Izrael wciąga Afrykę do wojny na Bliskim Wschodzie?

Izrael prowadzi rozmowy z przedstawicielami Somalilandu w sprawie sojuszu wojskowego i pozyskania bazy wojskowej w pobliżu strategicznego miasta Berbera nad Zatoką Adeńską – wynika z informacji agencji Bloomberga i szwedzkiego radia Ekot.
Izrael wciąga Afrykę do wojny na Bliskim Wschodzie?
.Jednak obecność wojsk izraelskich w Rogu Afryki może wciągnąć i tak już kruchy region w wojnę trwającą na Bliskim Wschodzie. Położony w pobliżu cieśniny Bab el-Mandab, która łączy Morze Czerwone z Zatoką Adeńską i Oceanem Indyjskim, Róg Afryki jest jednym z najważniejszych miejsc z punktu widzenia globalnej żeglugi, z której ponad 12 proc. rocznie przepływa przez cieśninę.
Ale dla Izraela strategiczne znaczenie Somalilandu wynika z jego bliskiego sąsiedztwa z Jemenem. Bowiem z baz leżących wzdłuż wybrzeża tego afrykańskiego kraju Izrael mógłby przeprowadzać ataki na jemeńskich rebeliantów Huti, których agresja nasiliła się od początku wojny w Strefie Gazy w październiku 2023 r.
Mimo niewątpliwych zysków w postaci parasola ochronnego państwa, które co najmniej ma zdolności jądrowe, przyjęcie na swoje ziemie wojsk izraelskich miałoby dla Somalilandu poważne i natychmiastowe konsekwencje. Najbardziej palącym wyzwaniem byłaby groźba irańskiego odwetu, co podkreślił w sobotę izraelski dziennik „Times of Israel”, zwracając uwagę, że Iran wielokrotnie dowiódł podczas obecnego konfliktu, że uderza w cele militarnie powiązane z USA i Izraelem, bez względu na ich położenie geograficzne.
Somaliland będzie dążył do nawiązania „strategicznych relacji” z Izraelem
.Wiadomość o izraelsko-somalilandzkich rozmowach o bezpieczeństwie pojawiła się niecałe trzy miesiące po tym, gdy Izrael jako pierwszy kraj na świecie uznał niepodległość Somalilandu, która była kwestionowana przez Somalię od czasu, gdy separatystyczny region ogłosił suwerenność w 1991 roku. I są zaawansowane. Minister ds. prezydencji Somalilandu, Khadar Abdi, powiedział w mijającym tygodniu agencji Bloomberga, że Somaliland będzie dążył do nawiązania „strategicznych relacji” z Izraelem, które „obejmą wiele aspektów”. Dodał, że choć możliwość utworzenia izraelskiej bazy nie była jeszcze omawiana, to „zostanie ona w pewnym momencie przeanalizowana”.
Somalia, która nie uznaje niepodległości Somalilandu, ostrzegła, że jej terytorium nie może być wykorzystywane jako baza wypadowa do operacji wojskowych na wzór krajów Zatoki Perskiej. „Somalia nie chce, aby jej terytorium było wciągane w zewnętrzne konflikty ani wykorzystywane w sposób, który mógłby jeszcze bardziej zdestabilizować i tak już wrażliwy region” – powiedział w wywiadzie dla stacji Al Jazeera Ali Omar, minister spraw zagranicznych Somalii.
Wypowiedzi somalijskiego ministra pojawiają się w momencie eskalacji wojny USA i Izraela z Iranem. Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa około 20 proc. światowego tranzytu ropy naftowej i gazu, została skutecznie zamknięta w związku z groźbami ataków na żeglugę ze strony Iranu. Izraelska obecność w Rogu Afryki z pewnością spowodowałaby zamknięcie kolejnego szlaku żeglugowego, w czym Iranowi pomogliby jemeńscy rebelianci.
Kwestia Iranu jest w istocie kwestią Chin
.Operacja Epic Fury to pierwszy akt stulecia Indo-Pacyfiku. Niestety, nie ostatni – pisze Michał KŁOSOWSKI
Relacje z Iranem najczęściej opisuje się jako problem nierozprzestrzeniania broni nuklearnej, kwestie sponsorowania terroryzmu, rywalizacji z Izraelem albo po prostu jako problem regionalnego destabilizatora. Każde z tych ujęć dotyka oczywiście realnego problemu, ale żadne nie oddaje tego, co w tej sprawie jest najważniejsze. Program nuklearny, sieć milicji rozciągająca się od Libanu po Jemen czy pytanie o architekturę bezpieczeństwa Zatoki Perskiej nabierają pełnego znaczenia dopiero wtedy, gdy spojrzy się na nie przez pryzmat wielkiej strategii Chin.
Pekin bowiem od lat, inwestując miliardy dolarów, wspierał Iran jako strukturalny element chińskiej pozycji w regionie. Wiele wydarzeń na Bliskim Wschodzie staje się zrozumiałych dopiero w świetle tego faktu. Dlatego właśnie amerykańsko-izraelska operacja „Epic Fury” jest pierwszą kampanią militarną, która realnie zagraża temu układowi. Uderzając bezpośrednio w Iran, administracja prezydenta Donalda Trumpa – czy to świadomie, czy wywołując skutek uboczny swoich działań – podważa jeden z filarów chińskiej architektury regionalnej: zapewnianie pokoju i rozwoju. Czas, by powiedzieć to wprost. W czerwcu 2025 roku bowiem, kiedy Izrael rozpoczął operację „Rising Lion”, dwunastodniową kampanię precyzyjnych uderzeń, w której zniszczono irańskie instalacje wzbogacania uranu, zabito ponad trzydziestu wysokich rangą dowódców i kilkunastu naukowców związanych z programem nuklearnym; Stany Zjednoczone przeprowadziły wówczas bezpośrednie ataki na trzy obiekty atomowe. Mit możliwości odstraszania Islamskiej Republiki Iranu, budowany przez cztery dekady, rozpadł się w ciągu kilkunastu dni.
Pod koniec grudnia 2025 roku w całym Iranie wybuchły największe protesty od 1979 roku. Obejmowały wszystkie 31 prowincji i były następstwem załamania gospodarczego oraz przekonania społeczeństwa, że reżim nie jest już tak silny, jak kiedyś. W styczniu 2026 roku władze odpowiedziały masakrą, w której zginęły tysiące ludzi. Unia Europejska uznała wówczas Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej za organizację terrorystyczną, co jeszcze bardziej pogłębiło międzynarodową izolację Teheranu. Według wszelkich klasycznych kryteriów Islamska Republika Iranu jest dziś słabsza niż kiedykolwiek wcześniej. Chiny jednak pomagają ją utrzymywać. W ostatnich tygodniach pojawiły się informacje, że Teheran jest bliski finalizacji zakupu chińskich naddźwiękowych pocisków przeciwokrętowych, zdolnych zagrozić amerykańskim lotniskowcom gromadzącym się w Zatoce Perskiej – kiedy piszę te słowa, trzeci z nich zmierza w kierunku rejonu konfliktu. Wcześniej chińscy dostawcy wysłali do portu Bandar Abbas ponad tysiąc ton nadchloranu sodu – kluczowego składnika paliwa rakietowego – co pozwala odbudować znaczną część arsenału rakiet balistycznych zniszczonego wcześniej przez Izrael. Aby zrozumieć, dlaczego Pekin podejmuje takie działania i co to oznacza dla Stanów Zjednoczonych, trzeba spojrzeć szerzej, poza sam Iran, na globalną rywalizację, w której kraj Persów jest tylko jednym z elementów.
Relacja ta zaczyna się od ropy. Chiny kupują ok. 90 procent irańskiego eksportu ropy naftowej, płacąc za nią znacznie mniej, niż wynosi cena rynkowa. Transport odbywa się przy użyciu tzw. „floty cieni”: tankowce wyłączają transpondery i zmieniają oznaczenia ładunku, który formalnie trafia na rynek jako ropa z Malezji czy Indonezji, omijając w ten sposób amerykańskie sankcje. Od 2021 roku wartość tych zakupów przekroczyła 140 miliardów dolarów. To właśnie dzięki temu Iran nie zbankrutował.
Dla Pekinu to układ niemal idealny, podobnie jak importowanie surowców z Rosji, co pozwala Władimirowi Putinowi finansować wojnę z Ukrainą. Model jest ten sam. Otrzymuje się tanią ropę dla gospodarki przemysłowej, oszczędzając miliardy dolarów rocznie, a w zamian zdobywa się trwały wpływ na państwo liczące dziewięćdziesiąt milionów mieszkańców (Iran), położone przy najważniejszym energetycznym szlaku świata. Teheran odcięty od większości globalnej gospodarki nie ma dokąd się zwrócić.
.Gdy w 2016 roku ajatollah Ali Chamenei przyjmował w Teheranie Xi Jinpinga, nazwał dwudziestopięcioletnie irańsko-chińskie partnerstwo strategiczne „całkowicie słusznym i roztropnym”, dodając przy tym, że „zachodnie rządy nigdy nie zdobyły zaufania narodu irańskiego”. Nie była to jedynie kurtuazja wobec gościa.
PAP/Tadeusz Brzozowski/MJ





