Michał KOBOSKO: "Kampania wyborcza w okopach"

TSF Jazz Radio

Kampania wyborcza w okopach

Michał KOBOSKO

Szef polskiego oddziału waszyngtońskiego think-thanku Atlantic Council. W latach 2012-13 redaktor naczelny tygodnika "Wprost". Wcześniej dziennikarz finansowy "Gazety Wyborczej", z-ca red. naczelnego "Pulsu Biznesu". Od 2005 r. kierował polską edycją "Forbes", od 2006 r. red. naczelny "Newsweek Polska", od 2009 r. red. naczelny "Dziennika Gazety Prawnej".

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

.Słucham poranka w poważnej stacji informacyjnej. Prowadzący zaczyna rozmowę z byłym ministrem obrony i właściwie w przepraszającym tonie pyta go na dzień dobry o sprawy ukraińskie – nim przejdzie do clue, czyli konfetti u Andrzeja Dudy.

.Dzień wcześniej Jerzy Buzek otwiera dużą konferencję gospodarczą w Warszawie – i nie zapomina przypomnieć pełnej sali, że u sąsiada trwa krwawa wojna, który to fakt trzeba uwzględniać przy podejmowaniu decyzji, także gospodarczych. Otóż mam wrażenie, że takich jak Buzek jest niewielu, świadomych zagrożenia i potrafiących o nim otwarcie mówić. Znacznie więcej tych, którzy powtarzają zgraną płytę, że nasza chata z kraja, nie wychodźmy przed orkiestrę – a tak w ogóle to Ukraińcy sami sobie winni, mogli zbudować prawdziwe państwo, a pozwolili panoszyć się oligarchii. Jest to podejście tyleż naiwne, co nieodpowiedzialne. My nie szukaliśmy geopolitycznych wyzwań, ale one znalazły nas. Sorry, taką mamy geografię.

Konflikt na Ukrainie trwa już od roku. Władimir Putin poczekał na moment wygaszenia znicza olimpijskiego w Soczi, po czym dał rozkaz do ataku. Zachód długo przyglądał się z niedowierzaniem tej tzw. wojnie hybrydowej, potem zaczął myśleć o kontrakcji. Wprowadzono sankcje, narzędzie zwykle bardzo skuteczne. Rosję też sankcje zabolały – tyle że w XX wieku mieszkańcy Związku Radzieckiego nie takie kłopoty i cierpienia przetrwali. Zatem sankcje, kłopotliwe dla kremlowskich czynowników i oligarchów, społeczeństwo tylko konsolidują. Łączą Rosjan w uwielbieniu dla Wodza, który przywraca dumę i porządek, tak łatwo roztrwoniony przez największych szkodników – Gorbaczowa i Jelcyna.

W wyniku sankcji Putin przyhamował przez zimę działania wojenne, nie zamierza jednak rezygnować z odbudowy strefy wpływów. Armia działa na najwyższych obrotach, arsenał propagandowy funkcjonuje jak za czasów „Prawdy” i „Izwiestii”. Ostatnie niedobitki wolnych mediów właśnie milkną w Moskwie. Zdarza się, jak na konferencji w Monachium, że międzynarodowa widownia wyśmieje Siergieja Ławrowa za opowiadanie farmazonów o „demokratycznym referendum” na Krymie. Ale w Rosji znacznie donośniej wyśmiewają Zachód – jak w agitce Kanału 5 z Wrocławia, walącej w Grzegorza Schetynę. Czołg jedzie niezatrzymany.

.Niedawna wizyta Angeli Merkel i Francois Hollande’a w Moskwie oraz obecne negocjacje w Mińsku, to niemal rozmowy ostatniej szansy. Europa nie może mieć dłużej żadnych złudzeń co do planu Putina. Próbuje jeszcze za wszelką cenę (skojarzenia historyczne naturalne) ratować pokój. Wprowadzenie nowych sankcji na razie odłożono. Petro Poroszenko jest młotkowany przez Niemców i Francuzów, by oddać kontrolę nad Wschodem separatystom. Jednocześnie Angela Merkel stara się powstrzymać coraz bardziej jastrzębich Amerykanów od rozpoczęcia dostaw sprzętu obronnego dla armii ukraińskiej.

Stany Zjednoczone, źle dziś postrzegane w kilku stolicach europejskich, stanowią ostatnią flankę obrony przed ekspansją putinizmu w Europie Środkowo-Wschodniej.

Amerykanie zdają sobie sprawę z konsekwencji dalszego zwlekania. Armia ukraińska może się wykrwawić nim dostanie pomoc. Po drugiej stronie jest najnowocześniejsze uzbrojenie made in Russia, tysiące rosyjskich najemników i ogromny wysiłek szkoleniowy służący przekształceniu rzeszy buntowników w regularną armię w ciągu zaledwie kilku miesięcy.

.Wróćmy jednak do Polski. W czasie, gdy decydują się losy Europy, u nas karnawał nie zamierza ustąpić miejsca Wielkiemu Postowi. Rozkręca się festiwal protestów społecznych, z kopyta ruszył spektakl polityczno-wyborczy. Lekarze, górnicy, rolnicy, za chwilę nauczyciele, energetycy, ludzie kultury itd. Każda grupa ma swoje argumenty, każda dysponuje siłą, by w jakiejś mierze destabilizować państwo, rozdzierać sukno. Efekt jest taki, że zamiast zastanawiać się nad tym, kto i czym będzie bronił kraju jakby co, rozważamy środki obrony Warszawy przed najazdem rolników. I zamartwiamy się, czy czasem górnicy z JSW nie podpalą nam całego Śląska.

.Nieodpowiedzialność polityków żenuje. Jako obywatel 38-milionowego kraju czuję się osobiście dotknięty składem listy kandydatów na Najwyższy Urząd. Liderzy partyjni potraktowali nas jak stado baranów. Fakt, nie pierwszy raz. Ale nigdy w takim stopniu. Sygnał jest taki: w maju to będą zawody przedskoczków, taki test przed właściwym, jesiennym starciem dorosłych.

Kandydatów poważnych jest i będzie tylko dwóch. Wszyscy pozostali będą jednak korzystać ze swojego spec-statusu i pozawracają nam głowy barwnymi występami bez znaczenia. Strach pomyśleć, że ktoś z nich naprawdę mógłby zostać zwierzchnikiem sił zbrojnych i w czasie wojny odpowiadać za mianowanie Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych…

Od obu kandydatów w wyborach prezydenckich musimy oczekiwać planu działania, także na okoliczność zagrożenia wojennego.

Bronisław Komorowski mówi o tym sporo, jest zwolennikiem zwiększenia wydatków na obronność, przyspieszenia modernizacji armii, tak by stanowiła w pełni wartościowy składnik NATO. Andrzej Duda? Został pochwalony za profesjonalizm pierwszej konwencji – i fakt, było to widowiskowe. Pokazywało, że także w PiS idzie młodość, która w nieubłagany sposób przejmie partyjną władzę.

Z konwencją Andrzeja Dudy są tylko dwa problemy. Po pierwsze za te wszystkie światła, bajery i panią Niemen PiS płacił środkami otrzymanymi z budżetu. Czyli impreza była zrobiona za nasze – kosztem podatników. Czy PO stanie w szranki, by wydać jeszcze więcej? Po drugie, w swoim wystąpieniu programowym Duda nie powiedział o Ukrainie nic. Ba, nie powiedział właściwie nic o polityce zagranicznej. Nie wystarczy powoływać się na spuściznę Lecha Kaczyńskiego – za czasów śp. Prezydenta agresywny putinizm dopiero raczkował. Gruzja była małym poletkiem doświadczalnym. Dziś jesteśmy w innym, o wiele bardziej wymagającym miejscu. Kandydat na prezydenta powinien sobie z tego zdawać sprawę.

.Nie straszę i nie histeryzuję. Zwracam jedynie uwagę, że to nie jest normalny rok, ani zwykły czas. „Business as usual” się skończył. Nie możemy sobie pozwolić, by unikać tematu wojny – bo tylko przyspieszymy moment, gdy linia frontu przesunie się blisko nas. A wówczas, jak to było w radiowym wystąpieniu 1 września i tak „wszelkie sprawy i zagadnienia schodzą na plan dalszy”.

Michał Kobosko

1

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

GAD pisze:

ale czy samo powołanie się na śp. Lecha Kaczyńskiego nie jest deklaracją prowadzenia polityki zagranicznej?

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam