Eryk MISTEWICZ: "Menedżer z blogiem? Jestem przeciw. To całkowita pomyłka"

TSF Jazz Radio

Menedżer z blogiem? Jestem przeciw. To całkowita pomyłka

Eryk MISTEWICZ

Prezes Instytutu Nowych Mediów. Autor strategii marketingowych. Doradza pracując z firmami, instytucjami, osobami publicznymi w Polsce i we Francji, wspiera i uruchamia nowe projekty, pisze książki. Laureat Polskiego Pulitzera. www.erykmistewicz.pl

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Blogi firmowe i eksperckie blogi prezesów firm to komunikacyjny błąd, droga donikąd. Moim zdaniem nie tylko nie budują wizerunku menedżerów, nie wzmacniają ich pozycji rynkowej, ale wręcz osłabiają, wprowadzając dyskomfort w odbiorze, odbierają wypracowaną często przez lata pozycję i powagę.

Nikt czynny, zapracowany nie ma czasu na blogi. Na ich czytanie, a tym bardziej na pisanie i odtrollowywanie (usuwanie wpisów tych, którzy wiedzą lepiej i muszą się tym podzielić w komentarzach).

Jeśli menedżer, osoba publiczna, ekspert, profesjonalista ma czas na blog, wysyła swemu otoczeniu kilka niepokojących komunikatów.

Po pierwsze: ma dużo wolnego czasu. Być może z problemami w utrzymywaniu relacji „w realu“. Na pewno jednak nie jest wystarczająco efektywny w tym, do czego został przez firmę wynajęty. Inwestując w akcje firmy chcemy wierzyć, że zarząd poświęca każdą sekundę na podwyższanie wartości akcji, menedżerowie realizują cele, do których zostali wynajęci.

Po drugie: nie wierzy w siebie. Nie wydaje mu się, aby za jego wiedzę, obserwacje, opinie chciał ktoś zapłacić. Aby mogła być tyle warta, aby mógł ją zmonetyzować. Menedżer ale też np. czynny dziennikarz prowadzący blog to zupełna pomyłka. To przyznanie się: nie mam pomysłu, jak sprzedać swoje prace, swoje opinie. Być może nie są one nic warte, więc daje wam je za darmo. Lub – w zakochaniu w sobie – „ofiaruje swe myśli ludzkości“. Czy buduje to jego powagę i pozycję? Śmiem wątpić.

Po trzecie – stanowi zagrożenie dla osób, z którymi się spotyka. Dysponując własną platformą komunikacyjną – blogiem, nawet niezbyt popularnym – może po ważnym spotkaniu pozostawić w sieci wpis, który wywróci przygotowywany biznes. Menedżer dzielący się z innymi przemyśleniami o przyszłości branży może też nieświadomie wywołać tornado w swojej firmie, jeśli jego słowa o upadku, trudnościach etc zostaną literalnie odebrane przez udziałowców lub rynek, jako odnoszące się do konkretnej firmy.

Jeśli menedżer, osoba publiczna, ekspert, profesjonalista ma czas na blog, wysyła swemu otoczeniu kilka niepokojących komunikatów.

„Andy Warhol mówił, że w XXI wieku każdy będzie miał 20 minut chwały. Ten czas nadszedł. Mamy do czynienia z inwazją narcyzmu i mediatyzacji. Jedni realizują się w spektaklach z dziedziny tele-reality, inni poprzez czat, forum, a jeszcze inni poprzez blogi“ – zauważa filozof Andre Compte-Sponville. „Blogowanie“ nie jest pozytywnym wyróżnieniem się w świecie profesjonalistów.

Oczywiście, zdaje sobie sprawę z jakże częstych wciąż rekomendacji agencji PR rozpoczynających swą pracę z klientem – w ślad za większością amerykańskich podręczników budowania wizerunku, które proponują, aby osoba publiczna prowadziła blog i poprzez blog czy wręcz „ścianę na Facebooku“ wychodziła z opiniami własnymi, próbowała zainteresować przemyśleniami zawodowych dziennikarzy. Nawet jednak jeśli prezes jedynie raz w tygodniu „pisze coś na firmowym blogu“, nawet jeśli są to wpisy dokładnie sprawdzane przez działy prawne i grono piarowców wewnętrznych i zewnętrznych – moje zastrzeżenia utrzymuję: dla menedżera prowadzenie blogu to osłabianie jego indywidualnej pozycji na rynku, odbieranie powagi.

Oczywiście, dział PR prowadzi akcje informacyjne, tworzy platformy komunikacyjne i „sprzedaje wizerunek przedsiębiorstwa“, czasami nawet opublikowana zostanie na stronie firmowej rozmowa z tym czy innym członkiem zarządu. Ale nie robi tego członek zarządu osobiście. Pozwolę sobie na dosadność: prezes nie jest asystentką w pionie marketingu, aby prowadzić blog. Ma swoją wartość, wartość ma jego czas, wartość ma jego opinia, jego decyzje, jego dostępność. Limitowana do najważniejszych spraw i zadań.

„Blogowanie“ nie jest pozytywnym wyróżnieniem się w świecie profesjonalistów.

Ostatnio podczas dorocznego seminarium branży dyskutowałem na ten temat z Fadhilą Brahimi, numerem jeden Personal Brandingu we Francji. Także ona zwróciła uwagę na różnice kulturowe między Europą a Stanami Zjednoczonymi. Zgodni byliśmy co do tego, że sposoby rekomendowane np. przez Dana Schawbela (autorytet Personal Brandingu w Stanach Zjednoczonych, autora „Me 2.0“) w realiach europejskich nie do końca się sprawdzają.

Zauważmy też, że problemem nie jest dziś brak informacji, lecz ich nadmiar. Blogi nie ułatwiają selekcji, hierarchizacji wiadomości, zwiększają tylko poziom szumu. Nie przynoszą niczego, co budowałoby pozycję długofalową nadawcy informacji. Także polskie przykłady profesorów-blogerów pokazują, że budowanie powagi nie wiedzie poprzez blogi, platformy blogerskie itp.  Zbytnia dostępność na Facebooku czy blogu nie prowadzi do wzrostu referencyjności, do budowania respektu wobec wiedzy i doświadczenia. To też już nie te czasy, gdy profesor czy menedżer „obecny na FB“ czy „prowadzący bloga“ uznawany był za postępowego i nowoczesnego. Instytut Forester przewiduje, że spośród 2,2 mld internautów co najmniej 10 proc. aktywnie pozostawia swoje wpisy i zdjęcia w blogach i serwisach społecznościowych, wideo na YouTube i Dailymotion. Dziś, gdy w sieci może być każdy, szczególnej ceny nabiera ten, kto nie jest ogólnie dostępny.

Reputację i swoją pozycję menedżer, architekt, prawnik, ekspert buduje długo, często bardzo długo „w realu“, zaś zniszczyć jest w stanie w ciągu ledwie kilku chwil – „w sieci“.

A tak rekomendowany przeze mnie politykom, menedżerom, ekspertom, dziennikarzom, Twitter? Tu różnicą zasadniczą jest to, że wpisy na serwisie mikroblogowym – ograniczone do 140 znaków – powstają niejako „od niechcenia“.  Nie odnosimy wówczas wrażenie, że menedżer czy polityk spędza na Twitterze czas (jak na FB czy blogu), ale właśnie „od niechcenia“ uczestniczy w sieci poważnych relacji chłonąc to, co w jego branży najważniejsze, będąc na bieżąco z tętnem świata, popularyzując najciekawsze wpisy branżowych ekspertów. Buduje swoją pozycję profesjonalną. Dziś na Twitterze jest już 62 prezydentów lub premierów z 49 krajów, jest większość ministrów rządu Donalda Tuska, są menedżerowie i publicyści. Jest więc platforma kontaktów, do umiejętnego wykorzystywania. Raczej jednak to słuchania, niż mówienia.

Reputację i swoją pozycję menedżer, architekt, prawnik, ekspert buduje długo, często bardzo długo „w realu“, zaś zniszczyć jest w stanie w ciągu ledwie kilku chwil – „w sieci“.

Eryk Mistewicz

PS. I oczywiście – zachęcam do dyskusji!

9

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Patrycja Kaczmarzyk napisał(a):

Wpis jest trochę zbyt głęboką ingerencją w czas wolny prezesa czy menadżera (a co jeśli ten chciałby pisać o swoim hobby, jakim jest renowacja mebli, to też by oznaczało że ma za mało pracy, obija się?). Ale generalnie argumenty do mnie przemawiają. To dla mnie jasne, że ludzie z kadry zarządzającej, którzy sprzedają swoją wiedzę, nie powinni jednocześnie dystrybuować jej za darmo w sieci, zgadzam się z tezą, że może to mocno zaszkodzić ich wizerunkowi i samej firmie. Nie widzę natomiast powodu dla którego architekt, nie miałby uchylić czasem rąbka tajemnicy dotyczącej swojej pracy. I mimo, że nie należę do osób, które używają wyrazów typu: “polityczka”, czy “ministra”, to bardzo uderzyło mnie napisanie: “prezes nie jest asystentką w pionie marketingu”. Sugeruje Pan tym zdaniem, że w Pana światopoglądzie nie mieści się taka sytuacja, w której prezesem byłaby kobieta, a asystentem mężczyzna i tym samym cały wpis mocno traci w moich oczach, gdyż zrodziła się we mnie obawa, że Pana myślenie jest w pewnej mierze schematyczne i konserwatywne.

Mistewicz napisał(a):

Renowacja mebli pasją prezesa np funduszu inwestycyjnego, w którym powierzyłem oszczędności mojego życia? Pani wybaczy, nie kupuję tego.
Nie kupuję również tego, że prezes banku którego głównym zadaniem jest zarządzanie instytucją, której powierzyłem moją i mojej rodziny finansową przyszłość ma czas wolny. Przykro mi, jeśli tego nie rozumie może zmienić pracę. Albo zostać trenerem nurkowania w Tajlandii. Wtedy miałby czas także na pisanie bloga.
Jeśli architektka wnętrz chce prowadzić blog i w ten sposób zdobywa klientów – OK, nie mam absolutnie nic przeciwko, ale nie o tym w tym tekście piszę.
I najważniejsze: znam i pracuję z wieloma prezesami-kobietami. Nie: prezeskami. Znam też i doceniam pracę asystentów-mężczyzn. Pracujących jako asystenci zarówno przy kobietach jak i przy mężczyznach. Zarzut więc mocno chybiony. Serdecznie pozdrawiam. EM

Patrycja Kaczmarzyk napisał(a):

Cieszę się, że moja sugestia okazała się chybiona, ale proszę zwrócić uwagę, że napisał Pan, że prezes to nie asystentka. Dużo logiczniej byłoby napisać “asystent”. O skojarzenia z poparciem dla nierówności płci nie jest trudno.

Ponadto uważam, że to w 100% zdrowe i bezpieczne jeśli prezes czy jakakolwiek inna osoba zajmująca poważne stanowisko, ma jakąś odskocznie od życia zawodowego. Bardziej wierzę w świeże, obiektywne spojrzenie ludzi, którzy w swoim życiu, nawet w nielicznych chwilach, mają czas na cokolwiek poza pracą, a tym samym do złapanie oddechu i odreagowania stresu.

Natomiast ocenianie czyichś kompetencji na podstawie jego zainteresowań (mieszczących się w przyjętych normach społecznych) i ewentualnym pisaniu o tym bloga wydaję mi się już sporą przesadą i nieco niepokojącą chęcią oceniania i kontrolowania wszystkiego wokół.

a może jeśli wpis na TW czy na blogu buduje świadomość pewnych kwestii u odbiorcy to sposób/kanał jest bez znaczenia?

Panie Eryku, fundamentalnie nie zgadzam się z Pana tezami i komentuje najważniejsze z nich:
http://b2b-marketing.pl/2014/01/14/menedzer-z-blogiem-jestem-za/

Reasumując: Moim zdaniem blog jest TYLKO kanałem komunikacji, takim samym jak każdy inny. Ani nie dodaje powagi, ani jej nie umniejsza, ani nie buduje pozycji, ani jej nie runuje. To TREŚĆ bloga może dodawać powagi i budować pozycję, dokładnie tak samo jak treść wystąpienie na konferencji, treść artykuł w prasie czy treść rozmowy telefonicznej.

Michał Dunin napisał(a):

Mam wrażenie, że autor chciał przekazać, iż Twitter jako kanał komunikacji dla ekspertów jest bezpieczny, gdyż możemy wykorzystując go udawać, że robimy to “od niechcenia”.
Ja mam wrażenie wręcz odwrotne – jeżeli ekspert ma informacje wartościowe z punktu widzenia odbiorców – to jego komunikacja na Twitterze powinna być prowadzona z tą samą starannością co blog. Po pierwsze ze względu na to, że na Twitter może prowadzić w prosty sposób dyskusję z innymi ekspertami. Po drugie Twitter jako narzędzie z założenia “wirusowe” musi być traktowane ostrożnie – już nie jeden polityk czy ekspert przekonał się o zasięgu i reakcji społeczności w przypadku wpisu “od niechcenia”. Niemniej rzadko kończyło się to zniszczeniem starannie budowanego wizerunku.

Rafał Skwiot napisał(a):

Według mnie problemem w tekście Eryka Mistewicza jest także to, że jako odbiorcy musimy się domyślać, o co tak naprawdę chodziło autorowi. A odnośnie Twittera – zgadzam się. Co więcej, nie rekomendując używania tego narzędzia przez prezesów, możemy użyć dokładnie tych argumentów, które użył pan Mistewicz – np., że pokazuje to, iż prezes ma za dużo wolnego czasu itd.

Rafał Skwiot napisał(a):

Według mnie argumenty, który przytoczył pan Eryk Mistewicz, są co najmniej wątpliwe. Krótka polemika: http://rafalskwiot.pl/menedzer-z-blogiem-tak-polemika-z-tekstem-eryka-mistewicza/

tomasz napisał(a):

Można by skomentować na Twitterze: @ErykMistewicz – kulą w płot!

Ale artykuł zasługuje na więcej. Raczej bardziej ze względu na autora niż na treść. Ewidentnie bowiem odział się w togę adwokata diabła.

Prowokacja:

Prezesie, nie pisz blogów, bo każdą chwilę masz poświęcić firmie, ale inaczej! Jak? Ja wiem najlepiej.

Docencie, doktorze, mecenasie, z dala od blogów, szczególnie własnych! Media tylko czytaj, słuchaj, najlepiej po NOWEMU! W przeciwnym razie stracisz wiarę i … pieniądze. Pozwalam Ci na 140 znaków w drodze wyjątku!

Ambasadorze, negocjuj, broń, pisz tajne raporty i pij tylko bordeaux!

Serio? Nie.

Można być dobrym prezydentem i znać się na sporcie, dobrym biznesmenen i komentatorem wydarzeń politycznych, z dziennikarstwa przechodzić do dyplomacji i odwrotnie. I łączyć te talenty w profesjonalny sposób również na blogu.

Czemu ludzi szufladkować 24 godziny na dobę?

Czy blogi mają pisać jedynie “zawodowi” blogerzy oraz … emeryci i bezrobotni? A menedżerowie, jeżeli już, to albo anonimowo, albo nie na temat.

Czym się dzisiaj w istocie różni wpis na blogu od wypowiedzi, komentarza czy polemiki w prasie, radiu czy telewizji?

I czy dobry prezes, ekspert, profesjonalista ma być ex definitione fatalnym “literatem”, piszącym po to, by kogoś innego skompromitować, ośmieszyć i w konsekwencji “strzelić samobója do własnej bramki”?

Zresztą, jak jest nieudolny, to to samo zrobi na Twitterze. Może i z gorszym skutkiem.

Ale miejmy więcej wiary, że można robić wiele rzeczy dobrze, a jedną profesjonalnie na różne sposoby. Są profesje, w których blog pozwoli niekiedy na więcej, taniej i lepiej. Nie tylko dlatego, że blogować każdy może …. i dlatego, że musi, inaczej się udusi, ooo.

Innymi słowy, nie gańmy menedżerów i ekspertów, że mają ochotę, powód i cel wejść od czasu do czasu na blogową scenę.

Tomasz Chłoń, czynny, zapracowany, uff!

(bloger w “wolnych” chwilach; od czasu do czasu własna asystentka)

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam