Koniec wojny w Iranie coraz bliżej?

Iran zgodził się, że nigdy nie pozyska broni jądrowej – przekazał 24 marca 2026 roku prezydent USA Donald Trump. Poinformował, że przedstawiciele Teheranu przesłali mu „bardzo znaczący prezent” związany z cieśniną Ormuz. Czy więc koniec wojny w Iranie się zbliża?
Koniec wojny w Iranie?
.Donald Trump wyjaśnił, że „sensowne” podejście władz w Iranie skłoniło go do zrezygnowania z uderzeń na irańskie elektrownie. – Wszystko zaczyna się od tego, że nie mogą mieć broni jądrowej (…). Zapytano mnie, jakie jest 10 najważniejszych punktów (porozumienia). Powiedziałem: no cóż, numer jeden, dwa i trzy to: nie mogą mieć broni jądrowej i nie będą jej mieć, i o tym właśnie rozmawiamy. Nie chcę mówić z góry, ale zgodzili się, że nigdy nie będą mieli broni jądrowej – powiedział Trump podczas rozmowy z dziennikarzami. Słowa te padły podczas ceremonii zaprzysiężenia Markwayne’a Mullina na nowego szefa ministerstwa bezpieczeństwa krajowego (DHS). Trump przestrzegł, że choć nie może tego zagwarantować, to „myśli, że wkrótce zakończy wojnę”.
Powiedział też o tajemniczym prezencie, jaki miał otrzymać od Irańczyków.
– Wczoraj zrobili coś niesamowitego. Właściwie dali nam prezent, który dotarł dzisiaj. To był bardzo duży prezent, wart ogromnej sumy pieniędzy. I nie powiem wam, co to był za prezent, ale to była bardzo znacząca nagroda – powiedział. Dodał później, że ma ona związek z cieśniną Ormuz. Pytany o swoje wcześniejsze zapowiedzi, że USA będą kontrolować żeglugę przez cieśninę, Trump odparł, że Stany Zjednoczone „będą kontrolować, co będą chciały”.
Zaznaczył, że rozmowy z Irańczykami wciąż trwają, a oprócz jego wysłannika Steve’a Witkoffa i zięcia Jareda Kushnera uczestniczą w nich sekretarz stanu Marco Rubio i wiceprezydent J.D. Vance.
Mimo zaprzeczeń ze strony Iranu na temat podjęcia negocjacji Trump zapewniał, że Iran bardzo chce porozumienia, dodając, że nie dziwi się temu, bo siły Teheranu są całkowicie zniszczone.
– Swobodnie poruszamy się Teheranie (…). Możemy robić, co chcemy. I jak wiecie, dzisiaj mieliśmy mieć przywilej uderzenia w ogromną elektrownię, jedną z największych na świecie. I jeden strzał w odpowiednie miejsce, niszczy elektrownię, która się zawala. Ale my wstrzymaliśmy się na podstawie tego, że negocjujemy – mówił.
Donald Trump przekonywał, że USA i Izrael praktycznie doprowadziły już do „zmiany reżimu” w Teheranie, zabijając dwie grupy irańskich przywódców. – Zabiliśmy wszystkich ich przywódców, a potem spotkali się, aby wybrać nowych przywódców, i zabiliśmy ich wszystkich. A teraz mamy nową grupę i możemy im też to łatwo zrobić, ale zobaczmy, jak się potoczą ich losy – ciągnął Trump. – To jest prawdziwa zmiana reżimu. Wiecie, to zmiana reżimu, ponieważ przywódcy są bardzo różni od tych, z którymi zaczynaliśmy, którzy stworzyli wszystkie te problemy – dodał.
Kwestia Iranu jest w istocie kwestią Chin
.Operacja Epic Fury to pierwszy akt stulecia Indo-Pacyfiku. Niestety, nie ostatni – pisze Michał KŁOSOWSKI. Relacje z Iranem najczęściej opisuje się jako problem nierozprzestrzeniania broni nuklearnej, kwestie sponsorowania terroryzmu, rywalizacji z Izraelem albo po prostu jako problem regionalnego destabilizatora. Każde z tych ujęć dotyka oczywiście realnego problemu, ale żadne nie oddaje tego, co w tej sprawie jest najważniejsze. Program nuklearny, sieć milicji rozciągająca się od Libanu po Jemen czy pytanie o architekturę bezpieczeństwa Zatoki Perskiej nabierają pełnego znaczenia dopiero wtedy, gdy spojrzy się na nie przez pryzmat wielkiej strategii Chin.
Pekin bowiem od lat, inwestując miliardy dolarów, wspierał Iran jako strukturalny element chińskiej pozycji w regionie. Wiele wydarzeń na Bliskim Wschodzie staje się zrozumiałych dopiero w świetle tego faktu. Dlatego właśnie amerykańsko-izraelska operacja „Epic Fury” jest pierwszą kampanią militarną, która realnie zagraża temu układowi. Uderzając bezpośrednio w Iran, administracja prezydenta Donalda Trumpa – czy to świadomie, czy wywołując skutek uboczny swoich działań – podważa jeden z filarów chińskiej architektury regionalnej: zapewnianie pokoju i rozwoju. Czas, by powiedzieć to wprost. W czerwcu 2025 roku bowiem, kiedy Izrael rozpoczął operację „Rising Lion”, dwunastodniową kampanię precyzyjnych uderzeń, w której zniszczono irańskie instalacje wzbogacania uranu, zabito ponad trzydziestu wysokich rangą dowódców i kilkunastu naukowców związanych z programem nuklearnym; Stany Zjednoczone przeprowadziły wówczas bezpośrednie ataki na trzy obiekty atomowe. Mit możliwości odstraszania Islamskiej Republiki Iranu, budowany przez cztery dekady, rozpadł się w ciągu kilkunastu dni.
Pod koniec grudnia 2025 roku w całym Iranie wybuchły największe protesty od 1979 roku. Obejmowały wszystkie 31 prowincji i były następstwem załamania gospodarczego oraz przekonania społeczeństwa, że reżim nie jest już tak silny, jak kiedyś. W styczniu 2026 roku władze odpowiedziały masakrą, w której zginęły tysiące ludzi. Unia Europejska uznała wówczas Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej za organizację terrorystyczną, co jeszcze bardziej pogłębiło międzynarodową izolację Teheranu. Według wszelkich klasycznych kryteriów Islamska Republika Iranu jest dziś słabsza niż kiedykolwiek wcześniej. Chiny jednak pomagają ją utrzymywać. W ostatnich tygodniach pojawiły się informacje, że Teheran jest bliski finalizacji zakupu chińskich naddźwiękowych pocisków przeciwokrętowych, zdolnych zagrozić amerykańskim lotniskowcom gromadzącym się w Zatoce Perskiej – kiedy piszę te słowa, trzeci z nich zmierza w kierunku rejonu konfliktu. Wcześniej chińscy dostawcy wysłali do portu Bandar Abbas ponad tysiąc ton nadchloranu sodu – kluczowego składnika paliwa rakietowego – co pozwala odbudować znaczną część arsenału rakiet balistycznych zniszczonego wcześniej przez Izrael. Aby zrozumieć, dlaczego Pekin podejmuje takie działania i co to oznacza dla Stanów Zjednoczonych, trzeba spojrzeć szerzej, poza sam Iran, na globalną rywalizację, w której kraj Persów jest tylko jednym z elementów.
Relacja ta zaczyna się od ropy. Chiny kupują ok. 90 procent irańskiego eksportu ropy naftowej, płacąc za nią znacznie mniej, niż wynosi cena rynkowa. Transport odbywa się przy użyciu tzw. „floty cieni”: tankowce wyłączają transpondery i zmieniają oznaczenia ładunku, który formalnie trafia na rynek jako ropa z Malezji czy Indonezji, omijając w ten sposób amerykańskie sankcje. Od 2021 roku wartość tych zakupów przekroczyła 140 miliardów dolarów. To właśnie dzięki temu Iran nie zbankrutował.
Dla Pekinu to układ niemal idealny, podobnie jak importowanie surowców z Rosji, co pozwala Władimirowi Putinowi finansować wojnę z Ukrainą. Model jest ten sam. Otrzymuje się tanią ropę dla gospodarki przemysłowej, oszczędzając miliardy dolarów rocznie, a w zamian zdobywa się trwały wpływ na państwo liczące dziewięćdziesiąt milionów mieszkańców (Iran), położone przy najważniejszym energetycznym szlaku świata. Teheran odcięty od większości globalnej gospodarki nie ma dokąd się zwrócić.
Gdy w 2016 roku ajatollah Ali Chamenei przyjmował w Teheranie Xi Jinpinga, nazwał dwudziestopięcioletnie irańsko-chińskie partnerstwo strategiczne „całkowicie słusznym i roztropnym”, dodając przy tym, że „zachodnie rządy nigdy nie zdobyły zaufania narodu irańskiego”. Nie była to jedynie kurtuazja wobec gościa.
LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/michal-klosowski-kwestia-iranu-jest-w-istocie-kwestia-chin/
PAP/ Oskar Górzyński/ LW





