Czy należy popadać w konflikt z Donaldem Trumpem? [Nathaniel GARSTECKA]

komunikaty Donalda Trumpa

Wojna w Iranie wywołuje chaos na Zachodzie. Komunikaty Donalda Trumpa zderzają się z bezruchem wielkich krajów Europy Zachodniej, podczas gdy islamski reżim w Teheranie, choć osłabiony, wciąż się opiera.

.Stanowisko europejskich ministerstw spraw zagranicznych jest niezrozumiałe: reżim mułłów jest co prawda zbrodniczy i totalitarny, ale w żadnym wypadku nie należy walczyć z nim siłą. Można by pomyśleć, że komunikaty prasowe z Quai d’Orsay wystarczą, by wyzwolić naród irański… Sieci propagandowe skrajnej lewicy i skrajnej prawicy mają używanie: Waszyngton i Jerozolima to prawdziwi zbrodniarze ludobójcy, a irańska dyktatura w sumie nie jest taka zła, skoro umieściła fresk z wizerunkiem Matki Boskiej na stacji metra w Teheranie.

Oczywiście Iran wie, jak grać na naiwności ludzi Zachodu i ich kompleksie winy wobec narodów muzułmańskich. Izrael i Stany Zjednoczone jawią się jako kraje odmawiające „postokcydentalizacji”, a więc odmawiające porzucenia idei użycia siły w obronie swoich interesów uznanych za kluczowe. W niektórych krajach ten kompleks winy łączy się z kompleksem wobec judaizmu: judaizm jest znienawidzony, ponieważ nie chce zniknąć. Żydzi są świadkami Historii. Są kolebką chrześcijaństwa. Bez judaizmu chrześcijaństwo albo nie istnieje, albo traci swój sens. Ale ten świadek Historii jest kłopotliwy. Jego samo istnienie przypomina, że Bóg chrześcijan nie narodził się wraz z nimi, że Jezus Chrystus wpisuje się w głęboką tradycję żydowską i że wiele wierzeń chrześcijańskich to po prostu zuniwersalizowane wierzenia żydowskie. Kłopotliwy świadek, który nie chce się wtopić w formę, którą sam stworzył, który pielęgnuje swoją odmienność i domaga się świadomości swojej trwałości na przestrzeni tysiącleci. Chrześcijańscy ekstremiści nie chcą być „młodszymi” braćmi (Jan Paweł II) ani „synami” w wierze (Benedykt XVI).

W ten sposób wszystko jest dobre, by oskarżyć Izrael o wszelkie zło, w szczególności o „prześladowanie” chrześcijan w Ziemi Świętej. Oczywiście komentatorzy działający w złej wierze starannie unikają przypominania, że chrześcijanie w Iranie są systematycznie prześladowani, że posiadanie Biblii może tam skutkować więzieniem, że nawrócenia na chrześcijaństwo są zabronione, a ewangelizacja jest surowo represjonowana. Chrześcijanie są regularnie skazywani na surowe kary więzienia za publiczne ujawnianie swojej wiary. Stacja metra o nazwie „Dziewica Maryja” to jedynie umiejętnie zaaranżowana operacja komunikacyjna mająca na celu zyskanie przychylności radykalnych środowisk chrześcijańskich na Zachodzie.

Biorąc to pod uwagę, uzasadnione jest zastanawianie się nad celami wojennymi amerykańskich i izraelskich sojuszników. Zniszczyć potencjał ofensywny Iranu? Zlikwidować program jądrowy? Wywołać zmianę reżimu? Nagłe i zmienne oświadczenia Donalda Trumpa z pewnością nie pomagają w wyrobieniu sobie jednoznacznej opinii. Tym bardziej że światowa gospodarka zaczyna odczuwać skutki blokady cieśniny Ormuz. Skutki te są niewątpliwie spotęgowane przez panikę, ale mimo to są niezaprzeczalne.

W tym kontekście europejskie media rozpoczęły nową ofensywę przeciwko znienawidzonemu prezydentowi Stanów Zjednoczonych, „agentowi globalnej destabilizacji”. Wojna z reżimem islamskim w Teheranie „jest na rękę Moskwie” i „osłabia międzynarodowe rządy prawa”. Wszystkie te retoryczne wygibasy mają na celu jedynie pokazanie, że nie lubimy Donalda Trumpa. Ten ostatni jest zdziwiony, a nawet zirytowany tym, że Europejczycy nie wykazują żadnego zainteresowania pozbawieniem władzy islamistów. Jeśli odmawiają oni udziału w pokonaniu islamistów w Iranie, to jak będą w stanie pokonać ich u siebie – we Francji, w Wielkiej Brytanii, Niemczech czy we Włoszech?

„To nie jest nasza wojna” – ripostują zainteresowani. Cóż za przyznanie się do słabości ze strony trzeciej, szóstej, siódmej i ósmej potęgi gospodarczej świata. Z drugiej strony domagają się one od Stanów Zjednoczonych, by uznały wojnę na Ukrainie za swoją, podczas gdy pomoc europejska dla Kijowa pozostaje w znacznym stopniu niewystarczająca. Problem nie polega na odmowie przeprowadzenia przez nas ataku na Iran. Problemem jest demonstracja naszego sprzeciwu wobec Stanów Zjednoczonych w imię mrzonki o „strategicznej autonomii”. Czy Polacy i mieszkańcy krajów bałtyckich naprawdę wierzą, że Francja i Wielka Brytania będą ich bronić w obliczu rosyjskiej ofensywy? Czy wierzą, że Paryż użyje broni jądrowej przeciwko Moskwie, jeśli Władimir Putin postanowi zająć Korytarz Suwalski? Utrzymywanie jak najlepszych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi, niezależnie od tego, kto zasiada w Białym Domu, jest dla krajów europejskich sprawą życia i śmierci.

.Nie chcemy bombardować islamistów – niech tak będzie. Nie chcemy w ten sposób drażnić mniejszości muzułmańskich, które zyskują na sile na naszych europejskich ziemiach. Ale w takim razie przyczyńmy się do wsparcia logistycznego i zabezpieczenia cieśniny Ormuz. A przynajmniej przestańmy traktować Donalda Trumpa jako zagrożenie większe od Władimira Putina.

Nathaniel Garstecka
Tekst pochodzi z cotygodniowej kroniki prowadzonej w języku francuskim i polskim przez Autora w tygodniku „Gazeta na Niedzielę” [link]. Przedruk za zgodą redakcji.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 3 kwietnia 2026