Prof. Janusz WRÓBEL: Wrzesień 1939 r. Polacy na uchodźczych szlakach

Wrzesień 1939 r. Polacy na uchodźczych szlakach

Photo of Prof. Janusz WRÓBEL

Prof. Janusz WRÓBEL

Historyk zajmujący się badaniami emigracji polskiej, okupacji niemieckiej w latach 1939-1945 oraz dziejami regionu łódzkiego w XX w.

We wrześniu 1939 r. granicę przekroczyło wielu intelektualistów i ludzi pióra. Szacowano, że tylko w Rumunii znalazło się 114 dziennikarzy i publicystów. Na uchodźstwie znaleźli się znani pisarze i poeci: Melchior Wańkowicz, Julian Tuwim, Kazimierz Wierzyński, Antoni Słonimski, Jerzy Giedroyć; naukowcy: Stanisław Kot, Stanisław Stroński, Karol Estreicher, Olgierd Górka. Przyszło im wkrótce odegrać znaczącą rolę w życiu kulturalnym i politycznym polskiej emigracji wojennej – pisze prof. Janusz WRÓBEL

Ewakuacja we wrześniu 1939 r.

.Niekorzystny przebieg bitwy granicznej w pierwszych dniach września 1939 r., a zwłaszcza przełamanie polskiej obrony przez niemieckie zgrupowania pancerne zmierzające w kierunku stolicy, zmusiły władze polskie do rozpoczęcia ewakuacji urzędów centralnych. Już trzeciego dnia wojny Naczelny Wódz, marsz. Edward Rydz-Śmigły polecił premierowi Felicjanowi Sławoj-Składkowskiemu rozpocząć przygotowania do ewakuacji z Warszawy urzędów centralnych na teren Lubelszczyzny. Specjalne pociągi ewakuacyjne oraz kolumny samochodowe opuszczały miasto w nocy z 4 na 5 września i w ciągu 5 września.

Następnego dnia Naczelny Wódz podjął decyzję o ogólnym odwrocie wojsk na wschód w celu obrony linii rzek Narew-Wisła-Dunajec. Wieczorem tego samego dnia poinformował o tym premiera, który zrządził ewakuację urzędów centralnych z Lubelszczyzny na Wołyń. Ewakuacja władz centralnych i ludności przebiegała w warunkach potęgującego się chaosu i paniki, do czego przyczyniło się 6 września wystąpienie przed mikrofonami Polskiego Radia ppłk Romana Umiastowskiego, szefa propagandy Sztabu Naczelnego Wodza. Wezwał on ludność Warszawy do budowy barykad oraz nakazał wszystkim mężczyznom zdolnym do noszenia broni ewakuować się na wschód. Na drogi wyległy tysiące osób, i to nie tylko mężczyzn, i nie tylko z Warszawy. 

W ślad za urzędami centralnymi i administracją lokalną podążali uchodźcy cywilni. Był to ruch żywiołowy i niekontrolowany. Mieszkanka Warszawy tak opisała wyjście z miasta: „Po rozsłonecznionym dniu wrześniowym wzeszła na niebo piękna księżycowa noc. Przez wszystkie mosty walił na Pragę tłum ludzi z walizami, tobołkami na plecach, na furkach, dorożkach, w samochodach, pieszo. Ulicami nie sposób było iść, trzeba było przepychać się, tłoczyć, przystawać, wołać na pogubionych w ciemnościach towarzyszy. […] Wreszcie skończyło się miasto, pozostały gdzieś w mroku domy, ulice, tramwaje z trudem ledwie sunące, ponure sylwetki kamienic. Ale tłum ludzi biegnących w pośpiechu przed siebie nie skończył się. I nadal – setki kilometrów szliśmy w zgiełku, w ścisku, w kurzu gęstym jak dusząca mgła”.

W dniach 8 i 9 września urzędy centralne rozlokowały się w Łucku, Równem, Dubnie, Krzemieńcu i okolicach tych miejscowości. Prezydent Ignacy Mościcki zamieszkał w pałacu Radziwiłłów w Ołyce. Wbrew nadziejom Wołyń nie mógł być bezpiecznym schronieniem dla urzędów centralnych i mas uchodźców cywilnych. Wobec szybkich postępów wojsk niemieckich marsz. Rydz-Śmigły zarządził w nocy z 13 na 14 września ewakuację prezydenta, rządu i urzędów centralnych na Pokucie w pobliże granicy z Rumunią. Prezydent Mościcki znalazła się w Załuczu pod Śniatyniem, w Kutach ulokowano Ministerstwo Spraw Zagranicznych, a w Kosowie i okolicach pozostałe ministerstwa i urzędy centralne.  

Władysław Pobóg-Malinowski, we wrześniu 1939 r. urzędnik MSZ, autor fundamentalnej Najnowszej historii politycznej Polski, bardzo krytycznie ocenił sposób zorganizowania i przeprowadzenia ewakuacji władz centralnych i administracji państwowej. W jego opinii „Nie wolno było pozostawić ludności bez kierownictwa ani w stolicy, ani w głębi kraju. […] Wyjazd wszystkich przedstawicieli władz – rządowych, wojewódzkich i powiatowych – równoznaczny stał się w skutkach z porzuceniem ludności na pastwę losu i puszczeniem jej samopas w nowych dla niej, tragicznie ciężkich, warunkach i po straszliwym wstrząsie. Musiało to wywołać falę powszechnego żalu, rozgoryczenia, oburzenia, gniewu. Władze uchodząc, jakby nie pamiętały o tym, jakimi oczyma patrzy na to ludność i jak to musi komentować”. 

Zmotoryzowane kolumny ewakuacyjne urzędów centralnych torowały sobie drogę ku granicy, ale położenie mas zwykłych uchodźców było daleko gorsze. Nadzieja, że dotrą do bezpiecznych rejonów kraju prysła w zderzeniu z okrutną rzeczywistością. Nacierające oddziały Wehrmachtu były szybsze niż wlokące się kolumny uciekinierów. Ostatecznym ciosem dla podążających na wschód uciekinierów było wkroczenie wojsk sowieckich od wschodu 17 września, co sprawiło, że w całej Polsce nie było już bezpiecznego skrawka ziemi. 

Rumunia, Węgry, Litwa, Łotwa

.Podczas gdy setki tysięcy ludzi powracały do swych domostw w okupowanym kraju, dziesiątki tysięcy Polaków przekraczały granice sąsiednich krajów. Prezydent Ignacy Mościcki przekroczył granicę rumuńską w Kutach po godz. 21.30 17 września 1939 r. Zaraz za nim przez most na Czeremoszu przejechali członkowie korpusu dyplomatycznego a potem rząd polski w pełnym składzie z wyjątkiem premiera Felicjana Sławoj-Składkowskiego, który pozostał jeszcze na terytorium Polski u boku marsz. Rydza-Śmigłego. Razem z rządem do Rumunii wyjechali inni szefowie najwyższych instytucji państwa polskiego. Na emigrację udało się również wielu prominentnych przedstawicieli władz wojewódzkich i powiatowych. Po północy 18 września Polskę opuścili Naczelny Wódz, marsz. Rydz-Śmigły i premier Sławoj Składkowski. 

Granicę przekroczyło wielu intelektualistów i ludzi pióra. Szacowano, że tylko w Rumunii znalazło się 114 dziennikarzy i publicystów. Na uchodźstwie znaleźli się znani pisarze i poeci: Melchior Wańkowicz, Julian Tuwim, Kazimierz Wierzyński, Antoni Słonimski, Jerzy Giedroyć; naukowcy: Stanisław Kot, Stanisław Stroński, Karol Estreicher, Olgierd Górka. Przyszło im wkrótce odegrać znaczącą rolę w życiu kulturalnym i politycznym polskiej emigracji wojennej. Moment przekraczania granicy państwowej opisywało w listach i pamiętnikach wielu uchodźców, dla wszystkich był to dramat, dla wielu ostateczne pożegnanie z ojczyzną. 

Polscy uchodźcy cywilni, którzy jesienią 1939 r. znaleźli się w sąsiednich krajach stanowili poważny problem humanitarny. Tylko niewielka część tych ludzi dysponowała wystarczającymi środkami, aby ułożyć sobie życie na obczyźnie. Wysocy urzędnicy państwowi, ludzie wolnych zawodów, przemysłowcy i ziemianie często uratowali z pogromu część majątku w walutach zagranicznych lub precjozach, jednak ogromna większość uchodźców znalazła się na obczyźnie bez środków do życia. Ich majątek nieruchomy pozostał w Polsce, a na szlakach ucieczki utracili znaczną część lub wręcz cały majątek ruchomy. Zasoby pieniężne w złotych polskich, wkrótce okazały się niewiele warte, trudno wymienialne na waluty krajów azylu. Co gorsze, wielu przekraczało granicę w letniej odzieży, a już w październiku zaczęły się chłody, nadciągała wyjątkowo ostra zima 1939/1940. 

Od początku było więc oczywiste, że uchodźcy będą wymagali wszechstronnej pomocy i długotrwałej opieki. W pierwszej kolejności udzielić jej mogły władze krajów w których się znaleźli pod koniec września, a więc Litwy, Łotwy, Rumunii i Węgier. W pewnym zakresie uchodźcy mogli liczyć na pomoc rządu polskiego na uchodźstwie. Jego możliwości, zwłaszcza na początku były jednak bardzo ograniczone. Dużo większe nadzieje wiązano natomiast z pomocą ze strony sojuszników: Francji i Wielkiej Brytanii, krajów zamożnych a do tego dysponujących rozległymi posiadłościami kolonialnymi i dominiami poza Europą. Wiele spodziewano się również po krajach neutralnych, zwłaszcza tych, gdzie liczna była Polonia. 

Cztery wspomniane kraje sąsiednie, zaskoczone wybuchem konfliktu u ich granic i gwałtownym przebiegiem działań wojennych, pociągających za sobą napływ uchodźców wojskowych i cywilnych, musiały szybko reagować na wytworzoną sytuację. Na szczęście wszystkie te kraje otworzyły granice, przyjęły uchodźców i zmierzyły się z kryzysem humanitarnym wywołanym napływem tysięcy uchodźców.

Pierwsi uchodźcy polscy na granicy węgierskiej pojawili się już 10 września 1939 r. i odtąd z każdym dniem było ich więcej. W tydzień później, 17 września rząd węgierski szeroko otworzył przejścia graniczne dla polskich cywilów i wojskowych. Uchodźcy cywilni przemieszani z kolumnami wojskowymi napływali ku granicy drogami wiodącymi przez przełęcze karpackie: Użocką, Tucholską, Wyszkowską i Tatarską. Władze węgierskie zamknęły granicę 28 września na skutek interwencji niemieckiej dyplomacji. 

Rząd w Bukareszcie nakazał otwarcie przejść granicznych już 15 września. Granicę przekraczano w Kutach przez most na Czeremoszu, a także w Śniatyniu, Zaleszczykach i w Serafińcach. Wolny wjazd do obu tych krajów nie trwał długo. Granica rumuńska została zamknięta dla Polaków 21 września, kiedy do przejść granicznych dotarły pierwsze oddziały sowieckie. 

Długa granica polsko-litewska otwarta została dla obywateli polskich, najpierw dla wojska a potem także dla cywilów, 19 września, a masowy napływ uchodźców trwał do 26 września. Ewakuacja odbywała się głównie szosami prowadzącymi z Wilna do Wiłkomierza i Kowna, ale granicę przekraczano również w innych miejscach. Granicę łotewską Polacy zaczęli przekraczać 17 września na wieść o wkroczeniu wojsk sowieckich do Polski. Już 22 września stało się to niemożliwe, gdyż przejście graniczne w Turmoncie obsadziły wojska sowieckie.  

Rząd polski na obczyźnie pod przewodnictwem gen. Władysława Sikorskiego zaprzysiężony został 1 października 1939 r. W kilka dni później w jego skład wszedł Jan Stańczyk, który otrzymał resort opieki społecznej. 

Rząd finansował swoją działalność głównie z kredytów gotówkowych przyznanych przez państwa sojusznicze, Francję i Wielką Brytanię na mocy układu z 7 września 1939 r., przewidującego udzielenie Polsce kredytów w wysokości 5 mln funtów szterlingów i 600 mln franków francuskich. Już w październiku tego roku można było te pieniądze wykorzystać na cele cywilne, w tym na pomoc dla uchodźców. 

.Terytoria obu sojuszniczych mocarstw stały się schronieniem dla tysięcy polskich uchodźców, a ich rządy i społeczeństwa roztoczyły nad nimi opiekę. Nie bez znaczenia było i to, że polskie placówki zagraniczne spieszące z pomocą uchodźcom w krajach neutralnych mogły liczyć na wsparcie dyplomatów angielskich i francuskich.

Janusz Wróbel

Fragment książki: Polacy na uchodźczych szlakach (1939-1945), seria „Biblioteczka Szlaków Nadziei”, wyd. IPN, 2024 [LINK].

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 10 października 2024