
Hans Frank. Na dworze „niemieckiego króla Polski”
Hans Frank musiał polski naród ujarzmić i wyciągnąć z niego, ile się da. Z drugiej strony przechadzał się po zamkowych komnatach, tak pełnych historii. Historii Untermenschów, ale jednak. Pewnie były chwile, gdy sobie to cenił – pisze Jan ŚLIWA
Kaputt
„Jestem królem, niemieckim królem Polski, Ich bin der deutsche König von Polen – powiedział generalny gubernator Hans Frank, rozpościerając ramiona i rzucając gościom spojrzenie pełne dumy i satysfakcji”. Tak rozpoczyna się poświęcona okupowanej Polsce część książki Curzio Malapartego Kaputt. Jako obywatel Włoch, kraju-sojusznika Hitlera, Malaparte oglądał Europę od strony chwilowych zwycięzców. Podczas gdy dla nas Wawel był niemiecką fortecą, otoczoną drutem kolczastym i chronioną przez SS-manów z karabinami maszynowymi, on przechadzał się po komnatach wawelskich i spoglądał na ośnieżony Kraków i odległą sylwetkę Tatr.
Curzio Malaparte, urodzony jako Kurt Erich Suckert (1898–1957), syn Niemca i Włoszki, jest postacią trudną do zdefiniowania. Polityczny kameleon, faszysta od pierwszej godziny, uczestniczył w marszu na Rzym. Zainteresowany planem pięcioletnim odwiedził w 1929 r. Związek Sowiecki, gdzie poznał Stalina, Gorkiego i Majakowskiego. Mussolini zapytał wtedy, czy chce pracować w redakcji „Prawdy”. W 1933 r. został zesłany na wyspę Lipari. Dzięki przyjaźni z ministrem Galeazzo Ciano zesłanie przeżył dość komfortowo. Podczas wojny został korespondentem „Corriere della Sera”, co pozwoliło mu na podróże opisane w Kaputt. Po zawieszeniu broni między Włochami a aliantami 8 września 1943 r., mając labilną przeszłość, bywał aresztowany i wypuszczany, by w końcu związać się z armią włoską walczącą po stronie aliantów.
Pseudonim Malaparte („zła strona”) jest ironicznym nawiązaniem do Bonaparte („dobra strona”). Przybrał go w roku 1925. Szukając własnej drogi, często był dla wielu po złej stronie. A Curzio to po prostu Kurt. Książkę Kaputt pisał od lata 1941 r. na froncie wschodnim, ale ostateczna redakcja powstała, gdy losy wojny się już odwracały. Można więc zakładać, że chciał siebie dobrze przedstawić wobec przyszłych zwycięzców. Nie jest to krytyka, ale stwierdzenie faktu. Myślę więc, że ironiczne uwagi pod adresem Franka i jego żony wygłaszał raczej w myśli, podobnie jak przypominanie o losie Żydów i Polaków. Ale mogę się mylić.
Malaparte znał Polskę. W latach 1919–1920 został wysłany do włoskiej misji w Warszawie. Był z polskim wojskiem w Kijowie, był w Warszawie podczas bolszewickiego oblężenia. Znał przedstawicieli polskich elit, warszawskie salony oraz ministerstwa. Gdy przechadzał się 20 lat później po ulicach zrujnowanej Warszawy, wracały do niego dawne wspomnienia.
Duża część książki to pogawędki przy stole, na przykład o tym, który naród ma wyższą Kultur. Okazało się, że Polacy nie lubią Chopina. Podczas koncertu poświęconego Chopinowi krakowska publiczność wcale nie klaskała. Ani jednego oklasku, żadnego odruchu serca. Frank mówi zdziwiony: „Usiłowałem zrozumieć przyczynę tego milczenia, ale ja zdobędę ten naród sztuką, poezją, muzyką!”. Inny temat to – który kraj ma piękniejsze kobiety. Za dawnych dobrych czasów Polki uchodziły za elegantsze nawet od Paryżanek. Dziś Polki są bardzo zaniedbane. Niemcy też przecież prowadzą wojnę, a jednak Niemki są dzisiaj najelegantszymi kobietami Europy. Skąd mają stroje, można się domyślać, ale Frau Frank nie jest dość bystra, by to zauważyć. Kobiety w Polsce zbyt mało się myją, są okropnie brudne. Ktoś zauważa, że nie mają mydła, na co Frank oznajmia, że w Niemczech wynaleziono metodę wyrabiania mydła z darmowego surowca. Z czego? Z ludzkiego kału. Wybuchł śmiech: „Ach, so! Ach, so! Wunderbar!”. Może Frank miał w istocie na myśli ludzki tłuszcz.
Malaparte wybrał się też do getta. Wizyta bez obstawy nie była możliwa, obok Malapartego zawsze był gestapowiec w czarnym mundurze. Zdarzało się, że kogoś w tłoku potrącił, przepraszał wtedy, mówił po polsku „proszę pana”. Dla zabiedzonego Żyda takie zdanie w ustach kogoś w mundurze było szokiem. Ale z powodu obecności gestapowca na większe serdeczności nie było miejsca. Wizyta nie była przyjemna, co chwilę potykał się o zwłoki, z których wywożeniem nie nadążano. Ale najstraszniejsze były oczy dzieci.
W obliczu powszechnego bestialstwa Malaparte cynizmem przykrywa głębsze uczucia. Część książki poświęcona Polsce nosi tytuł Szczury. Oto jej koniec. Po zakrapianej imprezie całe towarzystwo, w tym pani Frank, pani Wächter i specjalny gość, mistrz bokserski Max Schmeling, podjechało pod mur getta. Pani Wächter zachwalała mur zbudowany przez jej męża: „Prawdziwie elegancki mur w guście hebrajskim”.
Frank zbliżył się do żołnierzy i spytał, do czego strzelają.
– Do szczura! – odpowiedzieli, głośno rechocząc. […]
– Achtung! – rzekł żołnierz, mierząc. Z nory wykopanej pod murem wyjrzała czarna zmierzwiona czupryna, potem wysunęły się dwie małe ręce i oparły o zaśnieżony brzeg dziury. Dziecko. Padł strzał, ale i tym razem był chybiony. Dziecięca głowa znikła.
– Dawaj – rzekł Frank zniecierpliwionym głosem. – Nie potrafisz nawet trzymać karabinu w ręku.
Odebrał żołnierzowi broń i wycelował.
Cichymi płatkami padał śnieg.
(Z przekładu Barbary Sieroszewskiej, Warszawa 1983)
.W książce Malapartego występuje też Otto Wächter, gubernator dystryktów Kraków i Galicja GG. Był Austriakiem, podobnie jak Hitler, Odilo Globocnik, Amon Göth i parę innych ciekawych postaci. Podobnie jak Frank, był prawnikiem. Wygląda na to, że studia prawnicze nie chronią przed popełnianiem zbrodni, czasem jest wręcz przeciwnie.
Zarówno Frank, jak i Wächter byli wielkimi „miłośnikami sztuki”. Historię Wächtera, w tym walkę rodziny o utrzymanie zrabowanych dzieł, opisała w swojej książce Magdalena Ogórek. Frank grał w wyższej lidze, w rabowaniu ścigał się z samym Himmlerem. Miał wsparcie Goeringa, który przy okazji sam chciał się obłowić. Z kolei najlepsze eksponaty miały trafić do przyszłego muzeum Führera w Linzu, ale czasem po drodze znikały. Dama z gronostajem Leonarda dwukrotnie kursowała z Krakowa do Berlina i z powrotem, co obrazowi dobrze nie zrobiło. Tak to wyglądało na pustyni kulturalnej, którą ponoć była Polska. Plądrowano, co się da: muzea, kolekcje prywatne (Czartoryskich, Branickich, Potockich…), kościoły, uniwersytety i Zamek Królewski w Warszawie. Do tego styl życia był niebywale rozrzutny, szalała korupcja.
Sam Frank określany był jako Kronjurist, prawnik koronny Hitlera. Inteligentny był na pewno. W 1935 r. opublikował Narodowo-socjalistyczny podręcznik prawa i prawodawstwa (Nationalsozialistisches Handbuch für Recht und Gesetzgebung). Jako że w Szwajcarii książek się raczej nie wyrzuca, mamy ją w bibliotece Uniwersytetu Berneńskiego. Jest potwornie gruba i ciężka. Najciekawsze są fragmenty dotyczące zastosowania teorii ras. By zbić argumenty przeciw ustawom norymberskim, na kilku stronach Frank cytuje analogiczne prawa w USA, stan za stanem. I tak w stanie Kalifornia od 1929 r. „małżeństwo między białym a Negrem, Mongołem albo Mulatem jest nielegalne i nieważne”. Podział na dobrych i złych nie jest tak prosty. Był też człowiekiem kulturalnym. W swoich dziennikach skrupulatnie odnotowuje wszystkie obejrzane spektakle i wystawy. Byłoby miło dostrzec korelację między formalną kulturą a szacunkiem dla życia ludzkiego, ale za bardzo jej nie widać.
Jak było naprawdę? Malaparte przedstawia siebie jako honorowego gościa Franka, który stara się go dobrze ugościć i poświęca mu sporo czasu, dyskutując na rozliczne tematy. Ale w dzienniku służbowym Franka pod datą 23.1.1942 r. znajduje się tylko notka: „Przyjęcie przy herbacie z okazji wizyty »włoskiego redaktora naczelnego« Malaparte. Spektakl szekspirowskiej komedii Wieczór Trzech Króli”. I to wszystko. Ale to dziennik służbowy, nie ma miejsca na opis pogawędek. Malaparte zamieszcza sporo złośliwych uwag pod adresem Niemców i samego Franka oraz jego żony. Czy wygłaszał te złośliwości w obecności Franka? Książka wydana jest po upadku faszyzmu, po tym pamiętnym dniu, gdy w cudowny sposób zniknęły miliony włoskich faszystów, a pojawiły się miliony antyfaszystów. Dlaczego tego typu źródła są w ogóle interesujące? Mamy przecież masę dokumentów poświadczających niezliczone fakty i te dokumenty są przygniatające. Ale chcielibyśmy wiedzieć, kim byli ci ludzie, jak do tego doszli. To nie tylko niezdrowa ciekawość. Bo może to być ostrzeżeniem: Czy czegoś podobnego nie ma w sąsiadach, a może nawet w nas samych? Jak pisze Wisława Szymborska w wierszu Pierwsza fotografia Hitlera:
A któż to jest ten mały dzidziuś w kaftaniku?
Toż to mały Adolfek, syn państwa Hitlerów!
Może wyrośnie na doktora praw?
Albo będzie tenorem w operze wiedeńskiej?
Czyja to rączka, czyja, uszko, oczko, nosek?
Mamy więc sporo źródeł, a każde na swój sposób stronnicze. Niemniej dają coś więcej niż sucha dokumentacja.
Frank według Franka – Dzienniki
.Dobrym źródłem są dokumenty Hansa Franka – dziennik i protokoły zebrań. Mają tę zaletę, że były prowadzone na bieżąco, bez poprawek dla historii lub ewentualnego trybunału. Zawierają wiele tomów (11 367 stron), pod koniec wojny miały zmienne losy. Wydanie niemieckie z roku 1975 zawiera ok. 1000 stron, z których wyszukiwałem co ciekawsze fragmenty. Sporo tekstu to (zaadaptowane) cytaty. Czasem takie skrawki dobrze przedstawiają konkretne działania i sposób myślenia.
Tu Frank nie jest już tak miłym gawędziarzem. W dziennikach widać ewolucję nastroju. Z początku Frank rozsiada się na swoim stanowisku, było nie było, na zamku królewskim, jest panem życia i śmierci. Swobodnie decyduje co z kim zrobić, kogo i gdzie przesiedlić – w setkach tysięcy. Potem następuje zarządzanie, dobre dla analizy, ale niezbyt ciekawe. Opisana jest też końcówka rządów – w tekście zachowane są jeszcze pozory normalności, ale wiadomo, że za chwilę trzeba się pakować i uciekać.
Co Frank ma robić z tą Generalną Gubernią? MY wiemy, że zarządzał nią tylko przez chwilę. Dla niego było to jednak budowanie Tysiącletniej Rzeszy. Podobnie jak Amerykanie, którzy przecięli kontynent liniami kolejowymi, a na drugim wybrzeżu zbudowali Kalifornię i San Francisco, również Niemcy widzieli Wschód aż po Ural jako ziemię obiecaną dla niebieskookich blondynów. Jedna z wizji przedstawiała wzorcowe gospodarstwa zamieszkałe przez zdrowe rodziny, nieskażone nadmiernie cywilizacją, coś jak anglikańscy purytanie w Ameryce lub jeszcze lepiej – niemieckie akwarelki z XIX wieku. Trzeba to jednak uzupełnić stalowniami oraz fabrykami czołgów i amunicji – chociaż może nie będzie już z kim walczyć. No i nie zapomnijmy o umacnianiu niemczyzny (Deutschtum). Należy odnaleźć potomków dawnych niemieckich mieszkańców, takich jak dzieci Zamojszczyzny, by stanowili zaczątek odrodzonej rasy. Nawet rogate dusze mogą być dobrym materiałem, bo jeżeli dzielny, to pewnie Germanin. Trzeba go tylko ujarzmić, a jak się nie da, to wyeliminować. Podobnie osobnik utalentowany i uczciwy nie może być przecież Słowianinem. Poza rasą należy zadbać o tradycję niemieckiej kultury, której najlepszym przykładem jest dawne niemieckie miasto Krakau.
Tak więc celem Franka nie było zniszczenie Guberni, lecz jej rozwój, z tym że docelowo oczywiście bez Żydów, a dalej Polaków. Sygnałem tej zamierzonej „normalizacji” jest przewodnik Baedekera Das Generalgouvernement z roku 1943. Piękna kraina, pełna niemieckich śladów, niektóre miasta już wolne od Żydów (judenrein).

.Poniżej zobaczmy parę fragmentów oddających nastroje wśród władz kolonialnych.
W wywiadzie dla Völkischer Beobachter (6.2.1940 r.) znajduje się sławny cytat: „W Pradze wywieszono plakaty, że dzisiaj rozstrzelano 7 Czechów. Gdybym musiał wywieszać plakat na każde 7 rozstrzelanych Polaków, zabrakłoby mi lasów na papier”. Do skarżących się Polaków mówi: „Czemu narzekacie, musicie być szczęśliwi, że to nas macie za panów”. To dopiero początek okupacji, groźby są przeplatane z zapewnieniami dobrej woli. Sytuacja się uspokaja, Żydzi mają swoje rady starszych. Nie znamy tu Ostjuden (w domyśle: brudnych i leniwych), u nas Żyd pracuje. Lojalni Polacy stoją pod ochroną Rzeszy, zwłaszcza robotnicy i rolnicy. Niemcy dostarczają miesięcznie 10 tys. ton zboża dla cierpiących Polaków. Ale każdy opór zostanie złamany. W administracji potrzebni są urzędnicy energiczni i zdecydowani, dyplom nie gra roli. Typowy styl kolonialny (Typischer Kolonialstil!).
Dla propagandy trzeba akcentować polskie zbrodnie na uciekających Niemcach (sic!). Pod Nowym Targiem i Bielskiem znaleziono 20 masowych grobów ze zmasakrowanymi ciałami. W każdym biurze powiesić zdjęcia pomordowanych volksdeutschów. Winny takim nastrojom jest Kościół – gdyby się tu pojawił kardynał Hlond, kazałbym go natychmiast rozstrzelać. Czy rozmawiać ze Studnickim? Nie, każdy Polak to wróg Niemiec. W wywiadzie trochę za dużo powiedziane zostało otwartym tekstem. Zapytany, gdzie publikować ten wywiad, Frank mówi: „Wywiadu nie drukować w Warszawie, to sprawa dla Rzeszy”.
Zobaczmy teraz posiedzenie komisji obrony Rzeszy (Reichsverteidigungsausschuss) z 2.3.1940 r.
GG ma być rezerwatem (Heimstätte/Reservation) dla Polaków. W przeciwieństwie do Protektoratu Czech i Moraw, żadnej autonomii, wszystko ma być bezpośrednio kontrolowane przez Niemców. Nie chcemy żadnej asymilacji ani germanizacji. Ciąży na nas olbrzymia odpowiedzialność, by ten obszar pozostał mocno pod niemieckim panowaniem, by Polakom po wszystkie czasy został złamany kręgosłup i żeby nigdy więcej nie mógł przetrwać choćby najmniejszy opór przeciw polityce Rzeszy niemieckiej. Nie możemy jednak tego wykonać za pomocą gigantycznej „karabinomaszynowej kampanii eksterminacji” (mitrailleusenartiger Ausrottungsfeldzug). Nie możemy w końcu zamordować 14 mln Polaków. Ich standard życia ma być utrzymywany na minimum egzystencji. Problem z Polakami jest taki, że są fachowcami w spiskowaniu, dotyczy to zwłaszcza inteligencji. Dlatego trzeba na nich ciągle uważać i duchowe elementy warstwy kierowniczej tych nacjonalistów systematycznie wybijać (abtöten). No i za każdy akt terroru trzeba zastrzelić stu wartościowych Polaków. I tak sobie panowie żonglują setkami tysięcy ofiar. W dalszej dyskusji użala się SS-Sturmbannführer Meisinger, że z powodu krótkiego trwania kampanii 1939 żywioł polski doznał zbyt mało strat. Fakt, to problem. Ale trzeba na razie trzymać tych Polaków. Poza tym Polska odgrywa dla Roosevelta kolosalną rolę – przy przyszłych rozmowach pokojowych GG może być użyta jako karta przetargowa, dowód na łagodne i szlachetne (milde und edle) traktowanie polskiej ludności. Ludzkie paniska ci Niemcy – nie wymordują, przynajmniej na razie, ale temat jest otwarty, nie jest żadnym tabu.
Pod koniec wojny, gdy sowiecka ofensywa idzie jak po maśle, pojawiają się myśli, by Polaków jednak potraktować poważnie. No dobrze, przynajmniej mydlić im trochę oczy. Można roztaczać wizję wspólnej walki z bolszewizmem, braterstwa broni. Przykro przyznać, ale zagrożenie bolszewizmem było autentyczne, co było jasne zwłaszcza po ujawnieniu sprawy Katynia i po informacjach o rozprawie NKWD z polskim ruchem oporu. Ale mamy październik 1944 r., trochę późno, stało się zbyt wiele. Pojawiają się idee „zmiany polityki wobec Polaków” – zniesienia obowiązku noszenia poniżającego znaczka „P” czy tworzenia organów doradczych (Beiräte) przy administracji lokalnej itp. Za dużo z tego nie wyszło.
Ale trudno się pozbyć starych przyzwyczajeń. 16.10.1944 r. – najpierw dyskusja o „neue Polenpolitik”, potem Frank przyjmuje kata Warszawy, SS-Oberführera Oskara Dirlewangera, który informuje o swoich działaniach podczas walk w Warszawie; Frank wyraża swoje podziękowanie i uznanie, po czym obaj panowie spożywają obiad. Frank jeszcze tego nie wie, ale pętla wokół niego się zaciska – dokładnie co do dnia dwa lata później zostanie powieszony.
9.12.1944 r. Frank omawia sytuację w GG po Powstaniu Warszawskim i działania AK. Dyskutanci zastanawiają się, czy wioskę, w której znajduje się 23–30 „bandytów”, należy całą spalić. Ktoś proponuje, by poza członkami ruchu oporu codziennie rozstrzeliwać w Krakowie na ulicy przypadkowych 50 Polaków. Frank mówi, że nie ma to sensu, że może inni są sterroryzowani przez ruch oporu, a trzeba się oprzeć na pokojowo nastawionych Polakach. Ciekawe. Pisze to jednak w czasie, gdy może już pracuje na swój nowy wizerunek. I tak sobie panowie oficerowie dyskutują. A wieczorem? Koncert w filharmonii GG, Orfeusz i Eurydyka Glucka. Bo kultura nie zabrania robić takich polowań.
Frank w oczach syna
.Kolejnym źródłem jest jego syn, Niklas. Napisał kilka książek, w których zmagał się z piętnem syna zbrodniarza. Wiedział, kim ojciec był, ale jednak był to jego ojciec. Odwiedzał ojca w więzieniu, miał 7 lat podczas egzekucji. Dieter Schenk, biograf Franka, przyznaje, że stosunek Niklasa do zbrodni ojca jest jednoznaczny – w przeciwieństwie do wielu innych dzieci morderców. Schenk pisze, że Niklas Frank od dwudziestu lat pilnie analizuje wszystkie dokumenty w nadziei, że może w nich jednak znajdzie coś pozytywnego. Bezskutecznie – i jest gotów to przyznać.
Tytuły książek Niklasa Franka mówią wiele: Mój ojciec był zbrodniarzem nazistowskim, ale go kocham, Moja niemiecka matka czy Moja rodzina i jej kat. Pisze też o antysemityzmie i wybielaniu nazizmu – dawnym i obecnie narastającym. Do wściekłości doprowadza go „zmartwychwstanie jego ojca w niemieckiej polityce”. No cóż, rodziców się nie wybiera, ale można próbować coś z tym zrobić.
Frank dla potomności – „W obliczu szubienicy”
.Hans Frank został schwytany 4 maja 1945 r. w Bawarii, gdzie jeszcze zdążył zgromadzić dzieła Rembrandta, Rubensa, Leonarda i wiele innych. Podjął dwie próby samobójcze, lecz został odratowany i wylądował na ławie oskarżonych w Norymberdze. 1 października 1946 r. został wydany wyrok śmierci, 16 października został wykonany. Czas w więzieniu Frank wykorzystał na pisanie pamiętników. Obejmują one całą jego drogę życiową od pierwszego spotkania z Hitlerem aż po jej koniec. Noszą tytuł W obliczu szubienicy, wydane zostały własnym sumptem przez jego żonę. Oczywiście w tym czasie Frank pracuje już nad swoim obrazem dla potomności. Przedstawia się jako niepokorny i krytyczny wobec Hitlera. W tej masie zdarzeń zainteresowało mnie i zaskoczyło spotkanie brytyjskiego historyka Arnolda Toynbee z Frankiem i Hitlerem. Frank jako profesor prawa zaprosił Toynbee do Berlina w 1936, tuż przed remilitaryzacją Nadrenii. Panowie przeprowadzili ciekawą rozmowę o koloniach, strefach wpływów, bolszewizmie, teorii ras i wzajemnym stosunku Niemiec i Anglii. Temat wart pogłębienia.
Dla nas najciekawszy jest okres jego działalności w Polsce. Jak się łatwo domyślić, przedstawia się jako troskliwy gospodarz. Twierdzi, że przedstawiał Hitlerowi propozycje współudziału Polaków w rządach – ale dopiero kiedyś; to było niemożliwe, dopóki działał ruch oporu. O złych rzeczach albo nie wiedział, albo były wynikiem decyzji innych. Kulminacja następuje w końcówce, gdy chodzą mu już po głowie myśli ostateczne. Frank przechadza się samotnie po katedrze na Wawelu, „tym świętym miejscu Polski”. Ołtarz przepasany jest kirem, zawieszonym przez Polaków po utracie niepodległości. „Ta szarfa oskarża też mnie”. Frank staje przed grobem ostatniego Jagiellona i wspomina dzień 7 listopada 1939 r., gdy przejął w posiadanie zamek wawelski. Nachodzą go refleksje o przemijaniu, o wielkości i upadku. „Żegnaj na zawsze, polski ludu i polski kraju! Niech Bóg będzie z Tobą i obdarzy Cię szczęściem!”. Pięknie. Ale za chwilę: „Z żądzy zemsty zgrzeszyłeś teraz strasznie przeciwko nam”. Dalej mówi o zagrabionych niemieckich Ziemiach i masowych mordach na Niemcach. W końcu pojednawczo, choć z napomnieniem: „Wróć do dobra, zanim będzie za późno. Modlę się o to dla ciebie”.
.I taki był stosunek Hansa Franka do Polski. Musiał polski naród ujarzmić i wyciągnąć z niego, ile się da. Z drugiej strony przechadzał się po zamkowych komnatach, tak pełnych historii. Historii Untermenschów, ale jednak. Pewnie były chwile, gdy sobie to cenił.
W końcu nikt z jego rywali nie został królem.
Literatura
Curzio Malaparte „Kaputt”, 1975 (1944)
Hans Frank „Das Diensttagebuch des deutschen Generalgouverneurs in Polen 1939-1945”, 1975
Hans Frank „Im Angesicht des Galgens”, 1955
Niklas Frank „Meine Familie und ihr Henker : Der Schlächter von Polen, sein Nürnberger Prozess und das Trauma der Verdrängung”, 2021
Dieter Schenk „Hans Frank, Hitlers Kronjurist und Generalgouverneur”, 2006
Dieter Schenk „Krakauer Burg”, 2010
Magdalena Ogórek „Lista Wächtera: Generał SS, który ograbił Kraków”, 2017





