Już 11 państw zwróciło się z prośbami w sprawie ochrony przed dronami Iranu [Wołodymyr Zełenski]

Już jedenaście państw skierowało do Kijowa prośby o wsparcie w ochronie przed atakami irańskich dronów; są to sąsiedzi Iranu, kraje europejskie i USA – powiadomił w poniedziałek prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.
„Rosja i Iran wspierają się nawzajem, co potrzebuje wspólnej reakcji”
.W tej chwili mamy 11 wniosków od państw – sąsiadów Iranu, państw europejskich oraz Ameryki. Istnieje wyraźne zainteresowanie ukraińskim doświadczeniem w ochronie życia, odpowiednimi systemami przechwytującymi, systemami walki radioelektronicznej oraz szkoleniami” – poinformował w komunikatorze Telegram.
„Ukraina jest gotowa pozytywnie reagować na prośby tych, którzy pomagają nam samym chronić życie Ukraińców i niezależność Ukrainy. Na część wniosków już odpowiedzieliśmy konkretnymi decyzjami i konkretnym wsparciem” – dodał.
Wołodymyr Zełenski, po naradzie z politycznym i wojskowym kierownictwem państwa ocenił, że wydarzenia na Bliskim Wschodzie wpływają na Ukrainę i Europę, „na krytycznie ważne dostawy na Ukrainę oraz na bezpieczeństwo i dobrobyt naszych ludzi”.
Prezydent podkreślił, że Ukraina gotowa jest pomagać innym krajom w obronie pod warunkiem, że nie ograniczy to jej własnych możliwości obrony przed Rosją.
„Priorytety Ukrainy są jasne: irański reżim nie powinien uzyskać żadnej przewagi nad obrońcami życia, a wszyscy powinni pracować razem na rzecz odczuwalnej stabilizacji zarówno w regionie, jak i na rynkach globalnych” – oświadczył.
Zaznaczył także, że Rosja i Iran wspierają się nawzajem, co potrzebuje wspólnej reakcji.
„Każdy z tych reżimów sam przeciwstawił się światu i potrzebna jest na to odpowiedź. Każdy punkt produkcji Szahedów (dronów produkcji irańskiej, wykorzystywanych w Ukrainie przez Rosję) jest znany. Reżimy irański i rosyjski wspierają się nawzajem, a pojawia się coraz więcej informacji, w tym o rosyjskich komponentach w Szahedach, które uderzają w sąsiadów Iranu” – podkreślił.
Już jedenaście państw chce wsparcia ukraińskich państw
.W wywiadzie „New York Timesa” Zełenski powiedział, że Ukraina wysłała drony przechwytujące i zespół specjalistów ds. dronów, aby chronić amerykańskie bazy wojskowe w Jordanii przed atakami Iranu. Według prezydenta USA zwróciły się do Ukrainy o pomoc w czwartek, a ukraiński zespół wyruszył następnego dnia.
Biały Dom nie odpowiedział na pytanie, czy Stany Zjednoczone zwróciły się do Ukrainy o pomoc – podkreślił dziennik, zauważając, że choć trwająca od 28 lutego operacja amerykańsko-izraelska przeciwko Iranowi grozi odwróceniem uwagi świata od wojny Rosji przeciwko Ukrainie, to jednocześnie dała ona Kijowowi możliwość wykorzystania ciężko zdobytego doświadczenia i zaawansowanej technologii na nowym froncie.
Kijów ma nadzieję zdobyć przychylność Waszyngtonu w trójstronnych rozmowach pokojowych z Moskwą. Prezydent USA Donald Trump ponownie oświadczył, że postrzega Wołodymyra Zełenskiego jako większą przeszkodę w zawarciu pokoju niż przywódcę Rosji Władimira Putina.
Amerykańska beztroska zwiększyła ryzyko wojny na Ukrainie
.Nieudolna dyplomacja administracji George’a W. Busha na szczycie NATO w 2008 roku stworzyła idealne warunki dla katastrofy – pisze Edward LUCAS
Każdy, kto kiedykolwiek zaglądał do typowej amerykańskiej restauracji, wie, że apetyt Amerykanów jest na ogół większy niż pojemność ich żołądków. Dlatego, choć porcje są tam ogromne, sporo jedzenia ląduje w koszu lub w pojemnikach do zabrania na wynos.
Tak samo jest w przypadku amerykańskiej polityki zagranicznej. Po przejrzeniu menu zamawia się talerz pełen efektownych dań: trwałą geopolityczną zmianę z przystawką w postaci praw człowieka. Tyle że wiele z tego zostaje nietknięte. Tak było w Afganistanie, tak było w Iraku i, niestety, tak może być również w Iranie.
Podobny schemat rządzi europejskim bezpieczeństwem. Amerykańscy decydenci przez lata pragnęli coraz większego sojuszu pod przewodnictwem USA, ale nie byli skłonni do podjęcia działań niezbędnych do osiągnięcia tego celu, a mianowicie obrony tych, którzy chcieli do takiego sojuszu przystąpić. Dziś płacą za to Ukraińcy. Wkrótce zapłacą też inni mieszkańcy Europy.
W 2008 roku podczas szczytu w Bukareszcie administracja Busha z beztroską lansowała członkostwo Ukrainy i Gruzji w NATO. Był to projekt z gatunku tych, które wymagają ciężkiej pracy i politycznej determinacji. Większość dużych, bogatych państw europejskich – przede wszystkim Francja i Niemcy – była tym planom przeciwna, ponieważ mogły one rozdrażnić Rosję. Lecz te obawy nie powinny były przeważyć szali. To od Ukrainy zależy, czy chce zostać członkiem sojuszu, a od NATO – czy chce mieć Ukrainę w swoich szeregach. Rosja nie powinna mieć w tej kwestii prawa weta, rzeczywistego czy dorozumianego.
Należało wykazać się raczej podejściem praktycznym, łączącym ostrożność z determinacją, tak jak we wcześniejszych przypadkach poszerzania sojuszu. Stany Zjednoczone powinny były zakomunikować Rosji, że chętnie podejmą rozmowy na temat kontroli zbrojeń, broni atomowej oraz innych kwestii związanych ze stabilnością i bezpieczeństwem, jednocześnie dając jasno do zrozumienia, że są większe i bogatsze i tak czy inaczej dopną swego. Europejczykom zaś powinny były zawczasu powiedzieć: „Jesteśmy waszym hegemonem bezpieczeństwa. To ważne w dłuższej perspektywie, dlatego nie opóźniajcie tej sprawy i nie wdawajcie się w sprzeczki”.
Tymczasem rząd Busha stracił zainteresowanie tematem. W ostatniej chwili wywrócono na lewą stronę zasadę polityki zagranicznej Theodore’a Roosevelta: krzyczano głośno, ale bez wizji istotnych konsekwencji. Źle przygotowane i działające bez przekonania Stany Zjednoczone nie potrafiły pociągnąć za sobą kluczowych europejskich sojuszników. Ukraina musiała zadowolić się obietnicą przyszłego członkostwa (co podziałało na Rosję jak płachta na byka), za którą nie stał jednak żaden konkretny plan (co dało Rosji zielone światło do podjęcia „działań zapobiegawczych”).
Zachód zlekceważył wówczas liczne, złowieszcze sygnały płynące z Rosji i brnął dalej w śmiertelną mieszankę ambicji i niezdecydowania. W 2014 roku, podczas rewolucji na Majdanie, nasi przywódcy dodawali otuchy Ukraińcom opowiadającym się za prozachodnim kursem. Symboliczne wsparcie przychodzi nam nader łatwo. Tak samo jak uparte ignorowanie trudności w nadziei, że same znikną.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/edward-lucas-amerykanska-beztroska-zwiekszyla-ryzyko-wojny-na-ukrainie/
PAP/MB




