Kim jest Marcin ZARZECKI, przedstawiciel Prezydenta RP w RPP

Prezydent Karol Nawrocki powołał Marcina Zarzeckiego z dniem 22 grudnia 2025 r. w skład Rady Polityki Pieniężnej – podała Kancelaria Prezydenta RP. Zarzecki w latach 2019-2024 był prezesem Polskiej Fundacji Narodowej, a od 2024 wicedyrektorem w IPN.
.„Prezydent RP Karol Nawrocki postanowieniem z dnia 15 grudnia 2025 roku powołał Marcina Zarzeckiego z dniem 22 grudnia 2025 roku w skład Rady Polityki Pieniężnej. Wręczenie aktu powołania nastąpiło podczas uroczystości, która odbyła się w Pałacu Prezydenckim” – przekazano na stronie kancelarii prezydenta.
Kim jest Marcin Zarzecki?
.Dr Marcin Zarzecki – socjolog, statystyk, ekonometryk, metodolog nauk społecznych i ewaluator, nauczyciel akademicki.
Marcin Zarzecki pełnił funkcję zastępcy dyrektora Instytutu Socjologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, a w kadencji 2016–2019 roku był prodziekanem Wydziału Nauk Historycznych i Społecznych UKSW w Warszawie. W latach 2016–2018 prezes Polskiego Towarzystwa Ewaluacyjnego. W kadencji 2016–2023 w Radzie Instytutu Zachodniego im. Zygmunta Wojciechowskiego w Poznaniu.
Marcin Zarzecki to były doradca w Zespole konsultacyjnym ds. badań społecznych w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Pełnił funkcję zastępcy dyrektora Departamentu Własności Intelektualnej i Mediów MKiDN. W latach 2019–2024 prezes Zarządu Polskiej Fundacji Narodowej. Członek Rady do Spraw Cyfryzacji IV kadencji.
Marcin Zarzecki – nauczyciel akademicki, kierownik Zakładu Metodologii Badań Społecznych i Statystyki na Wydziale Społeczno-Ekonomicznym UKSW
Marcin Zarzecki do 2022 r. był nauczycielem akademickim w Krajowej Szkole Administracji Publicznej im. Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego w Warszawie. Prowadził wykłady m. in. w Katholische Universität Eichstätt-Ingolstadt. Absolwent programów i kursów m. in. z zakresu ekonometrii, analizy danych statystycznych, AI oraz finansów, realizowanych w partnerstwie z SAS, IBM, WTO, EDHEC, Société Générale, EY Academy of Business, IBD Business School.
Do 2025 roku Marcin Zarzecki pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Rady Nadzorczej Polskiego Radia – Regionalna Rozgłośnia w Poznaniu „Radio Poznań” S. A. Od 2022 w Radzie Programowej Ewaluacyjnego Think Tanku PTE.
Od 2024 roku wicedyrektor w Instytucie Pamięci Narodowej – Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Kieruje także Zakładem Metodologii Badań Społecznych i Statystyki na Wydziale Społeczno-Ekonomicznym UKSW. Recenzent periodyków „Statistics in Transition” oraz „Journal of Modern Science”.
Otrzymał Medal Instytutu Pamięci Narodowej „Reipublicae Memoriae Meritum”. Odznaczony przez Prezydenta RP Srebrnym Krzyżem Zasługi. W 2023 r. odznaczony przez Ministra Nauki i Edukacji Medalem „Zasłużony dla Nauki Polskiej Sapientia et Veritas” za wybitne osiągnięcia naukowe. Od Victims of Communism Memorial Foundation w Waszyngtonie, fundacji powołanej aktem Kongresu USA, otrzymał nagrodę The Flame of Liberty VOC.
Marcin Zarzecki to socjolog, statystyk, ekonometryk, metodolog nauk społecznych i ewaluator
.Dnia 20 grudnia tego roku upłynęła sześcioletnia kadencja Cezarego Kochalskiego jako członka RPP, który został powołany w grudniu 2019 r. przez prezydenta Andrzeja Dudę.
W skład Rady, oprócz przewodniczącego – Prezesa Narodowego Banku Polskiego, wchodzi dziewięciu członków powoływanych w równej liczbie przez Prezydenta RP, Sejm i Senat. Kadencja członka Rady wynosi 6 lat. Funkcję można pełnić tylko jedną kadencję.
Rada Polityki Pieniężnej m.in. ustala: wysokość stóp procentowych NBP, corocznie założenia polityki pieniężnej, stopy rezerwy obowiązkowej banków oraz spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych i wysokość jej oprocentowania. Określa też górne granice zobowiązań wynikających z zaciągania przez NBP pożyczek i kredytów w zagranicznych instytucjach bankowych i finansowych, zatwierdza plan finansowy NBP oraz sprawozdanie z działalności NBP, ustala zasady operacji otwartego rynku.
Jak pieniądz kolonizuje nasze życie
.W powszechnym myśleniu o pieniądzu kryje się osobliwe mniemanie – traktowanie go jako funkcjonalnego narzędzia, jakby był jedynie ekonomicznym ułatwieniem, nieingerującym w sposób, w jaki myślimy. Co znamienne, dyskusja o pieniądzach – o czymś, co przecież codziennie dotyczy każdego z nas – tak często wymyka się poważniejszej refleksji – pisze Marcin ZARZECKI.
Mówimy o rachunkach, kredytach, cenach, czasem o „inwestycjach”, ale rzadko o tym, jak pieniądz zmienia sposób, w jaki interpretujemy siebie nawzajem, jak myślimy o wspólnocie i o czasie, który mamy do dyspozycji. Jeszcze rzadziej o tym, jakie znaczenia przypisuje się do pieniędzy i jak wiele z tego, co uważamy za „naturalne”, jest w gruncie rzeczy wynikiem długiej historii sporów, kompromisów, prób i eksperymentów. Z antropologicznej perspektywy pieniądz nie jest neutralnym medium. Nie jest wyłącznie środkiem wymiany. Bardziej przypomina coś w rodzaju tkanki nerwowej nowoczesnych społeczeństw, choć często o tym nie myślimy. Można zasadnie stwierdzić, że pieniądz nie tyle opisuje świat, ile go konstytuuje.
Ekonomia neoklasyczna traktuje pieniądz jako neutralne velum – zasłonę nałożoną na realną gospodarkę wymian towarowych, medium pozbawione własnej sprawczości. Ta perspektywa, jakkolwiek elegancka, traci z perymetru wiele niuansów życia społecznego. Redukcjonistyczne ujęcia, mimo swojej użyteczności w modelach równowagi ogólnej, są formą episteme przemocy – w sensie, jaki nadał temu terminowi Michel Foucault. To założenie, skądinąd wygodne, pomija fakt, że pieniądz organizuje znacznie szersze obszary naszego świata – nie tylko handel, lecz także relacje społeczne, a nawet hierarchie moralne. I to właśnie owe obszary wydają się intrygujące, gdy analizujemy je w przekroju kulturowym i chronologicznym.
Ekonomia ortodoksyjna operuje mitologią założycielską – homo oeconomicus uwikłany w nieefektywność barteru wynajduje pieniądz z czysto praktycznych powodów. Jednak antropologia – od Marcela Maussa po Davida Graebera – konsekwentnie pokazuje coś odwrotnego. Wbrew potocznemu przekonaniu wzorzec barterowy jest w dużej mierze konstruktem akademickim. W źródłach archeologicznych i etnograficznych barter prawie nie występuje jako dominujący system wymiany. Ludzie wymieniali dobra, ale nad transakcjami dominowały rytuały, zobowiązania, formy wzajemności, w których ważniejsze było „kto komu jest winien” niż „ile jest wart towar X”. W kulturach tradycyjnych wartość nie była „obiektywna”, lecz zakorzeniona w relacjach społecznych. To zasadniczo zmienia punkt wyjścia. Pieniądz nie jest odpowiedzią na nieefektywność barteru, lecz na potrzebę kontrolowania zobowiązań w systemach, w których władza centralna pragnęła sprawować kontrolę społeczną. W tym sensie narodziny pieniądza są związane z porządkiem politycznym, a nie z logiką rynku. Dominacja i podporządkowanie wyprzedzają reguły gry rynkowej. Innymi słowy, opowieść prezentująca pieniądz jako naturalny produkt ewolucji rynkowej stanowi klasyczny przypadek projekcji teraźniejszych kategorii na przeszłość w celu legitymizacji obecnego porządku. David Graeber w Debt: The First 5,000 Years dokonuje rewersji – to nie handel generuje pieniądz, lecz państwo i religia. To ważna zmiana perspektywy, którą łatwo przeoczyć w mainstreamowej ekonomii. Sumeryjski szekel, grecki talent, rzymski denar – wszystkie te jednostki były pierwotnie wagowymi miarami długu wobec autorytetu centralnego.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/marcin-zarzecki-jak-pieniadz-kolonizuje-nasze-zycie/
Cyfrowe euro – rewolucja, która (być może) nie nadejdzie
.Europejski Bank Centralny pracuje nad cyfrową wersją wspólnej waluty. Projekt jest zaawansowany technicznie, kosztowny i politycznie zablokowany. Co tak naprawdę stoi za ambicją i barierami stworzenia nowego pieniądza ery cyfrowej? – pisze Marcin ZARZECKI na łamach „Wszystko co Najważniejsze”.
Historia cyfrowego euro to właściwie opowieść o próbie zachowania państwowej kontroli nad pieniądzem w erze, gdy granice między sektorem publicznym a prywatnym, między suwerennością a efektywnością stają się płynne. Przez wieki władza nad kreacją pieniądza była jedną z prerogatyw państwa. Gotówka – dotykalne, fizyczne banknoty i monety – pozostawała namacalnym symbolem władzy. Ale co w sytuacji, gdy pieniądz staje się sekwencją bitów? Gdy płatności odbywają się w aplikacjach kontrolowanych przez firmy z Doliny Krzemowej lub Shenzhen? Zmienia się nie tylko system wymiany pieniężnej, ale rekonfigurują się system społeczny i system polityczny.
Cyfrowa waluta banku centralnego (CBDC) nie jest kryptowalutą. Nie jest też prywatnym tokenem emitowanym przez korporacje technologiczne. Jest prawnym środkiem płatniczym, emitowanym przez bank centralny, denominowanym w walucie narodowej i objętym pełną odpowiedzialnością państwa.
W grudniu 2024 roku prezes Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde ogłosiła, że projekt cyfrowego euro wchodzi w finałowy etap przygotowań. Brzmi dobrze. Rzeczywistość, jak zwykle, jest bardziej skomplikowana. Projekt utknął w impasie politycznym. Państwa członkowskie zwlekają z niezbędnymi regulacjami, banki obawiają się utraty depozytów, a społeczeństwo – choć w 66 proc. deklaruje zainteresowanie – wyraża głębokie wątpliwości dotyczące kwestii prywatności. Historia cyfrowego euro to fascynujące studium tego, jak techniczna idea może ulec politycznym lękom i interesom ekonomicznym. To także narracje o marzeniu zachowania suwerenności monetarnej w świecie, w którym płatności cyfrowe zdominowały amerykańskie karty kredytowe i chińskie superaplikacje.
.W październiku 2020 roku EBC opublikował pierwszy raport o cyfrowym euro. Dokument był pełen zastrzeżeń, ale przesłanie było klarowne – Europa nie może pozwolić sobie na bierność wobec cyfrowej transformacji pieniądza. Użycie gotówki w strefie euro systematycznie maleje – pandemia ten proces jeszcze przyspieszyła. Według najnowszych danych SPACE 2024 21 proc. transakcji konsumenckich odbywa się już online, gdzie banknoty są bezużyteczne. Młodsze pokolenia w ogóle przestają nosić portfele. Ale to nie tylko kwestia wygody konsumentów. Kluczowy jest kontekst geopolityczny. W całej strefie euro nie istnieje jeden powszechnie używany europejski system płatności cyfrowych. Dominują amerykańskie Visa i Mastercard, w 15 z 20 krajów strefy euro nie funkcjonuje żaden krajowy system płatności w sklepach. Nasz europejski paradoks – wspólna waluta, ale rozdrobniona, zależna od zagranicznych gigantów infrastruktura płatnicza. I najważniejsze – Chiny. Chiński e-juan to dziś największy program pilotażowy CBDC na świecie. Do czerwca 2024 roku wartość transakcji osiągnęła 7 bilionów juanów (986 miliardów dolarów), obejmując 17 regionów/prowincji (province-level regions/provincial regions). To niemal czterokrotny wzrost w ciągu roku.
Czym właściwie jest cyfrowe euro? Cyfrowe euro miałoby być zobowiązaniem Europejskiego Banku Centralnego – tak jak banknot – ale w formie elektronicznej. To fundamentalna różnica wobec pieniędzy, które mamy dziś na kontach bankowych. Te są zobowiązaniami banków komercyjnych, nie banku centralnego. Kluczowa jest też funkcjonalność offline. EBC pracuje nad rozwiązaniem, które pozwoliłoby na płatności bezpośrednio między dwoma smartfonami bez połączenia z internetem, bez pośredników, bez możliwości śledzenia transakcji przez bank centralny. To coś, czego żaden istniejący system płatności cyfrowych nie oferuje. W teorii – prywatność gotówki połączona z wygodą transakcji.
Od listopada 2023 roku trwa dwuletnia „faza przygotowawcza” projektu. To precyzyjnie zaplanowana operacja. W styczniu 2024 EBC ogłosił pięć przetargów na dostawców komponentów technologicznych o łącznej maksymalnej wartości umów ramowych przekraczającej miliard euro. Wybrane firmy mają stworzyć system wykrywania oszustw (237 milionów euro), aplikacje dla dostawców usług płatniczych (154 miliony), instrument płatniczy offline (662 miliony) i inne kluczowe elementy infrastruktury. Całkowity koszt projektu do pierwszej emisji w 2029 roku? Około 1,3 miliarda euro. Kolejne koszty operacyjne to 320 milionów rocznie. Mamy tu co prawda rozbieżności między prognozami EBC i PwC, ale to i tak gigantyczne wydatki, które EBC porównuje do kosztów produkcji i dystrybucji banknotów. Argument jest prosty: cyfrowe euro, podobnie jak banknoty, to dobro publiczne, za które społeczeństwo płaci poprzez tzw. seniorat – dochód z emisji pieniądza.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/marcin-zarzecki-cyfrowe-euro-rewolucja-ktora-moze-nie-nadejdzie/
PAP/MB




