Logistyka NATO w fazie rozbudowy

Choć Polska i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej są w NATO od ponad 20 lat, infrastruktura sojusznicza, także logistyczna, nadal pozostaje w fazie rozbudowy lub projektowania. Realizacja projektów w tym obszarze ma zasadniczy wpływ na zdolności defensywne Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Do realizacji zadań logistycznych na rzecz sił zbrojnych tworzy się wyspecjalizowane jednostki
.Szef Połączonego Dowództwa Wsparcia NATO (JSEC) generał Kai Rohrschneider powiedział w zeszłym tygodniu w wywiadzie dla agencji Reutera, że Sojusz powinien rozbudować sieć rurociągów paliwowych tak, aby w wypadku konfliktu zbrojnego umożliwić dostarczanie paliwa także do państw wschodniej flanki NATO. Kraje te, w tym Polska, zostały przyjęte do Sojuszu w 1999 roku lub później.
„Uważam, że konieczne jest doprowadzenie sieci rurociągów aż do Polski i sądzę, że należy znaleźć rozwiązanie dla trzech krajów bałtyckich” – powiedział Rohrschneider, dodając, że potrzebna jest dalsza rozbudowa tego rodzaju infrastruktury w kierunku Finlandii na północy oraz Rumunii na południowym wschodzie.
Wspomniana sieć rurociągów powstała w czasach zimnej wojny. Ma łączną długość ok. 10 tys. km i obejmuje obecnie 12 krajów, kończąc się w zachodniej części Niemiec, które do 1989 roku były państwem frontowym NATO. Obsługuje instalacje wojskowe, takie jak amerykańska baza Ramstein w RFN, jak również lotniska cywilne np. we Frankfurcie przy założeniu, że w przypadku wojny cywilne porty lotnicze miałyby pełnić funkcje wojskowe.
Za zmianą sytuacji geopolitycznej – rozpadem ZSRR i Układu Warszawskiego (1991) i wstąpieniem do NATO krajów Europy Środkowo-Wschodniej (1999 – pierwsze trzy kraje, tj. Polska, Czechy i Węgry) nie poszła rozbudowa infrastruktury wojskowej NATO, a przynajmniej nie na dużą skalę. Tymczasem w sytuacji zagrożenia lub agresji na któreś z państw członkowskich – i konieczności realizacji operacji obronnej, opartej o artykuł piąty Traktatu Waszyngtońskiego – sprawnie działająca logistyka byłaby kluczowym czynnikiem pozwalającym na realizację działań sił sojuszniczych, wysłanych do wsparcia obrony zagrożonych państw.
Żadna operacja wojskowa nie może być realizowana bez sprawnych dostaw paliwa i amunicji, a w dłuższej perspektywie także części zamiennych oraz w przypadku gorącej fazy konfliktu ewakuacji rannych i uszkodzonego sprzętu. Dzienne zapotrzebowanie nowoczesnego czołgu na paliwo w przypadku realizacji aktywnych działań bojowych to ok. 1800-2000 litrów (batalion czołgów w krajach zachodnich to zwykle 44 lub 58 wozów), co sprawia, że w przypadku dużych jednostek szczebla brygady (łącznie to co najmniej kilkaset pojazdów) należy brać pod uwagę potrzeby rzędu setek tysięcy litrów na dobę.
Do realizacji zadań logistycznych na rzecz sił zbrojnych tworzy się wyspecjalizowane jednostki (szczebla batalionu lub brygady), które zapewniają możliwość zaopatrywania sił na polu walki. Rozbudowana stała infrastruktura jest znaczącym ułatwieniem w realizacji tego rodzaju działań. Sprawdza się lepiej niż transport paliw na duże odległości koleją lub cysternami na podwoziu kołowym, które w sytuacji kryzysu lub wojny są dużo bardziej narażone na zniszczenie lub uszkodzenie np. w wyniku aktów dywersji wymierzonych w szlaki transportowe jak i same pojazdy, co jest istotne także wobec aktualnego rozwoju zastosowania dronów rozpoznawczych i uderzeniowych, również o dużym zasięgu.
Czy logistyka NATO jest gotowa na wojnę?
.Wobec wzrastającego poziomu zagrożenia ze strony Rosji dla krajów NATO, w 2014 roku powstało wspomniane dowództwo JSEC – jego siedzibą jest miasto Ulm w Niemczech. Założeniem jego funkcjonowania jest poprawa poziomu sprawności i stopnia gotowości krajów członkowskich do działań w przypadku konfliktu, przede wszystkim na wschodniej flance NATO. W takim scenariuszu, zgodnie z obowiązującymi planami, do kraju (krajów) zagrożonych atakiem lub będących jego celem zostałyby przerzucone siły sojusznicze – w pierwszej kolejności lekkie jednostki (np. sił specjalnych czy powietrznodesantowych), ale z czasem (w ciągu kilku tygodni) także ciężkie jednostki pancerne i zmechanizowane, wymagające znacznie bardziej rozbudowanych dostaw i zaplecza logistycznego. Potrzeby te byłyby tym większe, im dłużej trwałyby działania zbrojne w ramach takiego konfliktu.
W październiku 2025 roku została podpisana umowa zakładająca budowę rurociągu paliwowego z Niemiec do bazy spółki PERN pod Bydgoszczą w ramach należącej do Sojuszu sieci CEPS (Central Europe Pipeline System). Nowy odcinek ma mieć długość 300 km, a jego budowa rozpocznie się po uzyskaniu zgody Rady Północnoatlantyckiej i krajów członkowskich NATO.
„W efekcie planowanej rozbudowy infrastruktury paliwowej nastąpić ma zwiększenie możliwości magazynowania i rotacji paliw oraz skrócenie do minimum czasu niezbędnego do przyjęcia masowych ilości produktów ropopochodnych” – powiedział generał Dariusz Mendrala, szef Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych w wywiadzie dla portalu Defence24.pl.
Podobne znaczenie ma także rozbudowa i modernizacja infrastruktury drogowej, kolejowej oraz lotnisk – każda tego rodzaju inwestycja będzie wpływać na zwiększenie tempa przerzutu sił wzmocnienia z krajów członkowskich w przypadku zagrożenia agresją. Równolegle realizowane są także działania na rzecz zwiększenia możliwości obecności wojskowej sił USA w Polsce w ramach inicjatywy EDCA (ang. Enhanced Defense Cooperation Agreement, pol. Umowa o wzmocnionej współpracy obronnej), w ramach której przygotowywane są miejsca składowania sprzętu, amunicji, paliw i zakwaterowania żołnierzy. Część z tych obiektów jest lub będzie współużytkowana także przez polską armię.
Realizacja inwestycji tego rodzaju prawdopodobnie zajmie co najmniej kilka lat, jednak są one znaczącym wkładem w budowanie zwiększonego poziomu bezpieczeństwa państw wschodniej flanki NATO, zwłaszcza wobec utrzymującego się wysokiego poziomu zagrożenia ze strony Rosji i perspektywy utrzymania się tej sytuacji w dającej się przewidzieć przyszłości.
Bezpieczeństwo Europy wymaga zdolności do obrony przed Rosją
.W planowaniu obronnym trzeba wreszcie zacząć odróżniać marzenia od koszmarów, a jedne i drugie od halucynacji – pisze Edward LUCAS
Szef NATO nie pozostawił złudzeń co do tego, jak według niego wyglądałaby obrona Europy bez udziału USA. „Możecie sobie marzyć” – powiedział Mark Rutte podczas posiedzenia komisji Parlamentu Europejskiego. Jego zdaniem, aby zastąpić amerykańskie zdolności nuklearne i konwencjonalne, Europa musiałaby przeznaczać na obronę 10 procent PKB. „Powodzenia”.
Mark Rutte jest politykiem sprawnym i doświadczonym. Jego prawdziwym adresatem był zapewne jeden człowiek zasiadający w Gabinecie Owalnym, a nie kilkudziesięciu europosłów zgromadzonych w Brukseli. Tyle że jego argument nie wytrzymuje próby. Gdyby obrona Europy oznaczała konieczność posiadania sił i sprzętu zdolnych do prowadzenia wojen ekspedycyjnych na miarę amerykańskich misji w Iraku i Afganistanie, rachunek rzeczywiście byłby odstraszający: biliony dolarów w ciągu piętnastu lat. Ale bezpieczeństwo militarne Europy nie wymaga globalnego zasięgu. Nie wymaga zdolności do prowadzenia wojen na drugim końcu świata. Wymaga zdolności do obrony przed Rosją.
Jednak w wymiarze czysto liczbowym nawet ten aspekt wciąż zależy od Amerykanów. I nie chodzi tylko o 76 900 żołnierzy USA stacjonujących w Europie – w tym brygady pancerne rozmieszczone w Polsce i Rumunii – ani o zaplecze logistyczne i magazyny 21st Theater Sustainment Command z siedzibą w Kaiserslautern. W razie kryzysu kluczowe pozostają siły amerykańskie. Największą i najbardziej sprawną armią w Europie są dziś Ukraińcy, a nie europejska część NATO.
To fakt niepokojący, ale bynajmniej nie koszmarny. Wręcz przeciwnie. Skoro Ukraina – państwo znacznie mniejsze i uboższe od Rosji – potrafiła niemal zatrzymać machinę wojenną Władimira Putina, Europa może osiągnąć znacznie więcej, o ile tylko zechce. Nie potrzebuje wcale pełnego pakietu zdolności z najwyższej półki, ciężkiego lotnictwa transportowego tankowanego w powietrzu, floty oceanicznej czy lotniskowców, czyli tego rodzaju narzędzi, które Stanom Zjednoczonym mogą się przydać w przyszłej konfrontacji z Chinami. Europa potrzebuje przede wszystkim woli politycznej, by wspierać Ukrainę, zwiększać wydatki obronne i wydawać je mądrzej, zwłaszcza na nowe technologie sprawdzone na ukraińskim polu walki.
Te kroki zwiększyłyby wiarygodność Europy, a przy tym wzmocniły odstraszanie, jeszcze zanim praktyczne skutki tych kroków mogłyby się w pełni ujawnić. Politycy, którzy wyraźnie pokazują gotowość do ponoszenia kosztów i ryzyka w sprawach obrony, z większym prawdopodobieństwem zrobią też wszystko, by skutecznie ukarać każdego potencjalnego agresora.
Widać już pierwsze dające nadzieję sygnały. Z tego, co słyszę, wynika, że Francja, Niemcy i Wielka Brytania prowadzą na najwyższym szczeblu tajne rozmowy o zacieśnieniu współpracy obronnej na wypadek amerykańskiego odwrotu. Szwecja – jeszcze niedawno orędownik rozbrojenia i moralnej poprawności – rozmawia z Brytyjczykami o nuklearnych środkach odstraszania.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/edward-lucas-bezpieczenstwo-europy-wymaga-zdolnosci-do-obrony-przed-rosja/
PAP/MB





