
Dlaczego intelektualiści się mylą?
Dlaczego elity tak często zapalają się do idei absurdalnych, by potem uświadomić sobie, że nie tylko były one uwsteczniające, ale także sprzeczne z najelementarniejszym zdrowym rozsądkiem? – pisze Samuel FITOUSSI
.A gdyby tak kultura, inteligencja i wykształcenie zamiast być rękojmią mądrości, pchały ludzi ku błędom? W ZSRR absolwenci wyższych uczelni byli od dwóch do trzech razy bardziej skłonni popierać partię komunistyczną niż osoby tylko ze średnim wykształceniem. Osoby z dyplomem uniwersyteckim deklarowały większe poparcie dla ideologii komunistycznej niż rolnicy i pracownicy średnio wykwalifikowani. W Kambodży na czele Czerwonych Khmerów, odpowiedzialnych za śmierć prawie dwóch milionów współobywateli, stało ośmiu intelektualistów posługujących się językiem francuskim: pięciu nauczycieli, profesor uniwersytecki, urzędnik państwowy i ekonomista. Wszyscy odbyli studia we Francji w latach 50., na Sorbonie, gdzie przyswoili sobie Sartre’owską filozofię zaangażowania i niezbędnej przemocy.
Na Zachodzie wielu pierwszoplanowych intelektualistów popierało ustrój sowiecki, od Jeana-Paula Sartre’a („Reżim rewolucyjny musi pozbywać się pewnej liczby jednostek, które mu zagrażają, i nie widzę innego sposobu jak ich uśmiercanie. Z więzienia zawsze da się wyjść”) po Bertolta Brechta (który o ofiarach procesów moskiewskich powiedział: „Im bardziej są niewinni, tym bardziej zasługują na rozstrzelanie”) czy Bernarda Shawa („Przyszłość zrehabilituje Stalina, tak jak zrehabilitowała Woltera i George’a Washingtona”). A byli także inni: Althusser, Aragon, André Glucksmann, Edgar Morin, Noam Chomsky…
Po powrocie z hiszpańskiej wojny domowej George Orwell nie był w stanie znaleźć wydawcy dla swoich tekstów opisujących czystki, tortury i egzekucje popełnione przez hiszpańską partię komunistyczną z racji cichego poparcia, jakiego brytyjska inteligencja udzielała komunizmowi. Z tych samych powodów długo nie udawało mu się opublikować antytotalitarnej satyry Folwark zwierzęcy (T.S. Eliot, dyrektor dużego wydawnictwa, odrzucił maszynopis, zarzucając Orwellowi, że nie przedstawia „trockistowskiego punktu widzenia” z odpowiednią życzliwością). „U angielskiej inteligencji – pisał Orwell w przedmowie do w końcu wydanej książki – rozwinęła się nacjonalistyczna lojalność wobec ZSRR i w głębi serca czuli oni, że rzucać na mądrość Stalina choćby cień wątpliwości to bluźnierstwo” (G. Orwell, Wolność prasy, przeł. Szymon Żuchowski).
W latach 30. XX wieku po drugiej stronie Atlantyku Ayn Rand doświadczyła podobnych perypetii. Młoda kobieta, która uciekła do USA z porewolucyjnej Rosji, napisała powieść We The Living, będącą zapisem codziennego życia w realiach ustroju bolszewickiego. Przez trzy lata odbijała się z powodów ideologicznych od nowojorskich wydawców. Jej agent zapewniał ją, że to „doskonała książka, ale przeszkadza fakt, że ma wydźwięk antykomunistyczny. A większość amerykańskich wydawców sympatyzuje z trockizmem”.
* * *
.Również nazizm, popierany choćby przez Martina Heideggera czy Carla Schmitta, największy entuzjazm budził wśród niemieckiej elity intelektualnej. „Krocząc po władzę, Hitler był najbardziej popularny na kampusach uniwersyteckich, a poparcie wśród studentów przewyższało procentowo poparcie w całej populacji niemieckiej. Dobre wyniki osiągał zawsze wśród nauczycieli i profesorów. Wielu intelektualistów aspirowało do wyższych sfer partii nazistowskiej i uczestniczyło w najbardziej makabrycznych akcjach SS. Cztery grupy operacyjne (Einsatzgruppen), które były forpocztą ostatecznego rozwiązania, miały wyjątkowo wysoką proporcję absolwentów wyższych uczelni pośród swoich oficerów. Otto Ohlendorf, dowódca Einsatzgruppe D (odpowiedzialnej za zbrodnię na 33 721 Żydach w ciągu dwóch dni) ukończył trzy kierunki studiów i miał doktorat z prawa” (P. Johnson, Intellectuals). Więcej niż połowa uczestników konferencji w Wannsee posiadała stopień doktora.
W Wielkiej Brytanii, jak pisał Orwell, „inteligenci częściej mylili się co do przebiegu wojny niż zwykli ludzie, i że mylili się właśnie dlatego, że byli pod wpływem uczuć stronniczych. Typowy intelektualista lewicy uważał na przykład, że wojna została przegrana w 1940 roku, że Niemcy na pewno spustoszą Egipt w 1942 roku, że Japończycy nigdy nie zostaną wyparci z krajów, które zdobyli, że anglo-amerykańskie bombardowania nie robią wrażenia na Niemcach” (G. Orwell, Uwagi o nacjonalizmie, przeł. Anna Husarska). Gdyby brytyjscy intelektualiści bardziej przyłożyli się do swojego dzieła, konkluduje Orwell w innym tekście, „Wielka Brytania skapitulowałaby już 1940 roku” (G. Orwell, Antysemityzm w Wielkiej Brytanii, przeł. Bartłomiej Zborski).
Również jeden z najbłyskotliwszych umysłów XX wieku, Bertrand Russell, pisał w latach 30.: „Wielka Brytania powinna się rozbroić, a gdyby żołnierze Hitlera napadli na nas, powinniśmy ich przyjąć po przyjacielsku, jak turystów; straciliby w ten sposób swoją szorstkość i mogliby uznać nasz sposób życia za atrakcyjny”.
W Zdradzie klerków Julien Benda dokumentuje fascynację przedwojennych intelektualistów totalitaryzmem, sposób, w jaki wielu odwróciło się od poszukiwania prawdy, aby stać się sługami ideologii regresywnych. O ironio, ten sam Julien Benda dwadzieścia lat później usprawiedliwi niektóre z komunistycznych zbrodni w ZSRR.
* * *
.W drugiej połowie ubiegłego wieku paryska inteligencja nie błyszczała swoją przenikliwością. Fidel Castro gościł u siebie Agnès Vardę (reżyserkę propagandowego filmu, w którym porównała go do Gary’ego Coopera), Sartre’a (który opisał spotkanie w szesnastu czołobitnych artykułach dla „France-Soir”), Simone de Beauvoir (która opisała kubańskiego dyktatora jako superuzdolnionego i życzliwego filantropa).
Dla tej ostatniej nie był to zresztą pierwszy romans z totalitaryzmem. Kilka lat wcześniej wybrała się do Chin. Po powrocie napisała pięćsetstronicowy pean na cześć maoizmu – La Longue Marche. „Program wdrażany przez chińskie władze powinien zostać przyjęty przez każdy nowoczesny i oświecony kraj, któremu zależy na postępie”. W Chinach – argumentowała – w odróżnieniu od Zachodu toczonego przez „konformizm”, „indywidualizm”, „wolność jest bardzo konkretną rzeczywistością”. Pisarka oburzała się na mit propagowany przez „burżuazyjna prasę”, w myśl którego kraj ten był dyktaturą. „Oficjalna funkcja Mao przydaje mu dość ograniczone kompetencje. To jego osobisty prestiż i zalety sprawiają, że odgrywa tak ważną rolę. Zwłaszcza w kwestii rolnictwa, w której jest specjalistą. Ale sama władza, którą sprawuje, nie ma więcej z dyktatury niż na przykład władza Roosevelta. Nowa chińska konstytucja uniemożliwia jednowładztwo: krajem kieruje ekipa, której członków połączyła długa wspólna walka i braterstwo” (sic!).
Beauvoir chwaliła „niepodrabialną naturalność” Wielkiego Sternika i jego ministra, Zhou Enlaiego, która „brała się zapewne z ich korzeni chłopskich oraz spokojnej skromności ludzi zbyt zaangażowanych w sprawy świata, aby zajmować się samymi sobą”. Po czym dodawała z naciskiem: „Z ich twarzy, wyrażających siłę, ale i subtelność, można wyczytać wyjątkową osobowość. Nie tylko urzekają, ale wymuszają bardzo rzadkie odczucie: szacunek”. Jak wiadomo, Mao jest odpowiedzialny za 40–80 milionów ofiar, co czyni z niego bez wątpienia największego zbrodniarza w historii ludzkości.
Dwadzieścia lat później Sartre wychwalał irańską rewolucję islamską (wcześniej spotkał się dwukrotnie z ajatollahem Chomeinim przebywającym na uchodźstwie we francuskim departamencie Yvelines), podobnie jak robił to Michel Foucault, który z pewną naiwnością tak opisywał postępową politykę rzekomo prowadzoną przez reżim mułłów: „Nikt w Iranie nie rozumie idei rządu islamskiego jako takiego, w którym to duchowieństwo odgrywa rolę zarządczą. […] Dyrektywy główne zawarte są w Koranie: islam dowartościowuje pracę; nikt nie może być pozbawiony owoców swojego znoju; to, co ma należeć do ogółu (woda, ziemia), nie może być przez nikogo przywłaszczane; wolności będą poszanowane w takim zakresie, w jakim nie będą szkodziły drugiemu człowiekowi; mniejszości będą chronione i będą miały wolność żyć, jak im się podoba, pod warunkiem że nie będą szkodziły większości; między mężczyzną a kobietą nie będzie nierówności w prawach, ale będą różnice, ponieważ mężczyźni i kobiety różnią się naturą; w kwestiach politycznych decyzje będą podejmowane przez większość, rządzący będą odpowiadać przed ludem, a każdy, jak przewiduje Koran, będzie mógł wstać i zażądać rachunków od tego, który rządzi” (M. Foucault, Dits et écrits).
* * *
.David Shor, amerykański politolog, zauważa, że „w dzisiejszych czasach osoby bardzo dobrze wykształcone mają skłonność przyjmować na płaszczyźnie ideologicznej dużo bardziej skrajne opinie niż osoby wywodzące się z klasy robotniczej. Widać to w sondażach dotyczących kwestii społecznych oraz w samoidentyfikacji ideologicznej. Wyborcy z dyplomem wyższej uczelni dużo rzadziej identyfikują siebie jako centrystów”. Ponadto, wydaje się, że to właśnie na uczelniach wyższych – środowisku par excellence elity intelektualnej – wykluwają się niektóre idee wsteczne, które szkodzą zgodzie społecznej. „W kwestiach ważnych dla ogółu – zauważał Gustave Le Bon w XIX wieku – opinia specjalistów od nauk humanistycznych bądź ścisłych często nie są więcej warte niż sądy ignorantów, a często i mniej od nich. […] Bardzo często w masach, a rzadko wśród specjalistów przejawia się zmysł polityczny, patriotyzm, chęć obrony interesu społecznego” (G. Le Bon, Psychologia socjalizmu, przeł. Michał Osiński).
.Dlaczego elity tak często zapalają się do idei absurdalnych, by potem uświadomić sobie, że nie tylko były one uwsteczniające, ale także sprzeczne z najelementarniejszym zdrowym rozsądkiem? Odpowiedź na to pytanie jest ważna, gdyż – niestety – zachcianki ideologiczne intelektualistów zbyt często przechodzą z poziomu rozważań teoretycznych do realizacji w praktyce.
Tekst ukazał się w nr 73 miesięcznika opinii „Wszystko co Najważniejsze” [PRENUMERATA: Sklep Idei LINK >>>]. Miesięcznik dostępny także w ebooku „Wszystko co Najważniejsze” [e-booki Wszystko co Najważniejsze w Legimi.pl LINK >>>].



