Michel ONFRAY: Dlaczego przestałem chodzić na wybory?

Dlaczego przestałem chodzić na wybory?

Photo of Michel ONFRAY

Michel ONFRAY

Francuski filozof. Kieruje serią "La Grande Raison" w wyd. Grasset-Mollat. W 2019 r. na rynku wydawniczym przywitaliśmy jego setną książkę "Sagesse : Savoir vivre au pied d'un volcan".

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Malaparte w Zamachu stanu pisał: „Jest jasne, że ani rządy, ani spiskowcy nie zadali sobie jeszcze pytania, czy istnieje nowoczesna technika zamachu stanu i jakie mogą być jej zasadnicze reguły”. Dziś już wiemy, że nowoczesna technika zamachu stanu istnieje – pisze Michel ONFRAY

.W złowieszczym wieku totalitaryzmów – wieku XX – dyktatura była jawna i masowa, dawało się ją zobaczyć, przeczytać, usłyszeć. Od Lenina po Hitlera, poprzez Stalina, a potem od Mao do Pol Pota i Castro wspierała się na uzbrojonych po zęby wojskowych, na więzieniach i obozach otoczonych drutem kolczastym i wieżyczkami wartowniczymi, na wszechwładnej policji politycznej, na dysponowaniu życiem i śmiercią obywateli, z licznymi wariacjami na temat ustawy o podejrzanych z 1793 roku, która pozwalała na zabijanie przeciwników, jak onegdaj rzeźnik rozprawiał się z bydłem.

Orwell podał wersję hard tej dyktatury w Roku 1984; wersję light w Nowym wspaniałym świecie przedstawił Huxley. U pierwszego jest Wielki Brat, który wie i widzi wszystko i eliminuje przeciwników. U drugiego istnieje soma, narkotyk, który usypia czujność poddanych, dzięki czemu idą ochoczo na służbę władzy.

We Francji model dyktatury jest bardziej modelem Huxleya niż Orwella, u którego tyrania jest przedstawiona zbyt jawnie, co czyni ją zbyt kruchą. Łatwiej jest usypiać i zwodzić, niż bić i brutalizować. Łatwiej ogłupiać, mamić, niż stosować przemoc fizyczną z rozlewem krwi włącznie. Edward Bernays, krewny Freuda, w książce cynicznie i szczerze zatytułowanej Propaganda (1928) zawarł instrukcję obsługi manipulacji. Goebbelsowi się ona spodobała. Zakładam, że George’owi Sorosowi również. Zamach stanu Malapartego (1931) zostaje w tyle. Maastrichtowcy są oczywiście bardziej adeptami propagandy niż zamachu stanu, chociaż jak się tak przyjrzeć…

.Zawieszam głos dlatego, że do dziś mam wątpliwości związane z referendum z 20 września 1992 roku. Pamiętam, że tamtego dnia jak miliony ludzi czekałem przed telewizorem na ogłoszenie wyników, które miało nastąpić w pierwszej sekundzie pierwszej minuty godziny 20, po zwyczajowym suspensie nakręcanym przez machinę medialną. Na kanale, gdzie w studiu, jeśli dobrze pamiętam, siedziała Simone Veil, nie podano ostatecznego wyniku. Powiedziano jedynie, że różnica jest niewielka.

Nie było więc wyniku szacunkowego, ale dwadzieścia minut później pojawił się François Mitterrand w całym majestacie, aby ogłosić – niczym pół sfinks, pół jakuza – że „tak” wygrało i że Francja pisała w ten sposób wspaniałą kartę historii… Słowa głowy państwa były performatywne, więc wybór został ogłoszony jako ostateczny. W medialnym kurniku gdakanie trwało do ciemnej nocy.

Tak mógłby powstać nowy rozdział Zamachu stanu Malapartego: zamachu podsycanego przez Mitterranda, będącego przecież autorem eseju – czyż to nie smakowity paradoks? – zatytułowanego Permanentny zamach stanu, w którym nazywa generała de Gaulle’a faszystą i utożsamia go z Mussolinim, Franco, a nawet Hitlerem (po co się ograniczać…). Były monarchista, który przed wojną wykrzykiwał hasła przeciwko „obcym” na faszystowskich, rasistowskich i antysemickich manifestacjach i który sprzyjał organizacji La Cagoule; zwolennik Pétaina, który twierdził, że Vichy mogłoby być bardziej zdecydowane, i który wychwalał kolaboracyjną Milicję; udekorowany Orderem Franciski z rąk samego Pétaina; autor, przy wspólnictwie skrajnej prawicy – tej prawdziwej – pozorowanego zamachu na samego siebie w l’Observatoire… Czy ów człowiek (odsyłam do mojej książki Vies parallèles, będącej krzyżującą się biografią de Gaulle’a i Mitterranda) nie byłby w stanie popełnić tego rodzaju zbrodni urzędniczej, byle tylko jego nazwisko zapisało się na trwałe w historii?

Ja, w Argentan, gdzie wówczas mieszkałem, zagłosowałem na „nie”. Wyniki z mojej podprefektury trafiły do prefektury, a wyniki ze wszystkich prefektur trafiły do… ministerstwa spraw wewnętrznych, gdzie zliczał je minister spraw wewnętrznych, będący zarazem sędzią i stroną – socjalista, obrońca traktatu z Maastricht, Paul Quilès. Kim był Quilès? Członkiem Partii Socjalistycznej od 1973 roku, szefem kampanii wyborczej tegoż Mitterranda w 1981 roku; człowiekiem, który na kongresie w Valence w październiku 1981 roku wzywał do wyczyszczenia szeregów partii z tych, którzy nie byli socjalistami, powołując się na Robespierre’a. To tenże Quilès zastąpił Charles’a Hernu na stanowisku ministra obrony po aferze z zatopieniem w Nowej Zelandii statku Rainbow Warrior, na którym znajdowali się aktywiści protestujący przeciw próbom nuklearnym – w wyniku tego zamachu zginęła jedna osoba. Ten, który twierdził, że nie wystarczy powiedzieć, iż „muszą spaść głowy”, ale że „trzeba szybko powiedzieć które”, nie był człowiekiem, który się patyczkuje.

Dodajmy do tego, że Rada Konstytucyjna – owa instancja polityczna najwyższego szczebla – w odpowiedzi na wniosek grupy posłów uznała, że nie może orzekać w kwestii konstytucyjności traktatu, ponieważ decyzja o jego ratyfikacji została podjęta w drodze referendum. Dość osobliwa ostrożność dla tejże Rady, na czele której stał wówczas niejaki Robert Badinter, socjalista i zagorzały maastrichtowiec – także sędzia i strona.

To wszystko oczywiście świat fikcji…

Powiedzmy, że jest to rozdział do dopisania do Zamachu stanu Malapartego. Mógłby nosić tytuł: Technika permanentnego zamachu stanu. Malaparte pisał: „Jest jasne, że ani rządy, ani spiskowcy nie zadali sobie jeszcze pytania, czy istnieje nowoczesna technika zamachu stanu i jakie mogą być jej zasadnicze reguły”. To już się dzieje, już wiemy, że nowoczesna technika zamachu stanu istnieje (mój wywód na ten temat znajduje się w książce Théorie de la dictature, będącej odczytaniem Orwella, ale także w Le Fétiche et la Marchandise, będącej odczytaniem Huxleya).

Zatem Francja zagłosowała za traktatem z Maastricht, choć te 51,05 proc. głosów na „tak” nie było przecież poparciem masowym. Gdyby takie głosowanie firmował de Gaulle, uznałby, że to porażka, i natychmiast podałby się do dymisji. Mitterrand oczywiście niczego takiego nie zrobił. Różnica klasy. Piewcy traktatu, z prawicy i z lewicy – kasta, która przehandlowała suwerenność francuską za suwerenność europejską; która zastąpiła demokrację przez oligarchię liberalnych technokratów wybieranych poza kontrolą obywateli – mogli kontynuować dzieło narodobójstwa.

***

.Dnia 29 maja 2005 roku Francuzi mieli swoje ostatnie referendum – tak, dwadzieścia lat temu! Dotyczyło ono przyjęcia lub odrzucenia traktatu o reformie konstytucyjnej. Francuzi zagłosowali na „nie”: 54,67 proc. kontra 45,33 na „tak”. Po tej dotkliwej porażce piewcy traktatu z Maastricht – tym razem nie stawiam hipotezy, lecz stwierdzam fakty – dokonali zamachu stanu, narzucając poprzez parlament to, co naród odrzucił w referendum: traktat lizboński. Traktat – jak stwierdził sam Valéry Giscard d’Estaing („W rezultacie propozycje instytucjonalne traktatu konstytucyjnego znalazły się w całości w traktacie lizbońskim, ale w innej kolejności, i przyłączone do poprzednich traktatów”, „Le Monde”, 26.10.2007) – będący wierną kopią traktatu z 2005 roku, poddanego jedynie kosmetycznym zmianom w zakresie interpunkcji, sformułowań, układu akapitów, narzucił narodowi wolą swoich rzekomych przedstawicieli to, co naród odrzucił bezpośrednio.

Demokracja niebezpośrednia zabiła więc demokrację bezpośrednią. Twarzą tej zdrady był Sarkozy, pomagierem – Hollande. Przez te dwie marionetki, o postawieniu których przed sądem za zdradę stanu nikt nie myśli, gaullizm generała i socjalizm Jaurèsa dokonały żywota.

Od tamtego czasu nie chodzę na wybory.

Rozumiemy więc dobrze, dlaczego Jacques Attali mógł powiedzieć 23 czerwca 2011 r., z bezmiarem cynizmu, że pisząc traktat z Maastricht, jego redaktorzy, w tym i on sam, zrobili wszystko, żeby uniemożliwić wyjście z niego. Stwierdził otwartym tekstem: „Zadbaliśmy o to, żeby zabrakło paragrafu pozwalającego na wyjście z traktatu…”. Słyszący te słowa wybuchnęli śmiechem. I ciągnął dalej: „To być może nie było zbyt demokratyczne, ale gwarantowało, że szliśmy do przodu, a wyjście z traktatu stawało się bardzo trudne” (Attali: On a soigneusement oublié d’écrire l’article qui permet de sortir de Maastricht, Paperblog.fr). To wyznania takich ludzi sprawiają, że moja hipoteza ma wszelkie znamiona prawdziwości.

***

.Aby narodobójstwo stało się możliwe, oprócz cudów nad urną potrzebne są inne sztuczki, na przykład tworzenie ustaw, które narodowi nie pozwolą odzyskać suwerenności. Weźmy choćby podział na okręgi wyborcze. Jak wyjaśnić, że ich granice wyglądają niczym misterne koronki? Drugi okręg wyborczy w regionie Cantal liczy 62 753 mieszkańców, podczas gdy piąty okręg w Loarze Atlantyckiej liczy ich 167 177. W archipelagu Saint-Pierre-et-Miquelon na jednego posła przypada 5974 mieszkańców, a w tymże piątym okręgu Loary Atlantyckiej 28 razy tyle!

Rada Konstytucyjna, wielki nieprzyjaciel ludu i wielki przyjaciel systemu oraz jego elit, uznaje tę nierówność za coś całkowicie normalnego. Obecna mapa okręgów pochodzi z czasów podziałów wprowadzonych po rewolucji francuskiej. Dziś pozwala politykom u władzy – piewcom Maastrichtu – dzielić sobie tort wyborczy, jak im się podoba, wiedząc, że ordynacja proporcjonalna skutkowałaby zupełnie innymi wynikami.

Reprezentatywność parlamentu nie sprawia, że kraj rzeczywisty zbiega się z krajem legalnym. (Półinteligenci sądzą, że jest to określenie Charles’a Maurrasa. Tymczasem długo przed nim znalazło się ono w Nędznikach Wiktora Hugo, którego nie sposób posądzić o bycie zwolennikiem Maurrasa, zanim ten w ogóle się narodził. Hugo w Nędznikach pisze o „pochłonięciu rzeczywistego kraju przez kraj legalny”). Socjologia składu izby, ale także senatu to adwokaci, nauczyciele, notariusze, przemysłowcy, lekarze, aptekarze, lewicowa i prawicowa burżuazja, bardzo mało robotników czy skromnych obywateli. Marszałkiem sejmu jest adwokat, senatu – weterynarz. Państwo Homais z Pani Bovary.

***

.Innym sposobem na wykluczenie narodu jest jego ograniczenie poprzez dyskurs. Każdy prezydent Republiki, którego w ostatnim półwieczu dane mi było poznać, mówił po przejęciu władzy tak, jakby nadal był w opozycji. Kandydat mówi, obiecuje, kłamie, uwodzi, a po przejęciu władzy nadal mówi, obiecuje, kłamie, uwodzi, gdy tymczasem posiada narzędzia, by działać. Charles Pasqua ukuł zgrabną formułę dla tego cynizmu: „Obietnice zobowiązują tylko tych, którzy je dostają”.

Emmanuel Macron wyniósł tę skazę na wyżyny. Ten narcystyczny, próżny, pretensjonalny i pyszałkowaty człowiek przez ostatnie dziesięć lat mówił jedno, by chwilę potem mówić coś przeciwnego, na każdy temat z wyjątkiem Europy, ponieważ jest u władzy po to, żeby wymazać Francję, rozpuszczając ją w federalnej Europie.

By zażegnać kryzys żółtych kamizelek, zrobił tournée po kraju, w czasie którego pokazywał się bez marynarki, w koszuli z zakasanymi rękawami, dużo mówił, sprawiał wrażenie, że odpowiada na wszystkie pytania.

Publika była dobierana wcześniej przez prefektury, a pytania były selekcjonowane, a nawet przygotowywane przez doradców prezydenta. Macron odpowiadał niczym aktor ze sceny, rzekomo improwizując, ale tak naprawdę odgrywał rolę, mówił swój tekst, którego sedna wyuczył się na pamięć. Były stany generalne i listy skarg. Ten młody człowiek zgrywający się na rewolucjonistę – w listopadzie 2017 r. wydał książkę noszącą tytuł Rewolucja – musiał nawiązywać do rewolucji francuskiej, dawać wrażenie, że wpisuje się w to, co uczynili Danton i Mirabeau, Robespierre i Marat. A tymczasem to, co robił, bardziej przypominało Podróż pana Perichonna Labiche’a. Te listy skarg ludu wrzucił do piwnic w podprefekturach, gdzie gniją do dziś. Skargi obywateli dobre są dla szczurów.

***

.I w końcu ostatni środek – ale nie najmniej istotny – aby obejść naród: wciągnąć go w wir wyborczy. To wypisz wymaluj projekt z Propagandy Bernaysa: urabiać opinię publiczną. Brakuje tu miejsca, aby wymienić wszystkie sposoby, jakich używa się do tego, by wepchnąć ludzi w wyborczy zator, który każe jednego dnia głosować za Dobrem, systemem maastrichtowskim, przeciwko Złu, czyli wszystkiemu, co sprzeciwi się systemowi maastrichtowskiemu.

Najgrubszą nicią – ale najskuteczniejszą – którymi to wszystko jest szyte, jest dostrzeganie Hitlera wszędzie, zwłaszcza tam, gdzie go nie ma; zawłaszczanie Zagłady do celów propagandy wyborczej, wykorzystywanie Oradour-sur-Glane jako chwytu marketingowego, nadawanie etykiet „vichysta”, „pétainista”, „faszysta” albo wpychanie na siłę do obozu skrajnej prawicy wszystkich tych, którzy jeszcze wciąż opierają się ideologii „nowego człowieka z Maastricht”, zdekonstruowanego i wychwalanego nieustannie przez propagandę sączącą się z reklam, z dotowanych filmów, z mediów państwowych, z małego światka intelektualistów, aktorów i artystów również dotowanego przez państwo jak kurtyzany za Ludwika XIV.

Celebracje organizowane przez głowę państwa w Panteonie czy na dziedzińcu Inwalidów są okazją do uprawiania propagandy, uhonorowania neonarodu złożonego z mniejszości kolorowych, religijnych, seksualnych – w kontrze do tego, co ja nazwałem narodem oldskulowym, z pieczołowitością wysyłanym na szafot przez prawicowych i lewicowych posiadaczy władzy maastrichtowskiej od 1992 roku aż po dziś dzień.

.Co robić zatem? Jak napisał La Boétie w Rozprawie o dobrowolnej niewoli: „Postanówcie więcej nie służyć, a będziecie wolni”. Nikt nie zbawi narodu, tylko on sam, ale musi zrozumieć swoją siłę i przeciwstawić ją dyktaturze maastrichtowskiej. Jak? W swoich poprzednich książkach wskazałem możliwe tropy: odzyskać suwerenność, kochać Francję, myśleć cywilizacyjnie, odurbanizować ekologię, wzmocnić prerogatywy państwa, na nowo wymyślić lewicę przeciwko lewicy, przestać interesować się tym, czym żyją media. Teraz dodaję jeszcze: dać odpór uprzedmiotowieniu, sprzeciwić się tyranii mniejszości, zapobiec wojnie domowej, walczyć z liberalizmem, wyjść z Europy, reaktywować gaullizm, odrzucić człowieka zdekonstruowanego.

Michel Onfray

Tekst ukazał się w nr 73 miesięcznika opinii „Wszystko co Najważniejsze” [PRENUMERATA: Sklep Idei LINK >>>]. Miesięcznik dostępny także w ebooku „Wszystko co Najważniejsze” [e-booki Wszystko co Najważniejsze w Legimi.pl LINK >>>].

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 21 stycznia 2026