Jaka strategia Rassemblement National na wybory 2027? [Nathaniel GARSTECKA]

Rassemblement National strategia

Dokładnie rok przed wyborami prezydenckimi 2027 Rassemblement National stoi przed pytaniem o strategię, którą należy przyjąć, aby w końcu odnieść zwycięstwo. W obliczu systemu, który wciąż – w oczach części elektoratu i elit politycznych – demonizuje idee prawicowe, partia Marine Le Pen i Jordana Bardelli będzie musiała podjąć ważną decyzję: zaakceptować ideologiczną konfrontację czy też wreszcie przeprowadzić proces normalizacji. Los Francji będzie zależał od tego prostego wyboru.

.Na dwanaście miesięcy przed wyborami prezydenckimi największym błędem, jaki może popełnić Rassemblement National, jest uznanie, że sprawa jest już przesądzona – że Jordan Bardella „wygra w każdym scenariuszu”. Najnowsza historia polityczna obfituje w przykłady pokazujące, że należy zachować ostrożność do ostatniej chwili: Édouard Balladur w 1995 r., Lionel Jospin w 2002 r., Marine Le Pen i Dominique Strauss-Kahn w 2012 r., Alain Juppé, a następnie François Fillon w 2017 r. – nic nigdy nie jest z góry przesądzone, zwłaszcza gdy ustępujący prezydent nie może lub nie chce ponownie kandydować. Tak właśnie będzie w 2027 r.

Od partii protestu do projektu władzy

Historia polityczna Rassemblement National to historia partii, która początkowo była czysto kontestacyjna i skupiała się na walce z masową imigracją, a po przejęciu kontroli przez Marine Le Pen przekształciła się w machinę wojenną dążącą do władzy. Jednak jej radykalne stanowisko, a przede wszystkim słynne wypowiedzi Jeana-Marie Le Pena z lat 70. i 80. przyniosły całkowity i zaciekły sprzeciw niemal całego świata politycznego, medialnego, kulturalnego i sądowego. Lewica uczyniła Front Narodowy absolutnym wrogiem, którego należy zniszczyć, i dosłownie zabroniła klasycznej prawicy zawierania porozumień z „nacjonalistami” pod groźbą wykluczenia ze społeczeństwa.

Demonizacja zadziałała. Przez dziesięciolecia słynny „szklany sufit” uniemożliwiał partii Jeana-Marie Le Pena zdobycie mandatów, z wyjątkiem wyborów parlamentarnych w 1986 roku, które odbyły się w systemie proporcjonalnym, oraz wyborów samorządowych i europejskich. Ze swojej strony postgaullistowski RPR (później UMP i LR) stopniowo porzucił swój program ideologiczny. Konserwatyzm i sprzeciw wobec masowej imigracji arabsko-muzułmańskiej i afrykańskiej były odtąd kojarzone z faszyzmem lub reżimem Vichy przez elity medialne wywodzące się z maja 1968 roku.

Chociaż nie przełożyło się to na spektakularne wyniki polityczne dla wielkich partii lewicowych, miało to dalekosiężny wpływ na losy kraju: bezrobocie, brak bezpieczeństwa, deklasacja na arenie międzynarodowej… Francja pogrążyła się w głębokim kryzysie. Nastąpienie długotrwałego i wielowymiarowego kryzysu zasiało ziarno powszechnego niezadowolenia. Niezadowolenie to było przez długi czas ignorowane i lekceważone przez elity, co doprowadziło wśród coraz liczniejszych grup społecznych do poczucia porzucenia.

Ludzie z niższych klas społecznych zaczęli poszukiwać oferty politycznej, która mogłaby odpowiedzieć na ich uzasadnioną trudną sytuację. Ponieważ partie lewicowe zostały oskarżone o przyczynienie się do upadku kraju, uwaga skierowała się w stronę RN. Jednak partia z płomieniem w logo była nadal masowo demonizowana i zbyt mocno kojarzona wyłącznie z walką z imigracją.

Strategia Marine Le Pen: normalizacja i poszerzenie elektoratu

Marine Le Pen, która odziedziczyła partię po ojcu, postanowiła zatem przeprowadzić prawdziwą rewolucję, zarówno pod względem merytorycznym, jak i formalnym. Partia wypracowała solidne struktury, niemal wszyscy nacjonalistyczni działacze zostali zmuszeni do odejścia, a linia polityczna otrzymała dawkę socjalizmu – niektórzy powiedzieliby, że przesunęła się ostro w lewo.

„Skrajna prawica”, która nie miała już w sobie nic skrajnego, szybko przejęła znaczną część tradycyjnego elektoratu lewicy: robotników i niższe klasy społeczne. Świadomi tego socjaliści, a następnie radykalna La France Insoumise, zdecydowali się odtąd na elektorat zastępczy: postępowców z dużych miast (intelektualistów, artystów, studentów, aktywistów feministycznych lub ekologicznych) i przede wszystkim masy imigranckie. Klasyczna chadecka prawica, która dziś jest zredukowana do roli centroprawicowego zaplecza dla rządów macronizmu, mogła i powinna była to wykorzystać, by znów stać się dumna ze swoich wartości sprzed demonizacji. Przecież w innych krajach to działa: w Polsce, we Włoszech czy w Stanach Zjednoczonych wygrywają ci, którzy nie wstydzą się swoich prawicowych poglądów. Francuscy Republikanie wydają się jednak bardziej skłonni do ograniczenia się do roli zwykłej partii prowincjonalnych notabli, jak widać było podczas ostatnich wyborów samorządowych do rad miast i gmin, podczas gdy większość ich wyborców dołączyła już do szeregów bloku centrowego lub „nowej prawicy” (Reconquête i RN). Nie ma więc żadnego przełomu z ich strony.

Porażka macronizmu i brak wiarygodnej alternatywy stwarzają obecnie historyczną szansę dla Rassemblement National. Świadczą o tym doskonałe wyniki w wyborach europejskich w 2024 roku oraz w następujących po nich przyspieszonych wyborach parlamentarnych. Tę prawicową partię popiera jedna trzecia elektoratu, co sprawia, że nie da się jej pominąć na francuskiej scenie wyborczej. Tak, RN jest partią prawicową. Liberałowie określają ją jako lewicową ze względu na jej umiarkowanie etatystyczne stanowisko w kwestiach gospodarczych i socjalnych, ale nie należy zapominać, że historycznie rzecz biorąc, francuska prawica nie jest liberalna. Stała się taka w latach 70. i 80. XX wieku w ramach opozycji wobec sowietyzmu oraz aby pójść za przykładem Ronalda Reagana w Stanach Zjednoczonych i Margaret Thatcher w Wielkiej Brytanii. Jean-Marie Le Pen był zresztą nazywany „francuskim Reaganem”. Orleanizm, Tocqueville i Guizot pozostają jednak mniejszością w historii francuskiej prawicy. Na przykład gaullizm nie jest liberalizmem. Etatystyczny wymiar nie czyni zatem RN partią „lewicową”, wręcz przeciwnie. Oznacza to oddanie kwestii socjalnych socjalistom i komunistom, tak samo jak lewica oddała prawicy patriotyzm i republikańską merytokrację.

Obecnie według większości sondaży nawet emeryci zaczynają skłaniać się ku partii Marine Le Pen, co jeszcze kilka lat temu wydawało się niemożliwe: z 12 proc. w wyborach parlamentarnych w 2022 r. do 31 proc. w wyborach w 2024 r., podczas gdy jest to przecież tradycyjny elektorat centrum i Republikanów. Jedyną grupą, której naprawdę brakuje RN, są kadry i menedżerowie. Pozostają oni słusznie nieufni wobec raczej poujadystycznej polityki gospodarczej prawicy: obrony „małych przed dużymi”, odrzucenia globalnego wolnego handlu na rzecz kapitalizmu państwowego, obniżenia norm i zniesienia uciążliwych procedur europejskich. Marine Le Pen i Jordan Bardella rozpoczęli zatem operację „rozminowywania” w MEDEF (główny związek zawodowy menedżerów i przedsiębiorców), chcąc „wyjaśnić nieporozumienia”. Na razie z różnymi skutkami.

Strategia na 2027: między równowagą a ryzykiem

Strategia na nadchodzący rok będzie miała kluczowe znaczenie. Partia musi zapewnić płynne przejście od Marine Le Pen do Jordana Bardelli jako kandydata w wyborach prezydenckich. Nie jest to zadanie łatwe, biorąc pod uwagę, że w ciągu 50 lat swojego istnienia partia miała wyłącznie kandydatów z rodziny Le Pen w tych wyborach. Marine Le Pen będzie więc musiała dobrze przygotować się do podzielenia się władzą w partii. Następnie trzeba będzie jasno wytyczyć linię postępowania. Do tej pory „Marine” grała na lewym skrzydle, zabiegając o poparcie niższych klas swoimi diatrybami przeciwko zglobalizowanemu wolnemu rynkowi, podczas gdy „Jordan” dbał o prawicowe skrzydło elektoratu. Trzeba więc znaleźć subtelną równowagę między tematami gospodarczymi, kulturowymi i migracyjnymi, nie zapominając o sprawach międzynarodowych.

RN będzie musiało również zdecydować, czy podążać dalej ścieżką „dediabolizacji”, która jest już dość zaawansowana, ponieważ Francuzi postrzegają La France Insoumise jako większe zagrożenie dla demokracji, czy też postawić na bardziej zdecydowane uobecnienie swojej ideologii. Ryzyko nadmiernej dediabolizacji polega na tym, że nie jest jasne, jak duża partia prawicowa będzie postępować w kwestiach merytorycznych, podczas gdy ryzyko „radykalizacji” oznacza spowolnienie jej normalizacji w oczach elektoratu.

Strategia jako warunek zwycięstwa

Najważniejsze będzie to, czy uda się dostosować do konkurencji. Jest niemal pewne, że kandydat RN znajdzie się w drugiej turze (choć w polityce nigdy nie należy dzielić skóry na niedźwiedziu); pozostaje pytanie, kto będzie jego przeciwnikiem. Jeśli będzie to Jean-Luc Mélenchon, zwycięzcą zostanie ten, kto zdoła przekonać elektorat o niebezpieczeństwie płynącym od konkurenta. Jeśli będzie to kandydat centrowy, celem ataków będzie bilans Emmanuela Macrona. Zarówno treść, jak i forma oraz ton będą musiały zostać starannie dopracowane z wyprzedzeniem.

Wreszcie trzeba wspomnieć o „niespodziankach”, które czekają Marine Le Pen lub Jordana Bardellę. Los pierwszej zostanie rozstrzygnięty w lipcu 2026 r. w sprawie sprzeniewierzenia funduszy Parlamentu Europejskiego, podczas gdy drugi musi być świadomy, że żadna pomyłka nie zostanie mu wybaczona i że w przeciwieństwie do konkurencji nie będzie mógł liczyć na żadne wsparcie instytucjonalne czy medialne. Aby zwyciężyć, kandydat prawicy będzie musiał mieć nerwy ze stali i silną linię przewodnią. Tylko po spełnieniu tych warunków kraj będzie mógł wreszcie liczyć na długo oczekiwaną zmianę polityczną.

Nathaniel Garstecka
Tekst pochodzi z cotygodniowej kroniki prowadzonej w języku francuskim i polskim przez Autora w tygodniku „Gazeta na Niedzielę” [link]. Przedruk za zgodą redakcji.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 24 kwietnia 2026