Francuscy żołnierze na Ukrainie? Macron zabiega o zgodę deputowanych [Le Monde]

Prezydent Emmanuel Macron, który zabiega o poparcie deputowanych dla wysłania francuskich żołnierzy na Ukrainę w ramach koalicji chętnych, spotkał się w tym celu z przedstawicielami wszystkich sił politycznych w parlamencie – relacjonuje francuski dziennik „Le Monde”.

Francuscy żołnierze na Ukrainie? Emmanuel Macron szuka poparcia?

.Emmanuel Macron, któremu towarzyszyli Catherine Vautrin, minister sił zbrojnych, i ich dowódca generał Fabien Mandon, spotkał się za zamkniętymi drzwiami z przewodniczącymi klubów partyjnych, szefami partii oraz komisji obrony i spraw zagranicznych, a także przewodniczącymi Zgromadzenia Narodowego i Senatu, Yaelem Braunem-Pivetem i Gerardem Larcherem. Na spotkaniu stawili się nawet przedstawiciele ugrupowań przeciwnych zaangażowaniu Francji na Ukrainie: skrajnie lewicowej Francji Nieujarzmionej (LFI) i skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego (RN) – podkreśla liberalno-lewicowy dziennik Le Monde.

Jak zapowiadano, prezydent miał też omawiać z parlamentarzystami gwarancje bezpieczeństwa oferowane Ukrainie przez jej europejskich sojuszników. Spotkanie odbyło się po paryskim szczycie sojuszników Ukrainy – koalicji chętnych.

Emmanuel Macron chciał przedstawić deputowanym „poufne szczegóły” udziału Francji w takiej misji, aby wszyscy mieli świadomość tego, „jaka jest stawka” takiego przedsięwzięcia – powiedziały osoby z otoczenia prezydenta. Szef państwa podkreślił, że ważnym postępem w zabiegach o pokój na Ukrainie jest „poparcie” USA dla gwarancji bezpieczeństwa, jakie chcą dać Ukrainie Europejczycy. Zapewnił, że francuski kontyngent działałby na Ukrainie „z dala od frontu”.

Mathilde Panot, szefowa klubu LFI, powiedziała po wyjściu z tych rozmów, że Paryż może wysłać na Ukrainę „6000 francuskich żołnierzy”. Nikt z obecnych „co do zasady nie sprzeciwił się planowi przedstawionemu przez szefa państwa” – zauważył „Le Monde”.

Zastrzeżenia zgłosili deputowani LFI i RN, zwracając uwagę, że nie należy polegać na obietnicach USA, dotyczących ewentualnej pomocy na wypadek pogwałcenia zawieszenia broni przez Rosję. „Nie ma żadnego powodu, by zaufać Donaldowi Trumpowi” – powiedziała Panot i dodała, że francuscy żołnierze nie mogą zostać wysłani na Ukrainę „bez mandatu ONZ”.

Jean-Louis Thieriot, członek komisji obrony Zgromadzenia Narodowego z centroprawicowej partii Republikanie (LR) stwierdził z kolei, że mandat ONZ „ma sens, gdy dotyczy kraju, który nie chce was mieć na swym terytorium, podczas gdy w tym przypadku byłoby to działanie na prośbę Ukrainy”.

Niektórzy parlamentarzyści uznali, że koalicja chętnych może być alternatywą dla NATO – relacjonuje dziennik. Premier Sebastien Lecornu podkreślił, że na dalszym etapie dyskusje na ten temat muszą się również toczyć w parlamencie i zapowiedział, że debata taka rozpocznie się „za 15 dni do trzech tygodni”. Część krajów koalicji chętnych, zrzeszającej około 30 państw, gotowa jest uczestniczyć w rozmieszczeniu na Ukrainie, z dala od linii frontu, tzw. sił reasekuracyjnych w razie rozejmu w wojnie rozpętanej przez Rosję. Macron powiedział we wtorek, że skierowanych tam mogłoby być kilka tysięcy żołnierzy francuskich w celu wsparcia pokoju na Ukrainie po rozejmie.

Nowe oblicze starej rosyjskiej doktryny wojskowej

.Wojny toczone są przez kraje, nie armie. Rosja mobilizuje wszystkie narzędzia władzy państwowej do osiągania swoich celów. Zachód przez większość czasu tylko o tym mówi – pisze Edward LUCAS.

Sezon urlopowy w Europie trwa w najlepsze („do końca sierpnia przebywam poza biurem, bez dostępu do skrzynki mailowej…”). Pakując walizki, europejscy przywódcy nie powinni zapomnieć o nowej książce Boba Seely’ego, która pomoże im wypełnić długie tygodnie wakacji. Autor, który przez siedem lat zasiadał w brytyjskim parlamencie z ramienia Partii Konserwatywnej, przegrał ubiegłoroczne wybory. Jego strata okazała się zyskiem dla wielu. Napisana w błyskawicznym tempie książka The New Total War to wciągająca lektura, będąca owocem bogatego doświadczenia Seely’ego jako żołnierza, doktoranta i korespondenta zagranicznego. Autor odwołuje się w niej m.in. do swojej pierwszej podróży na jeszcze sowiecką Ukrainę w 1990 r. oraz do wielu miesięcy, które spędził tam w zeszłym roku.

Gówna myśl książki zawarta jest w jej podtytule: From Child Abduction to Cyber Attacks and Drones to Disinformation – Russia’s Conflict with Ukraine and the West („Uprowadzenia, cyberataki, drony i dezinformacja – konflikt Rosji z Ukrainą i Zachodem”). Zdaniem Seely’ego Ukraina stanowi centrum szerszego konfliktu, prowadzonego z wykorzystaniem gwałtownie zmieniającej się taktyki. Rosja i Ukraina nieustannie wprowadzają innowacje na polu bitwy, podczas gdy państwa NATO pozostają daleko w tyle. Z nielicznymi chlubnymi wyjątkami (jak choćby Finlandia) nie nadążają za Rosją w zakresie wykorzystania informacji, sabotażu cyfrowego i innych metod mających na celu dezorganizację działań przeciwnika. Choć ofiary tych ataków nie uznają ich za akty wojny, cel wrogich działań jest jasny: dzielić, demoralizować, dominować i pokonać przy znacznie mniejszych kosztach i ryzyku niż w przypadku pełnoskalowej konfrontacji. Innymi słowy, Kreml łączy sowiecką koncepcję walki ideologicznej (borba) z militarną (vojna). Zrodzony z tej kombinacji ksenofobiczny nacjonalizm stanowi, jak zauważa autor, broń polityczną stosowaną na wewnętrzny użytek względem opinii publicznej, by uczynić ją jeszcze bardziej uległą.

Obserwacje Seely’ego nie są nowością. Kraje regionu bałtyckiego ostrzegały przed rosyjskim rewanżyzmem i etnonacjonalizmem już w latach 90. Jednak książka Seely’ego po raz pierwszy od wybuchu wojny w 2022 r. gromadzi wnioski płynące z frontu i obnaża słabe punkty strategii Zachodu. Ostatecznie wojny toczone są przez kraje, nie armie. Rosja mobilizuje wszystkie narzędzia władzy państwowej do osiągania swoich celów. Zachód przez większość czasu tylko o tym mówi.

Seely powołuje się na liczne rosyjskojęzyczne źródła. Mógłby również przytoczyć wypowiedzi Siergieja Karaganowa, wpływowego doradcy Kremla o konfrontacyjnym nastawieniu, który już w 1992 r. sformułował tzw. „doktrynę Karaganowa”. Zakładała ona, że Rosja ma nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek bronić praw osób „rosyjskojęzycznych” poza granicami kraju. „Osób – jak zgryźliwie zauważa Seely – Rosja raczej nie kwapi się chronić u siebie, ale wykazuje niezwykłą gorliwość, gdy trzeba ich bronić w krajach ościennych”. W wywiadzie udzielonym niedawno francuskiemu analitykowi Karaganow stwierdził, że „Rosja to kraj wojowników i nie potrafi żyć w pokoju; toczenie wojny wpisane jest w rosyjski genom”. Obecnie opowiada się wręcz za konfrontacją nuklearną z Zachodem, mającą zapewnić Moskwie zwycięstwo w Ukrainie. W ponurym epilogu Seely przestrzega, że Rosja może rzeczywiście sięgnąć po to ostateczne rozwiązanie, jeśli sytuacja na froncie przybierze dla niej katastrofalny obrót.

Przede wszystkim jednak Seely wzywa sojuszników Ukrainy do zwiększenia wsparcia. Niezwykła determinacja, z jaką napadnięty kraj stawia opór najeźdźcy, ma swoje granice. Porażka w Ukrainie oznaczałaby katastrofę dla Europy. Autor przedstawia kilka przemyślanych – i kontrowersyjnych – sugestii dla Ukraińców, m.in. konieczność zwiększenia liczby i podniesienia kwalifikacji podoficerów piechoty oraz wykorzystania języka rosyjskiego jako narzędzia walki zamiast całkowitego odcinania się od niego. Jednak najważniejsze zalecenia kieruje pod adresem Zachodu, apelując o lepsze przygotowanie fizyczne, polityczne i psychologiczne do konfliktu, który – jak podkreśla – już się toczy.

Strażnicy europejskiego bezpieczeństwa, którzy sięgną po książkę Seely’ego podczas wakacji, mogą niespodziewanie dojść do wniosku, że czas przerwać urlop i wrócić do obowiązków.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/edward-lucas-nowe-oblicze-starej-rosyjskiej-doktryny-wojskowej/

PAP/ LW

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 9 stycznia 2026