Operacja otwarcia Cieśniny Ormuz. Stany Zjednoczone wzywają sojuszników do działania

Ambasador USA przy ONZ Michael Waltz oświadczył 15 marca 2026 r., że Stany Zjednoczone „zachęcają, a nawet żądają” udziału innych państw w działaniach, mających na celu otwarcie cieśniny Ormuz. Amerykański minister energii Chris Wright potwierdził, że rozmowy w tej sprawie trwają.
Operacja otwarcia Cieśniny Ormuz
.Michael Waltz odpowiedział w ten sposób w wywiadzie dla CNN na pytanie o wypowiedzi prezydenta USA Donalda Trumpa, który ogłosił, że „wiele krajów” wyśle okręty na Bliski Wschód, po czym dodał, że „ma nadzieję”, że zrobią to Chiny, Francja, Korea Południowa, Wielka Brytania i Japonia.
Dyplomata odmówił podania szczegółów, powołując się na trwające rozmowy. Zaznaczył jednak, że podobna sytuacja powstała podczas wojny iracko-irańskiej w latach 80., kiedy atakowane były tankowce w Zatoce Perskiej i kiedy Wielka Brytania, Francja, a nawet ZSRR włączyły się do operacji osłaniania statków z ropą.
– I myślę, że właśnie do tego wzywa świat prezydent Donald Trump, mówiąc, że cały świat jest dotknięty. Iran nie może trzymać waszych gospodarek jako zakładników i z pewnością przyjmujemy, zachęcamy, a nawet żądamy ich udziału w pomocy ich własnym gospodarkom – powiedział Michael Waltz.
Azja najbardziej uzależniona od Cieśniny Ormuz
.Na ten sam temat wypowiedział się w wywiadzie dla telewizji NBC minister energii Chris Wright. Choć odmówił podania, jakie państwa mają włączyć się w operacje otwarcia cieśniny, to potwierdził, że „jest w dialogu z niektórymi tymi krajami”. Zaznaczył jednocześnie, że to głównie azjatyckie gospodarki polegają na ropie eksportowanej przez Ormuz.
– Japonia, Korea, Chiny, Tajlandia, Indie – znaczna część ich całkowitych dostaw energii pochodzi z Cieśniny Ormuz. Oczywiście cały świat będzie zjednoczony w kwestii potrzeby otwarcia cieśniny Ormuz i z pewnością będziemy mieli wsparcie innych krajów, aby osiągnąć ten cel – dodał. Chris Wright ocenił, że wojna z Iranem zakończy się w ciągu kilku tygodni, a wtedy ceny ropy naftowej ponownie spadną. Przyznał jednak, że nie może tego zagwarantować.
Kwestia Iranu jest w istocie kwestią Chin
.Operacja Epic Fury to pierwszy akt stulecia Indo-Pacyfiku. Niestety, nie ostatni – pisze Michał KŁOSOWSKI Relacje z Iranem najczęściej opisuje się jako problem nierozprzestrzeniania broni nuklearnej, kwestie sponsorowania terroryzmu, rywalizacji z Izraelem albo po prostu jako problem regionalnego destabilizatora. Każde z tych ujęć dotyka oczywiście realnego problemu, ale żadne nie oddaje tego, co w tej sprawie jest najważniejsze. Program nuklearny, sieć milicji rozciągająca się od Libanu po Jemen czy pytanie o architekturę bezpieczeństwa Zatoki Perskiej nabierają pełnego znaczenia dopiero wtedy, gdy spojrzy się na nie przez pryzmat wielkiej strategii Chin.
Pekin bowiem od lat, inwestując miliardy dolarów, wspierał Iran jako strukturalny element chińskiej pozycji w regionie. Wiele wydarzeń na Bliskim Wschodzie staje się zrozumiałych dopiero w świetle tego faktu. Dlatego właśnie amerykańsko-izraelska operacja „Epic Fury” jest pierwszą kampanią militarną, która realnie zagraża temu układowi. Uderzając bezpośrednio w Iran, administracja prezydenta Donalda Trumpa – czy to świadomie, czy wywołując skutek uboczny swoich działań – podważa jeden z filarów chińskiej architektury regionalnej: zapewnianie pokoju i rozwoju. Czas, by powiedzieć to wprost. W czerwcu 2025 roku bowiem, kiedy Izrael rozpoczął operację „Rising Lion”, dwunastodniową kampanię precyzyjnych uderzeń, w której zniszczono irańskie instalacje wzbogacania uranu, zabito ponad trzydziestu wysokich rangą dowódców i kilkunastu naukowców związanych z programem nuklearnym; Stany Zjednoczone przeprowadziły wówczas bezpośrednie ataki na trzy obiekty atomowe. Mit możliwości odstraszania Islamskiej Republiki Iranu, budowany przez cztery dekady, rozpadł się w ciągu kilkunastu dni.
.Pod koniec grudnia 2025 roku w całym Iranie wybuchły największe protesty od 1979 roku. Obejmowały wszystkie 31 prowincji i były następstwem załamania gospodarczego oraz przekonania społeczeństwa, że reżim nie jest już tak silny, jak kiedyś. W styczniu 2026 roku władze odpowiedziały masakrą, w której zginęły tysiące ludzi. Unia Europejska uznała wówczas Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej za organizację terrorystyczną, co jeszcze bardziej pogłębiło międzynarodową izolację Teheranu. Według wszelkich klasycznych kryteriów Islamska Republika Iranu jest dziś słabsza niż kiedykolwiek wcześniej. Chiny jednak pomagają ją utrzymywać. W ostatnich tygodniach pojawiły się informacje, że Teheran jest bliski finalizacji zakupu chińskich naddźwiękowych pocisków przeciwokrętowych, zdolnych zagrozić amerykańskim lotniskowcom gromadzącym się w Zatoce Perskiej – kiedy piszę te słowa, trzeci z nich zmierza w kierunku rejonu konfliktu. Wcześniej chińscy dostawcy wysłali do portu Bandar Abbas ponad tysiąc ton nadchloranu sodu – kluczowego składnika paliwa rakietowego – co pozwala odbudować znaczną część arsenału rakiet balistycznych zniszczonego wcześniej przez Izrael. Aby zrozumieć, dlaczego Pekin podejmuje takie działania i co to oznacza dla Stanów Zjednoczonych, trzeba spojrzeć szerzej, poza sam Iran, na globalną rywalizację, w której kraj Persów jest tylko jednym z elementów.
PAP/Oskar Górzyński/MJ





