Niemcy nie wezmą udziału w wojnie z Iranem [Boris PISTORIUS]

Boris PISTORIUS -

Rzecznik rządu Niemiec oświadczył 16 marca 2026 r., że kraj nie weźmie udziału w wojnie przeciw Iranowi ani w działaniach na rzecz odblokowania cieśniny Ormuz środkami militarnymi. Podkreślił, że konflikt nie ma nic wspólnego z obronnym sojuszem NATO. Niemiecki minister obrony Boris Pistorius również wykluczył udział niemieckiej armii w wojnie z Iranem.

Niemcy nie wezmą udziału w wojnie z Iranem

.Dopóki ta wojna trwa, nie będzie żadnego udziału, nawet w działaniach mających na celu utrzymanie otwartej cieśniny Ormuz za pomocą środków militarnych – powiedział rzecznik. Podobne stanowisko przedstawił minister obrony Boris Pistorius. Odpowiadając na apel prezydenta USA Donalda Trumpa o dołączenie innych państw do operacji zniesienia irańskiej blokady Ormuzu, zaznaczył, że Unia Europejska nie rozpoczęła wojny przeciwko Iranowi.

– Czego Donald Trump oczekuje od garstki europejskich fregat, czego nie może zrobić potężna marynarka wojenna USA? To nie jest nasza wojna, to nie my ją rozpoczęliśmy – powiedział Boris Pistorius. Podkreślił przy tym, że unijna misja Aspides koncentruje się na Morzu Czerwonym, a rozszerzenie jej działań na Ormuz wymagałoby nowej podstawy prawnej i nowej zgody m.in. niemieckiego parlamentu.

Niemcy mają w pierwszej kolejności zobowiązania wobec Wschodniej Flanki

.Według Borisa Pistoriusa Niemcy jako państwo NATO w pierwszej kolejności mają obowiązki wobec Sojuszu i jego wschodniej flanki. Wcześniej w dniu 16 marca 2026 r. szef MSZ Niemiec Johann Wadephul oświadczył, że Niemcy nie będą uczestniczyć w wojnie przeciwko Iranowi. Dodał, że nie widzi potrzeby, by NATO podjęło jakąkolwiek decyzję w sprawie Ormuzu.

Prezydent USA Donald Trump 15 marca 2026 r. ponowił wezwanie, by inne państwa dołączyły do operacji mającej na celu zapewnienie swobodnej żeglugi przez blokowaną przez Iran cieśninę. Szlak ten ma duże znaczenie dla światowych dostaw ropy naftowej. Donald Trump powiedział też, że USA są zawsze gotowe pomagać państwom NATO i „pomagają im (w kwestii wojny na – przyp. red.) Ukrainie, mimo że dzieli nas ocean i ta wojna nas nie dotyczy”.

Szef MSZ Radosław Sikorski oświadczył 16 marca 2026 r. w Brukseli, że jeśli Stany Zjednoczone zwrócą się do NATO o dyskusję na temat ochrony cieśniny Ormuz, Polska to rozważy. Zaznaczył jednak, że prezydent Karol Nawrocki wykluczył udział Wojska Polskiego w takiej operacji.

Kwestia Iranu jest w istocie kwestią Chin

.Operacja Epic Fury to pierwszy akt stulecia Indo-Pacyfiku. Niestety, nie ostatni – pisze Michał KŁOSOWSKI

Relacje z Iranem najczęściej opisuje się jako problem nierozprzestrzeniania broni nuklearnej, kwestie sponsorowania terroryzmu, rywalizacji z Izraelem albo po prostu jako problem regionalnego destabilizatora. Każde z tych ujęć dotyka oczywiście realnego problemu, ale żadne nie oddaje tego, co w tej sprawie jest najważniejsze. Program nuklearny, sieć milicji rozciągająca się od Libanu po Jemen czy pytanie o architekturę bezpieczeństwa Zatoki Perskiej nabierają pełnego znaczenia dopiero wtedy, gdy spojrzy się na nie przez pryzmat wielkiej strategii Chin.

Pekin bowiem od lat, inwestując miliardy dolarów, wspierał Iran jako strukturalny element chińskiej pozycji w regionie. Wiele wydarzeń na Bliskim Wschodzie staje się zrozumiałych dopiero w świetle tego faktu. Dlatego właśnie amerykańsko-izraelska operacja „Epic Fury” jest pierwszą kampanią militarną, która realnie zagraża temu układowi. Uderzając bezpośrednio w Iran, administracja prezydenta Donalda Trumpa – czy to świadomie, czy wywołując skutek uboczny swoich działań – podważa jeden z filarów chińskiej architektury regionalnej: zapewnianie pokoju i rozwoju. Czas, by powiedzieć to wprost. W czerwcu 2025 roku bowiem, kiedy Izrael rozpoczął operację „Rising Lion”, dwunastodniową kampanię precyzyjnych uderzeń, w której zniszczono irańskie instalacje wzbogacania uranu, zabito ponad trzydziestu wysokich rangą dowódców i kilkunastu naukowców związanych z programem nuklearnym; Stany Zjednoczone przeprowadziły wówczas bezpośrednie ataki na trzy obiekty atomowe. Mit możliwości odstraszania Islamskiej Republiki Iranu, budowany przez cztery dekady, rozpadł się w ciągu kilkunastu dni.

Pod koniec grudnia 2025 roku w całym Iranie wybuchły największe protesty od 1979 roku. Obejmowały wszystkie 31 prowincji i były następstwem załamania gospodarczego oraz przekonania społeczeństwa, że reżim nie jest już tak silny, jak kiedyś. W styczniu 2026 roku władze odpowiedziały masakrą, w której zginęły tysiące ludzi. Unia Europejska uznała wówczas Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej za organizację terrorystyczną, co jeszcze bardziej pogłębiło międzynarodową izolację Teheranu. Według wszelkich klasycznych kryteriów Islamska Republika Iranu jest dziś słabsza niż kiedykolwiek wcześniej. Chiny jednak pomagają ją utrzymywać. W ostatnich tygodniach pojawiły się informacje, że Teheran jest bliski finalizacji zakupu chińskich naddźwiękowych pocisków przeciwokrętowych, zdolnych zagrozić amerykańskim lotniskowcom gromadzącym się w Zatoce Perskiej – kiedy piszę te słowa, trzeci z nich zmierza w kierunku rejonu konfliktu. Wcześniej chińscy dostawcy wysłali do portu Bandar Abbas ponad tysiąc ton nadchloranu sodu – kluczowego składnika paliwa rakietowego – co pozwala odbudować znaczną część arsenału rakiet balistycznych zniszczonego wcześniej przez Izrael. Aby zrozumieć, dlaczego Pekin podejmuje takie działania i co to oznacza dla Stanów Zjednoczonych, trzeba spojrzeć szerzej, poza sam Iran, na globalną rywalizację, w której kraj Persów jest tylko jednym z elementów.

Relacja ta zaczyna się od ropy. Chiny kupują ok. 90 procent irańskiego eksportu ropy naftowej, płacąc za nią znacznie mniej, niż wynosi cena rynkowa. Transport odbywa się przy użyciu tzw. „floty cieni”: tankowce wyłączają transpondery i zmieniają oznaczenia ładunku, który formalnie trafia na rynek jako ropa z Malezji czy Indonezji, omijając w ten sposób amerykańskie sankcje. Od 2021 roku wartość tych zakupów przekroczyła 140 miliardów dolarów. To właśnie dzięki temu Iran nie zbankrutował.

Dla Pekinu to układ niemal idealny, podobnie jak importowanie surowców z Rosji, co pozwala Władimirowi Putinowi finansować wojnę z Ukrainą. Model jest ten sam. Otrzymuje się tanią ropę dla gospodarki przemysłowej, oszczędzając miliardy dolarów rocznie, a w zamian zdobywa się trwały wpływ na państwo liczące dziewięćdziesiąt milionów mieszkańców (Iran), położone przy najważniejszym energetycznym szlaku świata. Teheran odcięty od większości globalnej gospodarki nie ma dokąd się zwrócić.

.Gdy w 2016 roku ajatollah Ali Chamenei przyjmował w Teheranie Xi Jinpinga, nazwał dwudziestopięcioletnie irańsko-chińskie partnerstwo strategiczne „całkowicie słusznym i roztropnym”, dodając przy tym, że „zachodnie rządy nigdy nie zdobyły zaufania narodu irańskiego”. Nie była to jedynie kurtuazja wobec gościa.

PAP/Iwona Weidmann/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 16 marca 2026