Marine Le Pen stawia na siebie. Jordan Bardella musi jeszcze poczekać [Nathaniel GARSTECKA]

Przewodnicząca grupy parlamentarnej Zjednoczenia Narodowego rozwiała wątpliwości dotyczące swojej politycznej przyszłości. Marine Le Pen ogłosiła, że to ona będzie kandydatką w wyborach prezydenckich w 2027 roku. Decyzję tę mogła podjąć po wtorkowym wyroku sądu apelacyjnego, który złagodził wobec niej karę zakazu kandydowania, choć jednocześnie potwierdził jej winę w sprawie „sprzeniewierzenia funduszy Parlamentu Europejskiego”.
Marine Le Pen wybrała swoją drogę
Wyrok zapadł. Decyzja polityczna również. Długo oczekiwany wyrok sądu apelacyjnego w Paryżu w sprawie „asystentów parlamentarnych Zjednoczenia Narodowego” i „sprzeniewierzenia funduszy Parlamentu Europejskiego” potwierdził winę Marine Le Pen. Jednocześnie zmniejszył karę zakazu kandydowania z pięciu lat do 45 miesięcy, z czego 30 miesięcy w zawieszeniu. Oznacza to, że liderka francuskiej prawicy będzie mogła ubiegać się o najwyższy urząd w państwie, ponieważ okres obowiązywania zakazu liczony jest od wyroku sądu pierwszej instancji, wydanego w marcu 2025 roku.
Sąd apelacyjny utrudnił jednak sytuację Marine Le Pen, skazując ją na rok pozbawienia wolności wykonywany w formie dozoru elektronicznego, a dodatkowo na dwa lata w zawieszeniu. Oznacza to, że prowadzenie skutecznej kampanii wyborczej staje się w takich okolicznościach wyjątkowo trudne. Córka Jean-Marie Le Pena została więc postawiona przed wyborem: kandydować, równocześnie prowadząc dalszą walkę przed sądem kasacyjnym w celu udowodnienia swojej niewinności, albo przekazać pałeczkę Jordanowi Bardelli, drugiej najważniejszej postaci w Zjednoczeniu Narodowym i potencjalnemu kandydatowi na prezydenta.
Wybrany został pierwszy z tych scenariuszy. Wieczorem tego samego dnia, na antenie telewizji TF1, Marine Le Pen oficjalnie ogłosiła swoją kandydaturę oraz zapowiedziała dalszą walkę prawną o oczyszczenie swojego imienia. O Jordanie Bardelli powiedziała, że „będzie doskonałym premierem”. Zapytana przez dziennikarza Gilles’a Bouleau, dlaczego zamierza kandydować mimo uznania jej za winną „sprzeniewierzenia funduszy”, odpowiedziała, że ostateczne słowo powinno należeć do Francuzów w demokratycznych wyborach. Według niej postępowanie kasacyjne nie zagrozi ani od strony prawnej, ani organizacyjnej jej kandydaturze.
Start kampanii wyborczej
Od wielu miesięcy we Francji trwała debata nad konsekwencjami wyroku apelacyjnego. Data 7 lipca 2026 roku była już wcześniej określana jako dzień faktycznego rozpoczęcia kampanii prezydenckiej, ponieważ właśnie wtedy miało się rozstrzygnąć, kto będzie kandydatem najsilniejszego ugrupowania politycznego we Francji. Zarówno Marine Le Pen, jak i Jordan Bardella zajmują czołowe miejsca w sondażach pierwszej tury, uzyskując od 34 do 37 proc. poparcia, wyraźnie wyprzedzając zajmującego drugie miejsce centrystę Édouarda Philippe’a, który osiąga od 18 do 20 proc. poparcia. Oboje reprezentują jednak odmienne strategie polityczne. Marine Le Pen jest postrzegana jako przedstawicielka bardziej socjalnego skrzydła Rassemblement National, natomiast Jordan Bardella reprezentuje nurt bardziej konserwatywno-liberalny.
Marine Le Pen atakuje „wielki kapitał” i „zglobalizowanych drapieżników”, jednocześnie twierdząc, że „islam jest kompatybilny z Republiką”. Jordan Bardella częściej posługuje się językiem liberałów gospodarczych i konserwatystów społecznych. Marine Le Pen otwarcie zabiega o elektorat klasy robotniczej rozczarowany lewicą i komunistami, podczas gdy Jordan Bardella szczególnie dobrze odnajduje się w środowiskach prawicowych komentatorów, przeciwników imigracji i krytyków wysokich podatków. Marine Le Pen pozostaje symbolem strategii „dediabolizacji” Rassemblement National, natomiast Jordan Bardella ma utrzymywać więź z bardziej tradycyjnym elektoratem prawicy.
Jednak rzeczywista liderka ugrupowania, mimo że formalnie funkcję przewodniczącego partii pełni Jordan Bardella, podjęła decyzję: to ona po raz czwarty od 2012 roku stanie do walki o urząd prezydenta Francji. Jordan Bardella musi jeszcze zdobyć doświadczenie i polityczną dojrzałość, a jednocześnie może w przyszłości stać się celem podobnych postępowań sądowych, które – zdaniem części obserwatorów – mogą odegrać istotną rolę w kampanii wyborczej. Wtorkowa decyzja Marine Le Pen oznacza więc, że plan sukcesji w Zjednoczeniu Narodowym został odłożony. Jordan Bardella pozostaje najważniejszym współpracownikiem liderki partii, ale na własny start w wyborach prezydenckich będzie musiał jeszcze poczekać.
Do czterech razy sztuka
Marine Le Pen jest jednym z najbardziej doświadczonych polityków francuskiej sceny politycznej. W wieku ośmiu lat przeżyła zamach bombowy, którego celem było zabicie jej ojca, Jean-Marie Le Pena, w Paryżu. Od 2011 roku kieruje najpierw Front National, a następnie Rassemblement National, przekształcając dawną partię skrajnej prawicy w największe ugrupowanie prawicowe we Francji.
Kandydowała już trzykrotnie w wyborach prezydenckich we Francji: w 2012 roku zajęła trzecie miejsce z wynikiem 17,9 proc., w 2017 roku uzyskała 21,3 proc. w pierwszej turze i 33,9 proc. w drugiej, natomiast w 2022 roku zdobyła odpowiednio 23,15 proc. i 41,45 proc. Pod jej przywództwem ugrupowanie osiągało kolejne rekordy w wyborach parlamentarnych: zaledwie dwóch deputowanych w 2012 roku, ośmiu w 2017 roku, osiemdziesięciu ośmiu w 2022 roku oraz 143 mandaty wraz z sojusznikami w 2024 roku. Wśród przyczyn tych spektakularnych sukcesów wskazuje się narastające niezadowolenie społeczne oraz pojawienie się bardziej radykalnych kandydatów prawicy, takich jak Éric Zemmour i jego partia Reconquête, którzy skupili na sobie znaczną część oskarżeń o „ksenofobię” i „skrajną prawicowość”.
Marine Le Pen nadal wierzy, że może zostać prezydentem Francji. Jednocześnie pozostaje obiektem licznych krytyk. Jej nazwisko wciąż kojarzy się części wyborców ze skrajną prawicą oraz wieloletnimi porażkami wyborczymi, zwłaszcza z przegranymi pojedynkami z Emmanuelem Macronem. Strategia „dediabolizacji” nie przekonuje również wielu historycznych działaczy prawicy. Z kolei potwierdzenie jej winy przez sąd apelacyjny może z jednej strony zniechęcić część wyborców, a z drugiej zmobilizować tych, którzy postrzegają tę sprawę jako przejaw „sędziowskiego zamachu stanu”.
Niepewność co do dalszego przebiegu postępowania kasacyjnego będzie także ograniczać możliwość swobodnego prowadzenia kampanii przez Zjednoczenie Narodowe. Trybunał kasacyjny zapowiedział jednak, że postara się wydać orzeczenie jeszcze przed początkiem 2027 roku. Dla Marine Le Pen będzie to jedyna szansa na oddalenie od siebie ciężaru skazania w sprawie „sprzeniewierzenia funduszy Parlamentu Europejskiego” przed wyborami prezydenckimi. Jeżeli kara dozoru elektronicznego nie zostanie zmieniona, prawicowa partia może ostatecznie zdecydować się na zmianę swojego kandydata.
Marine Le Pen podjęła już swoją decyzję. Ostateczny kształt kampanii prezydenckiej będzie jednak zależał od kolejnych rozstrzygnięć sądowych i od tego, czy Jordan Bardella rzeczywiście pozostanie jedynie kandydatem rezerwowym Zjednoczenia Narodowego.
Nathaniel Garstecka





