Prof. Andrzej K.KOŹMIŃSKI: Państwo mądrej równowagi Prof. Andrzej K.KOŹMIŃSKI: Państwo mądrej równowagi

Państwo mądrej równowagi

Prof. Andrzej K. KOŹMIŃSKI

Ekonomista, profesor nauk ekonomicznych, specjalizujący się w zakresie zarządzania, długoletni rektor Akademii Leona Koźmińskiego.

Ryc. Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autora

Preferowana przez Polaków wersja państwa opiekuńczego jest oparta na oczekiwaniu daleko posuniętego interwencjonizmu państwowego – pisze prof. Andrzej K. KOŹMIŃSKI

Imperatyw opiekuńczej, może ściślej, społecznej roli państwa jest oczywistością dla każdego, kto choćby powierzchownie obserwuje nastroje polskiego społeczeństwa i polską politykę. Dlatego nie sposób nie zgodzić się z prof. Ryszardem Bugajem, który pisze w swoim eseju poświęconym państwu opiekuńczemu, że „postulaty, by wyeliminować (lub prawie wyeliminować) działania państwa jako kluczowego podmiotu polityki społecznej, uznać trzeba za chybione” („Wszystko co Najważniejsze”, nr 27 [LINK]). Wydaje mi się jednak, że jest to w jakiejś mierze wyważanie otwartych drzwi.

Przede wszystkim nie ma wątpliwości, że znaczna większość polskiego społeczeństwa chce właśnie państwa opiekuńczego. Potwierdzają to wszystkie badania socjologiczne prowadzone w ostatnich latach. Posłużę się danymi z badań na reprezentatywnej próbie dorosłych Polaków, które prowadziliśmy w latach 2012–2014 w Akademii Leona Koźmińskiego i przedstawionymi przez Krzysztofa Zagórskiego i współautorów w książce wydanej w 2015 roku.

Aż 93,3 proc. badanych uważa, że państwo powinno tworzyć nowe miejsca pracy, aby każdemu zapewnić zatrudnienie, 85,4 proc., że powinno zapewnić każdemu dziecku dostęp do przedszkola, 82,3 proc., że powinno zapewnić wszystkim chętnym bezpłatną naukę na wszystkich poziomach, 87,3 proc., że powinno zapewnić bezpłatną opiekę zdrowotną każdemu obywatelowi, sprzeciwia się nawet drobnym symbolicznym opłatom za usługi zdrowotne, niemal 90 proc., że państwo powinno zapewniać tanie kredyty lub ulgi podatkowe zakładającym nowe przedsiębiorstwa, i jakby antycypując pandemię, 53 proc. sądzi, że powinno wspomagać upadające prywatne przedsiębiorstwa.

Preferowana przez Polaków wersja państwa opiekuńczego jest oparta na oczekiwaniu daleko posuniętego interwencjonizmu państwowego. Ponad 50 proc. badanych uważa, że państwo powinno określać wysokość płac, a niemal 40 proc., że powinno określać ceny. Także postulowana przez badanych struktura własnościowa jest „mocno socjalistyczna”. Niemal 80 proc. uważa, że państwowe lub w większości państwowe powinny być górnictwo, energetyka, lasy, służba zdrowia, a około 60 proc., że banki i fundusze emerytalne. Znamienny jest fakt, że ponad 20 proc. sądzi, że nawet handel detaliczny powinien być państwowy lub w większości państwowy.

Obywatele naszego kraju dają wyraz tym swoim preferencjom w wyborach. Dość powszechnie uważa się, że wybory parlamentarne w 1993 roku dały zwycięstwo siłom postkomunistycznym głównie dlatego, że zlekceważono potrzeby socjalne ludzi. Podobne zjawisko wystąpiło w 1997 roku, kiedy przegrała postsocjalistyczna koalicja, dlatego że realizowała politykę neoliberalną, zaniedbując „socjal”. W 2015 roku w przeddzień wyborów parlamentarnych zanieśliśmy zespołowi doradców ówczesnego premiera książkę prezentującą wyniki wspomnianych powyżej badań nad wyobraźnią ekonomiczną naszego społeczeństwa. Z pewnością do dziś jej nie przeczytali. Oczywisty dla mnie pogląd, że ekonomia i polityka gospodarcza, a zatem polityka w ogóle, bez socjologii empirycznej są ślepe i głuche, chyba do dziś nie przebił się do świadomości elit liberalnych i ich ekspertów ekonomicznych.

Populiści przeciwnie, precyzyjnie (niemal „punkt po punkcie”) czytają opinię publiczną i dostosowują do niej najpierw swój dyskurs i narrację, następnie konkretne obietnice, a wreszcie realizowane polityki i ich medialno-propagandową oprawę. Najczęściej jest to cyniczna gra obliczona na zdobycie i utrzymanie władzy w krótkim i średnim okresie „za wszelką cenę”, to znaczy kosztem długofalowego, zrównoważonego rozwoju, a zwłaszcza perspektyw i szans młodego pokolenia. Niekiedy taka populistyczna polityka prowadzi do całkowitej katastrofy ekonomiczno-społecznej, a nawet humanitarnej, jak w Wenezueli, niekiedy do mniej lub bardziej długotrwałego załamania ekonomicznego, jak we Francji w pierwszych latach socjalistycznego rządu François Mitterranda, do cofnięcia kraju w rozwoju o dziesięciolecia, jak w Grecji, czy do stagnacji trwającej całą dekadę, jak we Włoszech. Na porządku dziennym staje etyczny wymiar polityki: władza kosztem długofalowego interesu społecznego. Ale to działa i apetyt na tak okupiony sukces polityczny rośnie, podobnie jak możliwości zaspokojenia tego apetytu. Potwierdzają to wyniki kolejnych wyborów.

Niestety suweren nigdy nie był i nie jest władcą oświeconym. Od niepamiętnych czasów lud, kiedy tylko mógł, domagał się od władców, jak w starożytnym Rzymie, panem et circenses, pozostawiając tymże władcom troskę o ich sfinansowanie.

Postulowany w wyobraźni ekonomicznej współczesnych Polaków model państwa opiekuńczego wydaje się jakąś wyidealizowaną reinkarnacją państwa opiekuńczego, jakie funkcjonowało w Europie Zachodniej w okresie „30 wspaniałych lat, 1946–1975”, rozwoju, postępu i dobrobytu, jak je nazwał francuski ekonomista Jean Fourastié. Nietrudno się zorientować, że jest to inspiracja archaiczna i tego sukcesu nie da się dziś w żaden sposób powtórzyć. Pod naporem globalizacji i technologii kurczy się i zanika klasa średnia: główny beneficjent państwa opiekuńczego. W społeczeństwie wysokiego ryzyka charakteryzującego się „uogólnioną niepewnością” narasta polaryzacja: podział na wygranych i przegranych. Trzeba więc szukać jakiejś realistycznej odpowiedzi na społeczne oczekiwania, których bez odpowiedzi pozostawić nie można, jeśli pragniemy zachować wspólnotę.

Nie sposób bowiem nie zgodzić się z prof. Bugajem, że mimo całej prospołecznej retoryki i praktyki rozdawnictwa poważnie rozumiane państwo opiekuńcze nie zostało zasadniczo wzmocnione w ostatnich latach i nadal pozostaje niezdolne do wyrównywania szans. Ta opinia współbrzmi z tezami plenarnego referatu wygłoszonego na początku stycznia tego roku na dorocznej konferencji American Economic Association w San Diego przez Emmanuela Saeza. Uważa on, że standardowy model ekonomiczny nie pozwala na zadowalające rozwiązania czterech podstawowych problemów „państwa społecznego” (social state, jak je nazywa): edukacji, świadczeń emerytalnych, opieki zdrowotnej i komplementacji najniższych dochodów. Potrzebne jest uzupełnienie mechanizmu ekonomicznego o przesłanki społeczne. Podobnie jak prof. Bugaj uważam bowiem, że mimo „fałszywej wyobraźni ekonomicznej” w systemie demokratycznym rozstrzygnięcia o kształcie, funkcjach i znaczeniu państwa opiekuńczego powinny być zgodne z wolą większości i nie mogą być pozostawione rzekomo bezstronnym „technokratom ekspertom”. Trzeba więc zagrać z opinią publiczną podobnie jak populiści, „ale inaczej”. Na czym to może polegać?

Potrzebna jest platforma analizy i debaty publicznej, która umożliwiłaby „spotkanie w pół drogi” – rozsądku rządzących z rozsądkiem rządzonych. Punktem wyjścia musi być wszechstronna ocena za pomocą wskaźnika lub grupy wskaźników jakości funkcjonowania gospodarki i społeczeństwa, obejmująca zarówno „miękkie” społeczno-psychologiczne aspekty sytuacji (ludzkie postawy, odczucia, aspiracje), jak i „twarde” ekonomiczne jej wymiary. Od wielu lat pracujemy nad takim wskaźnikiem w interdyscyplinarnym zespole w składzie: prof. Adam Noga (ekonomista), prof. Krzysztof Zagórski (socjolog), dr Katarzyna Piotrowska (statystyk, psycholog) i piszący te słowa (zarządzanie), nazywanym BDI (wskaźnik zrównoważonego rozwoju). Różni się on od innych wskaźników ekonomicznego dobrostanu (takich jak Better Life Index, stosowany przez OECD, czy Human Development Index, opracowany przez UNDP) właśnie w pełni równorzędnym potraktowaniem ekonomicznych i socjologicznych aspektów rozwoju we wzajemnej ścisłej relacji. Składa się na nasz indeks 45 wskaźników uporządkowanych w czterech grupach, charakteryzujących cztery aspekty rozwoju:

  • Zewnętrzne relacje ekonomiczne z międzynarodowym otoczeniem gospodarczym, obejmujące m.in.: eksport, import, bilans płatniczy, kursy walut, oprocentowanie obligacji rządowych w porównaniu z zagranicznymi, zagraniczne inwestycje bezpośrednie.
  • Wewnętrzne ekonomiczne, obejmujące m.in.: poziom i dynamikę PKB, wynagrodzenia, konsumpcję, akumulację, poziom inflacji, dług publiczny, dynamikę produkcji przemysłowej i obrotów handlu.
  • Bieżąca sytuacja społeczna i jej oceny, obejmujące m.in.: zagrożenie ubóstwem, bezrobocie, poziom wydatków socjalnych, współczynnik nierówności GINI, emisję CO2, śmiertelność niemowląt, wydatki na opiekę zdrowotną, przestępczość.
  • Oczekiwania i przewidywania przyszłości w takich sprawach, jak sytuacja ekonomiczna osobista, rodziny i kraju, poziom optymizmu biznesu i konsumentów.

Badaliśmy dynamikę naszego wskaźnika w okresie 1999–2017 zarówno dla Polski, jak i dla 22 europejskich krajów OECD (przedstawiliśmy wyniki tych badań w anglojęzycznej książce wydanej w zeszłym roku przez Springera) i okazało się, że nasz wskaźnik mierzy poziom równowagi funkcjonalnej badanych gospodarek i społeczeństw, czyli poziom wzajemnego uzgodnienia, współzmienności badanych parametrów. Gdy rzeczywistość „rozjeżdża się” z oczekiwaniami i narastają negatywne oceny i pesymizm, system staje się coraz mniej sterowalny, czyli przestaje odpowiadać na impulsy ośrodka kierowniczego. Kiedy wszystkie cztery wymiary rozwoju pozostają w pełnej harmonii, pojawia się stagnacja. Optymalna jest sytuacja umiarkowanej nierównowagi, gdy oczekiwania i aspiracje wymuszają zmiany. Te zmiany nie mogą jednak zbyt głęboko wytrącić systemu z równowagi, np. poprzez nadmierne zadłużenie i jego konsekwencje.

W społeczeństwie demokratycznym „docieranie się” rozmiarów i struktury państwa opiekuńczego dokonuje się właśnie w procesie poszukiwania skomplikowanej równowagi, którego uproszczeniem wydaje się model kształtowania się wskaźnika BDI i jego czterech części składowych we wzajemnym związku. Tradycyjnie pojmowane państwo opiekuńcze stanowi niezwykle ważny, ale fragment procesu poszukiwania równowagi, który dotyka, najprościej rzecz ujmując, „mierzenia sił na zamiary”. Ten proces, w niemałej mierze emocjonalny i intuicyjny, oddany „ślepej polityce”, której jedynym punktem odniesienia jest władza, musi być obarczony ogromnym ryzykiem trudnych do cofnięcia błędów. Wymaga więc „ucywilizowania” w postaci odpowiednich ram analitycznych, określających warunki sporu politycznego, a przede wszystkim oparcia polityki gospodarczej i społecznej na realistycznych podstawach i znacznych zasobach aktualnych danych.

Kryterium wyboru staje się utrzymanie równowagi pomiędzy sprzecznymi nieraz potrzebami i możliwościami. W ten sposób tradycyjne państwo opiekuńcze przekształca się w nowoczesne państwo równowagi. Proces ciągłego „łapania” równowagi i odchodzenia od niej dokonuje się na bardzo wielu platformach negocjacyjnych, na których ścierają się różne racje dotyczące konkretnych spraw, takich jak np. organizacja i sposób finansowania różnych obszarów służby zdrowia, edukacji czy opieki społecznej. Wyklucza to scentralizowany, autokratyczny sposób zarządzania państwem, oparty na „woli politycznej” w jakiejkolwiek postaci. To złe wspomnienie tragicznego XX wieku.

.Nie jest przypadkiem, że najwyższe wartości wskaźnika BDI notują bogate demokracje typu skandynawskiego, gdzie najwyraźniej widać negocjacyjny tryb funkcjonowania państwa, kierującego się jak busolą wskazaniami utrzymania równowagi. Jest rzeczą znamienną, że te same kraje uzyskują też najwyższe oceny w rankingach praworządności i jakości rządzenia, takich jak np. World Governance Index, opracowywany przez Bank Światowy corocznie od 1995 roku dla stu kilkudziesięciu krajów świata. I ten argument przemawia za zastąpieniem pojęcia „państwa opiekuńczego”, o nieco paternalistycznym wydźwięku, pojęciem „państwa równowagi”.

Andrzej K. Koźmiński
Tekst ukazał się w nr 28 miesięcznika opinii “Wszystko co Najważniejsze” [LINK]. Inne teksty o Polskim Państwie Dobrobytu, w dyskusji zainicjowanej przez prof. Ryszarda Bugaja: [LINK].

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 15 maja 2021

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam