Kto przejmie wyborców Marine Le Pen, jeśli nie wystartuje?

Francuskie wybory prezydenckie zaplanowane na 2027 rok mogą zostać zdefiniowane przez jedno wydarzenie, które formalnie nie ma nic wspólnego z kampanią wyborczą. Chodzi o decyzję sądu apelacyjnego w sprawie Marine Le Pen, która ma zapaść 7 lipca 2026 roku. Od tego orzeczenia zależy nie tylko polityczna przyszłość trzykrotnej kandydatki na prezydenta Francji, ale również los milionów wyborców narodowej prawicy. To właśnie dlatego coraz częściej pojawia się pytanie nie o to, czy Marine Le Pen wygra wybory, lecz kto przejmie jej elektorat, jeśli nie będzie mogła wystartować.
Decyzja sądu może zmienić nie tylko kandydatów, ale także całą mapę polityczną Francji
Stawka jest ogromna. Marine Le Pen przez kilkanaście lat budowała pozycję kandydatki zdolnej wyprowadzić Zjednoczenie Narodowe z politycznego marginesu i uczynić z niego jedną z głównych sił francuskiej polityki. To ona przeprowadziła proces dédiabolisation, czyli „oddemonizowania” dawnego Frontu Narodowego. To ona dwukrotnie weszła do drugiej tury wyborów prezydenckich. To również ona stworzyła elektorat, który dziś należy do największych i najbardziej lojalnych we Francji.
Jordan Bardella jest naturalnym spadkobiercą
Pierwszym i najbardziej oczywistym beneficjentem ewentualnej nieobecności Marine Le Pen pozostaje Jordan Bardella. Od wielu miesięcy Zjednoczenie Narodowe przygotowuje się na taki scenariusz. W analizach publikowanych na „Wszystko co Najważniejsze” wskazywano, że partia wypracowała już plan awaryjny, w którym to właśnie Bardella staje się kandydatem w wyborach prezydenckich.
Przemawia za nim kilka argumentów.
Po pierwsze, jest przewodniczącym partii i najpopularniejszym politykiem młodego pokolenia francuskiej prawicy. Po drugie, sondaże pokazują, że w części badań osiąga wyniki nawet nieco wyższe niż Marine Le Pen. Po trzecie, dla wyborców RN pozostaje naturalnym następcą politycznym liderki partii.
To właśnie dlatego większość elektoratu Marine Le Pen prawdopodobnie pozostałaby przy Zjednoczeniu Narodowym.
Nie oznacza to jednak, że przejęcie całego elektoratu byłoby automatyczne.
Nie wszyscy wyborcy Marine Le Pen są wyborcami Bardelli
Największym błędem byłoby uznanie, że elektorat Marine Le Pen jest jednolitą grupą.
W rzeczywistości składa się on z kilku różnych środowisk.
Znajdują się w nim wyborcy przywiązani do historii rodziny Le Pen, wyborcy protestu, mieszkańcy prowincji rozczarowani elitami politycznymi, część klasy pracującej, ale także coraz liczniejsza grupa wyborców konserwatywnych, którzy nie głosowali wcześniej na narodową prawicę.
Jordan Bardella ma bardzo silną pozycję wśród młodszych wyborców i osób, które postrzegają RN jako partię przyszłości. Marine Le Pen przez lata budowała natomiast także osobisty kapitał polityczny, szczególnie wśród starszych wyborców i części elektoratu socjalnego.
Dlatego część jej wyborców mogłaby zacząć rozglądać się za innymi kandydatami.
Bruno Retailleau może walczyć o konserwatywną część elektoratu
Jednym z potencjalnych beneficjentów sytuacji mógłby być Bruno Retailleau.
Były minister spraw wewnętrznych i jedna z najważniejszych postaci francuskiej prawicy republikańskiej od miesięcy buduje pozycję polityka twardego wobec kwestii bezpieczeństwa i migracji. W wielu sprawach jego diagnoza problemów Francji jest zbliżona do tej prezentowanej przez narodową prawicę.
Jeżeli część wyborców Marine Le Pen uznałaby, że Jordan Bardella jest zbyt młody lub zbyt niedoświadczony, Retailleau mógłby próbować przejąć konserwatywny segment tego elektoratu.
Szczególnie dotyczyłoby to wyborców starszych oraz tych, którzy cenią bardziej klasyczną tradycję gaullistowskiej prawicy.
Édouard Philippe mógłby skorzystać na podziale prawicy
Jeszcze ciekawszy może okazać się przypadek Édouarda Philippe’a.
Były premier Emmanuela Macrona od wielu miesięcy znajduje się w ścisłej czołówce sondaży prezydenckich. Jego strategia polega na budowaniu szerokiej koalicji centrum i umiarkowanej prawicy.
W normalnym scenariuszu wyborcy Marine Le Pen raczej nie przenosiliby się masowo do Philippe’a. Jednak sytuacja bez Marine Le Pen mogłaby wyglądać inaczej.
Część wyborców kieruje się bowiem nie tyle przywiązaniem do konkretnej partii, ile oceną kompetencji kandydatów. Jeśli kampania zostałaby zdominowana przez kwestie gospodarcze, finansowe lub międzynarodowe, Philippe mógłby przyciągnąć część bardziej umiarkowanych wyborców, którzy wcześniej wspierali Marine Le Pen jako kandydatkę antysystemową.
Największym wygranym może być… frekwencja
Francuscy politolodzy od lat zwracają uwagę, że nie wszyscy wyborcy automatycznie przenoszą swoje głosy na innego kandydata.
Część elektoratu Marine Le Pen głosuje przede wszystkim na nią samą.
Jeżeli zabrakłoby jej na karcie wyborczej, część wyborców mogłaby po prostu pozostać w domu.
To właśnie dlatego decyzja sądu w sprawie Marine Le Pen może mieć konsekwencje znacznie wykraczające poza samą narodową prawicę. Zmiana poziomu mobilizacji kilku milionów wyborców może całkowicie przekształcić układ pierwszej tury wyborów.
7 lipca może rozpocząć nową kampanię
W praktyce 7 lipca 2026 roku może okazać się początkiem właściwej kampanii prezydenckiej.
Jeżeli Marine Le Pen uzyska od sędziów możliwość startu, wybory pozostaną pojedynkiem, który Francuzi obserwują od lat. Jeżeli jednak zostanie definitywnie wyeliminowana z rywalizacji, rozpocznie się proces największego politycznego przesunięcia na francuskiej prawicy od czasu przejęcia Frontu Narodowego przez Marine Le Pen.
W takim scenariuszu głównym pytaniem kampanii nie będzie już to, czy Marine Le Pen może wygrać wybory.
Najważniejsze stanie się pytanie, kto odziedziczy elektorat budowany przez nią przez kilkanaście lat.
A odpowiedź na to pytanie może przesądzić o tym, kto wprowadzi się do Pałacu Elizejskiego w 2027 roku.
Arkadiusz Jordan
Paryż





