Dlaczego Europie zaczyna brakować młodych pracowników?

Europa przeznaczyła od 2014 r. około 25 miliardów euro na wspieranie zatrudnienia ludzi młodych. Bezrobocie wśród osób w wieku 15–29 lat spadło z 20 proc. w 2013 r. do 11,6 proc. w 2025 r., jednak najnowszy raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego pokazuje, że za poprawiającymi się statystykami kryją się znacznie głębsze problemy. Nadal 4,7 miliona młodych Europejczyków pozostaje bez pracy, około 8 milionów należy do grupy NEET, a więc nie pracuje, nie uczy się i nie uczestniczy w szkoleniach. Łącznie oznacza to około 12,7 miliona młodych ludzi znajdujących się poza aktywnym rynkiem pracy. To nie jest już wyłącznie problem rynku pracy. To jedno z najważniejszych wyzwań demograficznych, gospodarczych i cywilizacyjnych współczesnej Europy, od którego zależeć będzie jej konkurencyjność w świecie sztucznej inteligencji, starzejących się społeczeństw i globalnej rywalizacji o kapitał ludzki.
12,7 miliona młodych Europejczyków poza rynkiem pracy. Europa przegrywa walkę o własną przyszłość
Europa od ponad dekady prowadzi jedną z największych operacji publicznych na rynku pracy w swojej historii. Od 2014 r. przeznaczyła około 25 miliardów euro na wspieranie zatrudnienia ludzi młodych, tworząc programy aktywizacyjne, finansując dopłaty dla pracodawców, szkolenia, doradztwo zawodowe i projekty realizowane w ramach polityki spójności. Dzisiaj, kiedy Europejski Trybunał Obrachunkowy dokonał podsumowania tych działań, można odnieść wrażenie, że historia zakończyła się sukcesem. Bezrobocie młodych spadło przecież z około 20 proc. w 2013 roku do 11,6 proc. w roku 2025. Liczba młodych bezrobotnych zmniejszyła się z około ośmiu milionów do 4,7 miliona osób. Na pierwszy rzut oka wydaje się więc, że Europa odrobiła lekcję po kryzysie finansowym i kryzysie zadłużeniowym strefy euro. Raport pokazuje jednak obraz znacznie bardziej skomplikowany i jednocześnie znacznie bardziej niepokojący.
Nie jest to bowiem raport wyłącznie o bezrobociu. To raport o zdolności Europy do wykorzystania potencjału własnego młodego pokolenia. O tym, czy kontynent, który najszybciej starzeje się spośród wszystkich rozwiniętych regionów świata, potrafi stworzyć warunki pozwalające młodym ludziom wejść w dorosłość poprzez stabilną pracę, zdobywanie doświadczenia zawodowego i budowanie własnej przyszłości. W rzeczywistości pytanie postawione przez audytorów Europejskiego Trybunału Obrachunkowego wykracza daleko poza rynek pracy. Dotyczy ono przyszłej konkurencyjności Europy, trwałości państwa dobrobytu oraz zdolności finansowania systemów emerytalnych i ochrony zdrowia w świecie gwałtownych przemian demograficznych.
Od wielu miesięcy w naszej linii tekstów poświęconej demografii na „Wszystko co Najważniejsze” pokazujemy, że Europa wchodzi w okres bezprecedensowego starzenia się społeczeństw. Liczba osób w wieku produkcyjnym maleje niemal we wszystkich państwach Unii Europejskiej, podczas gdy systematycznie rośnie liczba emerytów. Coraz mniej pracujących będzie musiało utrzymywać coraz liczniejsze pokolenia ludzi starszych. W takim świecie każdy młody człowiek pozostający poza rynkiem pracy przestaje być wyłącznie problemem społecznym. Staje się problemem strategicznym, który wpływa na tempo wzrostu gospodarczego, poziom inwestycji, finanse publiczne oraz miejsce Europy w światowej gospodarce.
Statystyki poprawiają się. Fundament pozostaje kruchy
Europejski Trybunał Obrachunkowy nie kwestionuje faktu, że sytuacja na rynku pracy poprawiła się w porównaniu z okresem największego kryzysu. W 2013 r. stopa bezrobocia osób w wieku od 15 do 29 lat wynosiła około 20 proc. W roku 2025 spadła do 11,6 proc. Oznacza to poprawę o 8,4 punktu procentowego w ciągu nieco ponad dekady. W tym samym czasie liczba młodych pozostających bez pracy zmniejszyła się z około ośmiu milionów do 4,7 miliona osób. Po załamaniu wywołanym pandemią COVID-19 rynek pracy ponownie wszedł na ścieżkę stopniowej poprawy. Z punktu widzenia klasycznych wskaźników ekonomicznych są to dane, które można uznać za sukces europejskiej polityki zatrudnienia.
Jednak właśnie w tym miejscu zaczyna się najważniejsza część raportu. Audytorzy zwracają uwagę, że same liczby nie odpowiadają na pytanie o trwałość osiągniętych rezultatów. Komisja Europejska monitorowała sytuację uczestników programów jedynie przez sześć miesięcy od momentu podjęcia przez nich pracy. Po upływie tego okresu system praktycznie przestawał interesować się dalszymi losami beneficjentów. Nie wiadomo więc, ilu młodych utrzymało zatrudnienie przez kolejne lata, ilu ponownie wróciło do bezrobocia, ilu zmieniło pracę, a ilu całkowicie wycofało się z rynku pracy. To właśnie ten brak długoterminowej wiedzy sprawia, że sukces polityki publicznej okazuje się znacznie mniej oczywisty, niż sugerują same statystyki.
Jeszcze bardziej wymowne jest porównanie bezrobocia młodych z sytuacją całego rynku pracy. W roku 2025 stopa bezrobocia ogółu osób aktywnych zawodowo w Unii Europejskiej wynosiła około 6 proc. Oznacza to, że młody Europejczyk nadal ponad dwukrotnie częściej pozostaje bez pracy niż przeciętny uczestnik rynku pracy. Mimo poprawy sytuacji utrzymuje się więc trwała luka pokoleniowa. Nie jest ona skutkiem jednego kryzysu gospodarczego ani przejściowego spowolnienia. Ma charakter strukturalny i pokazuje, że wejście młodego człowieka na rynek pracy pozostaje jednym z najtrudniejszych momentów całej kariery zawodowej.
Nie powinno to dziwić. Współczesna gospodarka oczekuje od ludzi młodych doświadczenia zawodowego jeszcze przed rozpoczęciem pierwszej pracy. Oczekuje wysokich kompetencji cyfrowych, znajomości języków obcych, elastyczności, gotowości do zmiany miejsca zamieszkania i nieustannego podnoszenia kwalifikacji. Jednocześnie coraz więcej zawodów przechodzi głęboką transformację pod wpływem automatyzacji i sztucznej inteligencji. Pierwszy krok na rynku pracy staje się więc coraz trudniejszy właśnie w chwili, gdy Europa najbardziej potrzebuje nowego pokolenia pracowników.
Nie jest przypadkiem, że autorzy zajmujący się od lat demografią i przyszłością gospodarki zwracają uwagę nie tylko na liczbę urodzeń, ale również na zdolność państw do wykorzystania potencjału tych, którzy już się urodzili. W starzejącej się Europie najcenniejszym zasobem nie będą już surowce ani nawet kapitał finansowy. Będzie nim kapitał ludzki. Tym większe znaczenie ma odpowiedź na pytanie, ilu młodych ludzi rzeczywiście rozpoczyna stabilną drogę zawodową, a ilu pozostaje na jej marginesie.
Europa przegrywa nie z bezrobociem lecz z biernością
Najbardziej interesująca część raportu Europejskiego Trybunału Obrachunkowego nie dotyczy jednak bezrobocia. Dotyczy zjawiska, które znacznie rzadziej trafia na pierwsze strony gazet, choć z punktu widzenia przyszłości Europy może okazać się znacznie poważniejsze. Chodzi o grupę określaną skrótem NEET – młodych ludzi, którzy nie pracują, nie uczą się, nie uczestniczą w szkoleniach i jednocześnie aktywnie nie poszukują zatrudnienia.
To właśnie tutaj statystyka staje się szczególnie wymowna.
Według raportu ETO takich osób jest już około ośmiu milionów. Oznacza to, że ludzi pozostających całkowicie poza systemem edukacji i rynkiem pracy jest niemal dwukrotnie więcej niż młodych oficjalnie zarejestrowanych jako bezrobotni, których liczba wynosi 4,7 miliona. Łącznie poza aktywnym rynkiem pracy pozostaje więc około 12,7 miliona młodych Europejczyków. Sama ta liczba pokazuje, jak bardzo mylące może być patrzenie wyłącznie na stopę bezrobocia wynoszącą 11,6 proc.
To właśnie dlatego raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego należy czytać nie jako analizę rynku pracy, lecz jako diagnozę stanu europejskiego społeczeństwa. Klasyczne bezrobocie opisuje bowiem ludzi, którzy pracy szukają. Kategoria NEET opisuje tych, którzy z różnych powodów przestali wierzyć, że rynek pracy jest dla nich miejscem, w którym mogą znaleźć trwałe zatrudnienie, zdobywać doświadczenie i budować swoją przyszłość.
Przyczyn tego zjawiska jest wiele. Część młodych ludzi rezygnuje z aktywności zawodowej z powodów zdrowotnych lub psychologicznych. Inni pozostają poza rynkiem pracy z powodu niedostosowania systemu edukacji do potrzeb gospodarki. Jeszcze inni nie podejmują zatrudnienia, ponieważ oferowane miejsca pracy nie pozwalają na osiągnięcie samodzielności finansowej. Raport wskazuje, że właśnie ta grupa wymaga najbardziej złożonych programów wsparcia, obejmujących jednocześnie edukację, zdrowie, pomoc społeczną oraz aktywizację zawodową.
W rzeczywistości jest to problem znacznie głębszy niż kwestia zatrudnienia. Każdy młody człowiek pozostający przez wiele lat poza edukacją i pracą traci część kapitału ludzkiego, który niezwykle trudno później odbudować. Z ekonomicznego punktu widzenia oznacza to utratę przyszłej produktywności. Z punktu widzenia demografii oznacza późniejsze zakładanie rodzin, niższą liczbę urodzeń oraz dalsze pogłębianie procesu starzenia się społeczeństw. Z perspektywy finansów publicznych oznacza natomiast mniejsze wpływy podatkowe przy jednoczesnym wzroście wydatków socjalnych.
Nie jest przypadkiem, że ekonomiści coraz częściej mówią o kapitale ludzkim jako o najważniejszym zasobie XXI wieku. Europa nie posiada największych na świecie zasobów surowców naturalnych. Nie dysponuje także przewagą demograficzną, którą mają Indie czy państwa Afryki. Jej przewagą miały być kompetencje, wiedza i wysoka jakość kapitału ludzkiego. Jeżeli jednak miliony młodych ludzi pozostają przez lata poza aktywnością zawodową, właśnie ta przewaga zaczyna stopniowo zanikać.
25 miliardów euro wydano. Ale czy zostały po nich trwałe efekty?
Drugim niezwykle ważnym elementem raportu jest ocena skuteczności europejskich wydatków publicznych. Od 2014 roku Unia Europejska przeznaczyła około 25 miliardów euro na programy wspierające zatrudnienie ludzi młodych. To jedna z największych interwencji publicznych na europejskim rynku pracy w ostatnich dekadach. Sam fakt wydania tak znaczących środków nie przesądza jednak o sukcesie programu. Audytorzy Europejskiego Trybunału Obrachunkowego wskazują, że w obecnym systemie bardzo trudno odpowiedzieć na pytanie, jaka część osiągniętych rezultatów okazała się trwała.
Raport wskazuje trzy podstawowe słabości całego mechanizmu.
Po pierwsze, brak długoterminowego monitorowania uczestników programów. Komisja Europejska śledziła ich sytuację jedynie przez sześć miesięcy od momentu podjęcia pracy. W praktyce oznacza to, że nie wiadomo, ilu beneficjentów utrzymało zatrudnienie po roku, po trzech latach czy po pięciu latach. Tymczasem właśnie trwałość zatrudnienia jest najlepszym miernikiem skuteczności polityki rynku pracy.
Po drugie, część środków przeznaczonych dla pracodawców finansowała miejsca pracy, które prawdopodobnie powstałyby nawet bez publicznych dopłat. Ekonomiści określają takie zjawisko mianem efektu jałowego wydatku, czyli deadweight loss. Oznacza ono, że pieniądze publiczne nie tworzą nowych miejsc pracy, lecz jedynie współfinansują decyzje, które przedsiębiorcy i tak podjęliby samodzielnie. Raport zwraca również uwagę, że dopłaty zbyt rzadko były powiązane z obowiązkowym podnoszeniem kwalifikacji pracowników, co ograniczało ich długoterminową wartość.
Po trzecie, audytorzy wskazują na wyraźną koncentrację geograficzną środków. Około połowa całego finansowania trafiła do dwóch państw – Włoch i Hiszpanii. Według danych przedstawionych w raporcie około 30 proc. środków skierowano do Włoch, około 18 proc. do Hiszpanii, natomiast pozostałe 52 proc. podzielono pomiędzy wszystkie inne państwa Unii Europejskiej. Tak duża koncentracja oznacza, że skuteczność polityki europejskiej była bardzo nierównomierna i nie zawsze odpowiadała rzeczywistym potrzebom poszczególnych krajów.
Raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego nie kwestionuje sensu wspierania młodych na rynku pracy. Pokazuje jednak coś znacznie ważniejszego. W epoce starzenia się Europy samo zwiększanie wydatków publicznych przestaje wystarczać. Znacznie większego znaczenia nabiera pytanie o ich efektywność. W nadchodzących dekadach Unia Europejska będzie dysponowała coraz bardziej ograniczonymi zasobami finansowymi i jednocześnie coraz większą liczbą osób wymagających wsparcia. Każde euro wydane na aktywizację zawodową będzie musiało przynosić trwałe rezultaty, ponieważ Europa zwyczajnie nie będzie mogła pozwolić sobie na finansowanie programów, których skuteczności nie potrafi zmierzyć.
Kryzys rynku pracy staje się kryzysem demograficznym
Raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego można czytać na wiele sposobów. Dla ekonomisty będzie przede wszystkim analizą efektywności wydatków publicznych. Dla polityka stanie się oceną skuteczności europejskich programów aktywizacji zawodowej. Dla demografa jest jednak czymś jeszcze ważniejszym. Jest dowodem na to, że rynek pracy coraz silniej splata się z procesami demograficznymi, które będą decydowały o przyszłości Europy przez całe XXI stulecie.
Od lat zwracają na to uwagę autorzy publikujący na łamach „Wszystko co Najważniejsze”. Nicolas Eberstadt pokazuje, że jedną z największych zmian współczesnych społeczeństw rozwiniętych staje się nie tylko starzenie się ludności, lecz także zmniejszanie aktywności zawodowej części społeczeństwa. Kolejni autorzy opisują, jak głębokie przemiany demograficzne zmieniają strukturę państw europejskich, wpływając jednocześnie na gospodarkę, politykę społeczną i systemy emerytalne. Jan Śliwa przypomina natomiast, że konkurencyjność Europy będzie zależała nie tylko od innowacyjności przedsiębiorstw, lecz także od jakości kapitału ludzkiego oraz zdolności państw do wykorzystania własnych zasobów demograficznych. Raport ETO wpisuje się dokładnie w tę debatę.
Przez dziesięciolecia europejskie państwa mogły pozwolić sobie na pewien margines niewykorzystanego potencjału. Liczne roczniki powojennego wyżu demograficznego zapewniały wystarczającą liczbę pracowników, nawet jeśli część młodych przez pewien czas pozostawała poza rynkiem pracy. Ta epoka dobiegła jednak końca. W większości państw Unii Europejskiej liczba osób w wieku produkcyjnym zaczyna systematycznie maleć. Oznacza to, że każdy młody człowiek, który nie rozpoczyna aktywności zawodowej, staje się stratą znacznie większą niż jeszcze dwadzieścia czy trzydzieści lat temu.
Paradoks współczesnej Europy polega na tym, że przedsiębiorcy coraz częściej mówią o niedoborze pracowników, podczas gdy jednocześnie miliony młodych ludzi pozostają poza rynkiem pracy. Nie jest to sprzeczność. To dwa oblicza tego samego problemu. Gospodarka potrzebuje określonych kompetencji, natomiast znaczna część młodego pokolenia posiada kwalifikacje, które coraz słabiej odpowiadają rzeczywistym potrzebom rynku. Luka pomiędzy systemem edukacji a gospodarką powiększa się z każdym rokiem.
Sztuczna inteligencja zmienia pierwszy etap kariery zawodowej
Na tę zmianę nakłada się jeszcze jedno zjawisko, którego raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego nie analizuje szerzej, ale które będzie miało fundamentalne znaczenie w kolejnych latach. Jest nim gwałtowny rozwój sztucznej inteligencji.
Przez dziesięciolecia pierwsze miejsce pracy pełniło rolę szkoły praktycznych umiejętności. To właśnie tam absolwent zdobywał doświadczenie, uczył się współpracy, poznawał organizację przedsiębiorstwa i rozwijał kompetencje, których nie dawały studia. Coraz częściej jednak najprostsze zadania wykonywane dotąd przez początkujących pracowników przejmowane są przez systemy wykorzystujące sztuczną inteligencję i automatyzację procesów.
Powstaje zjawisko określane przez część ekonomistów mianem „zanikającego pierwszego szczebla kariery”. Im bardziej przedsiębiorstwa automatyzują rutynowe czynności, tym mniej stanowisk pozostaje dla osób rozpoczynających życie zawodowe. W efekcie młody człowiek ma coraz większe trudności ze zdobyciem pierwszego doświadczenia, którego jednocześnie oczekują od niego przyszli pracodawcy.
To właśnie dlatego problem bezrobocia młodych nie powinien być analizowany wyłącznie przez pryzmat bieżącej koniunktury gospodarczej. Coraz większą rolę odgrywają procesy technologiczne, które będą zmieniały strukturę zatrudnienia przez następne dekady. Europa musi więc jednocześnie przygotowywać młodych ludzi do zawodów przyszłości oraz tworzyć mechanizmy ułatwiające zdobycie pierwszego doświadczenia zawodowego w gospodarce coraz silniej wspieranej przez sztuczną inteligencję.
Europa, Stany Zjednoczone i Azja rozwijają się według różnych modeli
Warto spojrzeć na europejskie dane również z perspektywy globalnej. Stany Zjednoczone od wielu lat charakteryzują się większą elastycznością rynku pracy, większą mobilnością pracowników oraz szybszym powstawaniem nowych przedsiębiorstw technologicznych. Azja natomiast dysponuje przewagą demograficzną, której Europa już nie posiada. Indie co roku wprowadzają na rynek pracy miliony nowych młodych ludzi, a wiele państw Azji Południowo-Wschodniej korzysta z podobnego potencjału.
Europa znajduje się w zupełnie innej sytuacji. Nie może liczyć ani na szybki wzrost liczby ludności, ani na nieograniczone możliwości finansowania rozbudowanych programów publicznych. Jej przewaga będzie zależała przede wszystkim od jakości edukacji, innowacyjności przedsiębiorstw oraz umiejętności pełnego wykorzystania potencjału własnych obywateli.
Z tej perspektywy liczba 12,7 miliona młodych ludzi pozostających poza aktywnym rynkiem pracy nabiera zupełnie innego znaczenia. Nie jest to wyłącznie problem społeczny. Jest to wskaźnik pokazujący, jaka część europejskiego potencjału rozwojowego pozostaje niewykorzystana w chwili, gdy światowa konkurencja gospodarcza staje się coraz bardziej intensywna. W epoce sztucznej inteligencji, robotyzacji i globalnej rywalizacji o talenty właśnie kapitał ludzki będzie decydował o pozycji państw i całych regionów świata.
Polska nie może uznać, że ten problem jej nie dotyczy
Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego opisuje przede wszystkim problemy państw Europy Południowej. To właśnie do Włoch i Hiszpanii trafiła niemal połowa środków przeznaczonych przez Unię Europejską na wspieranie zatrudnienia młodych – około 48–50 proc. całej puli wynoszącej blisko 25 miliardów euro. Kraje te od wielu lat zmagają się z jednym z najwyższych poziomów bezrobocia ludzi młodych w Europie i dlatego były naturalnym adresatem największego wsparcia.
Polska znajduje się dziś w innej sytuacji. Od kilku lat należy do państw o relatywnie niskim bezrobociu młodych, a przedsiębiorcy coraz częściej wskazują na niedobór pracowników jako jedną z głównych barier rozwoju. Mogłoby się więc wydawać, że problem opisany przez Europejski Trybunał Obrachunkowy nas nie dotyczy.
Byłby to jednak wniosek błędny.
Najważniejszym wyzwaniem Polski nie jest już bowiem samo bezrobocie młodych. Jest nim demografia. Liczba urodzeń od lat maleje, społeczeństwo starzeje się szybciej niż jeszcze dekadę temu, a zasób osób w wieku produkcyjnym zaczyna się kurczyć. Oznacza to, że każdy młody człowiek, który zbyt późno rozpoczyna aktywność zawodową, rezygnuje z dalszego kształcenia lub pozostaje poza rynkiem pracy, staje się stratą znacznie większą niż w przeszłości.
To właśnie dlatego doświadczenia opisane w raporcie ETO powinny być dla Polski cenną lekcją. Pokazują one, że nie wystarczy tworzyć kolejnych programów aktywizacji zawodowej. Trzeba również mierzyć ich skuteczność w perspektywie wielu lat. Jeżeli państwo nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, ilu uczestników programu nadal pracuje po trzech, pięciu czy dziesięciu latach, trudno mówić o rzeczywistej ocenie efektywności wydawanych środków publicznych.
Jest to szczególnie ważne właśnie teraz, kiedy polska gospodarka przechodzi jednocześnie transformację cyfrową, energetyczną i technologiczną. Rynek pracy będzie zmieniał się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. O powodzeniu tej transformacji zdecyduje nie tylko tempo inwestycji, ale przede wszystkim zdolność do przygotowania młodego pokolenia do zawodów, które dopiero powstają.
Europa potrzebuje nie większych wydatków, lecz większej skuteczności
Raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego kończy się pięcioma podstawowymi wnioskami. Audytorzy wskazują, że mimo wyraźnej poprawy wskaźników bezrobocia nadal nie wiadomo, czy osiągnięte efekty są trwałe. Zwracają uwagę na utrzymującą się strukturalną lukę pomiędzy bezrobociem młodych i całego rynku pracy, opisują problem finansowania miejsc pracy, które powstałyby także bez pomocy publicznej, podkreślają rosnące znaczenie grupy NEET oraz rekomendują gruntowną reformę systemu oceny skuteczności programów zatrudnienia. Ich zdaniem przyszłe działania powinny obejmować znacznie dłuższy monitoring beneficjentów, jasno określone cele długoterminowe oraz obowiązkowe powiązanie wsparcia dla pracodawców z rozwojem kompetencji młodych pracowników.
Warto jednak spojrzeć na te rekomendacje z jeszcze szerszej perspektywy.
Europa wchodzi w okres, w którym będzie musiała jednocześnie finansować transformację energetyczną, rozwój sztucznej inteligencji, modernizację przemysłu, wzrost wydatków na obronność oraz konsekwencje starzenia się społeczeństw. Wszystkie te procesy będą wymagały ogromnych nakładów finansowych. Oznacza to, że każde euro wydane z budżetów krajowych i europejskich będzie musiało przynosić znacznie większą wartość niż dotychczas.
Nie będzie już miejsca na programy, których skuteczności nie da się zmierzyć. Nie będzie również miejsca na politykę opartą wyłącznie na wysokości wydatkowanych środków. Przewagę osiągną te państwa, które nauczą się skuteczniej wykorzystywać własny kapitał ludzki.
Właśnie dlatego raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego jest znacznie ważniejszy, niż mogłoby się wydawać po jego tytule. Nie opowiada wyłącznie o bezrobociu młodych. Opowiada o przyszłości Europy i pokazuje kontynent, który coraz szybciej się starzeje, coraz silniej konkuruje z dynamicznie rozwijającymi się regionami świata i jednocześnie nie może pozwolić sobie na marnowanie potencjału żadnego pokolenia. W świecie, w którym liczba osób w wieku produkcyjnym będzie systematycznie malała, największym bogactwem Europy stanie się nie liczba mieszkańców, lecz zdolność do rozwijania talentów każdego z nich.
To właśnie dlatego pytanie postawione przez Europejski Trybunał Obrachunkowy nie brzmi, ile wynosi dziś stopa bezrobocia młodych. Znacznie ważniejsze jest inne pytanie: czy Europa potrafi sprawić, aby młode pokolenie stało się fundamentem jej przyszłego rozwoju, czy też pozwoli, aby miliony młodych ludzi pozostały niewykorzystanym potencjałem w czasie największych przemian gospodarczych i demograficznych XXI wieku?
Największym bogactwem Europy przestają być pieniądze. Stają się nimi ludzie.
Jeszcze dwadzieścia lat temu debatę o przyszłości europejskiej gospodarki zdominowałyby pytania o wysokość inwestycji, tempo wzrostu PKB, poziom zadłużenia państw czy wielkość funduszy europejskich. Wszystkie te wskaźniki pozostają oczywiście ważne. Coraz wyraźniej widać jednak, że wchodzimy w zupełnie nową epokę, w której o sile państw będzie decydował przede wszystkim człowiek. To jedna z najważniejszych zmian XXI wieku.
Przez większą część historii nowoczesnej Europy kapitał można było zastąpić kredytem, niedobór technologii importem, a część brakujących pracowników migracją. Dzisiaj każde z tych rozwiązań staje się coraz trudniejsze. Zadłużenie publiczne osiąga poziomy niewidziane od pokoleń. Rywalizacja technologiczna pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Chinami sprawia, że dostęp do najbardziej zaawansowanych technologii przestaje być oczywisty. Jednocześnie większość państw rozwiniętych doświadcza własnych problemów demograficznych i sama zaczyna konkurować o pracowników.
Europa wchodzi więc w okres, w którym nie będzie mogła opierać swojej przewagi na liczbie mieszkańców. Według prognoz demograficznych udział Europejczyków w populacji świata będzie systematycznie malał. Coraz większa część światowego wzrostu gospodarczego będzie powstawała w Azji i Afryce. Europa pozostanie zamożna, ale będzie coraz mniej liczna.
To właśnie dlatego tak ogromnego znaczenia nabiera każda liczba przedstawiona w raporcie Europejskiego Trybunału Obrachunkowego. Nie chodzi wyłącznie o 11,6 proc. bezrobocia młodych. Nie chodzi nawet o 4,7 miliona młodych pozostających bez pracy. Najbardziej wymowną liczbą pozostaje 12,7 miliona ludzi znajdujących się poza aktywnym rynkiem pracy. W świecie gwałtownego starzenia się społeczeństw oznacza ona bowiem 12,7 miliona niewykorzystanych talentów, przedsiębiorców, inżynierów, lekarzy, nauczycieli i specjalistów, których Europa będzie coraz bardziej potrzebowała.
To właśnie w tym miejscu demografia spotyka się z gospodarką, edukacją, polityką społeczną, bezpieczeństwem i rozwojem nowych technologii. Wszystkie te obszary zaczynają opowiadać tę samą historię. Państwa, które będą potrafiły szybciej rozwijać kompetencje swoich obywateli, skuteczniej wykorzystywać ich potencjał oraz łatwiej wprowadzać młodych ludzi na rynek pracy, uzyskają przewagę nie tylko gospodarczą, ale również geopolityczną.
Nieprzypadkowo coraz więcej ekonomistów mówi już nie o gospodarce opartej na wiedzy, lecz o gospodarce opartej na talentach. Wiedzę można bowiem kupić, technologię można licencjonować, kapitał można pożyczyć. Znacznie trudniej stworzyć społeczeństwo zdolne do nieustannego uczenia się, adaptacji i wykorzystywania nowych technologii.
W tym sensie raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego jest jednym z najważniejszych dokumentów dotyczących przyszłości Europy opublikowanych w ostatnich latach. Nie dlatego, że opisuje rynek pracy. Dlatego, że pokazuje ograniczenia europejskiego modelu rozwoju w chwili, gdy kontynent wkracza w epokę starzenia się społeczeństw i sztucznej inteligencji.
Za kilkanaście lat nie będziemy już pytać, ile miliardów euro Unia Europejska przeznaczyła na aktywizację zawodową młodych. Znacznie ważniejsze okaże się to, czy dzięki tym środkom Europa zdołała zbudować pokolenie ludzi zdolnych tworzyć nowe przedsiębiorstwa, prowadzić badania naukowe, rozwijać technologie i utrzymać konkurencyjność kontynentu.
Ostatecznie bowiem najcenniejszym zasobem Europy nie będą ani fundusze europejskie, ani infrastruktura, ani nawet najbardziej zaawansowane technologie. Największym bogactwem Europy pozostaną ludzie. I od tego, jak dobrze potrafimy wykorzystać ich potencjał na początku zawodowej drogi, zależeć będzie znacznie więcej niż przyszłość rynku pracy. Zależeć będzie miejsce Europy w świecie drugiej połowy XXI wieku.
Jak Europa może odzyskać młode pokolenie?
Raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego nie ogranicza się do diagnozy problemów. W swoich końcowych rekomendacjach audytorzy wskazują kierunek zmian, które powinny zostać uwzględnione w kolejnej perspektywie finansowej Unii Europejskiej. Zalecają wydłużenie okresu monitorowania uczestników programów aktywizacyjnych, określenie jasnych celów długoterminowych oraz silniejsze powiązanie pomocy dla pracodawców z rozwojem kompetencji młodych pracowników. Są to zalecenia niezwykle racjonalne. Można jednak odnieść wrażenie, że dotyczą przede wszystkim sposobu zarządzania istniejącymi programami. Tymczasem wyzwanie stojące przed Europą jest znacznie głębsze.
Najważniejszym zadaniem najbliższych lat stanie się odbudowanie całego procesu przechodzenia młodego człowieka z systemu edukacji do życia zawodowego. Przez dziesięciolecia droga ta była stosunkowo prosta. Najpierw szkoła i studia, następnie pierwsza praca, zdobywanie doświadczenia, awans zawodowy i stopniowe zwiększanie odpowiedzialności. Dzisiaj ten model przestaje odpowiadać rzeczywistości. Zmiany technologiczne zachodzą szybciej niż programy nauczania, zawody powstają i znikają w ciągu kilku lat, a sztuczna inteligencja przejmuje część zadań, które jeszcze niedawno wykonywali początkujący pracownicy.
To oznacza, że edukacja nie może być już rozumiana jako etap poprzedzający pracę. Musi stać się procesem trwającym przez całe życie zawodowe. Pierwszym zadaniem szkoły i uczelni będzie coraz częściej nie przekazanie kompletnego zestawu wiedzy, lecz przygotowanie młodego człowieka do nieustannego uczenia się, zdobywania nowych kompetencji oraz współpracy z technologiami, które będą zmieniały się wielokrotnie szybciej niż dotychczas.
Drugim wyzwaniem stanie się odbudowanie znaczenia pierwszej pracy. Jeżeli automatyzacja i sztuczna inteligencja ograniczają liczbę stanowisk przeznaczonych dla osób rozpoczynających karierę zawodową, państwa i przedsiębiorstwa będą musiały wspólnie poszukiwać nowych modeli zdobywania doświadczenia. To właśnie pierwsze lata aktywności zawodowej w największym stopniu decydują o późniejszej pozycji człowieka na rynku pracy. Im dłużej młody człowiek pozostaje poza zatrudnieniem, tym trudniejszy staje się jego powrót do aktywności.
Trzecim elementem jest zmiana sposobu oceny polityki publicznej. Przez wiele lat sukces programów rynku pracy mierzono przede wszystkim liczbą uczestników, wysokością wydatkowanych środków lub liczbą podpisanych umów. Raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego pokazuje jednak wyraźnie, że takie wskaźniki nie wystarczają. Znacznie ważniejsze staje się pytanie, ilu uczestników programu pracuje nadal po pięciu lub dziesięciu latach, ilu zwiększyło swoje dochody, ilu założyło własne przedsiębiorstwa i ilu rzeczywiście zbudowało trwałą pozycję na rynku pracy. Dopiero taka perspektywa pozwala ocenić rzeczywistą skuteczność publicznych inwestycji w kapitał ludzki.
Czwartym wyzwaniem będzie odbudowanie społecznego prestiżu pracy. W ostatnich latach europejska debata publiczna koncentrowała się przede wszystkim na prawach pracowników, wysokości wynagrodzeń oraz organizacji rynku pracy. Wszystkie te kwestie pozostają niezwykle ważne. Równocześnie jednak coraz rzadziej mówi się o pracy jako o jednym z podstawowych sposobów uczestnictwa w życiu społecznym, zdobywania doświadczenia, budowania odpowiedzialności oraz rozwijania własnych talentów. Tymczasem właśnie to doświadczenie stanowi fundament nowoczesnych społeczeństw.
Wreszcie piątym zadaniem stanie się pełniejsze wykorzystanie sztucznej inteligencji jako narzędzia wspierającego rozwój młodych ludzi, a nie wyłącznie technologii zastępującej część wykonywanych przez nich zadań. Sztuczna inteligencja może przyspieszyć proces zdobywania wiedzy, ułatwić indywidualizację edukacji, wspierać doradztwo zawodowe i pomagać w zdobywaniu nowych kompetencji. Warunkiem jest jednak świadome projektowanie polityk publicznych, które będą traktowały technologię jako narzędzie rozwoju człowieka, a nie jedynie źródło oszczędności kosztów pracy.
Wszystkie te procesy prowadzą do jednego wniosku. Europa nie stoi dziś wyłącznie przed wyzwaniem zmniejszenia bezrobocia młodych. Stoi przed znacznie większym zadaniem – stworzenia modelu społeczeństwa, w którym każdy młody człowiek będzie mógł stosunkowo szybko odnaleźć swoje miejsce w świecie gwałtownie zmieniającej się gospodarki.
Jeżeli ten cel uda się osiągnąć, liczby przedstawione w raporcie Europejskiego Trybunału Obrachunkowego pozostaną jedynie świadectwem trudnego okresu przejściowego. Jeżeli jednak Europa nie wykorzysta tej szansy, 11,6 proc. bezrobocia młodych, 4,7 miliona osób pozostających bez pracy czy 12,7 miliona młodych ludzi znajdujących się poza aktywnym rynkiem pracy mogą okazać się nie końcem problemu, lecz początkiem znacznie głębszego kryzysu demograficznego, gospodarczego i cywilizacyjnego. To właśnie dlatego raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego powinien być czytany nie jako dokument o rynku pracy, ale jako ważny głos w debacie o przyszłości Europy.
Bezrobocie młodych nie jest problemem rynku pracy. Jest problemem cywilizacji.
Przez większą część XX wieku wejście na rynek pracy było jednym z najważniejszych momentów w życiu człowieka. Pierwsza praca oznaczała nie tylko rozpoczęcie kariery zawodowej. Była symbolem wejścia w dorosłość. To właśnie ona pozwalała opuścić rodzinny dom, wynająć lub kupić pierwsze mieszkanie, założyć rodzinę, podjąć decyzję o posiadaniu dzieci oraz rozpocząć budowanie własnej pozycji społecznej. Rynek pracy nie był więc wyłącznie mechanizmem gospodarczym. Był jedną z najważniejszych instytucji organizujących całe życie społeczne.
Dzisiaj ten mechanizm zaczyna działać inaczej.
Coraz więcej młodych Europejczyków kończy edukację później niż poprzednie pokolenia. Znacznie dłużej poszukują pierwszego stabilnego zatrudnienia. Coraz częściej rozpoczynają karierę od krótkoterminowych umów, pracy projektowej lub zatrudnienia opartego na platformach cyfrowych. W wielu krajach Europy rosną również koszty mieszkań, co sprawia, że moment osiągnięcia pełnej samodzielności finansowej przesuwa się o kolejne lata.
Raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego opisuje jedynie fragment tego procesu. Pokazuje 11,6-procentową stopę bezrobocia młodych, 4,7 miliona osób aktywnie poszukujących pracy oraz około 8 milionów ludzi zaliczanych do grupy NEET. Za tymi liczbami kryje się jednak znacznie głębsze zjawisko – wydłużające się przejście pomiędzy edukacją a dorosłym życiem.
Demografowie od dawna zwracają uwagę, że właśnie ten moment ma ogromne znaczenie dla całej struktury społeczeństwa. Każde opóźnienie wejścia na rynek pracy uruchamia bowiem ciąg kolejnych decyzji życiowych. Późniejsza pierwsza praca oznacza późniejsze usamodzielnienie się. Późniejsze usamodzielnienie oznacza późniejsze założenie rodziny. Późniejsze założenie rodziny oznacza późniejsze narodziny pierwszego dziecka. Im później rodzi się pierwsze dziecko, tym statystycznie mniejsza staje się liczba dzieci w całym życiu rodziny. W ten sposób rynek pracy zaczyna wpływać na demografię.
To właśnie dlatego bezrobocie młodych nie może być analizowane wyłącznie przez ekonomistów. Jest ono równie ważnym przedmiotem badań demografów, socjologów, psychologów, specjalistów od edukacji i urbanistów. Wszystkie te dziedziny opisują w gruncie rzeczy ten sam proces – coraz bardziej wydłużające się wejście młodego pokolenia w dorosłość.
W naszych wcześniejszych tekstach poświęconych demografii we „Wszystko co Najważniejsze” wielokrotnie pokazywaliśmy, że Europa znajduje się w samym środku historycznej zmiany. Kontynent nie doświadcza jedynie spadku liczby urodzeń. Zmienia się cały model życia społecznego. Wydłuża się okres edukacji. Rosną oczekiwania wobec kwalifikacji zawodowych. Zmienia się charakter pierwszej pracy. Wzrasta mobilność geograficzna. Coraz większą rolę odgrywają kompetencje cyfrowe i zdolność do nieustannego uczenia się. Wszystkie te procesy nakładają się na siebie, powodując, że droga od szkoły do stabilnego życia rodzinnego staje się znacznie dłuższa niż jeszcze pokolenie temu.
To zjawisko ma również ogromne znaczenie gospodarcze. Państwo, które później wprowadza młodych ludzi na rynek pracy, przez dłuższy czas nie korzysta z ich potencjału produkcyjnego. Młodzi później zaczynają płacić podatki, później budują oszczędności, później inwestują i później tworzą przedsiębiorstwa. W skali pojedynczej osoby różnica kilku lat może wydawać się niewielka. W skali całego kontynentu oznacza jednak miliony utraconych lat aktywności zawodowej oraz miliardy euro niewytworzonego produktu krajowego brutto.
Pytanie postawione przez Europejski Trybunał Obrachunkowy nie dotyczy wyłącznie skuteczności jednego programu finansowanego z budżetu Unii Europejskiej. W rzeczywistości dotyczy zdolności Europy do zachowania własnej dynamiki rozwojowej w epoce starzenia się społeczeństw. Im później młode pokolenie rozpoczyna aktywność zawodową, tym trudniej utrzymać tempo wzrostu gospodarczego, finansować systemy emerytalne oraz zachować konkurencyjność wobec państw dysponujących młodszą i liczniejszą populacją.
Raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego warto więc czytać jako opis jednego z najważniejszych procesów zachodzących współcześnie w Europie. Nie opowiada on wyłącznie o rynku pracy. Opowiada o przemianie modelu dorosłości. A to właśnie od tego modelu będzie zależała zarówno przyszłość europejskiej gospodarki, jak i przyszłość europejskiej demografii.
Japonia pokazuje Europie jej własną przyszłość
Europa nie jest pierwszym miejscem na świecie, które doświadcza jednoczesnego starzenia się społeczeństwa, wydłużania wejścia młodych ludzi na rynek pracy oraz spadku liczby urodzeń. Znacznie wcześniej podobną drogę przeszła Japonia. Właśnie dlatego doświadczenia tego kraju są dziś dla Europy tak cenne. Nie dlatego, że wszystkie rozwiązania można przenieść wprost na grunt europejski, lecz dlatego, że Japonia pokazuje konsekwencje procesów, które na naszym kontynencie dopiero nabierają tempa.
Jeszcze w drugiej połowie XX wieku Japonia była symbolem niezwykle dynamicznego rozwoju gospodarczego. Młodzi ludzie stosunkowo szybko znajdowali zatrudnienie, przedsiębiorstwa inwestowały w długoterminowe relacje z pracownikami, a stabilna praca stanowiła fundament budowania życia rodzinnego. Z czasem jednak ten model zaczął się zmieniać. Wydłużył się okres edukacji, wzrosła liczba niestabilnych form zatrudnienia, coraz więcej młodych ludzi odkładało decyzję o założeniu rodziny, a liczba urodzeń zaczęła systematycznie spadać.
Nie był to efekt jednego kryzysu gospodarczego ani jednej błędnej decyzji politycznej. Była to konsekwencja nakładania się wielu procesów zachodzących równocześnie. Rosnące wymagania rynku pracy, zmiany technologiczne, wysokie koszty mieszkań, późniejsze osiąganie samodzielności finansowej oraz zmiana stylu życia stworzyły mechanizm, który z perspektywy pojedynczego człowieka wydawał się racjonalny, lecz z perspektywy całego społeczeństwa prowadził do głębokich zmian demograficznych.
Dzisiaj bardzo podobne procesy obserwujemy w Europie. Coraz więcej młodych ludzi kończy studia w wieku, w którym poprzednie pokolenia miały już kilkuletnie doświadczenie zawodowe. Coraz częściej pierwsza praca ma charakter tymczasowy, projektowy lub wymaga wielokrotnych zmian miejsca zatrudnienia. Zakup mieszkania staje się coraz trudniejszy, a decyzje o założeniu rodziny są odkładane na później. Raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego pokazuje jedynie fragment tej rzeczywistości, opisując liczbę osób pozostających poza rynkiem pracy. W praktyce jest to jednak jeden z elementów znacznie większej przemiany społecznej.
Jeszcze bardziej interesującym przykładem jest Korea Południowa. W ciągu zaledwie jednego pokolenia kraj ten stał się jedną z najbardziej zaawansowanych technologicznie gospodarek świata. Jednocześnie właśnie tam obserwujemy jedną z najniższych dzietności na świecie. Sukces gospodarczy nie uchronił społeczeństwa przed konsekwencjami wydłużającego się procesu wchodzenia w dorosłość. Wysokie wymagania edukacyjne, ogromna konkurencja na rynku pracy i rosnące koszty życia sprawiły, że coraz więcej młodych ludzi zaczęło odkładać decyzje rodzinne.
Europa nie musi powtórzyć tej drogi. Powinna jednak uważnie analizować doświadczenia państw, które wcześniej weszły w podobny etap rozwoju. Historia Japonii i Korei pokazuje bowiem, że polityka rynku pracy, polityka mieszkaniowa, edukacja, rozwój nowych technologii oraz demografia nie są odrębnymi obszarami działania państwa. Tworzą jeden system naczyń połączonych. Jeżeli zawiedzie jeden z jego elementów, konsekwencje pojawiają się również w pozostałych.
Raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego powinien zainteresować nie tylko ekonomistów. Jest on również ważnym sygnałem dla wszystkich, którzy zajmują się przyszłością europejskich społeczeństw. Pokazuje bowiem, że najtrudniejsze wyzwania XXI wieku nie będą wynikały wyłącznie z tempa wzrostu gospodarczego czy wysokości wydatków publicznych. Coraz częściej będą dotyczyły zdolności państw do stworzenia takich warunków, w których młodzi ludzie będą mogli stosunkowo szybko rozpocząć samodzielne życie, rozwijać swoje kompetencje i budować rodziny.
Japonia i Korea Południowa pokazują Europie nie gotowe rozwiązania, lecz możliwą przyszłość. Od decyzji podejmowanych dzisiaj zależy, czy europejskie społeczeństwa wykorzystają tę lekcję, czy też za kilkanaście lat będą analizowały podobne raporty, opisujące już nie tylko bezrobocie młodych, ale również konsekwencje pogłębiającego się kryzysu demograficznego.
Raport o młodych jest w rzeczywistości raportem o konkurencyjności Europy
Można odnieść wrażenie, że raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego dotyczy wyłącznie rynku pracy. Byłoby to jednak odczytanie zbyt powierzchowne. Dokument został opublikowany w momencie, w którym Unia Europejska prowadzi jedną z najważniejszych debat od czasu zakończenia zimnej wojny – debatę o swojej przyszłej konkurencyjności.
W ciągu ostatnich kilku lat europejskie instytucje coraz częściej używają słowa „konkurencyjność”. Pojawia się ono w dyskusjach o sztucznej inteligencji, polityce przemysłowej, bezpieczeństwie gospodarczym, transformacji energetycznej, cyfryzacji, produkcji półprzewodników, rozwoju technologii kwantowych czy wzmacnianiu europejskiego przemysłu obronnego. Wszystkie te strategie mają wspólny cel – utrzymać zdolność Europy do konkurowania ze Stanami Zjednoczonymi oraz Chinami w świecie gwałtownego postępu technologicznego.
Znacznie rzadziej zauważa się jednak, że wszystkie te ambitne strategie opierają się na jednym, często pomijanym założeniu. Zakładają one, że Europa będzie dysponowała odpowiednią liczbą ludzi zdolnych je realizować.
Nie wystarczy budować fabryki półprzewodników, jeżeli zabraknie inżynierów zdolnych je projektować i obsługiwać. Nie wystarczy inwestować miliardów euro w rozwój sztucznej inteligencji, jeżeli system edukacji nie przygotuje specjalistów potrafiących tworzyć i wykorzystywać nowe technologie. Nie wystarczy przeznaczać coraz większych środków na modernizację przemysłu obronnego, jeżeli przedsiębiorstwa będą miały coraz większe trudności ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników.
W gospodarce XXI wieku kapitał finansowy przestaje być jedynym ograniczeniem rozwoju. Coraz częściej najważniejszym ograniczeniem staje się dostępność ludzi posiadających odpowiednie kompetencje.
Dlatego liczba 12,7 miliona młodych Europejczyków pozostających poza aktywnym rynkiem pracy powinna być analizowana nie tylko przez ministrów pracy. Powinna zainteresować również ministrów finansów, edukacji, nauki, cyfryzacji, przemysłu i obrony. Każdy z tych resortów będzie bowiem w coraz większym stopniu zależał od jakości europejskiego kapitału ludzkiego.
Raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego wpisuje się w znacznie szerszą debatę prowadzoną obecnie w Europie. Kontynent szuka odpowiedzi na pytanie, jak odzyskać dynamikę gospodarczą, zwiększyć innowacyjność i utrzymać pozycję jednego z głównych centrów światowej gospodarki. Odpowiedzi często koncentrują się na inwestycjach, regulacjach, funduszach czy nowych technologiach. Tymczasem raport przypomina o czymś znacznie bardziej podstawowym.
Najbardziej zaawansowana technologia pozostaje jedynie narzędziem. Największą przewagą konkurencyjną zawsze pozostają ludzie. To właśnie oni tworzą przedsiębiorstwa, prowadzą badania naukowe, rozwijają nowe rozwiązania technologiczne i budują dobrobyt całych społeczeństw. Jeżeli Europa nie będzie potrafiła skutecznie wprowadzać młodego pokolenia na rynek pracy oraz rozwijać jego kompetencji, nawet najlepiej przygotowane strategie gospodarcze okażą się niewystarczające.
Dlatego raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego należy czytać równolegle z debatą o przyszłości europejskiej konkurencyjności. Oba dokumenty opisują w istocie ten sam problem. Jeden pokazuje go z perspektywy rynku pracy, drugi z perspektywy gospodarki. W rzeczywistości są to jednak dwie strony tej samej opowieści o przyszłości Europy.
To również ważna lekcja dla Polski. W najbliższych latach nasza konkurencyjność nie będzie zależała wyłącznie od kosztów pracy, wysokości inwestycji czy napływu funduszy europejskich. Coraz większe znaczenie będzie miało to, czy potrafimy rozwijać kompetencje własnego młodego pokolenia, skracać drogę od edukacji do pierwszej stabilnej pracy oraz budować gospodarkę, która będzie atrakcyjnym miejscem rozwoju dla najlepiej wykształconych ludzi. W świecie starzejących się społeczeństw właśnie kapitał ludzki stanie się najcenniejszym zasobem państw.
Dlaczego Europie brakuje pracowników, skoro miliony młodych pozostają poza rynkiem pracy?
Jednym z największych paradoksów współczesnej Europy jest to, że dwa pozornie sprzeczne zjawiska występują jednocześnie. Z jednej strony przedsiębiorcy niemal we wszystkich państwach Unii Europejskiej coraz częściej wskazują brak pracowników jako jedną z głównych barier rozwoju. Z drugiej strony Europejski Trybunał Obrachunkowy przypomina, że 4,7 miliona młodych ludzi pozostaje bez pracy, około 8 milionów należy do grupy NEET, a więc nie pracuje, nie uczy się i nie uczestniczy w szkoleniach, co oznacza, że łącznie poza aktywnym rynkiem pracy znajduje się około 12,7 miliona młodych Europejczyków.
Na pierwszy rzut oka wydaje się to niemożliwe. Jak może brakować pracowników, skoro miliony ludzi pozostają bez zatrudnienia? Odpowiedź brzmi: dlatego, że Europa coraz rzadziej cierpi na niedobór ludzi, a coraz częściej na niedobór odpowiednich kompetencji.
Przemysł potrzebuje inżynierów potrafiących projektować nowoczesne linie produkcyjne. Firmy technologiczne poszukują programistów, specjalistów od danych, ekspertów zajmujących się sztuczną inteligencją oraz cyberbezpieczeństwem. Sektor energetyczny potrzebuje specjalistów od nowych technologii, a służba zdrowia od lat odczuwa niedobór lekarzy, pielęgniarek i opiekunów osób starszych. Jednocześnie znaczna część młodego pokolenia kończy edukację z kwalifikacjami, które coraz słabiej odpowiadają rzeczywistym potrzebom gospodarki.
To właśnie dlatego ekonomiści coraz częściej mówią nie o bezrobociu, lecz o niedopasowaniu strukturalnym. Nie oznacza ono braku miejsc pracy. Oznacza sytuację, w której miejsca pracy istnieją, ale osoby poszukujące zatrudnienia nie posiadają kompetencji wymaganych przez pracodawców lub mieszkają w regionach oddalonych od miejsc, gdzie powstają nowe inwestycje.
Raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego pośrednio potwierdza istnienie tego problemu. Audytorzy zwracają uwagę, że część programów aktywizacyjnych koncentrowała się przede wszystkim na dopłatach do zatrudnienia, znacznie mniej uwagi poświęcając trwałemu podnoszeniu kwalifikacji uczestników. W efekcie łatwiej było osiągnąć krótkoterminowy wzrost liczby zatrudnionych niż stworzyć mechanizm pozwalający młodym ludziom odnaleźć swoje miejsce na rynku pracy również po zakończeniu programu wsparcia.
W świecie gwałtownego postępu technologicznego problem ten będzie narastał. Sztuczna inteligencja, automatyzacja i robotyzacja zmieniają strukturę gospodarki szybciej niż systemy edukacyjne potrafią zmieniać programy nauczania. Coraz więcej zawodów będzie wymagało kompetencji cyfrowych, umiejętności analizy danych, współpracy z inteligentnymi systemami oraz gotowości do nieustannego uczenia się. Jednocześnie część zawodów wykonywanych obecnie przez młodych ludzi będzie stopniowo zanikać.
Dlatego polityka rynku pracy nie może ograniczać się do tworzenia kolejnych programów subsydiowanego zatrudnienia. Musi stać się polityką rozwoju kompetencji. Najważniejszym zadaniem państwa nie będzie już wyłącznie pomoc w znalezieniu pierwszej pracy. Coraz większego znaczenia nabierze przygotowanie obywateli do wielokrotnej zmiany zawodu w ciągu całego życia.
To właśnie tutaj spotykają się wszystkie wielkie debaty prowadzone dziś w Europie. Debata o demografii. Debata o edukacji. Debata o sztucznej inteligencji. Debata o konkurencyjności gospodarki. Debata o finansach publicznych. Wszystkie one prowadzą do jednego wniosku – najważniejszą inwestycją XXI wieku staje się inwestycja w człowieka.
.Jeżeli Europa nauczy się szybciej rozwijać kompetencje własnych obywateli, będzie mogła utrzymać swoją pozycję mimo starzenia się społeczeństw. Jeżeli tego nie zrobi, niedobór pracowników będzie się pogłębiał nawet wtedy, gdy miliony młodych ludzi nadal pozostaną poza rynkiem pracy. Paradoks opisany w raporcie Europejskiego Trybunału Obrachunkowego stanie się wówczas trwałą cechą europejskiej gospodarki, a nie przejściowym skutkiem jednego programu czy jednego kryzysu.
Grzegorz Kim





