Jean Peyrelevade alarmuje. Francja niszczy własną gospodarkę przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku

Czy przyszły prezydent Francji będzie musiał przede wszystkim ratować finanse państwa? Jean Peyrelevade w książce, która już stała się bestsellerem ostrzega, że rekordowy dług, wysoki deficyt i słabnąca gospodarka mogą stać się jednym z najważniejszych tematów kampanii przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku.
Kampania 2027 w cieniu rekordowego długu
Kampania przed wyborami prezydenckimi we Francji dopiero nabiera tempa, ale jedno z najważniejszych pytań przyszłej debaty politycznej staje się już dziś nieuniknione. W jaki sposób następny prezydent zamierza sfinansować swoje obietnice? Jordan Bardella zapowiada głęboką zmianę kierunku polityki państwa, Édouard Philippe coraz częściej mówi o konieczności przywrócenia Francji wiarygodności i odpowiedzialności, Bruno Retailleau przekonuje, że kraj potrzebuje stabilności, mądrości w zarządzaniu i konkretnych reform, Jean-Luc Mélenchon proponuje dalszą rozbudowę wydatków publicznych. Nad wszystkimi tymi projektami unosi się jednak to samo pytanie: czy francuskie finanse publiczne są jeszcze w stanie je udźwignąć?
Na kilka miesięcy przed rozpoczęciem właściwej kampanii wyborczej głos w tej sprawie zabiera Jean Peyrelevade – były wysoki urzędnik państwowy, były prezes Crédit Lyonnais i jeden z najbardziej cenionych francuskich ekonomistów. W swojej najnowszej książce La France du populisme au chaos stawia diagnozę wyjątkowo pesymistyczną. Nie ostrzega przed problemami, które mogą pojawić się za kilkanaście lat. Ostrzega przed kryzysem, który – jego zdaniem – już się rozpoczął.
Jean Peyrelevade ostrzega przed kryzysem francuskiej gospodarki
„W obecnym stanie nasz dług nie jest możliwy do utrzymania” – pisze Jean Peyrelevade. W jego ocenie Francja znalazła się w sytuacji, w której odkładanie trudnych decyzji prowadzi wyłącznie do pogłębiania problemów. Dlatego przekonuje, że kraj potrzebuje dziś „terapii szokowej”, jeżeli chce uniknąć ryzyka poważnego kryzysu finansów publicznych.
To jednak nie zadłużenie jest najmocniejszym przesłaniem książki. Autor formułuje znacznie bardziej fundamentalny zarzut pod adresem francuskiego modelu gospodarczego. „Niszczymy właśnie naszą gospodarkę” – stwierdza. Jego zdaniem francuska debata publiczna od wielu lat traktuje przedsiębiorstwo przede wszystkim jako miejsce konfliktu między kapitałem a pracą, zamiast dostrzegać, że bez silnej gospodarki niemożliwe jest utrzymanie państwa opiekuńczego, wysokiego poziomu usług publicznych ani systemu zabezpieczenia społecznego.
„Dobrobyt społeczeństwa zależy całkowicie od możliwości jego aparatu produkcyjnego” – przypomina Peyrelevade. To przedsiębiorstwa tworzą miejsca pracy, zapewniają dochody obywatelom i finansują – bezpośrednio lub pośrednio – funkcjonowanie państwa. Tymczasem we Francji od dziesięcioleci utrwala się przekonanie, że praca i kapitał muszą pozostawać w nieustannym konflikcie.
Ekonomista uważa, że skutki tego sposobu myślenia stają się coraz bardziej widoczne. „Żyjemy z trwałym i wyraźnym niedostatkiem inwestycji przedsiębiorstw. W otwartej gospodarce jest to słabość, której nie da się naprawić” – ostrzega. W jego ocenie właśnie dlatego francuska gospodarka rozwija się wolniej od największych konkurentów, a państwo coraz częściej finansuje swoje wydatki kolejnymi emisjami długu.
Ekonomia wraca do centrum kampanii
Przez większą część ostatniej dekady francuskie kampanie wyborcze były zdominowane przez spory o imigrację, bezpieczeństwo, tożsamość narodową, miejsce islamu w Republice czy rolę Francji w Europie. Problemy gospodarcze nie zniknęły z debaty publicznej, lecz często schodziły na drugi plan, ustępując miejsca pytaniom o granice, przestępczość, terroryzm czy kryzys integracji. Dziś coraz więcej wskazuje na to, że wybory prezydenckie w 2027 roku będą pierwszymi od wielu lat, w których kwestie finansów państwa ponownie znajdą się w centrum politycznej konfrontacji.
Powód jest prosty. Francja wchodzi w kampanię z rekordowym poziomem zadłużenia publicznego, utrzymującym się wysokim deficytem budżetowym, rosnącymi kosztami obsługi długu oraz niekorzystnymi prognozami demograficznymi. Jednocześnie niemal wszyscy główni kandydaci proponują programy wymagające znacznych nakładów finansowych. Jedni chcą zwiększyć wydatki na obronność i bezpieczeństwo, inni na politykę społeczną, ochronę zdrowia, transformację energetyczną czy edukację. Coraz częściej pojawia się więc pytanie nie tylko o to, co należy zrobić, ale przede wszystkim z jakich środków zostanie to sfinansowane.
Jean Peyrelevade ostrzega przed kryzysem francuskiej gospodarki
To właśnie tutaj zaczynają się schody dla kandydatów ubiegających się o urząd prezydenta Republiki. Debata wyborcza będzie dotyczyła nie tylko kierunku zmian, ale również ich finansowania. Obywatele oczekują większego bezpieczeństwa, lepiej wyposażonych sił zbrojnych, skuteczniejszej ochrony granic, sprawniejszej służby zdrowia, wyższej jakości edukacji, wsparcia dla przemysłu i transformacji energetycznej. Wszystkie te cele cieszą się szerokim poparciem społecznym. Wszystkie jednak wymagają bardzo dużych nakładów finansowych.
Jordan Bardella zapowiada odbudowę autorytetu państwa, zwiększenie wydatków na bezpieczeństwo oraz głęboką zmianę priorytetów budżetowych. Édouard Philippe konsekwentnie buduje wizerunek polityka odpowiedzialności finansowej i wiarygodności państwa, przekonując, że Francja będzie musiała odzyskać zdolność do prowadzenia długofalowej polityki gospodarczej. Gabriel Attal mówi o konieczności przywrócenia dynamiki reform oraz zwiększenia konkurencyjności francuskiej gospodarki. Z kolei Jean-Luc Mélenchon proponuje dalsze rozszerzanie roli państwa i finansowanie nowych programów społecznych. Bruno Retailleau podkreśla potrzebę ograniczenia wydatków oraz przywrócenia dyscypliny finansów publicznych. Każda z tych wizji prowadzi jednak do tego samego pytania: w jaki sposób sfinansować proponowane zmiany przy rekordowym zadłużeniu i utrzymującym się od lat wysokim deficycie budżetowym?
Jean Peyrelevade nie odpowiada na pytanie, który z kandydatów ma rację. Zwraca jednak uwagę, że żadnego programu gospodarczego nie można już oceniać wyłącznie przez pryzmat atrakcyjności składanych obietnic. W jego przekonaniu kampania prezydencka w 2027 roku będzie pierwszą od wielu lat, w której matematyka finansów publicznych może okazać się równie ważna jak wielkie spory o bezpieczeństwo, migrację czy tożsamość narodową.
W tym właśnie kontekście książka Jeana Peyrelevade’a nabiera znaczenia wykraczającego daleko poza zwykłą debatę ekonomiczną. Autor nie przedstawia kolejnej propozycji reform ani programu wyborczego. Przypomina natomiast, że niezależnie od tego, kto po wyborach w 2027 roku obejmie urząd prezydenta Republiki, będzie musiał zmierzyć się z ograniczeniami, których przez wiele lat francuska polityka wolała nie dostrzegać. To właśnie dlatego jego diagnoza stała się jednym z najgłośniejszych głosów otwierających debatę o gospodarczym wymiarze nadchodzącej kampanii prezydenckiej.
Który kandydat przekona wyborców, że potrafi uzdrowić finanse państwa?
Znaczną część swojej książki Jean Peyrelevade poświęca krytyce francuskiej lewicy. Odpowiedzialnością za utrwalenie antykapitalistycznego sposobu myślenia obarcza zarówno dawne rządy socjalistyczne, jak i współczesnych ekonomistów utożsamianych z lewicą. „Triumfujący antykapitalizm produkuje biedę” – pisze. W innym miejscu dodaje, że Francja powinna „zbudować własny kapitalizm i przeciwstawić się fałszywym ideologiom Thomasa Piketty’ego, Gabriela Zucmana i ich zwolenników”.
Nie oznacza to jednak, że autor oszczędza prawicę. Zarzuca jej, że od lat ogranicza się do ogólnych deklaracji o konieczności zmniejszenia wydatków publicznych, nie przedstawiając wiarygodnej drogi dojścia do tego celu. Bardzo krytycznie ocenia również prezydenturę Emmanuela Macrona. Według Peyrelevade’a polityka „quoi qu’il en coûte”, prowadzona w czasie kolejnych kryzysów, jeszcze bardziej osłabiła dyscyplinę finansów publicznych i utrwaliła przekonanie, że państwo może stale zwiększać wydatki bez ponoszenia konsekwencji.
Autor nie poprzestaje na diagnozie. Postuluje odbudowę równowagi finansów publicznych poprzez reformę systemu emerytalnego, zmiany w finansowaniu ochrony zdrowia oraz zwiększenie dochodów państwa. Proponuje między innymi wprowadzenie premii emerytalnych dla osób wychowujących co najmniej dwoje dzieci, zwiększenie udziału pacjentów w kosztach leczenia oraz podwyższenie niektórych podatków. Nie ukrywa przy tym, że będą to decyzje politycznie trudne, ale – jego zdaniem – nieuniknione.
Książka Jeana Peyrelevade’a pojawia się w chwili, gdy kampania prezydencka dopiero się rozpoczyna, a większość kandydatów stara się przekonać wyborców do własnej wizji przyszłości Francji. Były prezes Crédit Lyonnais przypomina jednak, że przyszły gospodarz Pałacu Elizejskiego odziedziczy przede wszystkim rekordowe zadłużenie, wysoki deficyt i starzejące się społeczeństwo. Niezależnie od tego, czy zwycięzcą wyborów okaże się Jordan Bardella, Édouard Philippe, Gabriel Attal, Bruno Retailleau czy kandydat lewicy, już pierwsze miesiące nowej kadencji mogą zostać zdominowane nie przez realizację nowych obietnic wyborczych, lecz przez konieczność odpowiedzi na pytanie, jak przywrócić równowagę finansom państwa.
To właśnie dlatego pytanie o stan francuskich finansów publicznych może w najbliższych miesiącach przestać być wyłącznie przedmiotem dyskusji ekonomistów. Coraz więcej wskazuje na to, że stanie się jednym z głównych tematów kampanii prezydenckiej, a być może również jednym z kryteriów, według których wyborcy ocenią wiarygodność kandydatów do Pałacu Elizejskiego.
Arkadiusz Jordan
Paryż






