Elisabeth BRAW: Putin nie dba o zachodnią krytykę. Czas przestać być responsywnymi moralizatorami i podjąć konkretne działania

Putin nie dba o zachodnią krytykę. Czas przestać być responsywnymi moralizatorami i podjąć konkretne działania

Photo of Elisabeth BRAW

Elisabeth BRAW

Analityczka American Enterprise Institute (AEI). Koncentruje się na wyzwaniach bezpieczeństwa narodowego. Specjalizuje się w zagrożeniach hybrydowych.

zobacz inne teksty Autora

Władimir Putin jest specjalistą w zaskakiwaniu. Nie możemy skupiać się na jednej jego taktyce. Powinniśmy analizować i myśleć jak Rosja, żeby móc się przed Rosją bronić – mówi Elisabeth BRAW z American Enterprise Institute w rozmowie z Michałem KŁOSOWSKIM

Michał KŁOSOWSKI: Rosyjskie ćwiczenia u wybrzeży Irlandii są dla Zachodu dużym zagrożeniem?

Elisabeth BRAW: To bardzo prowokacyjne zachowanie. Byłoby tak nawet wówczas, gdyby nie były to ćwiczenia na irlandzkich wodach terytorialnych. Bo należy zadać sobie pytanie, jaki jest cel prowadzenia takich ćwiczeń w takim miejscu i w takim momencie, skoro sytuacja jest tak napięta.

Jedyny powód, jaki przychodzi mi do głowy, to prowokacja i destabilizacja. Gdyby Władimir Putin naprawdę wierzył w deeskalację napięcia między Federacją Rosyjską a Zachodem, nie podejmowałby decyzji przeprowadzenia takich manewrów w tym momencie.

Czy jest możliwe, że te ćwiczenia mają związek z łączami internetowymi, które znajdują się na dnie morza w pobliżu miejsca, gdzie będą odbywać się rosyjskie manewry?

– Nie postrzegam tych ćwiczeń jako zagrożenia terrorystycznego dla Irlandii czy Wielkiej Brytanii. Ale oczywiście to, że mają się one odbyć akurat w tym miejscu, gdzie znajdują się podmorskie kable łączące Amerykę i Europę, jest powodem do niepokoju. Uszkodzenie tych kabli na pewno spowodowałoby szkody.

Jeśli Putin zaatakuje Europę, może posłużyć się bronią cybernetyczną? Czy może zaatakować w cyberprzestrzeni?

– Oczywiście. W dodatku my, jako Zachód, niewiele możemy zrobić, by odpowiedzieć na tego rodzaju ataki.

A czy sposób, w jaki działa teraz Władimir Putin, może być znakiem, że nie będzie prowadził tradycyjnej wojny, tylko wojnę hybrydową, głównie w cyberprzestrzeni?

– Trudno dziś określić, co jest aktem agresji, ze względu na nowy styl walki – wojnę hybrydową. Jak mamy reagować? Jeśli przykładowo Rosja uszkodzi podmorskie łącza internetowe, to czy my – Zachód – mamy prawo zrobić w odwecie to samo z jej łączami? Nie wiadomo, ponieważ nie mamy jasnych planów reagowania na taką mikroagresję.

Czy możemy zatem przygotować się w Europie na przyszłe ataki? Jak możemy się bronić przed agresją poniżej progu wojny?

– Jeszcze nie wymyśliliśmy, jak się bronić, a tym bardziej jak przygotować się do takich wydarzeń. Osobiście opowiadam się za odpowiedzią asymetryczną. Jeśli agresor uszkodzi, jak w powyższym przykładzie, nasze kable podmorskie, zakomunikujemy, że np. cofniemy wizy. Nie sprecyzujemy, czy będziemy cofać wizy krewnym rosyjskich oligarchów mieszkających w Europie, czy samym rosyjskim urzędnikom. A może ich dzieciom, studiującym w końcu w dużej liczbie na zachodnich uczelniach? Celem odstraszania jest wzbudzanie strachu.

– Prezydent Joe Biden powiedział, że jeśli Rosja zaatakuje Ukrainę, USA nałożą potężniejsze niż dotychczas sankcje. Czy możliwe jest, aby były one jeszcze surowsze?

– Sankcje są dobrym narzędziem, ale są nadużywane. Rosja, Iran i inne kraje wiedzą, że jeśli zrobią coś, co nam, jako Zachodowi, się nie spodoba, to nałożymy na nich sankcje. Dla ich decydentów politycznych sankcje są przewidywalne. Mogą, tak jak zrobiła to Rosja, przygotować się na nie. Uważam, że sankcje powinny być osobiste, personalne. Powinny być mniej przewidywalne, ponieważ sankcje ekonomiczne nie działają tak dobrze jak kiedyś. Nasi przeciwnicy po prostu przyzwyczaili się do nich i nauczyli się kalkulować związane z nimi ryzyko.

Czy myśli Pani, że Zachód, głównie USA, jest skłonny nałożyć sankcje na Rosję, nawet jeśli ta znów dopuści się agresji poniżej progu wojny? Wiele zachodnich firm w końcu handluje z Rosją i wiele traci na sankcjach.

– Kiedy nakładać sankcje – to jest pytanie za milion dolarów. Powinniśmy być świadomi, że Rosja także może nałożyć sankcje wymierzone w zachodni biznes. Powinniśmy przewidywać scenariusze ataków, również tych mniej prawdopodobnych, wykorzystujących techniki dotychczas nieznane albo od dawna niewykorzystywane. Tak jak przewiduje się w Czechach. Tamtejszy rząd współpracuje z biznesem w zakresie doradztwa kryzysowego. To właśnie dzięki takiej współpracy będziemy wiedzieli więcej na temat działań poniżej progu wojny. W dzisiejszym świecie biznes jest w stanie zaalarmować decydentów jako pierwszy.

Widzieliśmy, co się działo w przypadku litewskich przedsiębiorstw, gdy Chiny zablokowały import litewskich towarów. To dobry przykład, pokazujący, co dany kraj może zrobić, aby zaszkodzić sektorowi prywatnemu w innym kraju. A przecież to także forma agresji. Dlatego powinniśmy uczyć się, jak na to reagować, poprzez ćwiczenie scenariuszy. Gry wojenne są do tego najlepszym narzędziem, Czesi też je wykorzystują.

Jakiego zatem rodzaju działań poniżej progu wojny możemy się spodziewać ze strony Rosji wobec Ukrainy i innych krajów regionu Europy Środkowo-Wschodniej?

– Władimir Putin jest specjalistą w zaskakiwaniu. Nie możemy skupiać się na jednej jego taktyce, do tego dotychczas już wykorzystanej. Powinniśmy analizować i myśleć jak Rosja, żeby móc się przed Rosją bronić.

Przykładem tego, co Rosja może zrobić – oprócz działań, o których już mówiliśmy, cyberataków, wojny ekonomicznej – może być chociażby próba zawieszenia lotów zachodnich linii lotniczych przez terytorium Rosji. Władimir Putin mógłby zaangażować w to Aleksandra Łukaszenkę i w ten sposób sprawić, że zachodnie linie lotnicze notowałyby ogromne straty w połączeniach z Azją, musząc nadkładać trasy i spalać więcej paliwa. Innym scenariuszem, także prawdopodobnym, jest sytuacja, w której doszłoby do wypadku w któreś z elektrowni na Białorusi, tuż przy granicy z Litwą. Władimir Putin tak samo niewiele dba o Białorusinów, jak o swoich – często wyimaginowanych – „wrogów”. W ten sposób mógłby otruć pół Europy – niejako „przez przypadek”. I skłonić Zachód do ustępstw.

Im bardziej analizujemy konflikt na granicy ukraińskiej, tym więcej widzimy takich niespodzianek.

Czy próba przewidzenia nieprzewidywalnego i budowania jak najszerszej koalicji mogła być przyczyną zaproszenia prezydenta Andrzeja Dudy na spotkanie z Joe Bidenem i innymi zachodnimi przywódcami?

– To była niespodzianka. Jak wiadomo, Polska rzadko jest zapraszana na rozmowy na wysokim szczeblu, w których uczestniczą przywódcy USA, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Francji… Jednak Polska udowodniła swoją wartość na wiele sposobów i zostało to dostrzeżone także w Waszyngtonie. Szczególnie ostatnio, w trakcie kryzysu migracyjnego, przyjmując twarde stanowisko w sprawie granic, rząd w Warszawie zapobiegł kryzysowi w całej Europie. Myślę, że to jest rodzaj uznania, że Polska jest godna, by uczestniczyć w najważniejszych rozmowach, dotychczas dostępnych tylko nielicznym. Polska jest sojusznikiem, na którym Zachód może polegać.

Czy migranci znów mogą zostać wykorzystani przez Władimira Putina i Aleksandra Łukaszenkę? Należy się spodziewać wznowienia tego kryzysu jako kolejnej formy konfliktu poniżej progu wojny?

– Aleksander Łukaszenka już dawno obiecał, że zaleje Europę migrantami i narkotykami. Widać, że jest nastawiony na zemstę, i chyba nie rzucał słów na wiatr…

Tak skuteczna polska odpowiedź na kryzys graniczny nie byłaby możliwa bez ścisłej współpracy między krajami regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Uważa Pani, że ta współpraca może ewoluować i przynieść coś więcej?

– Dziś staje się jasne, że w NATO istnieją dwa sposoby myślenia, szczególnie w kwestii bezpieczeństwa. Kraje, które znajdują się blisko Rosji, są bardziej zagrożone niż kraje Europy Zachodniej, które mogą nie traktować takich ataków tak poważnie, jak powinny. Myślę, że z tego powodu będziemy świadkami ściślejszej współpracy między krajami bałtyckimi, Europą Środkową i Wschodnią oraz USA.

– Można już dostrzec jakieś zapowiedzi końca tego kryzysu?

– Widzę dwa scenariusze. Wydaje się bardzo prawdopodobne, że rosyjscy żołnierze gdzieś przemaszerują. Przecież nie mogą cały czas stać w pobliżu granicy! Oczywiście powstaje pytanie, w którą stronę. Jeśli na zachód, to będziemy mieli do czynienia z inwazją albo przynajmniej z serią ataków w szarej strefie, co jest bardziej prawdopodobne. Ale może się też okazać, że Władimir Putin będzie relokować swoje wojska co jakiś czas i do stałej obecności jakieś liczby rosyjskich żołnierzy przy granicy z Ukrainą powinniśmy się przyzwyczaić.

Czyli powinniśmy być przygotowani na kryzys, który nie minie szybko?

– Tak, NATO powinno być w stanie ciągłej gotowości. Putin i Łukaszenka będą nas naciskać, będą grozić konfliktem. Uważam jednak, że nie powinniśmy tylko reagować. Rosja nie dba o to, co o niej myślimy. Putin ma przewagę w postaci ignorowania krytyki i prowadzenia brudnej walki, której być może nie da się z nim wygrać, jeśli będziemy jedynie responsywnymi moralizatorami. Czas podjąć konkretne działania.

Rozmawiał Michał Kłosowski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 27 stycznia 2022
LEAH MILLIS / Reuters / Forum