Kampania wielkiej niepewności. Dlaczego Jordan Bardella wciąż pozostaje Planem B

Jordan Bardella Plan B

Marine Le Pen ogłosiła, że będzie kandydować w wyborach prezydenckich we Francji w 2027 roku. Decyzja ta nie zakończyła jednak okresu niepewności, lecz otworzyła jego nowy rozdział. Skarga kasacyjna sprawia, że przez wiele miesięcy nad kampanią Zjednoczenia Narodowego będzie unosiło się pytanie nie o to, kto prowadzi w sondażach, ale o to, kto ostatecznie znajdzie się na karcie do głosowania. Dlatego Jordan Bardella pozostaje dla swojego ugrupowania nie tylko najważniejszym współpracownikiem Marine Le Pen, ale także politycznym Planem B.

.Nie jest to już wyłącznie problem prawny. To jeden z najważniejszych czynników wpływających na całą kampanię prezydencką we Francji. Po raz pierwszy od początku V Republiki jedna z głównych kandydatek może prowadzić kampanię, nie mając pewności, że będzie mogła doprowadzić ją do końca.

Skarga kasacyjna daje czas, ale nie daje pewności

Decyzja o wniesieniu skargi kasacyjnej była z politycznego punktu widzenia zrozumiała. Marine Le Pen zachowuje możliwość prowadzenia kampanii bez konieczności natychmiastowego odbywania kary w postaci dozoru elektronicznego. Może również podkreślać, że wyrok nie jest jeszcze ostateczny i że nadal walczy o oczyszczenie swojego imienia.

Jednocześnie ta sama decyzja tworzy zupełnie nową sytuację polityczną. Zamiast zamknąć spór, przenosi go na kolejne miesiące, być może aż do samego finiszu kampanii prezydenckiej.

Konstytucjonalista Benjamin Morel zauważa na łamach „Le Figaro”, że w krótkiej perspektywie jest to „bardzo zręczny manewr”. Dzięki skardze kasacyjnej Marine Le Pen pozostaje swobodna i może prowadzić kampanię. Zarazem jednak, jak podkreśla, strategia ta „może odwrócić się przeciwko niej”.

Kampania z wyrokiem w tle

Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada, że Sąd Kasacyjny wypowie się dopiero na początku 2027 roku. Wtedy kampania będzie już trwała pełną parą.

Jeżeli skarga zostałaby oddalona, Marine Le Pen mogłaby zostać objęta dozorem elektronicznym właśnie w najważniejszej fazie walki o Pałac Elizejski. Benjamin Morel stawia pytanie, które dobrze pokazuje wyjątkowość tej sytuacji: czy można wyobrazić sobie kandydatkę na prezydenta, która musi zwracać się do sędziego o zgodę na udział w telewizyjnej debacie między dwiema turami wyborów?

.Jeszcze dalej idzie drugi problem, o którym przypominają zarówno eksperci cytowani przez „Le Figaro”, jak i analiza prawna samego dziennika. Część prawników uważa bowiem, że wniesienie skargi kasacyjnej może doprowadzić do ponownego obowiązywania natychmiastowego wykonania pięcioletniego zakazu kandydowania orzeczonego w pierwszej instancji. Nie jest to pogląd powszechnie podzielany, ale sama możliwość takiej interpretacji oznacza, że niepewność prawna będzie towarzyszyła kampanii aż do chwili zatwierdzenia listy kandydatów w wyborach prezydenckich, a być może nawet dłużej.

Dlaczego Bardella pozostaje Planem B

Właśnie dlatego Jordan Bardella nie przestaje odgrywać kluczowej roli.

Po deklaracji Marine Le Pen nie stał się politykiem drugiego planu. Wręcz przeciwnie. Musi pozostawać gotowy do przejęcia odpowiedzialności za kampanię, gdyby sytuacja prawna liderki Zjednoczenia Narodowego ponownie się skomplikowała.

To stawia RN w niezwykle trudnym położeniu. Partia musi prowadzić kampanię tak, jakby Marine Le Pen na pewno była kandydatką, ale jednocześnie przygotowywać Jordana Bardellę tak, jakby w każdej chwili mógł zostać zmuszony do przejęcia jej miejsca. Zbyt silna ekspozycja Bardelli osłabiałaby pozycję Marine Le Pen. Zbyt mała mogłaby okazać się kosztowna, gdyby doszło do nagłej zmiany kandydata.

Benjamin Morel zwraca uwagę w „Le Figaro”, że duet Le Pen–Bardella funkcjonuje dobrze, ponieważ oboje trafiają do częściowo odmiennych grup wyborców. Marine Le Pen pozostaje symbolem wieloletniej drogi Zjednoczenia Narodowego do władzy. Jordan Bardella uosabia natomiast zmianę pokoleniową i przyszłość ugrupowania. Właśnie dlatego ich współistnienie jest dziś dla partii niezbędne.

Dwie kampanie prowadzone równocześnie

W praktyce oznacza to prowadzenie dwóch kampanii jednocześnie. Pierwszą prowadzi Marine Le Pen jako kandydatka na urząd prezydenta. Drugą, znacznie mniej widoczną, prowadzi Jordan Bardella, który musi utrzymywać swoją rozpoznawalność, budować wiarygodność i pozostawać gotowy do przejęcia całej kampanii, jeśli wymagałyby tego okoliczności. Nie może jednak sprawiać wrażenia, że już dziś przygotowuje się do zastąpienia Marine Le Pen.

To równowaga wyjątkowo trudna do utrzymania. W żadnej wcześniejszej kampanii prezydenckiej we Francji największa partia opozycyjna nie musiała przez tak długi czas funkcjonować z kandydatem głównym i kandydatem rezerwowym.

Kampania bez precedensu

Benjamin Morel przyznaje w rozmowie z „Le Figaro”, że gdyby sam pisał scenariusz serialu o wyborach prezydenckich, prawdopodobnie nie wymyśliłby tak skomplikowanej sytuacji. To zdanie dobrze oddaje atmosferę, w jakiej rozpoczyna się kampania 2027 roku.

Największym przeciwnikiem Marine Le Pen nie jest dziś bowiem ani Édouard Philippe, ani Gabriel Attal, ani Bruno Retailleau, ani Éric Zemmour, ani Jean-Luc Mélenchon. Jest nim także kalendarz sądowy. Każda decyzja Sądu Kasacyjnego, każda interpretacja przepisów i każde rozstrzygnięcie Rady Konstytucyjnej mogą zmienić układ sił dosłownie na kilka tygodni przed pierwszą turą głosowania.

Dlatego Jordan Bardella pozostaje Planem B. Nie dlatego, że Marine Le Pen przestała być kandydatką, lecz dlatego, że we Francji jeszcze nigdy od początku V Republiki nie było tak trudno odpowiedzieć na pytanie, kto rzeczywiście dotrwa do końca kampanii prezydenckiej.

Arkadiusz Jordan
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 9 lipca 2026