przez pryzmat pytania o ich finansowanie. Nie wystarczy już przekonać wyborców, że dany projekt jest potrzebny. Coraz częściej trzeba będzie również wykazać, że państwo rzeczywiście dysponuje środkami pozwalającymi go zrealizować bez dalszego pogłębiania zadłużenia.

Marine Le Pen buduje swój program wokół odbudowy autorytetu państwa, skuteczniejszej kontroli granic, zwiększenia bezpieczeństwa oraz wsparcia dla francuskiego przemysłu i klasy średniej. Każdy z tych celów oznacza jednak określone konsekwencje budżetowe. Wzmocnienie policji, wymiaru sprawiedliwości, administracji odpowiedzialnej za politykę migracyjną czy modernizacja sił zbrojnych wymagają wieloletnich nakładów liczonych w miliardach euro. Program Zjednoczenia Narodowego zakłada jednocześnie ograniczenie części podatków i składek, co rodzi pytanie o źródła finansowania proponowanych zmian.

Édouard Philippe przyjmuje odmienną strategię polityczną. Znacznie częściej mówi o odpowiedzialności państwa, stabilności instytucji i konieczności odbudowy zaufania do finansów publicznych. Nie oznacza to jednak, że jego projekt będzie wolny od kosztów. Modernizacja państwa, zwiększenie konkurencyjności gospodarki, inwestycje w przemysł, energetykę i obronność również wymagają znacznych środków finansowych. Różnica polega przede wszystkim na sposobie ich uzasadniania oraz tempie planowanych reform.

Gabriel Attal próbuje przedstawić się jako kandydat nowego pokolenia francuskiej polityki. Zapowiada przyspieszenie reform, większą elastyczność gospodarki oraz odbudowę zaufania do instytucji państwa. Także w jego przypadku zasadniczym wyzwaniem pozostaje jednak odpowiedź na pytanie, w jaki sposób finansować nowe priorytety przy jednoczesnym utrzymaniu wysokiego poziomu wydatków socjalnych, ochrony zdrowia i edukacji.

Bruno Retailleau od wielu miesięcy przekonuje, że Francja musi odzyskać dyscyplinę budżetową i ograniczyć wzrost wydatków publicznych. To stanowisko wydaje się najbliższe diagnozom przedstawianym przez Jeana Peyrelevade’a. Problem polega jednak na tym, że nawet głębokie reformy administracji i ograniczenie części wydatków nie rozwiążą wszystkich problemów wynikających ze starzenia się społeczeństwa, rosnących kosztów ochrony zdrowia oraz konieczności zwiększania nakładów na bezpieczeństwo i obronność.

Najdalej idącą alternatywę przedstawia Jean-Luc Mélenchon. Lider skrajnej lewicy proponuje dalszą rozbudowę państwa opiekuńczego, zwiększenie wydatków społecznych oraz znacznie większą rolę państwa w gospodarce. Zwolennicy tego modelu przekonują, że dodatkowe wydatki pobudzą wzrost gospodarczy i ograniczą nierówności społeczne. Krytycy odpowiadają, że przy obecnym poziomie zadłużenia oznaczałoby to dalsze zwiększanie presji na finanse publiczne i ryzyko utraty zaufania rynków finansowych.

Na pierwszy rzut oka programy głównych kandydatów wydają się więc niemal całkowicie odmienne. W rzeczywistości wszystkie prowadzą do tego samego miejsca. Francja potrzebuje większych inwestycji w bezpieczeństwo, obronność, przemysł, energetykę, edukację i ochronę zdrowia. Jednocześnie społeczeństwo oczekuje utrzymania wysokiego poziomu świadczeń społecznych oraz stabilności systemu emerytalnego. Coraz trudniej pogodzić te oczekiwania z możliwościami budżetu państwa.

To właśnie dlatego kampania prezydencka w 2027 roku może okazać się pierwszą od wielu dekad, w której najważniejszym pytaniem nie będzie już wyłącznie to, jaką Francję chcą zbudować kandydaci, lecz czy przedstawione przez nich projekty są finansowo wykonalne. W tej kampanii wiarygodność ekonomiczna może stać się równie istotna jak zdolność mobilizowania elektoratu, siła przekazu dotyczącego bezpieczeństwa czy stanowisko wobec migracji. Jeżeli tak się stanie, finanse publiczne przestaną być tematem ekspertów i ekonomistów. Staną się jednym z głównych kryteriów wyboru przyszłego prezydenta Republiki.

Demografia, emerytury i matematyka. Dlaczego następny prezydent Francji nie będzie miał łatwych decyzji

Żadna analiza francuskich finansów publicznych nie będzie pełna bez uwzględnienia zjawiska, które przez długi czas pozostawało poza centrum debaty politycznej. Tym zjawiskiem jest demografia. To ona w coraz większym stopniu decyduje o możliwościach finansowych państwa, tempie wzrostu gospodarczego oraz przyszłości systemu emerytalnego. W kampanii prezydenckiej 2027 może okazać się czynnikiem równie ważnym jak bezpieczeństwo, migracja czy polityka zagraniczna.

Przez większą część drugiej połowy XX wieku Francja korzystała z relatywnie korzystnej struktury demograficznej. Liczba osób aktywnych zawodowo rosła szybciej niż liczba emerytów, a wysoki poziom zatrudnienia pozwalał finansować rozbudowę państwa opiekuńczego. Model ten sprawiał wrażenie trwałego, ponieważ opierał się na założeniu, że każde kolejne pokolenie pracujących będzie liczniejsze lub przynajmniej równie liczne jak pokolenie przechodzące na emeryturę.

To założenie przestało być aktualne. Wydłużenie długości życia, spadek dzietności oraz zmieniająca się struktura wieku powodują, że na jednego emeryta przypada coraz mniej osób pracujących. Oznacza to rosnącą presję na system emerytalny, ochronę zdrowia oraz wszystkie te obszary finansów publicznych, które są bezpośrednio związane ze starzeniem się społeczeństwa. Nie jest to problem wyłącznie Francji. Podobne procesy obserwujemy w większości państw europejskich. We Francji nakładają się one jednak na wyjątkowo rozbudowany model państwa opiekuńczego, którego utrzymanie wymaga bardzo wysokich i stabilnych dochodów publicznych.

To właśnie dlatego reforma emerytalna stała się jednym z najbardziej konfliktowych tematów prezydentury Emmanuela Macrona. Podniesienie wieku przechodzenia na emeryturę wywołało wielomiesięczne protesty społeczne i pokazało, jak trudno prowadzić reformy, które z ekonomicznego punktu widzenia wydają się konieczne, lecz z politycznego są niezwykle kosztowne. Wybory w 2027 roku nie zakończą tego sporu. Przeciwnie – nowy prezydent będzie musiał zdecydować, czy kontynuować rozpoczęte zmiany, czy zaproponować zupełnie nowy model finansowania systemu emerytalnego.

Jean Peyrelevade należy do ekonomistów, którzy uważają, że obecny model wymaga głębokiej przebudowy. Nie ogranicza się przy tym do postulatu wydłużania aktywności zawodowej. Zwraca uwagę, że polityka rodzinna i demograficzna powinna zostać znacznie silniej powiązana z systemem emerytalnym. Proponuje między innymi stworzenie mechanizmu premiującego osoby wychowujące dwoje lub więcej dzieci. Jest to propozycja wykraczająca poza tradycyjny spór o wysokość składek czy wiek emerytalny. Oznacza próbę powiązania przyszłości finansów publicznych z długofalową polityką demograficzną.

Niezależnie od oceny tej propozycji warto zauważyć, że coraz więcej ekonomistów i demografów dochodzi do podobnego wniosku. Kryzys finansów publicznych nie jest wyłącznie skutkiem nadmiernych wydatków ani niewystarczających dochodów budżetowych. Jest również konsekwencją zmian strukturalnych zachodzących w społeczeństwie. Gospodarka może rozwijać się szybciej lub wolniej, stopy procentowe mogą rosnąć albo spadać, ale proces starzenia się ludności będzie oddziaływał na finanse państwa przez kolejne dziesięciolecia.

To właśnie tutaj spotykają się trzy wielkie debaty współczesnej Francji: gospodarka, demografia i polityka. Kandydaci mogą proponować odmienne rozwiązania dotyczące podatków, wydatków publicznych czy organizacji państwa, lecz żaden z nich nie będzie mógł pominąć faktu, że liczba osób finansujących system społeczny rośnie znacznie wolniej niż liczba jego beneficjentów. Matematyka nie zastępuje polityki, ale wyznacza granice możliwych decyzji.

Z tego powodu kampania prezydencka 2027 będzie różniła się od większości wcześniejszych kampanii. Dyskusja o finansach publicznych nie będzie już dotyczyć wyłącznie wysokości deficytu czy długu publicznego. Coraz częściej stanie się debatą o tym, jakiego państwa Francuzi oczekują w połowie XXI wieku i jakie koszty są gotowi ponieść, aby je utrzymać. Wybór przyszłego prezydenta będzie więc zarazem wyborem określonego modelu społecznego, gospodarczego i demograficznego.

To właśnie dlatego finanse publiczne mogą stać się jednym z najważniejszych tematów wyborów prezydenckich w 2027 roku. Nie dlatego, że wyborcy nagle zaczną interesować się wskaźnikami makroekonomicznymi. Dlatego, że za liczbami kryją się pytania o emerytury, ochronę zdrowia, politykę rodzinną, poziom życia kolejnych pokoleń oraz miejsce Francji w Europie. W ostatecznym rozrachunku kampania 2027 może okazać się nie tyle sporem o wysokość wydatków, ile debatą o trwałości francuskiego modelu państwa.

Dlaczego od wyborów we Francji zależą również finanse Europy

Francja jest drugą co do wielkości gospodarką strefy euro i jednym z dwóch państw, które od dziesięcioleci wyznaczają kierunek integracji europejskiej. Każda istotna decyzja podejmowana w Paryżu wykracza daleko poza granice Republiki. Dotyczy to również finansów publicznych. Od kondycji francuskiej gospodarki zależy nie tylko stabilność samej Francji, lecz także przyszłość całej Unii Europejskiej, wspólnej waluty oraz zdolność Europy do prowadzenia samodzielnej polityki gospodarczej i bezpieczeństwa.

W ostatnich latach europejska debata gospodarcza uległa głębokiej zmianie. Kryzys zadłużeniowy w strefie euro, pandemia COVID-19, wojna na Ukrainie oraz narastająca rywalizacja gospodarcza ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami sprawiły, że państwa członkowskie zaczęły ponownie dyskutować o granicach wspólnego zadłużania się, regułach fiskalnych oraz sposobach finansowania inwestycji strategicznych. W centrum tych rozmów niezmiennie znajduje się Francja.

To właśnie Paryż od lat opowiada się za większą zdolnością Unii Europejskiej do wspólnego finansowania projektów o znaczeniu strategicznym – od transformacji energetycznej, przez rozwój przemysłu i nowych technologii, po wzmacnianie europejskiego potencjału obronnego. Jednocześnie Francja sama należy do państw o najwyższym poziomie wydatków publicznych i jednym z największych zadłużeń w Europie. Ta podwójna rola – promotora głębszej integracji i kraju stojącego przed koniecznością uporządkowania własnych finansów – będzie jednym z najważniejszych wyzwań nowej prezydentury.

Nie bez znaczenia pozostają również relacje francusko-niemieckie. Przez dziesięciolecia to właśnie współpraca Paryża i Berlina stanowiła fundament najważniejszych decyzji gospodarczych podejmowanych w Europie. Dziś oba państwa znajdują się w okresie głębokich przemian. Niemcy poszukują nowego modelu wzrostu po kryzysie energetycznym i zmianach geopolitycznych, Francja zaś coraz wyraźniej odczuwa skutki narastającego zadłużenia oraz presji demograficznej. Od zdolności obu krajów do odbudowy własnej konkurencyjności zależeć będzie tempo rozwoju całej Unii Europejskiej.

Wybory prezydenckie we Francji w 2027 roku będą więc miały znaczenie znacznie wykraczające poza francuską politykę wewnętrzną. Przyszły prezydent będzie współdecydował o kierunku reform strefy euro, zasadach wspólnej polityki fiskalnej, finansowaniu europejskiej obronności oraz konkurencyjności europejskiej gospodarki wobec Stanów Zjednoczonych i Chin. Każda decyzja dotycząca francuskich finansów publicznych będzie miała jednocześnie wymiar europejski.

To właśnie dlatego kampania prezydencka w 2027 roku zasługuje na uwagę nie tylko francuskich wyborców. Dla całej Europy będzie ona odpowiedzią na pytanie, czy jedno z jej najważniejszych państw zdoła pogodzić utrzymanie ambitnego modelu społecznego z koniecznością odbudowy konkurencyjności gospodarki i stabilności finansów publicznych. W świecie narastającej rywalizacji geopolitycznej powodzenie lub niepowodzenie tej próby będzie miało znaczenie znacznie wykraczające poza granice Francji.

Jak rozpoznać, czy finanse publiczne rzeczywiście stają się głównym tematem kampanii?

Kampanie wyborcze rzadko zmieniają swój charakter z dnia na dzień. Najczęściej jest to proces stopniowy, w którym kolejne wydarzenia przesuwają środek ciężkości debaty publicznej. W przypadku wyborów prezydenckich we Francji w 2027 roku warto więc obserwować nie tylko sondaże poparcia dla kandydatów, lecz również sygnały świadczące o tym, że kwestie finansów publicznych zaczynają dominować nad innymi tematami.

Pierwszym z nich będzie język samych kandydatów. Jeżeli coraz częściej zamiast nowych obietnic zaczną mówić o konieczności wyborów, ograniczeń i priorytetów, będzie to oznaczało, że kampania weszła w nową fazę. Dotychczas francuscy politycy najczęściej konkurowali liczbą proponowanych reform. W kampanii 2027 równie ważna może okazać się umiejętność przekonania wyborców, że nie wszystkie oczekiwania da się zrealizować jednocześnie.

Drugim sygnałem będzie miejsce gospodarki w debatach telewizyjnych i wystąpieniach publicznych. Jeżeli pytania o bezpieczeństwo, migrację i politykę zagraniczną będą coraz częściej uzupełniane pytaniami o dług publiczny, wydatki państwa, system emerytalny czy finansowanie ochrony zdrowia, będzie to oznaczało, że finanse publiczne przestały być tematem ekspertów, a stały się osią kampanii wyborczej.

Trzecim elementem będą reakcje rynków finansowych oraz instytucji międzynarodowych. Rentowność francuskich obligacji, oceny agencji ratingowych, stanowiska Komisji Europejskiej, Europejskiego Banku Centralnego czy międzynarodowych organizacji gospodarczych nie przesądzą o wyniku wyborów, ale mogą istotnie wpływać na wiarygodność kandydatów. Im większa presja na finanse państwa, tym większe znaczenie będą miały pytania o sposób finansowania składanych obietnic.

Czwartym sygnałem będzie ewolucja samych programów wyborczych. Jeżeli kolejne propozycje będą zawierały nie tylko zapowiedzi nowych wydatków, lecz również szczegółowe wskazanie źródeł ich finansowania, będzie to oznaczało, że kampania wkroczyła w etap większej odpowiedzialności programowej. To właśnie wtedy okaże się, którzy kandydaci są gotowi przedstawić wyborcom pełny bilans swoich projektów, a którzy pozostaną przy ogólnych deklaracjach.

Wreszcie warto obserwować samych wyborców. Jeżeli badania opinii publicznej pokażą wzrost znaczenia takich zagadnień jak dług publiczny, podatki, emerytury, konkurencyjność gospodarki czy koszty utrzymania państwa, będzie to oznaczało, że francuska debata rzeczywiście wchodzi w nową fazę. Wówczas wybory prezydenckie w 2027 roku staną się nie tylko rywalizacją programów politycznych, lecz także sprawdzianem ekonomicznej wiarygodności kandydatów.

To właśnie z tego powodu nadchodzącą kampanię warto analizować nie tylko przez pryzmat sondaży i politycznych deklaracji. Równie ważne będą wskaźniki gospodarcze, decyzje budżetowe oraz sposób, w jaki kandydaci odpowiadają na pytanie o finansowanie swoich projektów. To one pokażą, czy Francja rzeczywiście wchodzi w epokę, w której o wyniku wyborów prezydenckich współdecydować będzie nie tylko polityka, lecz również ekonomia.

Pięć pytań, na które każdy kandydat będzie musiał odpowiedzieć

W kampanii prezydenckiej 2027 Francuzi będą oceniali kandydatów przez pryzmat ich osobowości, doświadczenia, zdolności przywódczych i odpowiedzi na pytania dotyczące bezpieczeństwa, migracji czy miejsca Francji w Europie. Coraz więcej wskazuje jednak na to, że po raz pierwszy od wielu lat równie ważne okażą się pytania dotyczące trwałości modelu finansowania państwa. Nie będą to pytania wyłącznie dla ekonomistów. Staną się one jednymi z podstawowych kryteriów oceny wiarygodności przyszłego prezydenta.

Pierwsze pytanie dotyczy granic wydatków publicznych. Przez dziesięciolecia kolejne rządy rozszerzały zakres działań państwa, odpowiadając na nowe oczekiwania społeczne. Dziś niemal każdy obszar życia publicznego – od ochrony zdrowia i edukacji po bezpieczeństwo, obronność, transformację energetyczną i politykę przemysłową – wymaga dodatkowych środków finansowych. Kandydaci będą musieli przekonać wyborców nie tylko, które z tych zadań uznają za priorytetowe, lecz również z jakich wydatków gotowi są zrezygnować lub jakie nowe źródła dochodów zamierzają stworzyć.

Drugie pytanie dotyczy starzenia się społeczeństwa. Demografia nie jest już prognozą odległej przyszłości, lecz jednym z najważniejszych czynników wpływających na finanse państwa. Każdy kandydat będzie musiał odpowiedzieć, jak zamierza zapewnić stabilność systemu emerytalnego i ochrony zdrowia w sytuacji, gdy liczba osób pobierających świadczenia rośnie szybciej niż liczba osób finansujących ich funkcjonowanie. Od tej odpowiedzi zależeć będzie trwałość całego francuskiego modelu społecznego.

Trzecie pytanie dotyczy wiarygodności obietnic wyborczych. Francuskie kampanie prezydenckie od zawsze były czasem ambitnych projektów i wielkich wizji. W 2027 roku sama atrakcyjność programu może jednak okazać się niewystarczająca. Coraz większe znaczenie będzie miało to, czy proponowane reformy są możliwe do sfinansowania bez dalszego zwiększania zadłużenia państwa. Ocenie podlegać będzie nie tylko kierunek zmian, ale również ich ekonomiczna wykonalność.

Czwarte pytanie dotyczy miejsca Francji w świecie. Wydatki na obronność, bezpieczeństwo, rozwój przemysłu, nowe technologie i transformację energetyczną nie są już wyłącznie wyborem politycznym. Stają się warunkiem utrzymania pozycji Francji jako jednego z najważniejszych państw Europy. Każda decyzja budżetowa będzie więc jednocześnie decyzją geopolityczną. Odpowiedź na pytanie o finanse publiczne stanie się również odpowiedzią na pytanie o przyszłą rolę Francji w Unii Europejskiej, NATO i światowej gospodarce.

Piąte pytanie dotyczy następnego pokolenia. Kampania 2027 będzie prowadzona przede wszystkim z myślą o problemach współczesnych Francuzów, ale jej konsekwencje wykraczać będą daleko poza jedną kadencję prezydencką. Decyzje dotyczące długu publicznego, emerytur, inwestycji, edukacji czy polityki rodzinnej będą oddziaływały przez następne dziesięciolecia. W istocie wybory prezydenckie będą więc rozstrzygały nie tylko o tym, kto obejmie urząd w Pałacu Elizejskim, lecz również o tym, jakie państwo odziedziczą kolejne pokolenia Francuzów.

To właśnie dlatego kampanii prezydenckiej 2027 nie należy postrzegać wyłącznie jako kolejnej rywalizacji między prawicą, centrum i lewicą. Będzie ona również debatą o granicach francuskiego modelu państwa, o zdolności gospodarki do finansowania społecznych oczekiwań oraz o odpowiedzialności polityków za decyzje, których skutki będą odczuwalne długo po zakończeniu jednej kadencji.

Jean Peyrelevade napisał, że Francja stoi przed koniecznością podjęcia decyzji, których przez wiele lat starano się unikać. Niezależnie od tego, czy wyborcy poprą Marine Le Pen, Édouarda Philippe’a, Gabriela Attala, Bruno Retailleau, Jean-Luca Mélenchona czy innego kandydata, to właśnie z tym dziedzictwem przyjdzie zmierzyć się przyszłemu prezydentowi Republiki. Kampania 2027 może więc przejść do historii nie dlatego, że przyniesie najbardziej spektakularną zmianę polityczną od wielu lat, lecz dlatego, że po raz pierwszy od zakończenia okresu powojennego wzrostu gospodarczego Francuzi zostaną zmuszeni do odpowiedzi na najbardziej podstawowe pytanie: jakie państwo są jeszcze w stanie wspólnie sfinansować?

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 12 lipca 2026