Wycofanie wojsk USA z Hiszpanii i Niemiec naturalne [Donald TRUMP]

Wycofanie wojsk USA z Hiszpanii

Prezydent USA Donald Trump powiedział 20 marca 2026 r., że zasadne jest pytanie, czy USA powinny utrzymywać siły w bazach w Hiszpanii lub Niemczech wobec odmowy wysłania okrętów do cieśniny Ormuz. Skomentował w ten sposób postulat senatora Lindseya Grahama.

Wycofanie wojsk USA z Hiszpanii

.Donald Trump został zapytany przez dziennikarza o opinię w sprawie wypowiedzi republikańskiego senatora Lindseya Grahama na temat przemyślenia obecności wojsk USA „w Hiszpanii czy Niemczech”. – On ma rację, że o to pyta (…). Oni powinni pomagać z cieśniną, bo biorą dużo energii z cieśniny Ormuz. A jeśli Lindsey Graham to mówi – nie zapominajcie, on był przez długi czas wielkim orędownikiem NATO – to wielu senatorów i kongresmenów (…) jest bardzo niezadowolonych, że NATO nic nie zrobiło – powiedział prezydent.

Choć pytanie hiszpańskiego dziennikarza do Donalda Trumpa dotyczyło baz w Hiszpanii i Niemczech, sam Lindsey Graham wzywał prezydenta do opuszczenia jedynie baz w Hiszpanii. Zrobił to w wywiadzie dla Fox News 10 marca. Uzasadniał to wówczas odmawianiem przez Madryt zgody na użycie baz morskich do ataków na Iran. – Do Hiszpanii: jeśli nie pozwolą nam korzystać z ich baz, a właściwie naszych baz lotniczych w ich kraju, aby uniemożliwić morderczemu reżimowi zdobycie broni jądrowej, która terroryzuje świat (…). Dziś wieczorem wzywam prezydenta Donalda Trumpa do przeniesienia wszystkich naszych baz z Hiszpanii – mówił.

Europa, Korea, Japonia i Chiny potrzebują odblokowania Cieśniny Ormuz

.Rozmawiając z dziennikarzami przed odlotem na weekend do swojej posiadłości na Florydzie, Donald Trump ponownie wezwał sojuszników – a także Chiny – do pomocy w otwarciu cieśniny Ormuz, twierdząc, że „będą musieli się trochę zaangażować”, bo Ameryka „nie korzysta” z cieśniny, a operacja odblokowania jej byłaby łatwa. – Nie potrzebujemy jej. Europa jej potrzebuje, Korea, Japonia, Chiny, wiele innych krajów. Więc będą musieli się trochę zaangażować – ocenił.

Zapytany o swoje twierdzenia, że operacja odblokowania cieśniny ma być „prostym manewrem”, Donald Trump powtórzył swoje zdanie. – To prosty manewr wojskowy. To stosunkowo bezpieczne, ale potrzeba dużo pomocy. W tym sensie, że potrzeba okrętów, potrzeba dużej ilości. NATO mogłoby nam pomóc, ale jak dotąd nie miało odwagi tego zrobić – powiedział. – Wiecie, w pewnym momencie ona (cieśnina) sama się otworzy – dodał. Powtórzył swoją wcześniejszą ocenę, że „militarnie już wygrał” wojnę z Iranem. – Z militarnego punktu widzenia, jedyne, co robią, to blokują cieśninę. Ale z militarnego punktu widzenia, są skończeni – skonstatował.

Jak mysz pod miotłą

.„Kiedy jeden z twoich ważnych sojuszników przychodzi i mówi, że ma problem, to nie odwracasz się plecami i nie trzaskasz drzwiami”. To słowa Hanno Pevkura, estońskiego ministra obrony, w reakcji na sugestie Donalda Trumpa, iż Ameryka oczekiwałaby zaangażowania w bezpieczeństwo cieśniny Ormuz ze strony tych wszystkich, którym zależy na dostawach ropy i gazu znad Zatoki Perskiej – pisze Jan ROKITA w opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” tekście „Jak mysz pod miotłą„.

Pevkur dodaje, iż to, do czego zdolna by była mała Estonia, to udział wyspecjalizowanych trałowców w rozminowaniu szlaku wodnego, ale rzecz jasna, dopiero wtedy, gdy zakończy się perski ostrzał statków próbujących wpłynąć do Zatoki albo z niej wypłynąć. „Wysłanie ludzi w środek aktywnej wymiany ognia bez odpowiedniej osłony byłoby samobójstwem” – mówi estoński minister. I nie sposób niczego zarzucić ani jego logice, ani sojuszniczej lojalności.

Rzecz nie w tym przecież, co naprawdę może zrobić Estonia dla uwolnienia przepływu przez Cieśninę Ormuz, bo wiadomo, że może mało albo zgoła nic. Rzecz w tym, że z perspektywy interesów graniczącego z Rosją i nieustannie zagrożonego małego państwa rząd Estonii, wyciągając życzliwą rękę do Ameryki, inwestuje w swoje narodowe bezpieczeństwo. Poczucie zagrożenia występuje dziś co prawda w całej Europie, o czym świadczą wyniki badań opinii publicznej. Choćby takie, jak ostatnio w Anglii (instytut YouGov), gdzie 55 proc. obywateli spodziewa się, że ich kraj w ciągu pięciu najbliższych lat będzie musiał wziąć udział w wielkiej wojnie z zaangażowaniem armii lądowej. Tyle tylko że w Europie owo poczucie zagrożenia jest wyraźnie stopniowalne.

.To nie przypadek, że jedyny rząd europejski, aż tak otwarcie manifestujący obecnie swą wrogość wobec USA, że w zasadzie stoi już po stronie perskiej satrapii – to rząd Hiszpanii. Oczywiście, ma tu znaczenie fakt, iż premier Sanchez to lewicowy doktryner, któremu nienawiść do Ameryki i Kościoła Katolickiego wpajano od młodości w skrajnym skrzydle Partii Socjalistycznej. Ale skłonny jestem mniemać, iż znaczenie ma tu także geografia: ta neokomunistyczna i antyfrankistowska Hiszpania zawsze kochała Sowiety i nigdy nie odczuwała nawet najmniejszego strachu przed Moskwą. Zresztą dla Hiszpanii NATO jest dziś w zasadzie dziwolągiem, który nie wiadomo czemu ma służyć, skoro wtedy, gdy kraj przystępował do sojuszu w roku 1981, chodziło tak naprawdę tylko o to, że obawiano się puczu pułkowników, a integracja z NATO miała wymusić pełny, i to umiędzynarodowiony polityczny nadzór nad armią. I chyba też w Polsce nikt przytomny nie wyobraża sobie, że w razie wojny z Moskwą Hiszpanie na serio mogliby być naszymi towarzyszami broni.

PAP/Oskar Górzyński/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 21 marca 2026