Tolkien i Wielka Wojna (3): Samotna wyspa

Magdalena SŁABA

Prawniczka, Warszawianka, fanka wycieczek, zapamiętała miłośniczka Tolkiena, muzyki dawnej i kina europejskiego.

zobacz inne teksty autora

.Część trzecia książki Gartha, Samotna Wyspa, ma swoje dwie fazy.

W pierwszej autor pokazuje Tolkiena w okresie od powrotu do Anglii we czwartek 9 listopada 1916 roku do zwolnienia ze służby 16 lipca 1919 roku (w międzyczasie, 11 listopada 1918 roku, kończy się Wielka Wojna). W drugiej, noszącej po prostu tytuł Epilog, zawarte są kluczowe w dziele Gartha rozważania nad rzeczywistym wpływem Wielkiej Wojny na twórczość Tolkiena, przy czym nie chodzi wyłącznie o legendarium, ale także o H i WP, choć wyraźnie widać, że wpływowi Wielkiej Wojny tylko na WP miałby John Garth ochotę poświęcić osobną książkę. W tej części Tolkien występuje jako ten, który śni samotnie (the one who dreams alone) płynie przeciwko fali, tworząc całkowicie odmiennie od tego, co proponowała powojenna literatura.

9 listopada 1916 roku Tolkien leży już w łóżku w First Southern General Hospital – Birmingham University Hospital w Birmingham. Siostra Roba Gilsona, Molly, jest tu pielęgniarką w zespole majora Leonarda Gamgee, krewnego sławnego Sampsona Gamgee, twórcy opatrunku chirurgicznego gamgee-tissue (gamgee oznacza bawełniany wacik). 2 grudnia 1916 komisja lekarska ocenia przydatność Tolkiena do służby za 6 tygodni. W planach JRRT ma przeniesienie do Royal Engineers.

Powrót do domu w Great Haywood jest tak emocjonalny, że zostaje wyrażony i opisany we wspomnianym wierszu The Grey Bridge of Tavrobel. Mamy w tym wierszu dwie rzeki, Trent i Sow, płynące obok siebie i połączone starym mostem w samym Great Haywood. Jest to utwór miłości, tęsknocie i oczekiwaniu. Nazwy w języku gnomijskim odpowiadają rzeczywistym miejscom: Tavrobel to Haywood, Cortirion to Warwick, zaś Celbaros to Cheltenham – miejscowość, w której Edith mieszkała i w której Tolkien przekonał ją, że powinna zerwać zaręczyny i przyjąć jego… Imiona RanonEcthelin oznaczają Ronalda i Edith.

‘O! tell me, little damozelle

Why smile you in the gloaming

On the old bridge of Tavrobel

As the grey folk come a-homing?   (podkreślenie autorki)

 

 ‘I smile because you come to me

O’er the grey bridge in the gloaming

I have waited, waited, wearily

To see you come a-homing.’

 

‘In Tavrobel things go but ill,

And my little garden withers

In Tavrobel beneath the hill,

While you’re beyond the rivers.’

 

‘Ay, long and long I have been away

O’er sea and land and river

Dreaming always of the day

Of my returning hither.’

 

29 listopada 1916 roku, we środę, w miejscu położonym 9 mil na północ od Bouzincourt, odłamki pocisku ranią G.B. Smitha m. in. w ramię. Rany nie są szczególnie poważne. Ale sprawy nie idą tak, jak powinny. Wdaje się gazowa gangrena. Smith do końca nie zdaje sobie sprawy z tego, co się dzieje. Goeffrey Bache Smith umiera na skutek zakażenia 3 grudnia 1916 roku o godzinie 3.30 w Warlincourt, w wieku 22 lat. Wiseman przekazuje tę wiadomość Tolkienowi.

.Dwóch z czterech członków TCBS zabiera wojna…

W grudniu 1916 roku z głowy Tolkiena wychodzi niemal w całości, jakby po chwili hibernacji spowodowanej pobytem na froncie, Upadek Gondolinu, rzecz o odkryciu przez Morgotha tajemnego miasta Elfów (Noldorów) i o jego zdobyciu podstępem i zdradą. W zniszczeniu Gondolinu niemały udział mają przyprowadzone przez orków machiny oblężnicze. Wiersz już Tolkienowi nie wystarcza do wyrażenia wszystkich swych artystycznych ambicji, więc używa raczej poetyckiej prozy, tworząc w ten sposób epickie poematy. Zaczyna się tworzenie The Cottage of Lost Play (która obecnie jest częścią The History of Middle-earth) stanowiącej interludium do zaplanowanego cyklu opowieści o wędrowcu i wędrówce do Krainy Baśni. JRRT dodaje Eärendelowi dynastię, wprowadzając na scenę Idril, Tuora, Turgona. Nowy bohater – żeglarz z The Cottage of Lost Play, niestrudzony wędrowiec, o imieniu Ottor, Otter (co może być własnym imieniem Tolkiena), trafia do magicznego ‘domu opowieści’ w Kortirionie. Tu zaczyna się „mitologia dla Anglii”.

W oczekiwaniu na powrót na front Tolkien trafia do 3rd Lancashire Fusiliers, strzegących wybrzeża Yorkshire u ujścia rzeki Humber, gdzie zajmuje się m. in. szkoleniem rekrutów, a być może też bierze udział w niebezpiecznych nocnych patrolach (nie wolno było używać światła). Okolice garnizonu Humber, krajobraz Holderness, według sprawdzonego już schematu, dostają się do nowego słownika Goldogrinu z adnotacją: Tol Withernon (i wiele miejsc wokół), 1917.

Z wiosny 1917 roku pochodzą wspomnienia JRRT o czarnowłosej Edith tańczącej dla niego w lesie wśród białych kwiatów… Ona była, i wiedziała, że była, moją Luthien…

1 czerwca Tolkien zostaje uznany za zdolnego do służby, lecz pozostawiony w Humber. 1 sierpnia znowu jest chory, gorączka okopowa powraca wraz z silnymi bólami stawów. Edith, w 6 miesiącu ciąży, przenosi się ze swą kuzynką Jenny Grove do Cheltenham, aby tam urodzić. Tolkien wysyła Wisemanowi swą elegię o Gilsonie i Smithcie Companions of The Rose.

16 listopada 1917 roku na świat przychodzi pierwszy syn Ronalda i Edith, John. Poród wywołał u Edith stan krytyczny – a Tolkien tego samego dnia zmuszony był stawić się przed komisją lekarską. Sprzedaje potem ostatnie ojcowskie udziały w afrykańskich kopalniach, aby zapłacić za pobyt Edith w szpitalu. Od kwietnia do czerwca 1918 roku Tolkienowie cieszą się prawdziwą idyllą w domu w Gipsy Green – JRRT znowu rysuje. Potem powraca gorączka i szpitalna rzeczywistość. Edith oblicza, że od czasu opuszczenia Warwick wiosną 1916 roku przeprowadzała się 22 razy. Tolkien sam postrzegał potem ten okres życia, właściwie aż do 1925 roku, jako bezdomność i tułaczkę.

25 lipca 1918 roku Tolkien otrzymuje rozkaz wyruszenia na front następnego dnia. Ktoś jednak przeoczył dwie sprawy: po pierwsze, JRRT znowu jest chory, w szpitalu; po drugie, 11th Lancashire Fusiliers przestali istnieć, słuch po nich zaginął… Zostało tylko 16 ludzi pozostawionych w odwodzie.

11 listopada zakończyła się wojna. Tolkien poprosił o odesłanie do Oksfordu dla uzupełnienia wykształcenia i przyjął od dawnego nauczyciela propozycję pracy nad redakcją Oxford English Dictionary. Wznowiony The Essay Club w Exeter stał się pierwszą publicznością dla The Fall of Gondolin. Spośród kolegów studentów zgłaszających się do wojska zginął jeden na pięciu; z dawnej szkoły w Birmingham z wojny nie powróciło 243, z uniwersytetu 141.

16 lipca 1919 roku porucznik John Ronald Reuel Tolkien został ostatecznie zwolniony ze służby wojskowej.

W 1925 roku Tolkien otrzymał posadę profesorską Rawlison Bosworth Professorship of Anglo-Saxon w Oksfordzie. Humphrey Carpenter napisał w biografii, że po tej dacie w życiu JRRT nic się nie wydarzyło. Ale, czemu się dziwić…

.Zaraz po wojnie Tolkien podjął zadanie skompletowania The Book of Lost Tales, Księgi Zaginionych Opowieści, rozpoczynając od wielkiego mitu o stworzeniu świata Muzyka Ainurów. Wiseman napisał kiedyś Tolkienowi, że jego Elfowie istnieją dopóty, dopóki ich wciąż tworzy. Może dlatego akt tworzenia Ziemi – Ardy dzieje się nieustannie, mając początek w muzyce, dziele chóralnym rozpoczętym przez Eru i prowadzonym przez Ainurów.

Muzyka Ainurów to próba usprawiedliwienia stworzenia świata pełnego cierpienia, żalu i straty. Te nieszczęścia skażonej Ardy nie powstają z muzyki Melkora, tylko z jej zderzenia z muzyką Ilúvatara. Wizja dzieła Ainurów przynosi pocieszenie – kosmogoniczne dysonanse mają uczynić w końcu muzykę bardziej wartą słuchania, życie bardziej warte przeżycia, a świat wspanialszy i cudowniejszy. Jeszcze w 1914 Tolkien pisze do Wisemana słowa, w których jest tęsknota za moralnym porządkiem świata, za wartościami rozpoznawalnymi dla wszystkich ludzi: Jest tragedią współczesnego życia, że nikt nie wie, na czym zbudowany jest wszechświat dla umysłu człowieka obok w tramwaju; to czyni życie tak męczącym, tak zasmucającym; to tworzy zdezorientowanie, brak piękna i wzoru, jego brzydotę, jego atmosferę sprzeczną z najwyższą doskonałością (tłumaczenie moje).

Zepsuty świat, wielokrotnie stojący nad przepaścią, o krok od unicestwienia, doświadcza czasem, wręcz musi doświadczyć, fenomenu nazwanego przez Tolkiena eucatastrophenagłego zwrot akcji, niespodziewanego ratunku, zdarzenia, które odwraca bieg losu – symbolem jego jest słowik, którego głos Rob Gilson słyszał w okopach nad Sommą.

Fenomen ten po raz pierwszy pojawia się w The Tale of Tinúviel, napisanej latem 1917 roku; jest tam historia miłości, leśne elfy, a także komedia w kuchni księcia kotów, Tevildo (kocie oko może mieć coś wspólnego z Okiem Saurona, wcale nie oko gadzie, jak by to sugerował Peter Jackson). W The Tale of Tinúviel miłość zwycięża wszystko, nawet śmierć, bo Mandos uwalnia zakochanych ze swego królestwa i pozwala, na jakiś czas, jak się okaże, wrócić od ziemskiego życia. Z The Tale of Turambar (pieśni o Turinie) oraz z jej kontynuacji The Story of Nauglafring (dziejów pewnego naszyjnika, który przyczynił się do wojny i tragedii) dowiadujemy się, że fatum naszyjnika krasnoludów przyczynia się do śmierci, prawdziwej śmierci, Tinúviel, a Beren kończy jako samotny tułacz, pozbawiony nawet honoru tragicznego końca… Tom Shippey nazwał to fabularne rozwiązanie niedostrzeżoną (niedocenioną?) surowością Tolkiena (unrecognized touch of hardness).

Prawdopodobnie w latach 1919-1920 Tolkien rozważał ogromne przedsięwzięcie narracyjne: Tale of Earendel byłaby połową tego, co w ogóle zostałoby napisane. W końcu jednak Eriol zamyka Księgę Zaginionych Opowieści w Tavrobel – zamknięcie to mogło być pomyślane jako hołd dla G.B. Smitha, którego tom poezji A Spring Harvest, wydany wspólnym wysiłkiem Tolkiena i Wisemana, kończy się tak:

So we lay down the pen,

So we forbear the building of the rime,

And bid our hearts be steel for times and time

Till ends the strife, and then,

When the New Age is verily begun,

God grant that we may do the things undone.   (podkreślenie autorki)

 

Tolkien porzuca projekt Zaginionych Opowieści – nigdy tam nie opisał przebudzenia Ludzi, Bitwy Nieprzeliczonych Łez, podróży Earendela. Pełny wyraz dla tych zdarzeń musiał być uzyskany w drodze odnalezienia innej formy mitologii, a w pewnych punktach nigdy nie doczekał się realizacji. W listopadzie 1917 roku dziełami Tolkiena zainteresował się jego dawny szkolny nauczyciel, R.W. Reynolds, dla którego JRRT napisał streszczenie Zaginionych Opowieści. Tak powstał szkic (Sketch), w którym wiele wcześniejszych koncepcji uległo całkowitej przemianie, dla przykładu, na plan pierwszy przesunięte zostały Silmarile i Fëanor. Lecz skutki nie były wyłącznie fabularne, Tolkien bowiem usunął wszelkie motywy spontaniczności, przyziemności i humoru z oryginalnej mitologii.

.W ten sposób Silmarillion we wszystkich wersjach odchodzi od gatunku fairy-story, podczas gdy bohaterowie wtapiają się w ogromne otoczenie. Reynolds ostrzegł Tolkiena przed tym problemem. Być może dlatego niektórzy badacze twórczości JRRT przekonują, że nie zna jej, kto nie czytał pism zebranych w The History of Middle-earth. Dopiero pisarstwo dla dzieci otworzyło Tolkienowi możliwości eksperymentowania z innymi rodzajami opowiadania niż formalna proza i poezja używana w jego mitologii. I tak, w 1937 roku, ukazał się Hobbit i zaczęło się trwające 12 lat tworzenie Władcy Pierścieni.


John Garth podkreśla, że mitologia Tolkiena jest odpowiedzią na Wielką Wojnę, na tamtą traumatyczną epokę, wyraża nawet aspekty wojny odrzucone przez współczesnych JRRT. Śródziemie przeciwstawia się panującemu w historii literatury podglądowi, że Wielka Wojna zakończyła epicką i heroiczną tradycję w każdej jej poważnej formie.

Gdy w 1916 roku literatura staje w martwym punkcie w samym centrum wojny, kreatywność Tolkiena jest w zenicie, gdy zaczyna Zaginione Opowieści zimą tegoż roku.

Kluczem do całej tej mitologii staje się pamięć o dobru i złu oraz chęć wyrażenia UCZUĆ – sądzę, że nie chodzi przy tym jedynie o doświadczenia wojenne, ale też szerzej, o doświadczenia osobiste z początku XX stulecia takie, jak śmierć matki, tułaczka, samotność, zakazana miłość do Edith, przyjaźń TCBS, utrata przyjaciół, choroba, brak stałego miejsca na ziemi, niepewna przyszłość.

Największą pasją Tolkiena było średniowiecze, od Beowulfa do Gawaina. Wielka elegijna poezja staroangielska w takich utworach jak WędrowiecŻeglarz wyraża właściwie identyczne przeżycia – stratę, żal, opuszczenie, podkreślając jako cnotę nieustępliwość woli wobec ciężkich doświadczeń losu. Ta niewątpliwa cnota związana jest zresztą z głęboką, mistyczną wręcz wiarą w Boga, co dla JRRT musiało być wyjątkowo wartościowe.

Myślę teraz, pisząc te słowa, że wielka pasja Tolkiena do poezji staroangielskiej doprowadziła go na pewnym etapie rozwoju do stwierdzenia, że trudne zdarzenia z jego własnego życiorysu dadzą się jakoś opisać wersami tych niezwykłych strof sprzed setek lat, a zatem że powtarzalność cierpienia powoduje powtarzalność uczuć i powtarzalność wielkiego pragnienia ujęcia ich w sztuce, w micie, który ma zdolność nadawania sensu i porządkowania wartości.

Tacyt pisał w Germanii o germańskich wojownikach, że [w] lamentach i łzach ustają rychło, lecz powoli wyzbywają się bólu i smutku. Jest prawdopodobne, że największe odkrycie Tolkiena polegało na poczuciu identyfikacji z tymi bohaterami z dawnych dni, z ich uczuciami. Tolkien znał niezwykłą metaforę ludzkiego losu z przedchrześcijańskich czasów, o której pisał Św. Beda Czcigodny w swej kronice Baedae Historia ecclesiastica gentis Anglorum i musiała ona silnie działać na jego wyobraźnię. W kronice Bedy jest scena, w której jeden z dostojników opisuje swemu władcy w niezwykle wysublimowany sposób i z wielką wrażliwością, jak postrzega koleje ludzkiego życia na ziemi, nawiązując przy tym do staroangielskiego hallu, meoduhall, drewnianego domostwa, dworzyszcza, w którym władca i jego drużyna odpoczywają w cieple i nad kuflami miodu po trudach walki, gdzie najlepszym drużynnikom rozdawane są pierścienie i inne klejnoty w uznaniu ich zasług: Doczesne życie, o królu, wydaje mi się, że jest, podobnie jak ów czas, który nie jest nam znany, szybkim lotem wróbla [łac. passer = przechodzić, przemijać] poprzez izbę, w której siedzisz przy wieczerzy zimową porą, ze swymi dowódcami i doradcami, przy dobrym ogniu pośrodku, podczas gdy burza bądź deszczowa, bądź śnieżna, szaleje na zewnątrz; wróbel, powiadam, wlatując jednymi drzwiami i umykając drugimi, póki przebywa wewnątrz jest bezpieczny od zimowej nawałnicy, ale po krótkim locie wśród sprzyjających warunków, natychmiast znika z naszych oczu, przepadając w zimnej ciemności, z jakiej się wynurzył. Tak i życie człowieka objawia się w krótkiej przestrzeni, lecz co było przedtem, bądź co będzie potem, jest nam niewiadome (za: Narodziny cywilizacji Wysp Brytyjskich, Wojciech Lipoński, Poznań 2001, wyd. III).

.Nie dziwi, że wszyscy bohaterowie Tolkiena są herosami nie z powodu ich sukcesów, zwykle ograniczonych, ale odwagi i uporu w podejmowaniu prób, a jego opowieści dotyczą walki o zachowanie odziedziczonych, instynktownych albo inspirujących wartości przeciwko siłom zła i zniszczenia. Bo świat Tolkiena jest dosłownie zaczarowany i jest to zaklęcie, które wciąż się dzieje. Tolkien stawia opór zjawisku disenchantment, utracie złudzeń, końcu niewinności, które jako pewna postawa wobec rzeczywistości tworzy mit opisujący wojnę jako bierne cierpienie – heroizm, odwaga były celowo pomijane dla wyrażenia protestu przeciwko wojnie. A Tolkien widział przecież na wojnie zarówno okrucieństwo, jak też heroizm, i to po obu stronach frontu. Poza tym, nie miał złudzeń w tym sensie, że nie wierzył, że wojna nie może się powtórzyć. Jego dwaj synowie wezmą udział w kolejnej… Nauczył się tej prawidłowości wojennej nie tylko z utworów średniowiecznych, które tak kochał, ale także z historii, zwłaszcza tej irlandzkiej i anglosaskiej, w której mamy nieustanne pasmo wojen, nie prowadzących do niczego.

Jak to ujmuje Garth, twórcy powojenni tacy jak Graves, Owen czy Sassoon postrzegali wojnę jako chorobę, Tolkien uważał ją za symptom – objaw upadku Człowieka. Poezja, epika, poemat mają i muszą mieć wymiar moralny, jeśli mają być prawdziwą sztuką – pod tym względem Tolkien czerpie wiele od jednego ze swych mistrzów, Williama Morrisa, autora poematu The Earthly Paradise (który uważał, że sztuka powinna być częścią każdego życia i każdego zwyczajnego dnia),ale też czerpie z celów i zamierzeń TCBS.

Podtrzymywanie zbiorowej pamięci dla zachowania społecznego zobowiązania jest zasadniczym zadaniem poety od najdawniejszych czasów.

W średniowieczu w każdej znaczniejszej armii znajdowali się poeci, którym nieobce było osobiste doświadczenie walki. Tolkien wyobraził sobie Zaginione Opowieści jako zbiór legend ocalonych w wraku Historii, lecz nie był zupełnie odporny na epokową przemianę, bowiem nie tylko przechował tradycje, którym zagroziła wojna, ale odnowił je dla swojej własnej ery. Jedynym nośnikiem odpowiednim do mówienia o bardzo trudnych czasach była dla Tolkiena baśń, fairy-story (dosłownie: opowieść o elfach, opowieść elfów): [Mój] prawdziwy gust dla baśni został rozbudzony przez filologię na progu dorosłości i przyspieszony do pełnego życia przez wojnę. Użycie romansu i baśni oraz high-diction, czyli stylu wysokiego, nigdy nie prowadziło JRRT do jakiejkolwiek naiwności.

.Tzw. styl wysoki, high-diction, oparty na rozmaitych archaizmach, ma wielką wagę kulturową, moralną i poetycką, uwalniając tekst od trywialności i wypełniając świat przedstawiony pamięcią o przeszłości. High-diction, jak to trafnie zauważono, doskonale oddaje przy tym psychologiczną prawdę o egzaltacji wojennej, patosie, o którym mówili także ci, którzy brali udział w działaniach na froncie. Zastosowanie form baśni i high-diction doprowadziło do oskarżenia Tolkiena o eskapizm – wielu krytyków traktuje utwory JRRT jako fantastyczne laudanum albo ogólny opiat dla milionów czytelników. Tymczasem Tolkien świetnie bronił się sam – w eseju O baśniach wskazał, że w realnym życiu taka ucieczka jest bardzo praktyczna, a nawet może być heroiczna, zaś krytycy często celowo mylą ucieczkę więźniaucieczką dezertera. Zniesmaczenie, gniew i potępienie były dla JRRT czynnikami wieloletniej ucieczki w baśń, mit, dawność – warto jednak pamiętać, że w świecie, do którego przenosimy się wraz z nim, nie ma ani łatwych problemów, ani łatwych rozwiązań.

Raz Tolkien zaprezentował się W.H. Audenowi jako pisarz, któremu instynkt nakazuje maskować taką samoświadomość, jaką ma, i taki krytycyzm wobec życia, jakie zna, pod mityczną i legendarną szatą.

John Garth stawia tezę, że gdyby Tolkien nie miał potrzeby wyrażenia szoku z powodu wybuchu wojny, swej gwałtownie wzrosłej świadomości śmiertelności i horroru zmechanizowanej, odhumanizowanej, zanonimizowanej walki, nigdy nie zabrałby się za fantasy. Tylko przelanie doświadczenia w mit pozwala pokazać i zobaczyć duży obraz, a nie wyłącznie detale – potrzebna jest podróż w czasie.

Wielu komentatorów Tolkiena obszernie wylicza paralele między światem Śródziemia a doświadczeniami wojennymi. Verlyn Flieger otworzyła nowe, ciekawe pole do dyskusji, gdy w tle analizy wiersza JRRT Morski dzwon (Sea Bell) przyrównała (nieco zaskakująco) samą Krainę Baśni do… wojny i wymieniła ich związki: baśń i wojna są oto poza doświadczeniem zwykłego człowieka; w podobnym stopniu nie zajmują się codziennymi potrzebami ludzkości; zmieniają na zawsze tych, którzy stamtąd wrócili, w duchy, które nie umieją powiedzieć, gdzie były, ani zakomunikować swych przeżyć tym, co zostali, zamykając ich w poczuciu odosobnienia, inności, odrzucenia; zmieniają na zawsze percepcję świata tak, że nie jest on już tym, czym był.

Inne wojenne motywy to:

Parę nazw własnych wyżej zapowiada, że jesteśmy już na gruncie Władcy Pierścieni, oczywiście nie przez przypadek. Garth twierdzi bowiem, mocno to podkreślając, że WP to wcielone marzenie TCBS o świetle zaczerpniętym z dawnych źródeł dla rozświetlenia coraz bardziej mrocznego świata. WP dotyka zagadnień czynu, ziemi, chwały, honoru, siły, mocy, majestatu, przywództwa, dominacji i panowania, odpowiedzialności. Sprawdza, jak indywidualne doświadczenie wojny ma się do wielkich dawnych abstrakcji, np. poddaje takiemu naciskowi honor i odwagę, że te często pękają, ale nigdy nie są zupełnie unicestwione. Wreszcie zajmuje się pojęciami śmiertelności i nieśmiertelności jako dwoma aspektami człowieczeństwa. Mając bez wątpienia na myśli rozłam literatury wojennej na propagandę i protest, C.S. Lewis nazwał Władcę Pierścieni odwołaniem od łatwego optymizmu i lamentującego pesymizmu, stojącym w samym środku pomiędzy iluzją a deziluzją.

Trudno być może odtworzyć poglądy samego Tolkiena na interpretację jego dzieł jako reakcji na wojenne przeżycie, lecz mam co najmniej dwa tropy, o których John Garth zapewne pamięta, ale wydaje się nie brać pod uwagę (albo, co też możliwe, świadomie je ignoruje dla utrzymania swoich tez). Garth uwielbia Tolkiena, ale w swej interpretacji chyba postawił drogowskaz w złym kierunku.

Pierwszy trop to przedmowa do drugiego wydania WP, w której Tolkien napisał przecież: To prawda, że trzeba osobiście przejść przez cień wojny, aby w pełni odczuć jej ciężar, lecz w miarę upływu czasu wielu ludzi zdaje się, tak jak teraz, zapominać, że młodość w latach 1914-1918 była doświadczeniem nie mniej okropnym niż lata 1939-1945. Podczas pierwszej wojny światowej zginęli wszyscy, z wyjątkiem jednego, moi najbliżsi przyjaciele. Tolkien podkreślał w ten sposób, że WP nie jest opisem drugiej wojny światowej (Pierścień nie jest symbolem bomby atomowej, a Sauron nie jest Stalinem), ale też nie jest relacją z pierwszej wojny. Według niego, WP nie zawiera żadnych alegorycznych znaczeń (JRRT alegorii nie cierpiał) ani jakichkolwiek aluzji do problemów politycznych naszych czasów. Rzeczywiście wiąże się z pewnymi moimi osobistymi przeżyciami, lecz nicią bardzo cienką (…) i sięgającą o wiele głębiej w przeszłość.

.Wielu badaczy i krytyków Tolkiena jakby nie czytało tej przedmowy – nie doceniają go, jak napisałam na początku. Nie dostrzegają (Garth także wydaje się to pomijać), że twórczość JRRT, podobnie do twórczości poetów staroangelskich, można określić mianem poetyki reminiscencji. Ze skrawków wiedzy, genialnej wyobraźni, doświadczenia cudzego i własnego Tolkien składa świat, który jest całkowicie nowy, jedyny w swoim rodzaju i uniwersalny. Uniwersalny do tego stopnia, że dla każdego w jego czasach czy w jego aktualnych losach, w obecnym położeniu, może opisać zdarzenia tak, jak gdyby chodziło o kronikę, a nie baśń czy mit. Tak właśnie działa mitologia. Sięgamy dalej wstecz i głębiej, żeby zobaczyć i zrozumieć to, co mamy najbliżej. Opowieści te nie są celowo projektowane dla opowiedzenia o wojnie – ten, kto tak twierdzi, popełnia moim zdaniem nadużycie. Tak ekstremalne doświadczenie jak wojna (albo podróż do Krainy Baśni) tylko je napędza.

Tolkien zresztą przyznał, że gdyby nie został zaatakowany przez to wszystko, napisałby coś innego i znacznie więcej – trudno sobie dziś wyobrazić, co mogłoby to być, ale też trudno zakładać (a Garth zdaje się to sugerować), że byłoby to coś w gorszym gatunku. Przeżycie wojenne zmroziło pierwotne zamiary i plany, zamieniło je w proch niczym ciekły azot rozkwitającą różę. Na marginesie tych notatek warto jeszcze zwrócić uwagę, że niepodobieństwo opisania przeżycia wojennego może mieć też swoje źródło w niedoskonałości języka, w którym słowa na przestrzeni dziejów utraciły wiele ze swych znaczeń, bo człowiek wiele z tych znaczeń zapomniał – co jakoś wiąże się nam z problemem pamięci, mitycznego charakteru historycznych pism i deformacji rzeczywistości. Gdy tak postawić zagadnienie, tym bardziej nie dziwi zainteresowanie nim Tolkiena – filologa.

.Wszyscy krytycy powinni do znudzenia studiować esej Potwory i Krytycy. Mam czasem wrażenie, że z Tolkienem postępuje się tak samo, jak z Beowulfem. Traktują dzieła pisarza jako źródło historyczne, a nie sztukę, poezję, dobry utwór, wytwór imaginacji. Przez takie recenzje nieomal skazano Beowulfa na odłożenie na półkę z napisem DZIWNE. Tolkien napisał o autorze Beowulfa, że posługiwał się on instynktownym wyczuciem historycznym – doprawdy stanowiącym pradawną część angielskiego charakteru (nie bez związku z właściwą mu melancholią) …; lecz on posługiwał się tym w celach poetyckich, nie historycznych. Dokładnie to samo można odnieść do dzieł samego Tolkiena! JRRT zilustrował te skomplikowaną analizę Beowulfa przez współczesnych krytyków literatury pewną alegorią (choć alegorii jako takiej nie uznawał). To jest właśnie ów drugi trop…

W opowieści tej występuje człowiek, który odziedziczył pole, na którym znajdowało się nagromadzenie starych kamieni, część dawniejszego gmachu. Człowiek ten z tych kamieni zbudował swój dom, a obok wzniósł wieżę. Jego przyjaciele zauważyli natychmiast, że kamienie należały przedtem do znacznie starszego budynku, więc przewrócili wieżę i zaczęli szukać w ruinach ukrytych rzeźb i napisów, próbując dowiedzieć się, skąd dalecy przodkowie brali materiał na budowę. Ludzie mówili między sobą: Jakiż to dziwny facet! Wyobraźcie sobie, że on użył tych starych kamieni tylko po to, żeby zbudować jakąś bezsensowną wieżę! Dlaczego nie odtworzył starego domu? Nie miał wyczucia proporcji.

Lecz ze szczytu tej wieży on widział morze…

.Nic oczywiście nie stoi na przeszkodzie, aby wielkie rzesze badaczy twórczości Tolkiena zajmowały się analizą każdego starego kamienia, z którego ten gmach się składa. Trzeba jednak, aby choć od czasu do czasu przyznali, że mamy do czynienia po prostu z wielką, potężną literaturą, a nawet poezją pisaną prozą, z wartością zupełnie nową, i zupełnie nie odtwórczą.

Silmarillionie, w rozdziale Sindarowie, jest taki fragment: Tak to już jest, że o życiu szczęśliwym i radosnym nie ma wiele do powiedzenia, dopóki się ono nie skończy. Podobnie te cudowne i piękne dzieła same w sobie są swoimi pomnikami, dopóki istnieją i można je oglądać, a dopiero wtedy, gdy są zagrożone lub na zawsze zniszczone, zaczyna się je opiewać w pieśniach. Historia Dawnych Dni w tym kształcie, który mamy w Silmarillionie, jest opowieścią płynącą od wojny do wojny, a zakończoną całkowitym zniszczeniem Beleriandu, jego zatopieniem pod morskimi falami, śmiercią wielu bohaterów i ucieczką w nieznane innych.

Na czym opiera się ta wizja, ta historia przecież bardzo smutna i pełna żalu? Na uczuciach. Na zapamiętywaniu uczuć.

.Czasem przeżycia są tak bolesne, że pamięć obejmuje tylko to, że o danym zdarzeniu nie śpiewano pieśni (jak w przypadku śmierci Fingolfina). Nie jest właściwie ważne, czy ktoś opowiada prawdę, chodzi o to, czy towarzyszące temu uczucia są prawdziwe. Mit jest kłamstwem w tym sensie, że świat w nim przedstawiony nigdy nie istniał. Lecz gdy ten mit ukazuje wojnę, zawsze znajdzie się ktoś, kto czytając, słuchając go, powie: Wiem, o czym to jest, bo byłem na wojnie. Co więcej, będą też tacy, którzy stwierdzą: Rozumiem teraz (albo tak mi się wydaje), co musieli przeżywać ci, którzy przez to przeszli. Tolkien nie opowiedział – ani we Władcy Pierścieni, ani w Silmarillionie czy Hobbicie – o wojnie, Wielkiej Wojnie, której tragedii doświadczył. On na podstawie swego doświadczenia przekazał prawdę o wszystkich wojnach, o wszystkich krańcowych doświadczeniach i przeżyciach, które były i są udziałem ludzkości. Poza tym, nie przekazał nam wizji jednostronnie optymistycznej, wręcz przeciwnie – jest w dziełach Tolkiena pesymizm i gorycz, jest zwycięstwo tylko chwilowe i ograniczone, jest przeczucie tymczasowości znanego nam świata, jest nieodwracalność czasu i niestałość rzeczy. Poza tym, w swych największych dziełach JRRT bez fałszywych złudzeń ukazywał wojnę (bitwę) jako konieczny etap drogi zaprojektowanej dla bohaterów, etap nie do uniknięcia. U Tolkiena świat często stoi na granicy katastrofy i przechyla się na stronę Dobra tylko na skutek niespodziewanej, niezapowiedzianej, niemal niemożliwej interwencji. Właśnie ten brak złudzeń jest ważny – każdy będzie miał swoją wojnę… W dziełach Tolkiena jest wojna, Wielka Wojna, lecz w znaczeniu głębszym, niż John Garth przypuszcza, podejrzewa i zakłada. Wielcy twórcy literatury wojennej, którzy usiłowali napisać prawdę o wojnie, przegrali. Zaś ten, który stworzył o tym przeżyciu kłamstwo, prawdziwie wygrał…

Jest to poezja na ciężkie czasy, a te się replikują. Przemoc się replikuje. Zatem mity się replikują.

Tolkien pisał jeszcze znad Sommy, wzbudzając gwałtowny sprzeciw Smitha: Śmierć któregokolwiek z członków TCBS nie jest niczym innym, jak tylko gorzkim odsiewaniem tych, którzy nie byli przeznaczeni do wielkości – przynajmniej bezpośrednio [The death of any of its [TCBS] members is but a bitter winnowing of those who were not meant to be great – at least directly]. Może jest w tym osobisty żal, że nie taki miał być los, który spotkał Tolkiena. Może czuł, że w jakimś sensie nie zasłużył sobie na to wszystko. Prawdopodobne, że takie przeczucie było udziałem całego jego pokolenia.

Gdy się czyta takie książki, jak Forgotten voices of the Somme[Zapomniane głosy znad Sommy] Joshua’y Levine’a, właśnie w tym kontekście, ma się wrażenie, że Tolkien dzielił swą gorycz z innymi z sobie współczesnych, którzy nie byli przeznaczeni do wielkości, ale tak im przypadło. Zapomniane głosy to projekt Imperial War Museum, który polegał na nagrywaniu wypowiedzi uczestników dwóch światowych wojen (i nie tylko) na temat ich udziału w tamtych wydarzeniach i tego, jak przetrwali. W całej serii wydano wiele części. Tę o Sommie przeczytałam w związku z Tolkienem i Wielką Wojną.

Z wypowiedzi uczestników walk nad Sommą wynika, że jak by o wojnie nie opowiadać, i tak nie uda się dotrzeć do sedna. Pewien młodszy oficer, tak jak Tolkien służący wówczas w Fizylierach Lancashire, mówi wprost: Ludzie w domu nie rozumieli warunków, w jakich walczyliśmy. Nie sądzę, żeby chcieli. Tak, jak teraz nie jest w modzie mówić o wojnie – tak nie było i wtedy. To rzecz bardzo dziwna. Nigdy przedtem nikomu o tym nie opowiadałem; ludzie po prostu nie chcą wiedzieć(tłumaczenie moje).

.Wojna wydaje się doświadczeniem ekstremalnym, przez które dokonuje się sprawdzenie wszystkich wielkich wartości moralnych, do których jesteśmy przywiązani jako Ludzie. Trudno wyobrazić sobie bardziej surowy test. Jednych on niszczy, innych wzmacnia, jeszcze innych łamie, ale zmienia wszystkich. Trzeba odnaleźć to, co najcenniejsze, i zabrać ze sobą w dalszą drogę.

Żołnierze znad Sommy mówią: Odwaga jest wtedy, gdy ktoś się boi, ale nadal wypełnia swoje zobowiązania… Strach przeradza się w tchórzostwo, gdy ktoś wycofuje się ze swoich moralnych zobowiązańPołowa z tych mężczyzn, jestem pewien, nie miała pojęcia, za co walczy. Ale poszli i oddali swoje życie… Jak przez to przeszliśmy? Częściowo to strach przed strachem. Obawa przed odkryciem naszego strachu. Inny czynnik to wiara w ludzi – swoich kolegów… Zawsze wyobrażałem sobie koniec wojny: marsz ulicami Bradford i powiewające flagi. Cóż, kiedy nadszedł ten czas, byłem zupełnie sam, lał deszcz i wsiadłem do tramwaju do domu… Byliśmy kompanią braci. Żadni bracia nie byli nigdy bardziej zjednoczeni od nas. Ale po wojnie, nigdy nie utrzymywaliśmy kontaktu… Spoglądając wstecz, ciężko to wytłumaczyć, ale patrzę na wojnę z pewną dozą satysfakcji. Byłem zdecydowany pójść na wojnę i zrobiłem to. To uczyniło ze mnie mężczyznę… Nigdy niczego nie żałowałem (wybór fragmentów i tłumaczenie moje).

Brzmi to jak Tolkien? Nie dziwne.

…Zrozumie słowa moje,

kto sam poznał, jak srogim kompanem jest cierpienie,

gdy nie ma obok bliskich powierników…

WĘDROWIEC, fragm., staroangielska elegia z Kodeksu z Exeter z X w.

Magdalena Słaba

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z