
Między obłędem a trwaniem
Pytaniem — na które odpowiedzą przyszłe pokolenia — jest, czy Zachód obroni rdzeń swojej kultury chrześcijańskiej. Człowiek Zachodu winien pragnąć jej zachowania, jeśli chce żyć godnie we wspólnocie wiążącej pokolenia. Ale nieustająco i konsekwentnie ogłupiany przez wiele już dekad coraz słabiej rozumie to swoje pragnienie i coraz częściej popada w acedię – pisze prof. Jacek KORONACKI
.Zachód jako podmiot społeczno–polityczny oparty na ideologii demokracji liberalnej jest widmem. Francuski filozof, historyk i politolog Alain Besançon wykazywał kiedyś, że widmem jest Rosja, ponieważ nie sposób jest dać pozytywny opis jej istoty. Fundamentem Rosji miała być filozoficzna negacja Zachodu, ale czysta negacja nie może być uzasadnieniem — jak powie filozof, racją — żadnego rzeczywistego bytu (podobnie rzecz się ma ze złem, które jest brakiem dobra). Także demokracja liberalna nie ma żadnego fundamentu, który by ją pozytywnie określał i nie może przeto dać żadnej legitymacji organizacji społecznej (państwu, prawu). Tym samym np. termin „demokratyczne państwo prawa” jest dziś wewnętrznie sprzeczny.
Powyższe stwierdzenie wydaje się niektórym zbyt ostre — zawarłem je dziesięć lat temu w jednym ze swoich krótkich artykułów (na łamach „Rzeczpospolitej Plus Minus” w marcu 2016 roku) i tak właśnie te słowa bywają odbierane. A przecież ów brak fundamentu jest tym, z czego liberałowie są dumni i przeto nic dziwnego, że dziś — by użyć porównania Ryszarda Legutki — możemy wymarzony świat liberałów uznać za podobny do domu towarowego, w którym dostępne są wszelkie towary i każdy może sobie wybrać jemu odpowiadający, nie zwracając uwagi na zdanie jakiegoś autorytetu, o przywołaniu racji głębszych nawet nie wspominając.
Liberalizm chciał być filozofią, ale przyjąwszy fałszywą wizję człowieka stał się programem — dziś mówi się projektem — ucieczki od namysłu nad istotą człowieczeństwa oraz od tego, co dotąd dla człowieka kultury łacińskiej było najważniejsze. Ograniczył się do ucieczki, której celu nie potrafił podać. By posłużyć się przykładem. Oto zdanie z uzasadnienia wyroku amerykańskiego Sądu Najwyższego, który w roku 1992 potwierdził prawo do zabicia nienarodzonego dziecka, gdy osiągnęło zdolność do życia poza organizmem matki, o ile ciąża zagraża jej życiu lub zdrowiu:
„W sercu wolności leży prawo osoby do zdefiniowania własnych pojęć istnienia, znaczenia, świata oraz tajemnicy ludzkiego życia.”
To zdanie z epoki już pochrześcijańskiej. W tej książce pokazuję, że liderzy oraz zwolennicy wspomnianej ucieczki są w istocie rzecznikami obłędu i końca historii człowieka znanego Zachodowi łacińskiemu.
W świecie z Bogiem uśmierconym i przeto świecie bez sensu, jego protagoniści chcą człowieka, który uległ humanofobii lub ojkofobii i który z ochotą przenosi się do rzeczywistości wirtualnej. Może taki człowiek — odarty z przywiązania do ojczyzny i jej historii, nie rozumiejący właściwego znaczenia rodziny i szerszej wspólnoty — wybrać między dataizmem Yuvala Harariego i kosmoteizmem, o którym napisała Chantal Delsol.
Miał to być świat cyberkapitalizmu rządzonego chciwością i w porządku etycznym niczym innym. Jak się polityczne i gospodarcze losy tego świata ułożą, jest niepewne. Pandemia i wojna na Ukrainie zmodyfikowały różne plany panującej oligarchii finansowo-biznesowej i sytuację dodatkowo skomplikowały. Ale też nie należy przeceniać znaczenia tych wydarzeń — jak nie byłyby tragiczne — dla geopolitycznej i geoekonomicznej przyszłości świata. Są katalizatorami zmian oraz doświadczanych kłopotów gospodarczych, wydatnie przyspieszyły ich pojawienie się, ale nie więcej. Niezależnie od nich szykuje się jakiś przewrót monetarny i trwa (ukryta albo nie) wojna o szlaki, którymi biec będą łańcuchy dostaw. Nie wiemy, jak długo USA będą chciały i mogły pozostać w Europie broniąc flanki wschodniej NATO. Nie wiemy, jak długo jeszcze istnieć będzie NATO. Mocarstwo amerykańskie czekają wielkie zmiany wewnętrzne — instytucjonalne i społeczne.
Zaczęły się dekady geopolitycznego przełomu, budowy świata jedno– wielo–centrycznego, z USA jako mocarstwem nadal najpotężniejszym i pragnącym zachować pewną kontrolę nad układami politycznymi na całym świecie. Sytuacja państw, które, jak nasza ojczyzna, nie mają szans na stanie się mocarstwami regionalnymi, ale mają wystarczający potencjał, by zachować (ograniczoną) suwerenność, będzie zależała od tego, jakie strategie rozwoju militarnego i gospodarczego już realizują albo zaczynają realizować. Jeśli nie mają dobrych strategii, suwerenność stracą. Jeśli podjęły albo podejmują obecnie właściwe strategie, mogą swoje pozycje w regionach wzmocnić.
Cały Zachód względnie słabnie. Na przełomie wieków XX i XXI, siedem najpotężniejszych gospodarek państw zachodnich (G7: (USA, Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Włochy, Kanada i Japonia)) panowało nad prawie 67 procentami gospodarki światowej. Państwa BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA) prawie się nie liczyły. Obecnie państwa BRICS odpowiadają za 22,4% światowej produkcji gospodarczej, USA za 26,4%, zaś pozostałych sześć państw z grupy G7 odpowiada za zaledwie 16,1% produkcji światowej. A pamiętać trzeba, że nie tylko Europie marzy się uniezależnienie od USA, również USA dążą do zostawienia Europy samej sobie.
Obecna dekada niesie kolejne lokalne katastrofy albo konflikty. Niewykluczone są kolejne lokalne wojny, np. w rejonie Morza Południowochińskiego. Wymierającej Europie grozi zalanie migrantami z Afryki. Ten ostatni problem wynika oczywiście ze względnego ubóstwa Południa. Ale fakt względnego ubóstwa coraz szerszych rzesz jest już także wewnętrznym problemem samego Zachodu (w książce piszę o nim w odniesieniu do USA, ale to problem całego rozwiniętego Zachodu). Problem względnego ubóstwa, albo szerzej nierówności społecznych na całym świecie jest jak tykająca bomba, która prędzej czy później może wybuchnąć. Ale może też zostać rozbrojona, nad czym na pewno panująca obecnie oligarchia pracuje, na przykład przez zapewnienie bezpieczeństwa garstce i drastyczne zubożenie reszty obywateli krajów wysoko rozwiniętych.
Niestety, III RP nie wykorzystała czasu danego jej po roku 1989 i, jak dotąd, nie potrafiła odegrać tej roli na flance wschodniej oraz w całym regionie Trójmorza, jaka powinna być jej udziałem. Nie wiem, czy potrafi zapewnić suwerenność (na ile suwerenność jest dziś w ogóle możliwa) naszego „katolickiego bastionu” między protestanckimi Prusami i prawosławną Rosją, dziś społecznościami silnie zlaicyzowanymi. I przyznaję, że obecnie z pewnym niepokojem patrzę na trwającą w Ukraińcach tendencję do polegania na Niemcach. Czy Ukraina odbudowana po rosyjskiej napaści nie zawiąże niebezpiecznego dla Polski aliansu z Niemcami, wówczas już Niemcami otwarcie przewodzącymi Europie? W roku 1795 zabrakło dla Polski miejsca na mapie Europy. I odtąd już tego miejsca miało nie być zbyt wiele.
Cywilizacje umierają, kolejne się rodzą. Procesy te opisują wielcy historycy, którzy od co najmniej stu lat zapowiadali upadek Zachodu. Pytaniem — na które odpowiedzą przyszłe pokolenia — jest, czy Zachód obroni rdzeń swojej kultury chrześcijańskiej. Człowiek Zachodu winien pragnąć jej zachowania, jeśli chce żyć godnie we wspólnocie wiążącej pokolenia. Ale nieustająco i konsekwentnie ogłupiany przez wiele już dekad coraz słabiej rozumie to swoje pragnienie i coraz częściej popada w acedię. Trwa wyścig z czasem — czy siły zła zdążą zabić w człowieku Zachodu to, co w nim ludzkie i prawe, czy też obudzi się i wznieci bunt, jakkolwiek zrazu nieporadnie, ponieważ większości odebrano szacunek dla własnej tożsamości i historii oraz narzucono język niezdolny wyrazić wiele z najgłębszych pragnień, uformowanych w duszy ludzkiej przez chrześcijaństwo. Katolik ma obowiązek pracować na rzecz takiego przebudzenia Zachodu i modlić się o nie. Jak też modlić się o mocne włączenie się Kościoła nauczającego w pracę nad tym przebudzeniem.
.Zebrane w niniejszej książce teksty stanowią próbę zwięzłego opisania obecnej kondycji człowieka Zachodu i tego, jaką drogą do niej zmierzał. Pisane były w latach 2017–2025 i ich większość była już publikowana, ale na użytek tego tomu zostały uaktualnione i tak zmienione, by uniknąć niepotrzebnych powtórzeń. Z rzadka dodałem nowe informacje lub ulepszyłem wcześniejsze ujęcie danego zagadnienia.
Książka jest próbą opisu owego „między” – między być może końcem Zachodu cywilizacji łacińskiej i trwaniem naszego świata. Jej pierwsza część zawiera krótki opis dróg myśli zachodniej, które prowadziły od Średniowiecza do zasypania źródeł kultury Zachodu i tym sposobem zrodzenia się idei obłędnych. Dwa pierwsze rozdziały są streszczeniem syntez filozoficznych przede wszystkim dwóch autorów — wybitnego Étienne Gilsona i zbyt mało w Polsce czytanego, niestety przedwcześnie zmarłego w roku 2017, myśliciela amerykańskiego Petera Augustine’a Lawlera.
W kolejnych rozdziałach — w sposób wybiórczy i bardzo szkicowy — pochylam się nad pewnymi elementami historii politycznej Zachodu. W części tej zwracam również uwagę na takie przejawy obłędu mającego obalić człowieka, jak uczynienie zeń cyborga w świecie wirtualnym, czy zmierzanie ku hodowli ludzi o pożądanych cechach. W rozdziałach poświęconych historii politycznej, specjalną uwagę przykładam do opisania roli oligarchii finansowo–biznesowej w dziele rządzenia światem.
Celem jednego z rozdziałów poświęconych historii Zachodu jest przypomnienie osiągnięć naukowych i technicznych Średniowiecza. Typowe spojrzenie na Średniowiecze powtarza jego krytykę autorstwa historyków protestanckich oraz antykatolickich i nie jest sprawiedliwe. Warto chyba zatem było pomieścić takie przypomnienie, oddając choć trochę sprawiedliwości epoce przednowożytnej.
Część druga to Podglądanie USA i Polski. Gdy przedmiotem zainteresowania jest między innymi historia polityczna Zachodu, nie sposób przynamniej nie rzucić okiem na historię Ameryki i jej dzisiejszą kondycję, przecież najważniejszego państwa Zachodu i ciągle największego mocarstwa na Ziemi. Trudno też nie poświęcić paru stron własnej ojczyźnie, w tym przypadku uwag spisywanych na gorąco od roku 2008 do końca roku 2025.

.W dwóch pierwszych rozdziałach części trzeciej pochylam się nad zjawiskiem tzw. sztucznej inteligencji. To dziś temat mający znaczenie doniosłe oraz rodzący, według niektórych, pytanie, jak się ta inteligencja ma do nas — osób ludzkich. I dlatego w rozdziale kolejnym wskazuję, iż nasza natura rozumna nie jest materialna. Trzy ostatnie rozdziały poświęcam poszukiwania Prawdy oraz miejscu Kościoła w świecie.
Fragment książki „Między obłędem a trwaniem”, wyd. Von Borowiecky, 2026 r. [LINK]




