Michel Houellebecq we "Wszystko co Najważniejsze"

Najważniejsze teksty, ale też recenzje książek – Michel Houellebecq we „Wszystko co Najważniejsze” istnieje jako pisarz (co oczywiste!), ale też jako poeta, jak również komentator francuskiej i europejskiej sceny politycznej.

Michel Houellebecq o eutanazji

To zdecydowanie najgłośniejszy tekst Michela Houellebecqu’a opublikowany na łamach polskiego miesięcznika. Michel Houellebecq we „Wszystko co Najważniejsze” – redakcja zatytułowała ten tekst: „Cywilizacja, która legalizuje eutanazję, traci wszelkie prawo do szacunku„. Takie jest też główne przesłanie Michela Houellebecqu’a.

„Zwolennicy eutanazji upajają się pojęciami, których znaczenie wypaczają do tego stopnia, że nie powinni mieć prawa się nimi posługiwać. Gdy mówią o „współczuciu”, kłamstwo jest namacalne. Gdy powołują się na „godność”, jest to już bardziej podstępne. Mocno oddaliliśmy się od Kantowskiej definicji godności, z wolna zastępując byt moralny (negując wręcz jego istnienie) bytem fizycznym, zastępując właściwą człowiekowi zdolność działania podporządkowaną imperatywowi moralnemu – bardziej zwierzęcą i trywialną koncepcją „stanu zdrowia”, która stała się czymś w rodzaju warunku możliwości godności ludzkiej czy wręcz jej jedynym i prawdziwym sensem.

Jeśli tak, to moje życie nie było jakoś szczególnie naznaczone godnością. I nie zanosi się na to, aby ten stan uległ poprawie. Wcześniej czy później wyjdą mi włosy i wypadną zęby, a moje płuca porwą się na strzępy. Stanę się impotentem, w ogóle niewiele będę mógł robić, być może moje zwieracze odmówią mi posłuszeństwa, a na dodatek oślepnę. Gdy osiągnę już stadium fizycznej degradacji, zapewne powiem sobie (będąc szczęśliwym, że nie usłyszę tego od innych), że nie mam już żadnej godności” – pisze Michel Houellebecq.

Analizuje dalej: „Katolicy będą stawiać opór najlepiej, jak potrafią, ale – przykro to stwierdzić – wiemy już z doświadczenia, że wcześniej czy później przegrają. Muzułmanie i Żydzi mają w tej sprawie – jak i w wielu innych kwestiach związanych z nową obyczajowością – podobne zdanie jak katolicy, co media skrzętnie próbują ukrywać. Nie mam złudzeń, że wszystkie te wyznania w końcu ustąpią, że poddadzą się jarzmu „prawa Republiki”. Ich kapłani, rabini i imamowie będą asystować osobom mającym być poddanymi eutanazji, zapewniając je, że to ziemskie życie jest takie sobie, ale że jutro będzie lepsze i że nawet jeśli ludzie ich opuszczą, Bóg się o nich zatroszczy. Powiedzmy… Z buddyjskiego punktu widzenia sytuacja wygląda dużo gorzej. Dla konsekwentnego czytelnika Tybetańskiej Księgi Umarłych agonia jest szczególnie istotnym momentem życia człowieka, ponieważ daje mu ostatnią szansę, nawet w przypadku nieprzychylnej karmy, aby uwolnił się od sansary, wyrwał się z nieustającego kołowrotu kolejnych wcieleń. Każde przedwczesne przerwanie agonii jest czynem jawnie kryminalnym. Na nasze nieszczęście buddyści nie angażują się zbytnio w debatę publiczną”.

Postaram się wyrazić to bardzo precyzyjnie: gdy jakiś kraj – społeczeństwo, cywilizacja – legalizuje eutanazję, traci w moich oczach jakiekolwiek prawo do szacunku. Wolno nam wtedy, a nawet powinniśmy ten kraj zniszczyć. Po to, aby mogło nastać coś innego – inny kraj, inne społeczeństwo, inna cywilizacja.

Warto przeczytać ten tekst w całości: [LINK].

Michel Houellebecq w dialogu o upadku i nadziei

Dialog Michela Houellebecq’a i Geoffroya Lejeune zatytułowano we „Wszystko co Najważniejsze”: „Dialog o upadku i nadziei”.

Czy przywrócenie katolicyzmowi jego dawnego splendoru może być ratunkiem dla naszej podupadającej cywilizacji? Odpowiedź jest bardzo prosta, a nawet oczywista: tak!

„Można odnaleźć w historii ludzkiej myśli ludzi niebędących chrześcijanami, którzy podziwiają Kościół rzymskokatolicki za jego zdolność do bycia przewodnikiem duchowym dla jednostek, a także do organizowania całych społeczności ludzkich. Pierwszym i najważniejszym reprezentantem tej tendencji jest z pewnością Auguste Comte. W sposób sobie właściwy opisuje on określenie „protestant” jako charakterystyczne. Protestant bowiem nie potrafi robić niczego innego, jak tylko protestować, taka jest jego natura. De Maistre, do którego odwołuje się Comte, twierdził, że protestant będzie republikaninem za monarchii i anarchistą za republiki. Dla de Maistre’a bycie protestantem jest nawet gorsze niż bycie ateistą. Ateista może stracić wiarę z rozsądnych powodów i można go na powrót do niej przywieść, co nieraz się już zdarzało. Protestantyzm natomiast, pisze de Maistre, jest „czystą negacją”.

Comte jest nie tylko najwybitniejszym intelektualistą reprezentującym tę dziwaczną rodzinę „katolików niechrześcijan”, ale również najsympatyczniejszym, ze względu na rozkoszną megalomanię, która prowadzi go pod koniec życia do apelowania do wszystkich, których uważa za gotowych do dołączenia do pozytywizmu: konserwatystów, proletariuszy, kobiet, cara Mikołaja I… Mógłby nawet zastąpić papieża w Rzymie i przejąć całość organizacji Kościoła. Wystarczyłoby jedynie, by katolicy wykonali jakże prosty, w jego mniemaniu, krok: nawrócenie się na wiarę pozytywną…

Odwołujący się do Comte’a Charles Maurras przywiązuje zbyt dużą wagę do skuteczności politycznej, co prowadzi go do kompromisów równie zgubnych, co niemoralnych.

Najskuteczniejszym awatarem tej tendencji jest dziś we Francji z pewnością Éric Zemmour. Przez tyle lat kogoś mi przypominał i nie mogłem sobie uzmysłowić kogo. I zupełnie niedawno odkryłem, że Zemmour to w rzeczy samej Naphta z Czarodziejskiej góry.

Leon Naphta jest z pewnością najbardziej fascynującym jezuitą w literaturze światowej. W niekończącym się sporze między Settembrinim i Naphtą Tomasz Mann zajmuje dwuznaczne stanowisko, można wyczuć, że nie jest to dla niego proste. Bezdyskusyjnie Naphta ma rację w sporze z Settembrinim, we wszystkich kwestiach. Naphta przerasta Settembriniego o głowę swoją inteligencją, podobnie jak Zemmour przerasta inteligencją swoich obecnych adwersarzy. Ale w sposób równie bezdyskusyjny cała sympatia Tomasza Manna (coraz bardziej oczywista w miarę postępu akcji) skierowana jest na Settembriniego, i ten stary włoski nudziarz i humanista w końcu wyciska nam łzy z oczu, do czego nie byłby przecież zdolny błyskotliwy Naphta.

Jeśli zmienimy radykalnie klimat i opuściwszy cywilizowaną Europę pierwszych lat XX w., przeniesiemy się w samo serce rosyjskiej historii, dojdzie nam jeszcze jeden element tej układanki: słynna scena z Braci Karamazow, w której spotykają się Jezus i Wielki Inkwizytor. Dla Dostojewskiego jest to sposobność do przeprowadzenia zaciekłego ataku na Kościół katolicki, a zwłaszcza na papieża i na jezuitów. Powracając na ziemię, Chrystus zostaje natychmiast uwięziony przez władze kościelne. Wielki Inkwizytor odwiedza go w celi i wyjaśnia mu, że Kościół świetnie się bez niego zorganizował i że on nie jest już im do niczego potrzebny, a nawet że im przeszkadza. Nie ma więc innego wyboru, jak ponownie wydać go na śmierć. Ta scena, w której Freud widział „jedno z największych dokonań światowej literatury”, wywołuje u czytelników katolickich duże i długotrwałe poczucie dyskomfortu. Gdyż co stałoby się, gdyby Chrystus rzeczywiście wrócił na ziemię i zaczął przechadzać się ulicami Rzymu, nauczając i dokonując cudów? Jak zareagowałby papież?” – przekonuje Michel Houellebecq we „Wszystko co Najważniejsze” [LINK].

Michel Houellebecq o Europie

„Europa nie ma ani wspólnego języka, ani wspólnych wartości, ani wspólnych interesów; mówiąc w skrócie, Europa nie istnieje, nigdy nie będzie stanowić jednego narodu, a tym bardziej wsparcia dla ewentualnej demokracji – pisze Michel Houellebecq we „Wszystko co Najważniejsze” w tekście pochodzącym z tomu „Interwencje„.

Komentując wybory w Stanach Zjednoczonych Michel Houellebecq wraca do wyborów, przed którymi stoją Europejczycy:

Pamięć narodów nie jest zbyt długa. Czy dzisiejsi Węgrzy, Polacy lub Czesi naprawdę pamiętają, że żyli w krajach komunistycznych? Czy ich spojrzenie na europejskie wyzwania tak bardzo się różni od spojrzenia, które mamy w Europie Zachodniej? Można w to poważnie wątpić. Używając przez chwilę centrolewicowego żargonu, „populistyczny rak” nie ogranicza się do Grupy Wyszehradzkiej. Zwłaszcza że argumenty używane w Austrii, Polsce, we Włoszech lub w Szwecji są dokładnie takie same. Walka z islamem stanowi jeden ze stałych elementów długiej historii Europy; po prostu teraz powróciła na pierwszy plan.

Michel Houellebecq pisze o Ameryce Donalda Trumpa: „Prezydent Trump nie lubi Unii Europejskiej, uważa, że jej członkowie nie mają ze sobą wiele wspólnego, przede wszystkim nie mają wspólnych „wartości”, zresztą na szczęście, bo o jakich niby wartościach mowa? „Prawa człowieka”? Poważnie? Wolałby negocjować bezpośrednio z poszczególnymi państwami; też sądzę, że tak byłoby lepiej, a Unia niekoniecznie jest źródłem siły (zwłaszcza wobec braku wspólnych interesów). Europa nie ma ani wspólnego języka, ani wspólnych wartości, ani wspólnych interesów; mówiąc w skrócie, Europa nie istnieje, nigdy nie będzie stanowić jednego narodu, a tym bardziej wsparcia dla ewentualnej demokracji (zobacz etymologię tego terminu), przede wszystkim dlatego, że nie chce stanowić jednego narodu.

Unia Europejska nie została wymyślona po to, żeby być demokracją; jej cel był dokładnie odwrotny. Była to idea szkodliwa, w najlepszym razie głupia, która stopniowo przekształciła się w zły sen, z którego kiedyś się obudzimy. Victor Hugo, chwilami niezły poeta, często był górnolotny i zwyczajnie głupi, czego dobrym przykładem jest jego marzenie o „Stanach Zjednoczonych Europy”. Muszę przyznać, że krytykowanie Victora Hugo zawsze poprawia mi nastrój” – zauważa Houellebecq.

I jeszcze jedno zdanie z tego tekstu. Tak pisze Michel Houellebecq we „Wszystko co Najważniejsze”:

Francja powinna wyjść z NATO, choć może się to okazać zbędne, jeśli NATO zniknie z braku budżetu na jego funkcjonowanie, co by oznaczało jeden kłopot mniej.

Michel Houellebecq – poeta

Dzięki „Wszystko co Najważniejsze” poznajemy jeszcze jedną twarz Michela Houellebecqua: Michel Houellebecq jako poeta. Jego wiersze w przekładzie Szymona Żuchowskiego w zbiorku „Niepogodzony. Antologia osobista 1991–2013” wydała ofiicyna W.A.B, skąd za zgodą wydawcy znalazły się one na tych łamach, stąd Michel Houellebecq we „Wszystko co Najważniejsze”.

Nowy Ład
dla Michela Bulteau

Doszliśmy do tego momentu w życiu, w którym pojawia się przemożna potrzeba: wynegocjować nowy ład,
Albo po prostu wyzionąć ducha.
Kiedy siedzieliśmy naprzeciw siebie na ławeczce w głębi garażu, nie było już nikogo oprócz nas,
Lubiliśmy się nawzajem szukać.

Lekko wilgotna ziemia, po której ślizgaliśmy się z butelką piwa w ręce
I ty w satynowej sukience,
Mój aniele,
Przeszliśmy razem dziwne chwile, kiedy przyjaciele

Znikali jeden po drugim, a najmilsi robili się wredni,
Włazili do jakichś szczelin
Między długimi białymi ścianami lekomanii
Stawali się złośliwymi marionetkami,
Patetycznymi błaznami.

Namiętność i uniesienie znaliśmy lepiej niż ktokolwiek, znacznie lepiej niż ktokolwiek,
Bo dokopaliśmy się do dna naszych trzewi, żeby spróbować wyciągnąć to z wnętrza,

Żeby odnaleźć drogę, rozsunąć płuca i dotrzeć do serca.
Lecz ponieśliśmy porażkę,
Nasze ciała były nagie.

Powtórka ze zgonów i porzuceń, najczystsi parli ku swej kalwarii,
Pamiętam tamten ranek z twoim bratem, świeżo ufarbowanym
Na zielono, zanim skoczył do rzeki,
A był takim nowym człowiekiem.

Już więcej nie kochamy tych, którzy ganią nasze marzenia,
Już sobie pozwalamy czasem na odrobinę wytchnienia,
Już więcej nie dowierzamy żartom o sensie i wszechświecie,
Już wiemy, że pomiędzy ciałem a krwią jest wolna przestrzeń,

W której żali bez liku,
Wszystkie się rozrzedzają,
To przestrzeń dla uścisków,
Przeistoczone ciało.

Michel Houellebecq we „Wszystko co Najważniejsze” występuje także nie tylko jako autor, ale też jako podmiot analiz autorów tego portalu.

Michel Houellebecq – prorok czy mistrz autokreacji?

To pytanie zadaje Agaton Koziński, z-ca redaktora naczelnego „Wszystko co Najważniejsze”.

Obserwując jego karierę, przyglądając się, jak ewoluuje jego pisarstwo, trudno ocenić, co tak naprawdę jest prawdą, a co fikcją, co zdarzeniem autentycznym, a co czystą kreacją. Widzimy tylko Houellebecqa, który z papierosem w kąciku ust, z lekko ironicznym uśmiechem obserwuje miotających się czytelników i specjalistów od literatury, którzy próbują jego zachowanie, jego pisanie jakoś ubrać w słowa. Bo im bardziej się miotają, tym bardziej nakręca się moda na niego.

A w tym wszystkim Michel Houellebecq zachowuje się niczym sadysta-gawędziarz. Sam nogi pająkowi nie oderwie – ale z dużą przyjemnością będzie obserwował, jak zrobi to starszy brat. Sam o sobie nic nie mówi, swoje życie prywatne ukrywa – ale w ogóle mu nie przeszkadza, gdy inni spekulują na ten temat. Więcej, sam chętnie je będzie podsycać zręcznie przemycanymi sugestiami w (rzadkich) wywiadach. Albo wręcz tworzyć plotki o sobie. Jak o swoim trzecim ślubie, który wziął we wrześniu ubiegłego roku. Wydarzenie było z kategorii „tajne przez poufne” – właściwie nikt o nim nie wiedział, właściwie nikt nie otrzymał zaproszenia, nikt nawet nie snuł przypuszczeń, że takie zdarzenie może mieć miejsce. Pełna prywatność i dyskrecja – gdyby nie to, że wśród bardzo nielicznych gości znalazła się królowa mediów społecznościowych (410 tys. obserwujących na Instagramie, 180 tys. na Facebooku), gwiazda plotkarskich portali Carla Bruni.

Wystarczyło, że upubliczniła kilka zdjęć z ceremonii – i na całym świecie zaroiło się od artykułów o nowym związku naczelnego cynika XXI wieku. Ale oczywiście w tych tekstach nie było ani słowa komentarza Houellebecqa. Jak mogłyby się tam znaleźć, skoro ten człowiek strzeże swej prywatności jak niepodległości? – pyta Agaton Koziński.

Wiadomo, że kiedyś ścinano głowę posłańcowi przynoszącemu złe wiadomości – a nim właśnie jest francuski autor ze swoją diagnozą stanu naszej cywilizacji. Tyle że ścinanie mu głowy jest tyle samo warte co rozbijanie termometru pokazującego, że mamy gorączkę. W swoich książkach Houellebecq stawia diagnozę współczesności zarówno depresyjną, jak i brutalnie precyzyjną. Co oznacza, że ci, którzy go krytykują, krytykują samych siebie.

Agaton KOZIŃSKI: Michel Houellebecq – prorok czy mistrz autokreacji?

Michel Houelllebecq: „Uległość”

O książce „Uległość” pisał m.in. Roland Maszka: „Michel Houellebecq mówi, że wcale nie kwestie gospodarcze będą miały decydujący wpływ na przyszłość, ale demografia i oświata. Wygra ta grupa ludności, która ma najwyższą rozrodczość i potrafi przekazać swoje wartości. Dlatego prawdziwa batalia nie będzie toczyć się o gospodarkę, ale o szkołę” – zauważał Maszka.

Michel Houllebecq ujawnia miałkość i marność intelektualnych elit, które winny być strażnikami wiedzy, tradycji i wolnej myśli. Świat profesorów, pracowników naukowych, akademickich nauczycieli to skupiony w soczewce świat zachodniego konsumpcjonizmu, konformizmu i quasi-duchowości… Dla tych ludzi islam jest do przyjęcia, ponieważ proponuje atrakcyjniejsze warunki…

„Podobno uległość jest jednym z przejawów konformizmu. Wygodniej ulec presji większości niż się jej przeciwstawiać. Zwłaszcza że konfrontacja wymaga odwagi i siły. Tej pierwszej często brak. Lepiej nie ujawniać przekonań, gdy fala powszechnie głoszonych poglądów zasłania horyzont i pozwala już tylko unosić się na powierzchni prawomyślności. Lęk przed wygłaszaniem odmiennego zdania, ma swoje uzasadnione podłoże – obawę przed odrzuceniem i napiętnowaniem…

Kiedy Michel Houellebecq pisał Uległość, u podstaw jego literackiego scenariusza dla Francji legł jednak głębszy poziom konformizmu. Intelektualne elity francuskie nakreślone w książce nie tylko ulegają nieuniknionej presji – one się z nią identyfikują… Świat, który nadchodzi w książce francuskiego pisarza to czas, który de facto już jest – czas islamu… Zachodnie elity zanurzone w komforcie, materialnym luksusie i demokratycznym bezpieczeństwie, coraz bardziej rozluźnione moralnie – nie zauważają siły, jaka tkwi w demografii i… rodzinie. To dlatego Bractwo Muzułmańskie wygrywa wybory – ich siłą są liczby. Bo demokracja to liczby – nie przekonania. Wybory wygrywa ten, kto ma przeważającą liczbę głosów. A wrogiem staje się ten, kto sprzeciwia się demokratycznemu legalizmowi. I Houellebecq mówi, że wcale nie kwestie gospodarcze, będą miały decydujący wpływ na przyszłość, ale właśnie demografia i oświata. Wygra ta grupa ludności, która ma najwyższą rozrodczość i potrafi przekazać swoje wartości. A jak wiadomo, wartości przekazuje rodzina i szkoła. Dlatego prawdziwa batalia nie będzie toczyć się o gospodarkę, ale o szkołę. Przyszłością zawładnie ten, kto sprawuje kontrolę nad dziećmi. To będzie walka o rząd dusz…” – zauważa Roland Maszka.

Roland MASZKA: Uległość

Michel Houellebecq: „Serotonina”

Z kolei o „Serotoninie”, następnej powieści Michela Houellebecq’a, pisał Jan Śliwa: „Po „Uległości”, której wydanie zbiegło się z zamachami na Charlie Hebdo, nowa książka Houellebecqa była oczekiwana jako kolejne dzieło profetyczne. „Serotonina” była zapowiadana z dużym rozgłosem, równocześnie ukazało się tłumaczenie niemieckie, a w dniu publikacji pojawiły się już obszerne recenzje. Mówiono, że autor znów trafił, tym razem w protest żółtych kamizelek.

Czy książka spełnia oczekiwania? Po części. Problemy społeczne są istotne, ale nie centralne. Dlatego szukając tego wątku, miałem trudności w zorientowaniu się, o co chodzi. A o co chodzi? Dobre pytanie. Może o smutek, depresję i dekadencję? Bohaterem-narratorem jest 46-letni mężczyzna o pogmatwanym życiu. Ma za (a może i przed) sobą liczne historie miłosne. Niektóre mniej ważne, niektóre bardziej. Nic z nich konkretnego nie wyszło. Gdy mogło coś wyjść – robił krok do tyłu, jak gdyby się bał. Aktualnie jest w związku z młodszą o 20 lat Japonką, ale pakuje wieczorem walizkę, rano znika i nie wraca. W związku tym liczy się wyłącznie seks, dość chłodny z obu stron. A może oboje uciekają? Skądinąd sam autor niedawno się ożenił z młodszą o 20 lat Chinką. Co chciał powiedzieć i komu?

Seks przewija się przez całą książkę, od intensywnego po bardzo intensywny. Nie chciałbym być w roli tłumacza. Pytanie, jak odpowiednio oddać poziom wulgarności. Może język francuski bardziej jest przyzwyczajony do libertynizmu, ale może i we francuskim te słowa i sformułowania są ostre. Czytane w obcym języku brzmią łagodniej, tak jak hiszpański gruby język w „Komu bije dzwon” jest prawie malowniczy. Jednak koło setnej strony musiałem się nieco przemóc. Ponoć w „Imieniu róży” Umberta Eco pierwsze sto stron służy odsianiu czytelników, by zostali tylko ci, którzy naprawdę mają zamiar przeczytać książkę. Tyle że tam wyzwaniem była historia i teologia, tu czynności cielesne, mało urozmaicone – z jednym wyjątkiem, wymagającym sporej odporności.

„Krytyki, które poznałem dopiero po przeczytaniu książki, reprezentują pełne spektrum, od geniusza po prawicowego mizogina. Piszą też, że powtarza stare tematy, ale który autor nie ma swoich leitmotivów. Na pewno jest to książka, którą się czyta, a przynajmniej o której się mówi również w szerszych kręgach. Tak rzadkie dziś zjawisko, by zastanawiano się, na ile pisarz oddaje ducha epoki, jak niegdyś Balzac i Hugo. Ostatnio dwóch Francuzów otrzymało Nagrodę Nobla: J.M.G. Le Clézio (2008) i Patrick Modiano (2014). Houellebecq nie, jest kontrowersyjną czarną owcą, politycznie niepoprawną. Kto będzie czytany za sto lat? My nie zobaczymy, ale może ten sypiący się Zachód jakoś przetrwa to niepotrzebne tysiąclecie” – zauważa Jan Śliwa.

Michel Houellebecq we „Wszystko co Najważniejsze” jest obecny na wiele sposobów, redakcja świadomie przybliża jego teksty, omawia też jego najnowsze książki : [LINK].

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 8 stycznia 2022
Fot. Jacek Marczewski/Forum