Prof. Simon GOLDHILL: Co klasycy dali chrześcijaństwu?

Co klasycy dali chrześcijaństwu?

Photo of Prof. Simon GOLDHILL

Prof. Simon GOLDHILL

Profesor literatury i kultury greckiej na Uniwersytecie w Cambridge. Sekretarz Spraw Zagranicznych Brytyjskiej Akademii Nauk. Jego książki zdobyły trzy międzynarodowe nagrody i zostały przetłumaczone na dziesięć języków.

Ryc. Fabien CLAIREFOND

Historia relacji klasyki i chrześcijaństwa, zarówno w okresach pełnej zgody, jak i gwałtownych sporów, stanowi przejaw złożoności, bogactwa i powagi batalii między radykalnymi a konserwatywnymi siłami celem zrozumienia przeszłości – pisze prof. Simon GOLDHILL

.U swoich początków chrześcijaństwo było małą żydowską sektą, która stopniowo podbiła Imperium Rzymskie. Jest to dobrze znana historia z „późnego antyku”, często określana jako chrystianizacja Imperium Romanum. Proces ten zdefiniował historię Europy, zwłaszcza wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. A kiedy, jak i gdzie chrześcijaństwo oddzieliło się jako religia od judaizmu, to jedna z najdłużej trwających debat naukowych na styku historii i teologii. Odpowiedzi na te pytania z okresu od Zesłania Ducha św. po śmierci Jezusa do V w. znacząco różnią się od siebie, a każda z nich motywowana jest zarówno mieszanką ideologii i stronniczości, jak i selektywnym doborem dowodów historycznych.

Wraz z chwilą, gdy Euzebiusz z Cezarei (ok. 262–339) dał w IV w. początek historii Kościoła, chrześcijańscy historycy malują jej obraz, wyraźnie wywyższając się, jako opowieść o opatrznościowej przemianie świata przez samego Boga. Imperium Augusta rozrosło się dokładnie po to, by szerzenie się chrześcijaństwa stało się możliwe. Rzym stał się potęgą w ramach Bożego planu. Podczas bitwy przy Moście Mulwijskim w 312 r. Konstantyn ujrzał na niebie krzyż i usłyszał in hoc signo vinces, czyli „pod tym znakiem zwyciężysz” – a reszta to… historia. Ta opowieść przekazywana w nieznacznie odmiennych wersjach tłumaczy nam, jak chrześcijaństwo przemieniło pogański świat kultury greckiej i rzymskiej.

Chciałbym opowiedzieć zupełnie inną historię. To opowieść o tym, jak klasycy – studiujący starożytną grecką i łacińską literaturę pogańską, filologię klasyczną, filozofię i historię starożytności – zmienili chrześcijaństwo. Jest ona kluczowa dla tego, jak rozumiemy miejsce klasyki jako ośrodka konserwatyzmu lub rewolucyjności. To kwestia, którą czytelnicy Antygony uznają za palący problem dla współczesnego szkolnictwa akademickiego.


Ezdrasz przedstawiony w klasztornym skryptorium; iluminacja w Kodeksie Amiatyńskim, najstarszym kompletnym rękopisie łacińskiej Wulgaty, opactwo Monkwearmouth-Jarrow, anglosaskie Królestwo Nortumbrii, ok. 710 (własność opactwa Abbazia di San Salvatore w Monte Amiata, ale zdeponowana w Bibliotece Laurenziana we Florencji we Włoszech)

.Nim powrócę do czasów późnej starożytności, chciałbym omówić dwie kluczowe przemiany w nie tak odległej historii. Pierwsza z nich przypada na renesans, którego nazwa pochodzi od odkrycia na nowo starożytnej Grecji i Rzymu. Można ją sobie łatwo zwizualizować jako ewolucję samotnego, zgarbionego mnicha ślęczącego nad tekstem przy świetle świec do śnieżnobiałego, nagiego i muskularnego Dawida dłuta Michała Anioła, wystawionego publicznie na światło słońca. Ale dla mnie ikoną renesansu jest Erazm z Rotterdamu. Desiderius Erasmus (1466–1536) był czołową postacią epoki pisania listów, a jego nauki przyczyniły się do rozpalenia ducha reformacji i narodzin protestantyzmu, choć w przeciwieństwie do Marcina Lutra (1483–1546) nie dążył do tak radykalnych konsekwencji swoich działań. Erazm uczył się greki na początku XVI w., a od czasu studiów w Queens’ College w Cambridge głosił, jak ważne jest czytanie Ewangelii i innych źródłowych tekstów chrześcijaństwa w języku, w którym zostały napisane. Jego zawołaniem stało się zaczerpnięte z psalmów ad fontes („do źródeł” – fraza quemadmodum desiderat cervus ad fontes aquarum ita desiderat anima mea ad te Deus w Biblii Jakuba Wujka została przetłumaczona na: „Jako pragnie jeleń do źródeł wodnych, tak pragnie dusza moja do ciebie, Boże” – przyp. tłum.), lecz u niego te słowa oznaczają zarówno groźbę, jak i obietnicę nowej nauki.


Ezdrasz przedstawiony w klasztornym skryptorium; iluminacja w Kodeksie Amiatyńskim, najstarszym kompletnym rękopisie łacińskiej Wulgaty, opactwo Monkwearmouth-Jarrow, anglosaskie Królestwo Nortumbrii, ok. 710 (własność opactwa Abbazia di San Salvatore w Monte Amiata, ale zdeponowana w Bibliotece Laurenziana we Florencji we Włoszech).

.Zapoznawszy się z greckimi manuskryptami Biblii, Erazm przystąpił do ponownego tłumaczenia Wulgaty św. Hieronima ze Strydonu, używanej wówczas od stuleci zarówno w Kościele, jak i do lektury prywatnej. W 1516 r. opublikował swój przekład i – ku oburzeniu i zniesmaczeniu chrześcijan w całej Europie – w miejscu słynnego pierwszego wersetu Ewangelii wg św. Jana in principio erat Verbum pojawiły się słowa in principio erat Sermo, czyli „na początku była Mowa/Rozmowa” zamiast „Słowo”. I choć to tłumaczenie greckiego ἐν ἀρχῇ ᾖν ὁ λόγος (en archē en ho logos) jest jak najbardziej do obrony, wywołało wśród wiernych wielkie zgorszenie. Co więcej, pojedynczego wersetu Nowego Testamentu, który wydaje się proponować dowody myślenia trynitarnego, w 1 Liście św. Jana (5,7), Erazm nie mógł odszukać w żadnym wczesnym rękopisie, więc usunął go jako zbędną interpolację. To wykreślenie okazało się jeszcze większym wyzwaniem rzuconym podstawom teologicznym nicejsko-konstantynopolitańskiego  wyznania wiary. Jak przerażająca i znienawidzona była ta ingerencja, widać z zapisu procesu anabaptysty Hermanna van Flekwyka, którego spalono na stosie 10 czerwca 1569 r.

Inkwizytor (franciszkanin Cornelius Adrians – przyp. tłum.): Zatrutą ssałeś pierś Erazma… A św. Jan rzecze: „Albowiem trzéj są, którzy świadectwo dają na niebie: Ojciec, Słowo i Duch Święty; a ci trzéj jedno są” (przekład z Biblii Jakuba Wujka – przyp. tłum.).

Anabaptysta: Lecz jam słyszał, iże Erazm w swych „Annotationes” twierdzi, że słowa te nie padają w greckim oryginale (Annotationes in Epistolam Ioannis Primam – przyp. tłum.).

Krytyka tekstu Erazma stała się sprawą życia i śmierci. Studiowanie starożytnych greckich tekstów stanowiło punkt wyjścia dla protestantyzmu, co z kolei doprowadziło do krwawego sporu reformacji i kontrreformacji. Z tego też powodu pewien duchowny oświadczył: „Nauka greckiego jest herezją”. Greka, twierdził inny, parodiując Erazmowe ad fontes, była „źródłem wszelkiego zła” (Nicolaas Baechem zwany Egmondanusem lub Edmondanusem – przyp. tłum.). Ci teologiczni konserwatyści mogą wydawać się szaleni i przerażeni zarazem, byli jednakowoż świadomi tego, co następuje. Oto studia klasyczne nadawały nowy kształt współczesnemu chrześcijaństwu.


Old Hall w Queens’ College w Cambridge. Po lewej wisi portret Erazma pędzla Thomasa Hudsona, a obok niego portrety Elizabeth Woodville, żony króla Anglii Edwarda IV Yorka i drugiej założycielki College’u, oraz Sir Thomasa Smitha, uczonego i erudyty epoki elżbietańskiej.

.Wiek XIX, drugi z kluczowych okresów przemian, często określany jest mianem epoki sekularyzacji Zachodu. Historia triumfującej sekularyzacji, promowanej przez materialistyczne rozumienie nauki, stanowi nazbyt uproszczoną narrację. Jednakże od połowy tego stulecia powstanie Kościoła i jego akty założycielskie jęły natrafiać na coraz to większe wyzwania. Z jednej strony geologia rzuciła rękawicę biblijnemu rozumieniu początków świata, który okazał się nie do obrony, a z drugiej biologia i ewolucyjna teoria Darwina podważyły wyliczone pokolenia ludzkości od Adama do Augusta. Jednak najbardziej bolesne dla wielu fundamentalnych chrześcijan jawiły się krytyczna analiza historii i filologiczne studia starożytnych pism.

Konstantin von Tischendorf (1815–1874) był łowcą rękopisów i bohaterem pokroju Indiany Jonesa (a przynajmniej za takiego w swoim mniemaniu uchodził). Jego największym odkryciem jest Kodeks Synajski przechowywany obecnie w Bibliotece Brytyjskiej. W klasztorze Św. Katarzyny na górze Synaj w 1859 r. von Tischendorf odkrył najstarszy rękopis greckiej Biblii, co natychmiast wywołało międzynarodowe poruszenie (przejęzyczenie autora: Kodeks został odkryty w 1844 r., a w 1859 r. skompletowany – przyp. tłum.). To przybliżyło czytelnikom oryginalną treść Ewangelii bardziej, niż mógł to zrobić jakikolwiek poprzedni tekst. Aczkolwiek pojawił się nowy kłopot – otóż rękopis zawierał ponad 20 tys. poprawek, ujawniając poważne spory na temat tego, jak prawidłowo odczytywać Biblię, a co gorsza, Kodeks bez żadnych naukowych wątpliwości wykazał, że ostatnie wersety Ewangelii wg św. Marka stanowiły późniejszą interpolację. Słowo Boże od początku było przepisywane, interpretowane i zmieniane ludzką ręką. Nawet Ewangelia przestała być wiarygodna.


Kodeks Synajski spisany w 2 poł. IV w. n.e.; jego stronice przechowywane są w czterech bibliotekach, z czego największa ich część w londyńskiej Bibliotece Brytyjskiej (pozostałe przechowywane są w bibliotece Uniwersytetu Lipskiego w Niemczech, Rosyjskiej Bibliotece Narodowej w Petersburgu i w Klasztorze św. Katarzyny w Egipcie – przyp. tłum.).

.Von Tischendorf to jeden z licznych uczonych, których praca zagrażała statusowi tekstów Kościoła. Filologia, „królowa nauk”, wyruszyła w swoją pełną przygód podróż wraz z Homerem i dziełami Friedricha Augusta Wolfa (1759–1824). Odkrycie przez Wolfa wielu historycznych poziomów Homeryckiej greki szybko uznano za bardzo szkodliwe. Elizabeth Barrett Browning (brytyjska poetka epoki wiktoriańskiej – przyp. tłum.) tak oto uchwyciła wówczas panujący nastrój:

Wolf jest ateistą (gra słów: wolf to po angielsku wilk – przyp. tłum.),
Więc jeśli „Iliada” okazała się być, jak powiada,
Li tylko przypadkową starych piosnek ciżbą,
Tego też byśmy zgadywali w przypadku Wszechświata.
(Przekład: M. Kołodziej)

Uchwycenie różnic w Iliadzie przez Wolfa pociągnęło za sobą zwątpienie w porządek rzeczy. Barrett Browning podeszła do sprawy w sposób wyraźnie humorystyczny, ale już John Lockhart (1794–1854), słynny, bojowniczo nastawiony do świata redaktor, najlepiej znany jako biograf Waltera Scotta, miał raczej nieskalane uśmiechem oblicze, gdy pisał, że współczesne studia nad Homerem są „antychrześcijańskim spiskiem”. Żywoty Świętych były łatwym łupem dla krytycznych historyków, którzy odkrywali, że historie o cudach były „pobożnymi oszustwami”. Biblia hebrajska była następna w kolejności. Biskup Natalu John William Colenso (1814–1883) rozważał, czy można ją interpretować literalnie, i w wyniku skandalu, który wywołał, został wykluczony z własnego Kościoła. Benjaminowi Jowettowi (1817–93) wstrzymano wynagrodzenie w Oksfordzie za słowa, że Biblię należy czytać „jak każdą inną książkę” – ocenia się ją i poddaje krytycznej analizie, a nie traktuje wyłącznie jako prawdę objawioną. Wydany w 1863 r. Żywot Jezusa autorstwa Ernesta Renana stał się bestsellerem w całej Europie. Przedstawiał Jezusa jako poczciwca. Było to niezwykle przygnębiające dla jego gorliwych wyznawców i takie właśnie miało być. Renan (1823–1892) napisał, że „filologowie są założycielami ducha nowoczesności”. Wyjaśnił to w słowach: „Duch nowoczesności, czyli racjonalizm, krytyka i liberalizm, powstał tego samego dnia co filologia”. Renan dorastał, studiując w seminarium Kościoła rzymskokatolickiego. Deklarował, że jego wiarę zniszczyła „krytyczna historia” – stanowi to wybitny przykład ducha epoki.

Nauki klasyczne, a nade wszystko filologia klasyczna, stanowiły epicentrum osłabiania fundamentów Kościoła, zwłaszcza Kościoła anglikańskiego ściśle związanego ze szkolnictwem akademickim i szeroko pojętą oświatą. W programach nauczania na uniwersytetach i w szkołach publicznych dominowały studia nad klasyką, a znaczna większość uczniów miała zasilić szeregi Kościoła, co wielu czyniło bardzo chętnie. Ponieważ klasyczna edukacja i studia z myślą o Kościele były ze sobą tak ściśle związane, odczuwano zagrożenie ze strony krytycznej historii i filologii dla chrześcijańskiego establishmentu. Filologia klasyczna pozwalała zrozumieć, że teksty, na których zbudowano Kościół, i historie w nich zawarte, nie były wiarygodne. Studia klasyczne dały początek XIX-wiecznemu wyzwaniu rzuconemu najważniejszym podstawom chrześcijaństwa.

Ernest Renan sfotografowany w swojej pracowni w Collège de France, ok. 1870.

.Powróćmy teraz do późnej starożytności i początków Kościoła. Pytanie, „jak bardzo grecki” był lub powinien być wczesny Kościół, jest źródłem wielu trosk i obaw. Trudno zaprzeczyć wpływowi myśli neoplatońskiej na teologię w IV i V w. – od czasów samego Orygenesa (185–253), a wielu teologów ten napływ greckiej czy wręcz pogańskiej myśli bardzo niepokoi, jako że godzi w ich wyidealizowany pogląd na czystość myśli chrześcijańskiej. Słowo „Grek” – Ἕλλην (Hellēn) – jest przecież chrześcijańskim wyrażeniem oznaczającym po grecku „poganina”.

Adolf von Harnack (1851–1930), wybitny niemiecki liberalny teolog luterański, był zdania, że zgnilizna pojawiła się już w pierwszym wersecie Ewangelii wg św. Jana, to jest wraz z filozoficznymi implikacjami słowa logos. Tak jakby czystość wczesnego chrześcijaństwa kwestionowano już nawet wtedy, gdy Ewangelie były spisywane. Papież Benedykt XVI, do momentu wyboru kardynał Ratzinger, okrył się złą sławą w konsekwencji wykładu wygłoszonego w Ratyzbonie (12 września 2006 r.). Kilka niezobowiązujących uwag na temat islamu wtedy wypowiedzianych zostało odebrane jako lekceważące. Lecz najbardziej niezwykłym fragmentem jego przemówienia – rzecz jasna, niezauważonym przez dziennikarzy – było zakwestionowanie wieków nauczania Kościoła na temat hellenizacji. Zgodził się, że Jan „nosi piętno greckiego ducha”, ale przyjął to z zadowoleniem jako znak rozwoju chrześcijańskiego monoteizmu w opozycji do mitów. Nareszcie grecką myśl można było uznać za integralną dla rozwoju chrześcijaństwa.



Złoty solid przedstawiający cesarza Juliana na awersie i żołnierza niosącego trofeum i ciągnącego jeńca wraz z mottem VIRTVS EXERCITVS ROMANORVM („Męstwo armii Rzymu”) na rewersie. Mennica w Antiochii, 361–3 r. n.e.

.Obawy, jak zhellenizowane mogło być chrześcijaństwo, już w późnej starożytności stanowiły metaforyczne pole bitwy. Cesarz Julian (331–63, panował 361–3), zwany Apostatą, próbował odwrócić postępującą chrystianizację Cesarstwa i propagował powrót do pogańskich praktyk religijnych. Ogłosił prawo, jak przekazują nam ówcześni chrześcijanie, które zabraniało im nauczania klasyki – pogańskiej literatury greckiej – na uzasadnionej podstawie, że albo nauczali tego, w co nie wierzyli, wobec czego byli hipokrytami, albo nie wierzyli w zasady chrześcijaństwa i tym samym byli w swoim wyznaniu wiary… hipokrytami. Grzegorz z Nazjanzu (329–90) był jednym z tych, którzy zareagowali oburzeniem na takie oszczerstwo. Z pasją bronił swojej paideia – wysublimowanej edukacji – zarówno przed zakusami Juliana, jak i przed chrześcijańskimi ascetami, którzy pragnęli, by było ono bezgranicznie surowe, i „pluli na naukę”, jak to ujął uczony. Grzegorz z Nazjanzu miał bliskie relacje z Bazylim z Cezarei (330–79), autorem traktatu o tym, że chrześcijanom wolno studiować klasykę i winni to czynić, oraz Grzegorzem z Nyssy (335–95), który był równie mocno zaangażowany w studia nad grecką literaturą i filozofią. Ci trzej kapadoccy Ojcowie Kościoła, każdy z nich pozostający pod teologicznym wpływem Orygenesa, nalegali na elitarne, wyrafinowane, teologicznie światłe przywództwo w Kościele. Ponadto Grzegorz z Nazjanzu pozostawił potomnym więcej poezji niż którykolwiek starożytny pisarz grecki. Jak twierdził: „Chrześcijanie powinni mieć literaturę równie dobrą jak pogańska. Poganie nie mogą zawłaszczyć wszystkich najlepszych melodii”.

Ale ojcowie kapadoccy utrzymywali również, że teologia jest nauką niezbędną duchownym, a której złożoność czyni ją dostępną tylko dla nielicznych i wykształconych. Grzegorz z Nazjanzu żył w celibacie i złożył na rok przysięgę milczenia (napisał wtedy niezliczone strony poezji), lecz posiadał również spory majątek, pił wino i czytał dzieła zebrane w ogromnej bibliotece. Zdecydowanie różnił się od syryjskich świętych, którzy dziesięcioleciami przesiadywali na kamiennych kolumnach, wystawiając swoje gnijące ciała na widok tłumów pielgrzymów, czy pustynnych mnichów zamkniętych w klasztorach, modlących się, poszczących i wykonujących konieczne prace. Ojcowie kapadoccy twierdzili, że teologia ma kluczowe znaczenie dla bycia dobrym chrześcijaninem.

Zawzięte spory między arianami a tym nurtem, który ostatecznie stał się Kościołem prawosławnym – kłótnie, których kulminacja przypadła na sobory nicejski I w 325 r. i chalcedoński w 451 r. – są nieodłączną częścią tego zwrotu ku intelektualnemu chrześcijaństwu, w którym doktryna Kościoła ma kluczowe znaczenie dla praktyk religijnych i do samozrozumienia. Bizantyńczycy znali Grzegorza po prostu jako teologa. Jego kazania są najczęściej po Nowym Testamencie kopiowanymi tekstami z przeszłości i weszły do kościelnej liturgii. Jego klasyczne wykształcenie istotnie determinowało jego postrzeganie jako chrześcijanina. Pisarstwo tych trzech przyjaciół zmieniło kształt chrześcijaństwa, które odtąd domagało się dostępu do księgozbiorów dla ludu.


Grzegorz z Nazjanzu, fresk w meczecie Kariye Camii (dawniej Kościół pw. św. Zbawiciela – przyp. tłum.) w Stambule w Turcji, ok. 1315.

.Zarysowałem tu trzy obrazy, z których każdy można by rozwinąć w niesłychanie długą i zawiłą opowieść. A jednak moja perspektywa jest prosta. Tak w późnej starożytności, jak i renesansie i XIX w. badanie klasycznego antyku stanowiło fundament i instrumentalną siłę w nadawaniu kształtu chrześcijaństwu. Na dodatek w sposób rewolucyjny. W przypadku schyłkowej starożytności studiowanie klasyki stanowiło immanentny element formowania chrześcijaństwa jako przedsięwzięcia intelektualnego opartego na teologii i krytycznie wyrafinowanego. W czasach odrodzenia ponowne odkrycie zdobyczy greckiej myśli naukowej wyzwoliło gwałtowną transformację – intelektualną i faktyczną – inicjując reformację i tworząc podwaliny protestantyzmu. Status chrześcijańskich pism podważyły XIX-wieczne filologia klasyczna i historia krytyczna, zarzewie sekularyzacyjnych wątpliwości i przemian, stale i obficie czerpiące z kultury współczesnej tamtej epoki.

.W ostatnich latach badacze okresu klasycznego nierzadko łamali sobie głowy nad tym, jak badania starożytności zostały niecnie wykorzystane w służbie imperializmu, wykluczeniu społecznemu i edukacyjnemu, a nawet brutalnym represjom. Jest właściwie i słuszne odnosić się z dużą dozą krytycyzmu wobec takich działań w przeszłości i – co ważniejsze – w teraźniejszości. I zwalczać je. Nie wystarczy tylko ignorować fakt, w jakim stopniu taka służba stoi w konflikcie z radykalnym potencjałem studiów nad klasycznym antykiem, by wpływać na współczesność, ani w jakim stopniu zaprzęganie jej do bezeceństw jest odpowiedzią na tenże potencjał. Historia relacji klasyki i chrześcijaństwa, zarówno w okresach pełnej zgody, jak i gwałtownych sporów, stanowi przejaw złożoności, bogactwa i powagi batalii między radykalnymi a konserwatywnymi siłami celem zrozumienia przeszłości. A także zrozumienia tego, w jaki sposób znajomość przeszłości nieustająco porządkuje pojmowanie teraźniejszości.

Simon Goldhill
Tekst ukazał się w nr 47 miesięcznika opinii „Wszystko co Najważniejsze” [LINK].

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 10 grudnia 2022