Chantal DELSOL: Polska w obliczu szantażu

Polska w obliczu szantażu

Photo of Prof. Chantal DELSOL

Prof. Chantal DELSOL

Historyk idei, filozof polityki. Założycielka Instytutu Badań im.Hannah Arendt. Szefowa Ośrodka Studiów Europejskich na Uniwersytecie Marne-la-Vallée. Publicystka "Le Figaro". Określa się jako liberalna neokonserwatystka. Najnowsza jej książka to "La haine du monde: Totalitarismes et postmodernité"

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Metoda nie jest nowa. Od zawsze kobiety i dzieci umieszczano na przodzie atakujących wojsk, aby osłabić przeciwnika poczuciem winy moralnej. Nie można nazwać tego inaczej jak barbarzyństwem – pisze Chantal DELSOL

Szantaż emocjonalny wyraża się przez groźby: „Bądź posłuszny mojemu żądaniu, bo jeśli nie, doznasz przykrości natury uczuciowej”. Żeby groźba odniosła skutek, szantażysta musi znać słabości ofiary. Najłatwiej manipuluje się ludźmi wrażliwymi, zlęknionymi, czułymi. Drugim niezbędnym warunkiem powodzenia manipulacji jest asymetria argumentów.

W stosunkach międzynarodowych nie ma równowagi, dlatego państwa słabsze szukają sposobów, aby poprawić swoją pozycję wobec państw silniejszych. A co jest piętą achillesową najpotężniejszego adwersarza? Co jest piętą achillesową Zachodu? Moralność.

Państwa Zachodu są słabe, ponieważ mają opory moralne. W pojedynku między dżentelmenem i brutalem zawsze wygrywa brutal. Nie oznacza to oczywiście, że należy wyzbyć się moralności, ale musimy przyznać, że w obecnej dobie moralność praw człowieka stała się dogmatyzmem, który przesłania wszystkie inne wartości. W naszych społeczeństwach moralność ta zaczęła stopniowo wypierać osłabiającą się religijność, przyjmując formę integryzmu, który czasem wręcz zastępuje politykę. Spadliśmy w tak głęboką przepaść poczucia winy za nasze przeszłe błędy, że łatwo nam przychodzi zapominać o elementarnych wymogach polityki. Doszliśmy do sytuacji, w której rządzenie państwem nie polega już na pracy na rzecz obecnych i przyszłych pokoleń, lecz sprowadza się wyłącznie do kajania się za błędy przodków.

Słabe państwa dobrze o tym wiedzą. Wiedzą, jak bardzo jesteśmy nadwątleni dogmatycznym humanitaryzmem i do jakiego stopnia poczucie winy czyni nas penitentami gotowymi bez ustanku posypywać głowy popiołem. Wiedzą i wykorzystują to na dużą skalę.

Wygłodniali i wyziębieni migranci wypychani na granicę z Polską zostali wcześniej sprowadzeni ze swoich krajów do Mińska. Po dowiezieniu do strefy przygranicznej zostali wyposażeni w sprzęt konieczny do niszczenia zasieków z drutu kolczastego. Reżim białoruski mści się w ten sposób za sankcje, które nałożyła na niego Unia Europejska. Mamy więc słuchać serca czy tego, czego wymaga od nas polityka? Jakich słów mamy używać? Czy nazwiemy to inwazją?

Metoda nie jest nowa. Od zawsze kobiety i dzieci umieszczano na przodzie atakujących wojsk, aby osłabić przeciwnika poczuciem winy moralnej. Nie można nazwać tego inaczej jak barbarzyństwem. Tysiące ludzi żyjących w trudnych warunkach chce dostać się na Zachód. Ktoś obiecuje, że ich tam dostarczy, wysyła nawet po nich samoloty. W bezgranicznej pogardzie ludzie ci są następnie używani jako narzędzie szantażu. Rację mają ci, którzy nazywają to handlem ludźmi. Barbarzyńskie metody, które obciążają nie tylko rząd białoruski, ale także – być może przede wszystkim – Władimira Putina.

Polacy są Europejczykami, którym również próbuje się wpajać prawa człowieka na miejsce chrześcijaństwa. Ale ten niecny sposób prowadzenia wojny wywołuje ich sprzeciw. W sposób naturalny Polacy jako ludzie Zachodu muszą w pierwszej kolejności mierzyć się z aspektem humanitarnym kryzysu. Młodzi ludzie z wielkich miast organizują się i zawożą ciepłą zupę – w Polsce je się dużo zupy – na granicę, by z pomocą pośredników dostarczyć ją migrantom.

Rząd także podejmuje działania. Chorzy migranci są leczeni w polskich szpitalach, a gdy zdrowieją, są odstawiani na granicę. Zachowanie władz może wydać się niekonsekwentne, ale pokazuje dobitnie monstrualny charakter szantażu moralnego, którego padają ofiarą. Obecna koalicja rządowa wygrała wybory między innymi dzięki obietnicy, iż nie dopuści do osiedlenia się w Polsce wspólnot muzułmańskich. A jednocześnie rząd nie jest głuchy ani nieczuły na wzburzenie społeczeństwa obywatelskiego. Kolejnym próbom forsowania granicy przez migrantów towarzyszą bowiem apele intelektualistów i duchownych o zapewnienie im pomocy humanitarnej pod hasłem: „Nikt nie zasługuje na śmierć w lesie”.

Nie możemy zapominać, że Polska i Węgry odgrywały w historii rolę przedmurza chrześcijaństwa, kładąc tamę inwazjom ze Wschodu, na czym korzystała cała Europa. Również dziś rząd polski przyjmuje na siebie tę rolę. Problem jednak leży w tym, że Europa Zachodnia przestała wierzyć w chrześcijaństwo i nie potrzebuje żadnego przedmurza. Ba, proponuje otwarcie granic na oścież.

Jednakże, co jest bardzo intrygujące, kryzys migracyjny na polskiej granicy sprawił, że na jakiś czas europejska wspólnota przestała Polskę obrażać. Europejczycy zrozumieli, że Polska padła ofiarą ohydnego szantażu, i próbują spieszyć jej z pomocą. Państwa G7 nakazują Białorusi zaprzestanie tych działań i przyjście migrantom z pomocą humanitarną. Wyrażają też solidarność z trzema państwami, które padły ofiarą agresji: Polską, Litwą i Łotwą. Nie ma tutaj dobrego „rozwiązania”, jest to sytuacja par excellence tragiczna. Trzeba wykazać się realizmem i nie ustępować przed szantażem. Nie ma innej możliwej reakcji. Oczywiście nie należy pomijać aspektu humanitarnego.

W odpowiedzi na nasze zasadne oburzenie na haniebne postępowanie białoruskiego rządu słyszymy nie mniej haniebne słowa: „Wypychamy migrantów na granicę wiedzeni słowiańskim współczuciem. Wszystko inne dzieje się poza nami…”. A jednak kurdyjska migrantka leczona w polskim szpitalu nagrała wiadomość, którą przesłała do swojego kraju. Opowiada w niej, w jaki sposób ona i inni zostali oszukani. 18 listopada białoruski rząd ogłosił, że udostępnił dla uchodźców hale, aby mogli się w nich schronić przed zimnem. Jednocześnie rozpowszechnia kłamliwe informacje o repatriacji wielu tysięcy migrantów do Niemiec, co natychmiast zdementowała Angela Merkel. Mińsk deklaruje ponadto, że „odeśle” uchodźców. Jak powinniśmy rozumieć tę kolejną fanfaronadę, nie wiadomo.

.Psychologiczną i perwersyjną wojnę możemy wygrać jedynie wtedy, gdy zachowamy jasność umysłu. Rząd nie może być organizacją pozarządową. Oczywiście należy udzielić migrantom pomocy humanitarnej, żeby nikt w lesie nie umierał, ale nie wolno ustępować przed szantażem. Jest to klasyczna kwadratura koła.

Chantal Delsol

Tekst ukazał się w Polsce w nr 36 miesięcznika opinii “Wszystko co Najważniejsze” [LINK]. Równolegle pod tytułem «La Biélorussie frappe l’Europe à son talon d’Achille: la morale des droits de l’Homme», ukazał się w dzienniku “Le Figaro”, 30 listopada 2021 r.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 5 lutego 2022
Fot. Michal KOŚĆ / Forum