Proces Marine Le Pen, aby nie mogła wystartować

Proces Marine Le Pen

Przed sądem apelacyjnym w Paryżu kończy się proces Marine Le Pen, liderki francuskiej skrajnej prawicy, oskarżonej w sprawie fikcyjnych umów dla asystentów posłów jej partii w Parlamencie Europejskim. Wyrok zapadnie w lipcu 2026 r. i zadecyduje on o przyszłości politycznej Le Pen, a mówiąc wprost: o tym, czy Marine Le Pen będzie mogła wystartować w wyborach prezydenckich na przełomie kwietnia i maja 2027 roku.

Proces Marine Le Pen – jakie są zarzuty?

Marine Le Pen została skazana przez sąd pierwszej instancji w 2025 r. po oskarżeniu o defraudację środków publicznych. Dodatkowo sąd orzekł wówczas wobec niej pięcioletni zakaz ubiegania się o funkcje publiczne. Gdyby sąd apelacyjny potwierdził taki zakaz – czego zażądała prokuratura – Marine Le Pen nie mogłaby startować w wyborach prezydenckich wiosną 2027 r.

Sąd, który wyda wyrok 7 lipca 2027 r., oczywiście nie musi kierować się żądaniami prokuratury i teoretycznie mógłby uniewinnić Marine Le Pen. Powiedziała ona na początku procesu, że jako osoba wierząca „zawsze wierzy w cuda”. Scenariusz ten wydaje się jednak wyjątkowo mało prawdopodobny. Sąd niższej instancji uznał, że zatrudnianie asystentów, którzy zamiast pomagać europosłom w ich pracy w PE wykonywali zadania dla partii, stanowiło cały „system”. Przed sądem apelacyjnym oskarżyciele przypominali, że podpis Marine Le Pen – z wykształcenia prawniczki – widnieje na umowach.

Jaka kara dla Marine Le Pen?

W najgorszym dla Marine Le Pen scenariuszu, jakim jest zgoda na żądania prokuratury, otrzymałaby ona karę czterech lat więzienia, w tym trzech w zawieszeniu. Pozostały rok byłby zapewne zamieniony na noszenie bransoletki elektronicznej (takiej, jaką po decyzji sądu nosił Nicolas Sarkozy, były prezydent Francji, zanim trafił do więzienia).

Pięcioletni zakaz udziału w wyborach – gdyby sąd się na niego zgodził – wykluczyłby udział Marine Le Pen w wyborach prezydenckich. Mogłaby ona odwoływać się od wyroku, składając skargę do Sądu Kasacyjnego – i ten zapowiedział już, ze rozpatrzyłby skargę przed wyborami. Jednak nie dawałoby to jakiejkolwiek gwarancji uczciwego przebiegu kampanii, dlatego Marine Le Pen zapowiadała, że decyzję o swoim starcie w wyborach prezydenckich podejmie po wyroku (a więc po 7 lipca 2026 r.), bez czekania na wynik sprawy w Sądzie Kasacyjnym.

Udział liderki skrajnej prawicy w wyborach byłby możliwy w przypadku, gdyby sąd apelacyjny orzekł karę znacznie niższą: gdyby nie została skazana na więzienie, a zakaz ubiegania się o funkcje publiczne wynosił maksymalnie dwa lata. Nawet bowiem zamiana nadzoru na bransoletkę elektroniczną nie pozwoliłaby – jak przyznawali współpracownicy Marine Le Pen – na prowadzenie kampanii. Musiałaby być ona w wyznaczonych godzinach w domu i zapewne poddana byłaby wielu innym ograniczeniom, w tym – jeśli chodzi o podróże.

Dwuletni termin zakazu udziału w wyborach oznaczałby dla Marine Le Pen szansę, ponieważ sankcja ta obowiązuje od wyroku sądu pierwszej instancji, czyli od 31 marca 2025 r. Wybory prezydenckie we Francji odbędą się zaś między kwietniem i majem 2027 r.

Jordan Bardella 2027?

Od pierwszego wyroku przed partią Marine Le Pen, Zjednoczeniem Narodowym (RN), rysuje się perspektywa wysunięcia na wybory innego kandydata – Jordana Bardelli, który jest przewodniczącym partii. Na jego korzyść przemawiają sondaże, w których wyprzedza on nieco pod względem popularności Marine Le Pen. Jak zauważył w środę dziennik „Liberation”, proces Marine Le Pen jest momentem, gdy może rozstrzygnąć się kwestia przejęcia pałeczki w Zjednoczeniu Narodowym przez Jordana Bardellę.

Byłoby to jednak wyłomem w dziejach skrajnej prawicy, ponieważ partia Marine Le Pen – dawniej nosząca nazwę Front Narodowy – zawsze uważana była za przedsięwzięcie rodzinne, od jej założenia w 1972 r. przez Jean-Marie Le Pena. Nigdy polityk spoza tej rodziny nie był kandydatem partii w wyborach prezydenckich. Do rodziny Le Penów należy z kolei inna, obok Jordana Bardelli, polityk młodego pokolenia – Marion Marechal, prywatnie siostrzenica Marine Le Pen. Formalnie Marion Marechal nie należy ona do Zjednoczenia Narodowego i założyła własną partię.

Marine Le Pen startowała w wyborach już trzykrotnie: w 2012, 2017 i 2022 r. Za jej dorobek uważa się długoletni proces „oddemonizowania” skrajnej prawicy, która dziś plasuje się wysoko w sondażach. W 2022 r. Marine Le Pen w pierwszej turze wyborów prezydenckich uzyskała 23 proc. głosów, natomiast w drugiej przegrała z obecnym prezydentem Emmanuelem Macronem, uzyskując jednak ponad 40 proc. głosów.

Eric ZEMMOUR: Moje spotkania z Marine Le Pen

„Marine Le Pen nie przeczytała w życiu ani jednej książki, nie pracowała, nic nie rozumiała z ekonomii, interesowały ją tylko jej koty i rośliny, była sklepikarką, która kierowała partią jak sklepem spożywczym. Dodatkowo była niezwykle nieufna” – „Wszystko co Najważniejsze” opublikowało fragmenty książki „Francja nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa” Erica ZEMMOURA, która została wydana przez Wydawnictwo „Wszystko co Najważniejsze”. Zakup w Sklepie Idei [LINK]. 

„Skontaktował się ze mną jeden ze współpracowników Marine Le Pen. Spotkałem się z nią w 7. dzielnicy Paryża w wytwornym mieszkaniu należącym do naszego wspólnego znajomego, który po przywitaniu się wyszedł, zostawiając nas samych. Marine Le Pen kulała. Nabawiła się kontuzji, pracując we własnym ogródku. Wyjęła duże i grube etui, do którego schowała nasze telefony. Śmiejąc się, wyznała: „Tak zrobił Bayrou, gdy rozmawialiśmy o ordynacji proporcjonalnej”. Wyciągnęła zesztywniałą nogę na kanapie, na której usiadła. Od razu przeszła do rzeczy: „Chcę, żebyś wiedział, że nigdy z tobą nie zagram poniżej pasa. To nie w moim stylu. Nigdy niczego nie powiem na temat ciebie i twojego życia prywatnego. Mimo wszystko należymy do tej samej rodziny politycznej”. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć na takie dictum. Czy był to przejaw szczerości, czy może jednak hipokryzji? Prawdomówności czy samooskarżenia? 

Wolałem wierzyć w jej dobre intencje. Od dawna kieruję się dewizą kardynała Retza: „Częściej dajemy się oszukać nieufnością niż zaufaniem”. Więc tym gorzej dla mnie, jeśli zgrzeszyłem naiwnością. Le Pen ciągnęła dalej: „Wiem, co chcesz zrobić. Wystartować w prawyborach Republikanów, aby zostać ich kandydatem. Ale oni ci nie pozwolą. Za dużo szmalu jest w grze”.

.Uśmiechnąłem się. Odpowiedziałem, że nie mam takiego zamiaru, nawet jeśli paru znajomych radziło mi, żebym tak zrobił. Wyglądała na mocno zdziwioną, tak bardzo musiała bowiem ufać swoim informatorom. Kilka dni wcześniej dowiedziała się, że sondaże dają jej 48 proc. w drugiej turze z Emmanuelem Macronem. Świetny wynik, który dostarczył jej tyle radości, że wciąż można było wyczytać ją z jej twarzy mimo bólu przy każdym ruchu nogą. Podałem w wątpliwość wiarygodność sondaży, przypominając jej, że te publikowane na rok przed wyborami zawsze rozmijały się z rzeczywistym wynikiem. W 2016 roku na zwycięzcę typowany był Juppé, w 2011 Strauss-Kahn, w 2001 Jospin, w 1994 Balladur. I mógłbym tak cofnąć się aż do de Gaulle’a!

Mój wywód ją rozdrażnił, zwłaszcza gdy zasugerowałem, że system ma interes w tym, żeby ona przeszła do drugiej tury. Odparowała, że nie ma żadnego systemu. Jak widać, Marine wierzy sondażom, szczególnie gdy są po jej myśli… 

Zmieniła ton. Powiedziała, że dużo stracę, kandydując. Że życie polityka to piekło. Po czym, jakby chciała mi to powiedzieć w zaufaniu, szepnęła: „Patrz na mnie, jestem sama, nie mam już życia prywatnego”. Wzruszyła mnie. Chciałem jej okazać odrobinę współczucia, ale ona kontynuowała: „Wiem, że mną gardzisz”. 

Nie chciała słuchać moich zaprzeczeń. Ciągnęła dalej w tonie spowiedzi: „Ja też po mojej debacie z Macronem myślałam, że się już nie podniosę. Chciałam z tym wszystkim skończyć… Ty też mnie nie oszczędziłeś…”.

CAŁY TEKST Erica Zemmoura: [LINK].

PAP/AJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 12 lutego 2026