Ile jeszcze potrwa wojna w Iranie?

Prezydent USA Donald Trump wyraził niezadowolenie z wyboru Modżtaby Chameneia, syna zabitego ajatollaha Alego Chameneia, na nowego najwyższego przywódcę Iranu. Państwa europejskie są z kolei zaniepokojone wzrostami cen energii w związku z przedłużającym się konfliktem na Bliskim Wschodzie. Ile jeszcze potrwa wojna w Iranie?

Prezydent Libanu Joseph Aoun zaproponował premierowi Izraela Benjaminowi Netanjahu bezpośrednie negocjacje, aby zakończyć ataki Izraela na Liban

.Donald Trump już wcześniej sygnalizował, że wybór Modżtaby Chameneia będzie dla USA nie do przyjęcia. W rozmowie z dziennikiem „New York Post” podkreślił, że „nie jest zadowolony” z decyzji irańskiego Zgromadzenia Ekspertów; nie ujawnił jednak, jakie ma plany wobec nowego przywódcy Iranu.

Z Modżtaby Chameneia zadowoleni są natomiast jemeńscy rebelianci Huti, którzy jednak nie włączyli się dotąd do konfliktu po stronie Iranu. Podobnie jak irańska Gwardia Rewolucyjna (IRGC), armia i policja, wierność wobec najwyższego przywódcy zadeklarował libański Hezbollah. Tego samego dnia gratulacje 56-letniemu Chameneiemu złożył również przywódca Rosji Władimir Putin.

Jak podkreślił rzecznik Komisji Europejskiej Anouar El Anouni, nowy najwyższy przywódca duchowo-polityczny Iranu Modżtaba Chamenei nie znajduje się na unijnej liście sankcyjnej, na której jest obecnie 247 Irańczyków i 50 organizacji podlegających reżimowi w Teheranie.

Waszyngton deklaruje, że głównym celem interwencji na Bliskim Wschodzie jest niedopuszczenie do tego, by Iran wszedł w posiadanie broni jądrowej. Szef Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) Rafael Grossi przekazał, że około połowa wzbogaconego do 60 proc. uranu znajduje się w podziemnym obiekcie jądrowym Isfahan w środkowym Iranie, nienaruszonym przez amerykańsko-izraelskie bombardowania.

Donald Trump powiedział dziennikowi „New York Post”, że nie podjął jeszcze decyzji w sprawie potencjalnego wysłania amerykańskich sił, aby przechwycić irańskie zapasy uranu.

W reakcji na trwające amerykańsko-izraelskie ataki Iran odpowiada ostrzałami, wymierzonymi w państwa regionu Zatoki Perskiej. Ministerstwo obrony w Ankarze poinformowało, że w przestrzeni powietrznej Turcji strącono drugi w ostatnich dniach pocisk balistyczny z Iranu. Rakieta została zniszczona przez siły NATO nad wschodnią częścią Morza Śródziemnego. Rzecznik irańskiego MSZ Esmail Bagei zapewnił, że siły zbrojne Iranu nie atakowały Azerbejdżanu, Turcji ani Cypru.

Według słów prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego już 11 państw – w tym sąsiedzi Iranu, kraje europejskie i USA – skierowało do Kijowa prośby o wsparcie w ochronie przed atakami irańskich dronów. Zełenski poinformował również, że jego kraj wysłał bezzałogowce przechwytujące i zespół specjalistów ds. dronów, aby chronić amerykańskie bazy wojskowe w Jordanii przed atakami Iranu.

Równolegle do ataków na Iran ofensywę w Libanie przeciwko proirańskiemu Hezbollahowi prowadzi Izrael. Z powodu konfliktu libański parlament odroczył w poniedziałek o dwa lata zaplanowane na początek maja wybory parlamentarne. Libańskie ministerstwo zdrowia poinformowało, że od początku izraelskich nalotów, czyli od 2 marca, w Libanie zginęło 486 osób. UNICEF z kolei powiadomił, że wyniku tych uderzeń swoje domy musiało opuścić już 700 tys. mieszkańców Libanu, w tym około 200 tys. dzieci.

Prezydent Libanu Joseph Aoun zaproponował premierowi Izraela Benjaminowi Netanjahu bezpośrednie negocjacje, aby zakończyć ataki Izraela na Liban.

Z powodu przedłużającego się konfliktu i praktycznego zamknięcia cieśniny Ormuz, kluczowej dla eksportu ropy naftowej z Zatoki Perskiej, ceny surowca przebiły w poniedziałek pułap 100 dolarów za baryłkę. Przedstawiciele wielu państw europejskich, w tym kanclerz Niemiec Friedrich Merz, wyrazili zaniepokojenie rosnącymi cenami energii.

Prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział podczas wizyty na Cyprze, że jego kraj przygotowuje wraz z partnerami misję w celu otwarcia cieśniny Ormuz i eskortowania statków po zakończeniu najostrzejszej fazy konfliktu na Bliskim Wschodzie. Szef brytyjskiego rządu Keir Starmer powiedział, że Londyn rozmawia z zagranicznymi partnerami na temat tego, co można zrobić, aby zmniejszyć wpływ wojny na Bliskim Wschodzie na gospodarkę. Premier Węgier Viktor Orban wezwał z kolei KE do zniesienia sankcji energetycznych, nałożonych na Rosję po inwazji na Ukrainę. Zapowiedział również, że rząd w Budapeszcie ograniczy ceny paliw dla aut zarejestrowanych w tym kraju i uruchomi rezerwy państwowe.

Europa chce stabilnych dostaw energii. Ile jeszcze potrwa wojna w Iranie, i czy zagraża bezpieczeństwu energetycznemu Polski?

.Premier Donald Tusk zapewnił, że wojna w Iranie nie spowoduje, iż w Polsce zabraknie paliwa i nie ma w tej chwili powodu do niepokoju. Jak przekazał Orlen, dostawy ropy trafiają do rafinerii należących do koncernu zgodnie z harmonogramem, a dzięki dywersyfikacji kierunków dostaw firma ograniczyła ryzyko związane z niestabilną sytuacją na Bliskim Wschodzie. Marża Orlenu na olej napędowy została obniżona z 25 groszy „niemal do zera”, co ma ograniczyć skutki gwałtownego wzrostu cen paliw na świecie.

Przedstawiciele G7 (Francji, Japonii, Kanady, Niemiec, USA, Wielkiej Brytanii i Włoch) rozmawiali o gospodarczych skutkach wojny na Bliskim Wschodzie. Jak przekazał minister finansów Francji Roland Lescure, przedstawiciele grupy nie zdecydowali się na razie na wykorzystanie rezerw ropy, by osłabić wzrost cen tego surowca. Minister dodał, że G7 jest jednak gotowa, aby skorzystać z rezerw w razie potrzeby.

Według przewodniczącego Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Iranu Alego Laridżaniego, nie da się osiągnąć bezpieczeństwa żeglugi w cieśninie Ormuz w czasie trwających działań wojennych.

Niestabilna sytuacja w regionie wciąż wpływa na ruch lotniczy. Linie Air France poinformowały w poniedziałek, że przedłużą ze względów bezpieczeństwa zawieszenie lotów z i do Dubaju i Rijadu (do 12 marca), jak również z i do Tel Awiwu i Bejrutu (do 13 marca). W piątek niektórzy przewoźnicy sygnalizowali możliwość wznowienia połączeń w kolejnych dniach. Air France zastrzegły wówczas, że monitorują rozwój sytuacji w regionie i utrzymują zawieszenie rejsów do 10 i 11 marca. 

Kwestia Iranu jest w istocie kwestią Chin

.Operacja Epic Fury to pierwszy akt stulecia Indo-Pacyfiku. Niestety, nie ostatni – pisze Michał KŁOSOWSKI

Relacje z Iranem najczęściej opisuje się jako problem nierozprzestrzeniania broni nuklearnej, kwestie sponsorowania terroryzmu, rywalizacji z Izraelem albo po prostu jako problem regionalnego destabilizatora. Każde z tych ujęć dotyka oczywiście realnego problemu, ale żadne nie oddaje tego, co w tej sprawie jest najważniejsze. Program nuklearny, sieć milicji rozciągająca się od Libanu po Jemen czy pytanie o architekturę bezpieczeństwa Zatoki Perskiej nabierają pełnego znaczenia dopiero wtedy, gdy spojrzy się na nie przez pryzmat wielkiej strategii Chin.

Pekin bowiem od lat, inwestując miliardy dolarów, wspierał Iran jako strukturalny element chińskiej pozycji w regionie. Wiele wydarzeń na Bliskim Wschodzie staje się zrozumiałych dopiero w świetle tego faktu. Dlatego właśnie amerykańsko-izraelska operacja „Epic Fury” jest pierwszą kampanią militarną, która realnie zagraża temu układowi. Uderzając bezpośrednio w Iran, administracja prezydenta Donalda Trumpa – czy to świadomie, czy wywołując skutek uboczny swoich działań – podważa jeden z filarów chińskiej architektury regionalnej: zapewnianie pokoju i rozwoju. Czas, by powiedzieć to wprost. W czerwcu 2025 roku bowiem, kiedy Izrael rozpoczął operację „Rising Lion”, dwunastodniową kampanię precyzyjnych uderzeń, w której zniszczono irańskie instalacje wzbogacania uranu, zabito ponad trzydziestu wysokich rangą dowódców i kilkunastu naukowców związanych z programem nuklearnym; Stany Zjednoczone przeprowadziły wówczas bezpośrednie ataki na trzy obiekty atomowe. Mit możliwości odstraszania Islamskiej Republiki Iranu, budowany przez cztery dekady, rozpadł się w ciągu kilkunastu dni.

Pod koniec grudnia 2025 roku w całym Iranie wybuchły największe protesty od 1979 roku. Obejmowały wszystkie 31 prowincji i były następstwem załamania gospodarczego oraz przekonania społeczeństwa, że reżim nie jest już tak silny, jak kiedyś. W styczniu 2026 roku władze odpowiedziały masakrą, w której zginęły tysiące ludzi. Unia Europejska uznała wówczas Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej za organizację terrorystyczną, co jeszcze bardziej pogłębiło międzynarodową izolację Teheranu. Według wszelkich klasycznych kryteriów Islamska Republika Iranu jest dziś słabsza niż kiedykolwiek wcześniej. Chiny jednak pomagają ją utrzymywać. W ostatnich tygodniach pojawiły się informacje, że Teheran jest bliski finalizacji zakupu chińskich naddźwiękowych pocisków przeciwokrętowych, zdolnych zagrozić amerykańskim lotniskowcom gromadzącym się w Zatoce Perskiej – kiedy piszę te słowa, trzeci z nich zmierza w kierunku rejonu konfliktu. Wcześniej chińscy dostawcy wysłali do portu Bandar Abbas ponad tysiąc ton nadchloranu sodu – kluczowego składnika paliwa rakietowego – co pozwala odbudować znaczną część arsenału rakiet balistycznych zniszczonego wcześniej przez Izrael. Aby zrozumieć, dlaczego Pekin podejmuje takie działania i co to oznacza dla Stanów Zjednoczonych, trzeba spojrzeć szerzej, poza sam Iran, na globalną rywalizację, w której kraj Persów jest tylko jednym z elementów.

Relacja ta zaczyna się od ropy. Chiny kupują ok. 90 procent irańskiego eksportu ropy naftowej, płacąc za nią znacznie mniej, niż wynosi cena rynkowa. Transport odbywa się przy użyciu tzw. „floty cieni”: tankowce wyłączają transpondery i zmieniają oznaczenia ładunku, który formalnie trafia na rynek jako ropa z Malezji czy Indonezji, omijając w ten sposób amerykańskie sankcje. Od 2021 roku wartość tych zakupów przekroczyła 140 miliardów dolarów. To właśnie dzięki temu Iran nie zbankrutował.

Dla Pekinu to układ niemal idealny, podobnie jak importowanie surowców z Rosji, co pozwala Władimirowi Putinowi finansować wojnę z Ukrainą. Model jest ten sam. Otrzymuje się tanią ropę dla gospodarki przemysłowej, oszczędzając miliardy dolarów rocznie, a w zamian zdobywa się trwały wpływ na państwo liczące dziewięćdziesiąt milionów mieszkańców (Iran), położone przy najważniejszym energetycznym szlaku świata. Teheran odcięty od większości globalnej gospodarki nie ma dokąd się zwrócić.

Gdy w 2016 roku ajatollah Ali Chamenei przyjmował w Teheranie Xi Jinpinga, nazwał dwudziestopięcioletnie irańsko-chińskie partnerstwo strategiczne „całkowicie słusznym i roztropnym”, dodając przy tym, że „zachodnie rządy nigdy nie zdobyły zaufania narodu irańskiego”. Nie była to jedynie kurtuazja wobec gościa.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/michal-klosowski-kwestia-iranu-jest-w-istocie-kwestia-chin/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 9 marca 2026