Prof. Jeff JARVIS: Prasa niczego konstruktywnego już nie wnosi, wręcz przeciwnie – szkodzi demokracji

Prasa niczego konstruktywnego już nie wnosi, wręcz przeciwnie – szkodzi demokracji

Photo of Prof. Jeff JARVIS

Prof. Jeff JARVIS

Wykładowca, pisarz, intelektualista badający nowe media. Gorący obrońca idei Open Web i transparentności w Internecie.

Ryc. Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Kamala Harris nie potrzebuje prasy, to prasa potrzebuje Kamali Harris. A ona może skorzystać z wielu innych opcji dzielenia się swoimi poglądami – poza prasą, za to bezpośrednio z opinią publiczną – pisze prof. Jeff JARVIS

Margaret Sullivan – którą bardzo szanuję i z którą prawie zawsze się zgadzam – napisała felieton dla „The Guardian” zatytułowany Kamala Harris musi udzielać wywiadów dla prasy. Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem.

Po pierwsze: dla jakiej „prasy”? Kto ma być rozmówcą kandydatki na prezydenta? Zepsuty i mściwy „The New York Times”? Podążający w nowym kierunku „The Washington Post”? Gazetowe plewy funduszy hedgingowych? Pozbawione steru CNN czy NPR? Faszystowskie media Murdocha? Nie. Kamala Harris może skorzystać z wielu innych opcji dzielenia się swoimi poglądami – poza prasą, za to bezpośrednio z opinią publiczną. Klasyczną gwardię publicystyczną można i należy pomijać.

Zachowanie dziennikarzy pozostawia bowiem wiele do życzenia. Ich pytania nie zmierzają do tego, by przedstawić wyborcom kwestie polityczne. Nie. Dziennikarze chcą po prostu uzyskać chwytliwy cytat. Niektórzy usprawiedliwiają to zachowanie, argumentując, że jest to swoisty test dla kandydatów na urząd prezydenta. Jednak nie jest to żaden test, lecz zwykłe zapędzanie polityka w kozi róg. Wyborcy muszą być przede wszystkim informowani o wizji politycznej kandydatów na prezydenta i jej konsekwencjach. Zadaniem kandydata jest udzielanie tych informacji, a zadaniem wyborców – ich ocenianie. Prasa jest w tym procesie zbędna. Owszem, może to wszystko analizować. Ale pytania dziennikarzy ani odrobinę nie wspomagają dziś procesu informowania.

Jeśli kandydująca na urząd prezydenta Kamala Harris zrezygnuje z wywiadów z wrogą prasą – do której zalicza się już nie tylko Fox, ale też „The New York Times” i „The Washington Post” – a udzieli wywiadu dla MSNBC, natychmiast spotka się z zarzutami o unikanie niewygodnych pytań (i pal licho ostatni wywiad Elona Muska z Donaldem Trumpem, który bez przesady można nazwać jedną wielką laurką pochwalną).

Kolejna kwestia dotyczy charakteru. O tym dowiedzielibyśmy się najwięcej z rozmowy między Kamilą Harris i Timem Walzem a Howardem Sternem (jego wywiad z Joe Bidenem był znakomity i odkrywczy) lub gospodarzami podcastów czy „The Late Night Show” (np. Stephenem Colbertem, ale za żadne skarby nie Jimmym Fallonem).

Najbardziej ucieszyłbym się jednak, gdyby Kamala Harris i Tim Walz całkowicie pominęli stare media – prowadzone przez ludzi, którzy wyglądają jak ja – za to prowadzili rozmowy z prasą społeczności czarnoskórych i Latynosów oraz uczestniczyli w podcastach do nich kierowanych. W ten sposób potwierdziliby znaczenie tych grup, jednocześnie umniejszając rolę uprzywilejowanej wpływowej kliki, od dawna już zasiedziałej w dyskursie politycznym.

Powtórzę: dziennikarze potrzebują Kamali Harris, ale ona nie potrzebuje ich. Skomlą o to, co uważają za swoje przyrodzone prawo, wyłącznie dla zaspokojenia swojego własnego redakcyjnego ego i zwrócenia na siebie uwagi (a także dla pieniędzy). Nie zasłużyli na swoją rolę; utracili ten przywilej wskutek swojego zachowania. Nadszedł czas, abyśmy stawili czoła zepsuciu prasy. Nie pełni już ona konstruktywnej i produktywnej roli. Wręcz przeciwnie, szkodzi demokracji. Potyczki z dziennikarzami to nie sprawdzian dla kandydatów na prezydenta. To egzamin dla prasy – oblewany przez nią raz za razem.

Niezwykle ważne jest również, abyśmy jako nauczyciele dziennikarstwa umożliwili naszym uczniom uwolnienie się od niepowodzeń mediów i zbudowanie innej przyszłości dla dziennikarstwa. Pomóżmy im wejść na drogę zadośćuczynienia za grzechy mediów przeszłości i teraźniejszości poprzez słuchanie – prawdziwe słuchanie – opinii publicznej, której mają służyć.

Jeff Jarvis
Tekst pierwotnie ukazał się w języku angielskim na stronie autora w serwisie Medium.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 6 października 2024