Wojna w Iranie. Wojna narracji

Wojna prowadzona przez USA i Izrael przeciw Iranowi od czterech tygodni jest głównym tematem dezinformacji w Europie – wynika ze wstępnej oceny Europejskiego Obserwatorium Mediów Cyfrowych (EDMO). Analitycy odnotowali falę fałszywych treści generowanych przez sztuczną inteligencję.
Wojna w Iranie
.W raporcie przedstawionym przez EDMO podkreślono, że dezinformacja na portalach społecznościowych pojawia się przede wszystkim na kontach proirańskich, ale także na proizraelskich i proamerykańskich. Jak zaznaczono, fałszywe treści zamieszczane na platformach sprzyjających Teheranowi są skierowane przede wszystkim do odbiorców spoza Iranu, gdyż od rozpoczęcia konfliktu w nocy z 27 na 28 lutego 2026 r. państwo to zostało objęte blokadą obejmującą nawet 97 proc. internetu.
– Sytuacja dotycząca konfliktu na Bliskim Wschodzie wygląda zupełnie inaczej w porównaniu z dezinformacją związaną z trwającą od 2022 r. wojną w Ukrainie – ocenił Marc Owen Jones, analityk mediów na Uniwersytecie Northwestern w Katarze, cytowany na łamach „The New York Times”. – Prawdopodobnie widzimy teraz znacznie więcej treści związanych ze sztuczną inteligencją niż kiedykolwiek wcześniej – powiedział ekspert.
O zasięgu tego zjawiska świadczy m.in. raport opublikowany 13 marca przez izraelską firmę Cyabra, zajmującą się wykrywaniem manipulacji cyfrowych, która zidentyfikowała skoordynowaną sieć dziesiątek tysięcy fałszywych kont na platformach społecznościowych. Z ustaleń tych wynika, że w pierwszych dwóch tygodniach konfliktu na Bliskim Wschodzie skala dezinformacji osiągnęła co najmniej 145 mln wyświetleń i ponad 10 milionów interakcji.
Wojna narracyjna realizowana poprzez AI
.Analizując zdjęcia i filmy wygenerowane przez AI, można stwierdzić, że fałszywe materiały obejmują każdy aspekt walki, w tym przygotowania do wojny, ataki rakietowe i dronowe oraz zniszczenia wojenne. Fałszywe proirańskie treści stworzone przy użyciu sztucznej inteligencji przedstawiały m.in. amerykańskich żołnierzy schwytanych przez siły irańskie, płonący budynek ambasady USA w Rijadzie w Arabii Saudyjskiej czy ruiny Tel Awiwu powstałe w wyniku ataków irańskich dronów.
Konta popierające politykę amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa udostępniały obrazy rzekomo przedstawiające pałac Alego Chameneiego przed i po ataku rakietowym. Jak ustalono zdjęcie po ataku jest prawdziwe, lecz to przed atakiem przedstawia budynek Mauzoleum Ruhollaha Chomeiniego znajdujący się po drugiej stronie Teheranu.
Stacja BBC zauważyła, że nowym zjawiskiem jest pojawienie się w internecie obrazów satelitarnych generowanych przez AI. Jako przykład takiej manipulacji podano wideo prezentujące ataki dronów i rakiet z Iranu na kwaterę Piątej Floty Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych w Bahrajnie, do czego miało dojść w pierwszym dniu konfliktu. Do stworzenia tego fałszywego nagrania wykorzystano prawdziwe zdjęcia satelitarne amerykańskiej bazy morskiej wykonane w lutym 2025 r., które są dostępne publicznie w sieci.
Dystrybucja fałszywych treści odbywa się przede wszystkim przez platformę X, jak również na portalach społecznościowych: Facebooku, Instagramie czy Telegramie. Serwis BBC Verify potwierdził, że Grok, chatbot platformy X oparty na sztucznej inteligencji, wprowadzał w błąd użytkowników potwierdzając autentyczność filmów stworzonych przez AI. Jednym z takich przykładów było fałszywe nagarnie, obejrzane dziesiątki milionów razy, prezentujące rzekomy atak irańskich dronów na wieżowiec Burdż Chalifa w Dubaju.
Lawina deepfake
.W odpowiedzi na lawinę deepfake’ów, szef działu produktów w X Nikita Bier zapowiedział 3 marca 2026 r., że użytkownicy publikujący filmy dotyczące konfliktów zbrojnych tworzone przy udziale AI bez informowania o tym, zostaną pozbawienie zysków przez 90 dni. Cytowany przez AFP Joe Bodnar, analityk z brytyjskiego Instytutu Dialogu Strategicznego (IDS) zauważył, że nawet takie rozwiązanie prawdopodobnie nie rozwiąże tego problemu.
EDMO podała, że niektóre fałszywe treści są udostępniane nie dlatego, aby wspierać jedną lub drugą stronę konfliktów, lecz ich celem jest czerpanie finansowych zysków z publikacji na platformach społecznościowych. Takie działania związane są z brutalnymi i polaryzującymi filmami i obrazami, które odwołują się do emocji, łatwo stają się viralami i są promowane przez algorytmy. Dotyczy to także treści dotyczących osób publicznych budzących wśród opinii publicznej skrajne emocji m.in. prezydenta USA Donalda Trumpa, premiera Izraela Benjamina Netanjahu czy byłego najwyższego przywódcy Iranu ajatollaha Alego Chameneiego, który zginął w ataku przeprowadzonym przez siły USA i Izraela.
Wojna na Bliskim Wschodzie rozpoczęła się 28 lutego 2026 r. od nalotów Izraela i USA na Iran, który odpowiedział atakami zarówno na Izrael, jak i na arabskie państwa regionu Zatoki Perskiej, w tym położone tam amerykańskie bazy wojskowe i obiekty cywilne: lotniska i instalacje petrochemiczne. Zablokował również swobodną żeglugę przez Cieśninę Ormuz, wstrzymując tym samym eksport ropy z Bliskiego Wschodu.
Kwestia Iranu jest w istocie kwestią Chin
.Operacja Epic Fury to pierwszy akt stulecia Indo-Pacyfiku. Niestety, nie ostatni – pisze Michał KŁOSOWSKI. Relacje z Iranem najczęściej opisuje się jako problem nierozprzestrzeniania broni nuklearnej, kwestie sponsorowania terroryzmu, rywalizacji z Izraelem albo po prostu jako problem regionalnego destabilizatora. Każde z tych ujęć dotyka oczywiście realnego problemu, ale żadne nie oddaje tego, co w tej sprawie jest najważniejsze. Program nuklearny, sieć milicji rozciągająca się od Libanu po Jemen czy pytanie o architekturę bezpieczeństwa Zatoki Perskiej nabierają pełnego znaczenia dopiero wtedy, gdy spojrzy się na nie przez pryzmat wielkiej strategii Chin.
Pekin bowiem od lat, inwestując miliardy dolarów, wspierał Iran jako strukturalny element chińskiej pozycji w regionie. Wiele wydarzeń na Bliskim Wschodzie staje się zrozumiałych dopiero w świetle tego faktu. Dlatego właśnie amerykańsko-izraelska operacja „Epic Fury” jest pierwszą kampanią militarną, która realnie zagraża temu układowi. Uderzając bezpośrednio w Iran, administracja prezydenta Donalda Trumpa – czy to świadomie, czy wywołując skutek uboczny swoich działań – podważa jeden z filarów chińskiej architektury regionalnej: zapewnianie pokoju i rozwoju. Czas, by powiedzieć to wprost. W czerwcu 2025 roku bowiem, kiedy Izrael rozpoczął operację „Rising Lion”, dwunastodniową kampanię precyzyjnych uderzeń, w której zniszczono irańskie instalacje wzbogacania uranu, zabito ponad trzydziestu wysokich rangą dowódców i kilkunastu naukowców związanych z programem nuklearnym; Stany Zjednoczone przeprowadziły wówczas bezpośrednie ataki na trzy obiekty atomowe. Mit możliwości odstraszania Islamskiej Republiki Iranu, budowany przez cztery dekady, rozpadł się w ciągu kilkunastu dni.
Pod koniec grudnia 2025 roku w całym Iranie wybuchły największe protesty od 1979 roku. Obejmowały wszystkie 31 prowincji i były następstwem załamania gospodarczego oraz przekonania społeczeństwa, że reżim nie jest już tak silny, jak kiedyś. W styczniu 2026 roku władze odpowiedziały masakrą, w której zginęły tysiące ludzi. Unia Europejska uznała wówczas Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej za organizację terrorystyczną, co jeszcze bardziej pogłębiło międzynarodową izolację Teheranu. Według wszelkich klasycznych kryteriów Islamska Republika Iranu jest dziś słabsza niż kiedykolwiek wcześniej. Chiny jednak pomagają ją utrzymywać. W ostatnich tygodniach pojawiły się informacje, że Teheran jest bliski finalizacji zakupu chińskich naddźwiękowych pocisków przeciwokrętowych, zdolnych zagrozić amerykańskim lotniskowcom gromadzącym się w Zatoce Perskiej – kiedy piszę te słowa, trzeci z nich zmierza w kierunku rejonu konfliktu. Wcześniej chińscy dostawcy wysłali do portu Bandar Abbas ponad tysiąc ton nadchloranu sodu – kluczowego składnika paliwa rakietowego – co pozwala odbudować znaczną część arsenału rakiet balistycznych zniszczonego wcześniej przez Izrael. Aby zrozumieć, dlaczego Pekin podejmuje takie działania i co to oznacza dla Stanów Zjednoczonych, trzeba spojrzeć szerzej, poza sam Iran, na globalną rywalizację, w której kraj Persów jest tylko jednym z elementów.
Relacja ta zaczyna się od ropy. Chiny kupują ok. 90 procent irańskiego eksportu ropy naftowej, płacąc za nią znacznie mniej, niż wynosi cena rynkowa. Transport odbywa się przy użyciu tzw. „floty cieni”: tankowce wyłączają transpondery i zmieniają oznaczenia ładunku, który formalnie trafia na rynek jako ropa z Malezji czy Indonezji, omijając w ten sposób amerykańskie sankcje. Od 2021 roku wartość tych zakupów przekroczyła 140 miliardów dolarów. To właśnie dzięki temu Iran nie zbankrutował.
Dla Pekinu to układ niemal idealny, podobnie jak importowanie surowców z Rosji, co pozwala Władimirowi Putinowi finansować wojnę z Ukrainą. Model jest ten sam. Otrzymuje się tanią ropę dla gospodarki przemysłowej, oszczędzając miliardy dolarów rocznie, a w zamian zdobywa się trwały wpływ na państwo liczące dziewięćdziesiąt milionów mieszkańców (Iran), położone przy najważniejszym energetycznym szlaku świata. Teheran odcięty od większości globalnej gospodarki nie ma dokąd się zwrócić.
.Gdy w 2016 roku ajatollah Ali Chamenei przyjmował w Teheranie Xi Jinpinga, nazwał dwudziestopięcioletnie irańsko-chińskie partnerstwo strategiczne „całkowicie słusznym i roztropnym”, dodając przy tym, że „zachodnie rządy nigdy nie zdobyły zaufania narodu irańskiego”. Nie była to jedynie kurtuazja wobec gościa.
PAP/MJ





